Lesław Czapliński - Do przyjaciół Katalończyków

Postanowiłem wesprzeć niepodległościowe dążenia Katalończyków i skupić się na najbliższej mi perspektywie, a więc ich wkładzie do światowej kultury i sztuki, niedocenianemu wszakże lub wręcz nierozpoznawalnemu z powodu braku formalnej państwowości.

O ile jeszcze do pewnego stopnia świat kojarzy z Katalonią sługę bożego Antonia Gaudíego (podobny status posiada Jože Plečnik, architekt Lublany, stolicy Słowenii, a więc kraju porównywalnego z Katalonią pod względem wielkości, posiadającego wszelako niepodległość, choć wywalczoną w zbliżonych okolicznościach, oraz członkostwo w Unii Europejskiej), albowiem z racji jego zawodu – architekta – niedającego się oddzielić od miejsca artystycznej aktywności, a więc Barcelony, o tyle innych wielkich twórców tej narodowości traktuje się na ogół jako Hiszpanów.

Mało kto wie, że Katalończykiem był jeden z największych wiolonczelistów Pau Casals, skoro szerzej znano go pod kastylijskim brzmieniem imienia jako Pablo. Jedynie Miró nie dał sobie przerobić imienia i występował jako Joan (pamiętam jak wymówiłem je z katalońska jako „dżoan”, na co mój student zareagował – „chyba huan?” - na co zwróciłem uwagę, że wtedy pisałby się Juan). Katalończykiem był też Salvador Dalí, a jego w pewnym okresie partner życiowy – Federico Garcia Lorca, Hiszpan z Andaluzji – zapewniał jego rodziców, że przy okazji następnej u nich bytności zwracać się już będzie po katalońsku. Na marginesie warto wspomnieć, że znacznie później Katalonia będzie pierwszym krajem katolickim na świecie, który wprowadzi na swoim obszarze regulacje prawne w zakresie uznania związków jednopłciowych, wyprzedzając w tym względzie Francję i Hiszpanię.

Katalończykiem jest słynny gambista Jordi Savall, występujący pod rodzimym brzmieniem imienia, który zyskał międzynarodową sławę dzięki nagraniu ścieżki dźwiękowej do filmu Alaina Corneau „Wszystkie poranki świata” o dwóch siedemnastowiecznych, francuskich wirtuozach tego instrumentu, któremu przywrócił popularność, a także był jednym z pionierów historycznego wykonawstwa muzycznego.

Również większość śpiewaków, uchodzących za hiszpańskich, było Katalończykami. A więc Victoria de los Angeles, w czasach wojen operowych diw, tworzyła wraz z Elizabeth Schwarzkopf drugą parę rywalek obok walczących o palmę pierwszeństwa Marii Callas i Renaty Tebaldi. Katalończykami są tenorzy: Jaime Aragall i Josep Carreras (także w świecie znany pod hiszpańskim brzmieniem imienia jako José) i wielka primadonna assoluta Montserrat Caballé.

Do katalońskiej kultury muzycznej należeli: osiemnastowieczny kompozytor Antoni Soler, autor oper, którego „Fandango” nagrała w swoim czasie Elżbieta Chojnacka, dziewiętnastowieczny twórca Felip Pedrell, mający w swym dorobku operę o Mazepie z roku 1881, wreszcie popularny w swoim czasie twórca miniatur fortepianowych z przełomu XIX i XX wieku Federico Mompou. Posiada ona w tym względzie znaczne tradycje, a słynne audytorium Orfeó Català  zaprojektował Lluís Domènech i Montane,  architekt z kręgu barcelońskiej secesji Gaudiego – w tym przypadku słowo to nie ma wydźwięku politycznego. Podobnie barceloński Gran Teatre de Liceu, stojący przy stanowiących wizytówkę miasta bulwarach Ramblas, był główną sceną operową półwyspu Iberyjskiego, zwłaszcza wobec prowincjonalnego pod tym względem Madrytu.

Katalonia szczyci się też większą postępowością w dziedzinie obyczajów wobec muzułmańskich zaszłości kastylijskiego interioru, gdzie do XIX wieku, jeśli zdarzyło się, że wiatr zatrzasnął otwarte drzwi i kobieta przez moment znalazła się sam na sam z obcym mężczyzną, w zależności od stanu cywilnego, jej mąż, ojciec lub brat musieli wyzwać nieznajomego na pojedynek, by za pomocą krwi zmazać powstałą w ten sposób hańbę. Była też bardziej rozwinięta w zakresie technologii. Ponadto Katalończycy za powód do dumy uważają, iż w ich kraju zakazane zostały barbarzyńskie widowiska jakimi są walki byków.

Szczególnie Polacy, pomni na swą historię, powinni wykazywać solidarność z niepodległościowymi dążeniami Katalonii i podobnie, jak to było w przypadku Ukrainy, jako pierwsi uznać jej państwowość. Nie przypadkiem użyłem słowa solidarność, albowiem pieśń Lluisa Llacha „l’Estaca” (Słup) stała się pierwowzorem dla jej polskiej adaptacji – „Murów” Jacka Kaczmarskiego, nieformalnego hymnu Solidarności. Powraca w niej charakterystyczny refren:

„no veus l'estaca
on estem tots lligats?
Si no podem desfer-nos-en
mai no podrem caminar!

„Czy nie widzisz pala
Do którego wszyscy jesteśmy przywiązani
Jeśli się nie uwolnimy od niego
Nigdy nie będziemy mogli odejść!

Si estirem tots, ella caurà
i molt de temps no pot durar,
segur que tomba, tomba, tomba”

Jeśli użyjemy siły sprawimy że upadnie.
Już nie potrzeba na to wiele czasu.
Jest pewne, że upadnie, upadnie, upadnie”,

co w polskiej wersji przybierze następującą postać:
„Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim
 Wyrwij murom zęby krat
 Zerwij kajdany, połam bat
 A mury runą, runą, runą
 I pogrzebią stary świat!”.

A tak na marginesie, mało kto wie, że już istnieje katalońska państwowość, a mianowicie Dolin Andorry, w których urzędowym językiem jest właśnie kataloński.

 

Również tego autora

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org