William Ernest Henley - Niepokonany, przeł. Ryszard Długołęcki

Z nocy, co czernią okrywa mnie srogą,
Mroczną jak mroki, które piekła strzegą,
Ślę dzięki wszelkim istniejącym bogom
Za mego ducha nieujarzmionego.
W okrutnych szponach zdarzeń pełnych ciosów  
Tkwiłem bez jęku; ból mnie nie pokonał:
Pod bezlitosnym gradem razów losu
Ma głowa krwawi, lecz trwa – podniesiona.

Za krańcem tego miejsca łez i gniewów  
Czeka już tylko cień zimny, posępny,
Lecz wszelkie groźby Czasu w jego biegu
Znajdują mnie i znajdą – nieulękłym.
Nieważne, jaki trud przede mną stoi
 I jakie jeszcze cięgi mi pisane;  
 Ja jestem panem biegu losów moich,
 Ja jestem ducha mego kapitanem.

                                                            (przekład i komentarz: Ryszard Długołęcki)

 


*   *   *   *   *

William Ernest Henley (1849-1903), angielski poeta, krytyk i wydawca, syn także Williama - księgarza i Mary, córki poety Josepha Whartona, już od dwunastego roku życia chorował na gruźlicę kości, która stała się przyczyną amputacji jego lewego podudzia. Przebył ją w wieku około 19 lat w oddziale chirurgicznym sławnego londyńskiego St Bartholomew`s Hospital, znanego także pod potoczną, skróconą nazwą Barts. Szpital ten, najstarszy w Europie i w Zjednoczonym Królestwie, otwarty w roku 1123, obecnie nadal działający i zachowujący swą pierwotną lokalizację (!), nie był wówczas wolny od zmory zakażeń wewnątrzszpitalnych. Powodowały one, że takie zabiegi, jak np. amputacje ud czy podudzi, kończyły się nawet w połowie przypadków śmiercią operowanych. Kiedy po amputacji, zakończonej na szczęście pomyślnie, młody pacjent dowiedział się, że należy amputować mu także prawe podudzie, nie wyraził na to zgody i udał się po pomoc do znanego już wówczas brytyjskiego chirurga, Josepha Listera, w tym czasie profesora chirurgii klinicznej Uniwersytetu w Edynburgu. W tym znakomitym ośrodku, pionierskim w dziedzinie antyseptyki, po 20 miesiącach leczenia i wielokrotnych interwencjach chirurgicznych, prawe podudzie Henley`a zostało uratowane. W czasie ponad półtorarocznego okresu pełnego niepewności oczekiwania na wyniki leczenia - młody pacjent napisał m. in. swój poemat Invictus.

Henley był wysokim, mocno zbudowanym mężczyzną, pełnym energii i siły życia. Zmarł w wieku 54 lat, a przyczyną śmierci stał się jednak rozsiew gruźlicy.    

Jego przyjaciel, Robert Louis Stevenson, przyznał po latach, że pierwowzorem postaci charyzmatycznego, bystrego, przebiegłego, a jednocześnie pełnego humoru i siły, jednonogiego korsarza, Long Johna Silvera, jednego z bohaterów sławnej Wyspy Skarbów, był właśnie William Henley.      

Poemat Invictus - Niepokonany, Niezwyciężony (to wydawca nadał mu po latach ten tytuł), poruszył głęboko wielu, choć spotykał się także z głosami krytyki, zarzucającymi mu m. in. artystyczną mierność i tony melodramatyczne, a nawet – jego autorowi - „…uwielbienie dla przemocy i tyranii.” (Gilbert Keith Chesterton – Heretycy – str. 79-81).

A jednak:

- Winston Churchill cytował wersy tego poematu w swym publicznym wystąpieniu po jednym z tragicznych w skutkach bombardowań Londynu, przeprowadzonych przez hitlerowskie lotnictwo,
- Martin Luther King Jr przywoływał ten poemat w jednym ze swych przemówień na temat dyskryminacji rasowej w U.S.A.,
- Nelson Mandela powiedział kiedyś, że w czasie swego uwięzienia w Robben Island Prison, gdzie odbywał zasądzoną mu karę dożywotniego więzienia, czytał Invictusa współwięźniom i był on dla nich wspólnym źródłem siły, wytrwałości, chęci przetrwania i poczucia własnej godności. Clint Eastwood, reżyser filmu o Mandeli, nadał temu obrazowi tytuł Invictus,
- birmańska opozycjonistka i noblistka, Aung San Suu Kyi, wspominała w jednym z wywiadów, jak to ojciec jej, generał Aung San, który przez lata przewodził walce o niepodległość Birmy i wynegocjował ją wreszcie w 1947 r. w rozmowach z władzami brytyjskimi, w swych najtrudniejszych chwilach wracał do treści poematu Henley`a i czerpał z niego siły,
- część ósmego wersu poematu: „Ma głowa krwawi, lecz trwa – podniesiona” („…bloody but unbowed”) otwierała tytułową stronę numeru Daily Mirror, który ukazał się bezpośrednio po krwawych zamachach bombowych w Londynie, dokonanych w dniu 7 lipca 2005 r.,
- londonowski Martin Eden cytuje dwa ostatnie wersy drugiej zwrotki poematu swemu przyjacielowi, Brissendenowi, a ten odpowiada: „Lubisz Henleya. Oczywiście; mogłem się tego po tobie spodziewać. Och, Henley; ten wyróżnia się spośród współczesnych rymopisów, niby gladiator spośród bandy eunuchów!”
     

Wreszcie – pamiętamy może końcową scenę z filmu Casablanca, rozgrywającą się na lotnisku. W niej kapitan Renault (Claude Rains), po zastrzeleniu niemieckiego majora Strassera i uratowaniu życia Rickowi Blaine (Humphrey Bogart), mówi do niego z pewną dumą: „ Ja jestem panem mego losu i kapitanem mego ducha”, a Bogart odpowiada mu: „Wiesz, Louis, myślę, że to jest początek pięknej przyjaźni…”.

Tak więc, krytyka krytyką, ale chyba jednak w tym poemacie jest coś szczególnego, czego nawet przekład zniszczyć nie potrafi…
    

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież