Irena Batura - Motyle

                    Z cyklu „Borówki”

Zabawy letniej pory
bieganie za motylami
cudownie kolorowymi

Babka mówili
Tero to łun pikny
a był brzydko gonsienico
i poczwarko
robionco szkody

Z gminy w Hyżnem
przybiegał czasem posłaniec
z  papierkiem
Ciocia coś z niego czytała
Mina dziadka robiła się niewesoła
bo to o szarwarku
a to o wyborach
- Jak tu iść na wybory piyndź kilometrów
i czy łurzond przyjmie z kynkarto
Dowodu ni ma
tsza do niego zdjyncia
do fotegrafa tyż daleko

Goniec  poprosił ciotkę
Ginia chodź ze mno
poczytosz w tych chałupach
 gdzie literów nie znajo

Motyle to stworzenia lata
a tu marzec
śnieg mokry po pas
po nocy zasypało
Za oknem widzę
- człowiek brnie przez zaspę
w wyciągniętej do góry ręce
trzepocą się skrzydła motyla
- Niech bedzie pochwolony
motyla z gminy niese
chymicznym ołówkiem pisany
trzymom tak
bo sie w mokrym śnigu zamaże
Łumar dobroczyńca ludzkości
Józef Stalin

Ciocia wyszła z urzędowym
Babcia zapłakali
- Czemu babciu płaczecie
- Stalin łumar
- A to dobry człowiek
- Nie ale człowiek

Osiemdziesiąt siedem lat dziadkowych
wyprostowało się
urosło
twarz pojaśniała    
ręka sięgnęła po siekierę
- Ide pola narombać
- Nie tsza je dużo
tsza ściżke wykopać do studni
wody naniyść

Dziadek nie odłożył siekiery
Poszedł do ulubionej pracy
dającej nadzieję ciepła i poczucia bezpieczeństwa
Wiele lat później to pojęłam
                            
                              9 stycznia 2017 r.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora