Grzegorz Bazylak - I nie wódź nas na pokuszenie

Na koniec mężczyzna jest tylko tym co posiada
dlatego James Joyce oślepł przy korektach
Ernest Hemingway strzelił sobie w usta
a samotny Samuel Beckett wpatrywał się
w śnieżący ekran telewizora leżąc w wannie
Jerzy Kosiński szczelnie obwiązał swoją głowę
czarną ogrodniczą folią a Kazimierz Kummer
wypłynął z Jastarni szybkim kraulem w morze
i już nie wrócił jak nagły podspojówkowy wylew
krwi dokładnie o północy z czwartku na piątek

Nieskończoność jest tylko stanem umysłu
dlatego Edouard Monet nigdy nie namalował
swojej uciętej stopy Tymoteusz Karpowicz był
jednorękim drwalem szczegółowo rozkładanych
kulminacji a wędrowiec z Tężniopolis chciał
uciętą suchą nogą przekroczyć dwoistość
światła wyssanego z rozlewisk nad Wisłą
podczas gdy Rafał Wojaczek najbardziej
był tam gdzie go nigdy nie było

Kuszeni i kuszący piętnem języka i egzystencji
co brzeg witając nowy w kontakcie z pozorem
ojczyzny która niezmiennie zaczyna się od cmentarza
ze zbijającą z tropu szybkością narracji stają się
wodospadem zamienionym w pokryte woskiem
lustro skąd w skręconej perspektywie nadchodzi
jak zwykle i bez końca tyle złego co dobrego
o wartości raczej bezczelnie rozdanej niż dodanej

 

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org