Elżbieta Cichla-Czarniawska - Znak bez kropki

W serii Poeci Lublina Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” wydał z okazji 700-lecia miasta zbiór wierszy Waldemara Michalskiego Znak bez kropki. Zbiorek jest jednocześnie podsumowaniem pięćdziesięciu lat twórczości poetyckiej autora, znanego eseisty, redaktora, krytyka, bez którego wszechstronnej działalności trudno sobie wyobrazić życie literackie współczesnego Lublina.

Autor urodził się 27 września 1938 r. we Włodzimierzu Wołyńskim. Ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Czarnieckiego w Chełmie, filologię polską w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Był pracownikiem i kustoszem Biblioteki Uniwersyteckiej KUL. Od 1 czerwca 1985 r. jest członkiem zespołu redakcyjnego kwartalnika „Akcent” (sekretarz redakcji w latach 1985-2013). W 1994  był współinicjatorem (razem z Bogusławem Wróblewskim i Bohdanem Zadurą) powołania Wschodniej Fundacji Kultury „Akcent”, której nieprzerwanie jest sekretarzem Zarządu do dnia dzisiejszego

To najważniejsze etapy życia, które pozostawiły ślad na dorobku poetyckim Michalskiego, więcej – ukształtowały ten dorobek według norm, jakimi rządzi się jego pisarstwo do dziś: podporządkowanie poetyckiej wizji określonym środkom wyrazu; naturalny związek z tradycją, ale nowoczesne widzenie świata; awangardowy dobór obrazów, finezja metafory, słownictwo mieszczące się całkowicie we współczesnych kanonach, ale jednocześnie prostota wypowiedzi. Krytyka podkreśla, że jest to poezja moralna, wypowiadająca swoje racje językiem doskonale dobranym do sytuacji lirycznej, pozbawionym wulgaryzmów (choć nie stroniącym od żartu, czasem gorzkiego humoru), śmiało łączonym ze sprawami istotnej wagi. Charakterystyczny jest sposób kształtowania rzeczywistości poetyckiej w niby-dialogu prowadzonym z osobami, które dawno odeszły z tego świata (Słowacki, Norwid, Chopin, Herbert, rodzice, przyjaciele) lub są odległe o tysiące kilometrów. Wiąże się to z budowaniem przestrzeni: dalekiej lub bliskiej; realnej lub stworzonej przez autora; istniejącej w trzech przedziałach czasowych: w przeszłości, teraźniejszości, przyszłości. Przestrzeń najbliższa to dom, Lublin, bliscy ludzie, którzy kochają piękno, naturę, sztukę i doświadczają podobnych co poeta doznań. Przestrzenie dalsze to ziemie i kraje zwiedzane podczas wycieczek i podróży (Włochy, Niemcy, Wilno). Zawsze potrafi Michalski wyzyskać charakterystyczny szczegół, znaleźć serdeczne związki z opisywanym miejscem. Spośród nich na specjalną uwagę zasługuje Wołyń. Mimo, że poeta musiał we wczesnym dzieciństwie opuścić tę ziemię, wraca do niej w poezji a bolesne przeżycia nie stanowią przeszkody w wyrażaniu ciepła, przywiązania, miłości. Ludzie stamtąd są i dzisiaj najbliżsi (matka, ojciec, dziadek Zienkiewicz). Przywołują smak dzieciństwa, pełni są dobroci i gościnności. Kościoły i cerkwie stanowią punkty nieustająco wyzwalające wzruszenia. Obrazy często przekraczają czas realnie istniejący, pojawiają się na zasadzie „bytów pamięci” – nawet zniszczone – istnieją w takiej jak niegdyś postaci. Dotyczy to również motywów przyrody. Piękne, niebanalne metafory związane z naturą pojawiają się we wszystkich utworach, w których przestrzeń odgrywa zasadniczą rolę. Co ciekawe, w poetyckim dorobku Michalskiego więcej jest ziemi niż nieba. Chodzi oczywiście o opis, gdyż sfera sakralna, biblijna, zagadnienia moralne, filozoficzne i eschatologiczne stanowią oddzielny problem.

Powyższe uwagi wydają się niezbędne przy omawianiu ostatnio wydanego tomiku wierszy. Nosi on tytuł sprowokowany być może zbiorkiem utworów Szymborskiej Dwukropek, którego istotą jest przekonanie, że na tym świecie nic nie jest pewne, a „do widzenia” często równa się „żegnaj”.U Michalskiego jednak słowo „żegnaj” nie kończy, lecz zaczyna nowe życie. Tytułowy wiersz dedykowany Markowi Danielkiewiczowi jest wstępem do rozważań przewijających się w całym tomie Znak bez kropki, do przekonania, że śmierć otwiera drzwi nieznanego świata, a Krzyż jest kluczem, który pomaga go osiągnąć. Utwór ten może być też dyskretnym nawiązaniem do tragedii holokaustu, o czym świadczą takie choćby fragmenty; „tylko pamięć wymaga czuwania / idzie z dymem wprost do nieba”. Ale może też być uogólnieniem, gdy widok cmentarnych płyt „pozostaje wciąż otwartą raną / i znakiem bez kropki”. W tomiku kilkakrotnie wraca autor do tego tematu traktując go jako nieprzebrzmiały i godzien przypominania. W pierwszym rozdziale książki zatytułowanym Lustro w dwudziestu odsłonach z epilogiem znajdujemy wstrząsające obrazy Majdanka, jak ten, którego bohaterką jest Halina Birenbaum. Prostymi słowami opowiada poeta, w jaki sposób uniknęła ona śmierci w obozie. Przyczyna była „banalna”: zabrakło gazu, za co ktoś będzie ukarany, bo „Ordnung muss sein”. Albo fotografia nieistniejącej już dzielnicy żydowskiej, dawniej tętniącej życiem, hałaśliwej, a dziś przerażająco cichej. Łączy te kontrasty motyw mleka:

- Jahwe
gdzie byłeś
gdzie twoje dzieci
i te bose i bez mleka
za Żydowska Bramą
cisza.

W wierszu piętnastym tego cyklu podmiot liryczny przytacza słowa poetki żydowskiego pochodzenia Anny Frajlich, która będąc w Lublinie w czerwcu 2000 r. powiedziała: „nieprawdopodobne / tu wszystko jest / z Czechowicza!”. Inna sytuacja, inny kontekst, ale znamienne jest to, że ustami poetki z Nowego Jorku  Michalski przytacza   obecność poety z Lublina, który był także nauczycielem  jego matki we Włodzimierzu Wołyńskim.

Lustro to jednak przede wszystkim podkreślenie autora, że „każde rozstanie jest początkiem / nowego spotkania”. Są tu wyrażone doznania poety pojawiające się w miejscach, gdzie lała się „krew bratnia”, gdzie nic nie jest pewne, gdy „Lewiatan z czarnym podniebieniem / uciął sobie drzemkę”. Krzemieniec czy Poczajów to magiczne punkty, dokąd się zawsze wraca i mimo grozy przeszłości, doświadcza wciąż ludzkiej życzliwości. Są w tym rozdziale także wiersze notujące momenty z bieżącego życia, jak ten poświęcony Kosobudom z roztoczańskiej puszczy, gdzie znajduje się wakacyjna ostoja Michalskich, są utwory przypisane przyjaciołom (Mariusz Olbromski, Leszek Mądzik), są odwołania do zmarłych wielkich Polaków. Wreszcie półżartobliwe wiersze związane z realiami politycznymi. Często pojawia się motyw śmierci: wszechobecnej, przychodzącej niespodziewanie i jedynie pewnej w życiu, jak zauważa poeta (który szczęśliwie przeżył poważną operację serca) w wierszu Mamy już własny dom. Kończy się on pozornie lekko, ale zawiera dramatyczną puentę:

nasz dom jeszcze jest nasz
jutro przyjdzie komornik
więc my szybko...fiut!
i do nieba.

Bo dom jest domem realnym a jednocześnie znakiem wieczności.

Cały cykl zakończony jest Epilogiem, w którym autor odrzuca to, co przyrodzone, co ludzie uważają za naturalne objawy istnienia i przyjmuje wartości wyższe, stąd frazy sugerujące wyznanie: „sam jestem kamieniem”, „sam jestem wołaniem”. Z każdą chwilą rozpoczyna się bowiem nowe życie i „dobrze mieć obok Mistrza”. Mimo zbrodni człowieka powraca tu zaufanie do Boga. Powraca nadzieja i wiara, że wszelkie zło kiedyś się skończy. Lustro w dwudziestu odsłonach... to zagłębienie się we własne „ja”, we własne przeżycia, w to, czego  autor doznał całym sobą, co zapamiętał i zanotował we własnym wnętrzu, wreszcie co stało się sensem jego poezji.

Kontynuacją tych rozważań jest następny cykl wierszy - Chopin, który rozpoczyna się napisanym dawniej utworem Dworek w Żelazowej Woli, występującym w nieco innym układzie i noszącym tytuł Prolog. Znać tutaj celową pracę autora nad tekstem, zdążającą do uaktualizowania go i dopasowania do całości zespołu utworów. W kilku wierszach wykorzystał poeta fragmenty listów Chopina, dzięki czemu wyrazistości nabrały poszczególne wypowiedzi a trzeba dodać, że wszystkie oprócz Prologu są stylizowane na słowa Chopina. Wyraża więc podmiot liryczny patriotyzm, tęsknotę za utraconym krajem ojczystym, za rodziną i bliskimi, za przyrodą i polską wsią. Znajdujemy tu echa rozpaczliwych przeżyć z Majorki i Paryża, osamotnienie, piętno choroby, wyjaśnienie, dlaczego komponuje małe formy muzyczne zamiast symfonii. Towarzyszy wszystkiemu przeczucie śmierci: ”jeśli umrę -/zapewne to się stanie wcześniej niż pragnę/ niech rodzina spali/nie z druku żyłem”. Podkreśla więc poeta, iż głównym motywem pracy kompozytora jest służenie sztuce, i mimo trudów życia praca dla samej pracy. Posłużył się Michalski cytatem z Norwida, chcąc zaznaczyć jej pozorną daremność: „Do Belwederu czas jechać / cóż gdy Belweder jak bańka mydlana / i fortepian na bruku strzaskany”. Ostatnie słowa kompozytora brzmią jak testament: „a serce będzie na zawsze w Warszawie / tak postanawiam i amen”. Z garści wzruszających utworów wykreował więc Michalski całą drogę twórczą Fryderyka. Można ją podsumować zdaniem z Epilogu: „Mój testament nie kończę kropką”, łączącym cykl z pozostałymi utworami tomiku.

Trzecia część zbiorku - Wędrowne, zawiera wiersze, inspirowane wędrówkami kajakowymi po Dniestrze, wycieczkami do Janowca, włóczęgami rowerowymi z księdzem literatem Januszem Kozłowskim, a także utrzymanym w „poetyce dziwności” spotkaniem z poetami w Oborach. Bardzo osobisty charakter ma utwór Bociany nad Warszawą, gdzie znajdujemy wzmiankę o ślubie poety, zawartym w warszawskim kościele św. Michała. Jedzie autor do Krzemieńca - jakże by inaczej - w towarzystwie trzech wielkich postaci naszej literatury: Norwida, Słowackiego i Felińskiego, wspominając przy tym „piękną Ledę” - Salomeę, matkę tu urodzonego Juliusza. I znowu niespodzianka: trzy wiersze dawne pod wspólnym tytułem Raptularz wołyński to Między Turią i Ługiem, W klasztorze Zimno i W drodze na Wołyń. Utwór pierwszy pozbawiono konotacji rodzinnych, przez co stał się bardziej uniwersalny; drobnych zmian dokonał autor również w drugim i trzecim wierszu. Wreszcie cykl Walą się mury Jeruzalem, dedykowany „na nowe spotkanie” przedwcześnie zmarłemu synowi Januszowi - utwór pełen niezwykłego piękna, silnego napięcia emocjonalnego i wieloznaczności. Powraca tu motyw wiosła, rzeczy-symbolu, nierozerwalnie związanego z wyprawami syna po Dniestrze i Prypeci, które po jego odejściu towarzyszy rodzicom podróżującym śladami zmarłego. Pragną oni ocalić w pamięci i w poezji zamierzchłe obrazy, wskrzesić je, gdy „stanął czas i stanęła rzeka”. Znakiem łączącym dwa światy: przeszły i teraźniejszy, wołyński i polski jest ikona - „zielonooka Pani” z cerkwi, bo przecież „niewidoczne działo się poza nami”. Mimo, że dom opuszczony, że „klamka milczy”, nie jest to milczenie ostateczne. Przemówił znowu poeta, którego twórczość sięga najwyższych wartości: nawet w tragicznych sytuacjach osobistych potrafi on zdobyć się na ważne słowa: „a przed nami / droga coraz krótsza jakby bliżej Boga”. Walą się mury Jeruzalem nie stanowi wyrazu słabości i załamania, lecz przeciwnie – ponadludzkiej siły człowieka. Rzeczywistość jest tu nie tylko „materiałem” na lirykę, ale narzuca poetycki tekst. W ostatnim fragmencie utworu znalazło uzasadnienie ważne pytanie wyjęte z Raptularza - „Tylko my tu po co?”. Podmiot liryczny rzuca to pytanie, gdy na cmentarzu widzi sroki, „dwa kolory granatowy i biały / jak mundurki szkolnych dzieci” i - uspokojony - dodaje: „przed czasem kamień odwalony / czeka”.

Tom Znak bez kropki jest więc podsumowaniem dotychczasowej drogi twórczej Waldemara Michalskiego, pełen ciepła, wiary w człowieka, bezpośredniości i zaufania, choć nie wolny od zwątpienia. Poszukujący w człowieku dobra - niezależnie od wyznania, przynależności narodowej, nawyków, lecz piętnujący zło na płaszczyźnie jednostkowej i ogólnonarodowej. Jest to liryka nowoczesna, ale nie przeintelektualizowana, dysponująca środkami wyrazu mieszczącymi się w poetyckim „dzisiaj”, jednak odwołująca się do tradycji zarówno w zasobie słownictwa, jak w charakterystycznym przywoływaniu znanych cytatów, powiedzeń, postaci. Poezja pytań, na które nie zawsze znajdujemy gotową lub natychmiastową odpowiedź. Przykładów dostarcza choćby motyw choroby i śmierci, motyw walk bratobójczych czy okrucieństwa wojen. Przeciwstawia im poeta silną wiarę i nadzieję, rodzinny dom, oparcie o Biblię, odwieczne nakazy dobra, przyjaźń, ukochanie wolności, natury i sztuki. Z przyrodą związane są przepiękne obrazy Wołynia i Polski: wody, gór, lasów, traw i kwiatów, gdzie często najzwyklejsze drobiny materii  ujęte trafną metaforą zyskują niezwykły walor; w jednym z wierszy nawet skromna szałwia godna jest tego, by powiedzieć o niej z dumą: „Mam własną ziemię / (w doniczce)”, „podlewam szałwie w doniczce”. Ważną rolę odgrywa w tej twórczości motyw podróżowania, wędrówki, włóczęgi. Pozwala ona odkrywać nowe światy, ale jest też najprostszym środkiem do tego, by odnaleźć w sobie „lustro”, głos z wewnątrz sprawiedliwie oceniający rzeczywistość.

Choć krytycy twierdzą nie bez racji, że „poezja Michalskiego wyrasta z tradycji i stylistyki II Awangardy i pokrewieństwa z Czechowiczem i Miłoszem, lecz nawiązuje także do fragmentaryczności Białoszewskiego zarówno na płaszczyźnie składniowej, jak i leksykalnej” (Bogusław Wróblewski, Kalendarz Lubelski 1981) pozwólmy jej być tradycją i stylistyką własną, Michalskiego. Zasłużyła na to dążeniem do uchwycenia rządzących światem praw, moralistyką, łączeniem racjonalności z intuicją, trafnym podejmowaniem problemów człowieka wplątanego w trudne układy międzynarodowe, wewnątrzpaństwowe, borykającego się z osobistymi dramatami. Zasłużyła udatnym wiązaniem symboli dawnych poetyk z językiem poezji nowoczesnej. Jest to twórczość otwarta na głosy współczesności i wypowiada je szlachetną mową wiązaną, wolną od kolokwialnych zwrotów, od zbytecznej emocjonalności, opanowaną i czystą.

 


Waldemar Michalski, Znak bez kropki, Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”, Lublin 2017, ss. 76.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież