Marek S. Podborski - Kata tonia

Ta cisza ogromna
wrzawą obrzmiała jak
balon nieszczelny
płomieniem nadęty

Poczekam w skowycie
nocnych wilków straży
owiany oplotem gwiazd
i ścięty

Tym tchnieniem obłoków
zamarłych w istocie
harmonii bezruchu
swój kres rozpoznając

Jak tylko goniec
co nie dobiegł jeszcze
z wieścią najgorszą
bez snu umierając

Rozpala ran dreszcze
ukryte miecze
w połyskach
dzwonów bezzębnych
pyskach