Mateusz Wabik - Świat widzialny zamiast zauważalnego

Nowy tomik Jarosława Jakubowskiego pt. „Wzruszenia”, który został wydany w 2017 roku nakładem Towarzystwa Przyjaciół Sopotu jest pierwszą książką poety, którą przeczytałem, choć pamiętam, że w latach 2000-2005 sporo jego wierszy znajdowałem w prasie literackiej. I to co zapamiętałem z jego poezji, dzisiaj także znajduje się w nowym tomiku. Nie za bardzo umiem się wczuć w jego sytuację liryczną, ale on pisze rzetelnie skrojone wiersze opisowe.

Kiedyś myślałem, że pójdzie jeszcze w coś, co te poprawne wiersze podbije tajemnicą, mrokiem, zaskakującymi metaforami, ale poeta postanowił pisać to co pisał kiedyś, fotografować rzeczywistość, naturę, kontemplować świat we wszelkich jego przejawach jakby go chłonął posłuszny nakazowi Emmanuela Levinasa. W „Połowie maja, po deszczu” poeta wyznaje – „Nie ufam metaforze, wolę twarde słowo/”drzewo” albo „trawa” (…) //Chciałbym kiedyś napisać wiersz, w którym/wszystko będzie prawdziwe, tak jak las,/woda, niebo; wiersz, który samodzielnie/oddycha, patrzy, czuje.” Poeta komunikuje, że bliższy mu  jest klasycyzm, niż awangarda, nie obchodzą go nowoczesne i ponowoczesne teorie języka, gdyż ufa słowu niczym klasyk. Jego wybór nieufności wobec środków artystycznych przypomina dawne dyskusje z lat 90-tych dotyczące autentyzmu w poezji, a także  wiersz Marcina Świetlickiego z „Zimnych krajów” pt. „Etos pracy”, w którym krakowski poeta pisał o sprzątaniu schodów „Żadna metafora:/autentyczna historia”. Jednakże wydaje mi się, że Jakubowski w jakiś niejasny sposób dla mnie chce podważyć metaforyczną i znakową naturę języka, gdyż pewnie nie da się w wierszu oddać tak wiernie przechadzki po lesie jakby wiersz był tą przechadzką. Można na pewno raz lepiej, raz gorzej taką przechadzkę opisać. Na pewno wybór Jakubowskiego zbliża jego poetykę do poetów roczników 60., nie wpisuje się w opozycję poezja solarna i lunarna Karola Maliszewskiego służącą do opisu poezji roczników 70. Na poezję solarną za mało humoru, cynizmu, radości istnienia w jego wierszach, a także znajduje się w nich większy dystans do świata niż w poezji Adama Pluszki, czy Tadeusza Dąbrowskiego, zaś odrzucenie awangardy i  dystans do metaforyki, ciemnych klimatów na pewno nie sytuuje go wśród poetów lunarnych takich jak Bartłomiej Majzel, czy Roman Honet.

Dystans do innych ludzi, świata charakterystyczny dla klasycyzmu można znaleźć już w pierwszym wierszu J. Jakubowskiego we „Wzruszeniach” pt. „Południe, nowy rok”. W pierwszej zwrotce poeta opisuje ludzi pakujących przed Sylwestrem alkohol do plecaków. W drugiej zwrotce opisuje to co dzieje się koło garażu. Ostatnia zwrotka zaczyna się od słów: „Patrzę na to wszystko zza szyby, spokojny,/trzeźwy, gotowy na przyjęcie nieznanego”. Poeta mimo obserwacji czynionych z daleka, z bezpiecznego miejsca, gotowy jest na nieznane. W jego tomiku każdy wiersz jest pisany z dystansem, który nie oznacza odrzucenia świata widzialnego na rzecz abstrakcji, które podporządkowują go podmiotowi. Jednakże ta poetyka nie zawsze się sprawdza. Np. w wierszu pt. „Koniec maja, północ, południe” nic ciekawego nie ma pomiędzy zakomunikowaniem ruchu na pobliskiej szosie, a wspomnieniem o odgłosach wydawanych przez dzięcioła i chmurach: „Monotonne ciągi samochodów sunęły szosą (…)/, dzięcioł zawzięcie opukiwał drzewo”. Takich wierszy czytałem mnóstwo, poza tym, że Jakubowski poprawnie włada językiem opisu czytelnik z wiersza nic nie wynosi. Wiersz rozpada się na kilka obrazów, które każdy zna ze swojego doświadczenia. W tym wierszu kryje się jeszcze jedna sprawa, na dobrą sprawę jest to mała proza, rozpisana na zwrotki co także jest charakterystyczna dla wielu innych wierszy Jakubowskiego. To także zbliża jego poezję do nurtu roczników 60-tych. Jednakże poetyka epifanii w poezji miała za zadanie ukazać, że drobne wydarzenie z dnia codziennego może odsyłać do czegoś innego, może przywodzić na myśl jakieś skojarzenie kulturowe, inne znaczenie niż to co jest dane w wierszu. W poezji Jakubowskiego jest tylko notowanie obserwacji. W tej czynności zredukowania podmiotu lirycznego do skrupulatnego opisywacza  widzialnego świata nieco przypomina Wilczyka, gdyby tamten więcej opisywał przyrodę.

Na pewno J. Jakubowski jest rzetelny w swojej pracy twórczej. A jednak miejsce w poezji Jakubowskiego zawsze czegoś brakowało, czegoś niespodziewanego w tych krajobrazach. Fotografie są ciekawe, przez jakąś uchwyconą anegdotę, a nie przez to, że autor sfotografował drzewa albo samochody. Ale cóż trzeba czytać także i to co nie do końca przekonuje.

 


 

Jarosław Jakubowski, Wzruszenia, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu, Sopot 2017.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież