Lechosław Trubicki - Patrol

W Polsce jest znany powszechnie fakt, że 13 grudnia 1981 roku wprowadzono w naszym kraju stan wojenny. Został on ogłoszony przez Radę Państwa i ówcześnie istniejące oficjalne władze utworzyły Wojskową Radę Ocalenia Narodowego, na czele której stanął generał armii Wojciech Jaruzelski. Czołowi działacze NSZZ „Solidarność” zostali wówczas internowani i przeżywali gorzkie chwile w więzieniach.

Tadeusz, młody człowiek, o którym tu mowa, nie angażował się wcale od najmłodszych licealnych lat w działalność polityczną. Stan wojenny dokuczał jednak również niezaangażowanym w politykę ludziom, biorąc też pod uwagę różne powszechne uciążliwości dnia codziennego z nim związane. Było tak, że od godz. 23.00 obowiązywała godzina policyjna. Zwykli mieszkańcy nie mogli wówczas przebywać na ulicach, na których co jakiś kawałek w określonych miejscach wieczorem stacjonowały niewielkie grupy wojska. Żołnierze, jako że była to zima, ogrzewali się przy drobnych piecykach zwanych koksownikami. Stali przytupując przy nich i często palili papierosy.

Tadeusz chodził wtedy ze swoją dziewczyną i punktualnie około godz. 23.00 odprowadzał ją do jej domu, tak żeby przed godziną policyjną mógł zdążyć do siebie.

Kiedy tak szli, ulice były prawie puste, zamarłe. Trzymał dość silny mróz i pod butami skrzypiał drobny, świeży śnieg. Gdzieniegdzie jarzyły się uliczne lampy i w oknach domów paliły się światła. Szli zawsze tą samą trasą na skróty przechodząc po drodze przez to samo podwórze pomiędzy starym, jeszcze poniemieckim budownictwem. Po drodze spotykali stojącą wciąż w tym samym ustronnym miejscu pod balkonem młodą parę. Ujęci w miłosnym uścisku gorąco się całowali.

– Biedni, nie mają się gdzie kochać – powiedziała, widząc ich za którymś tam razem dziewczyna Tadeusza.

Tadeusz wracał odprowadzając ją do jej miejsca zamieszkania na styk, tak że do swojego domu przychodził tuż przed godziną policyjną, dosłownie kilka minut przed czasem. Gdy tak wracał, pewnego wieczoru natknął się na kilkuosobowy wojskowy patrol. Żołnierze podeszli do niego.

– Słuchaj, gdzie tu jest meta? – odezwał się jeden z nich.
– Ja nie wiem, nie piję – odpowiedział Tadeusz.
– Jak to nie pijesz? Gdzie mieszkasz?
– Tu, niedaleko.
– No więc, jak to, nie wiesz, gdzie można by tu kupić wódkę?  Nie znasz żadnej meliny?
– Nie wiem. Może tu gdzieś, słyszałem, niedaleko na tej ulicy – Tadeusz wymienił jej nazwę. – Ale nie jestem pewien i dokładnie nie wiem gdzie – powiedział i zrobił krok w bok chcąc odejść.
– Stój! – odezwał się żołnierz. – Masz nam dokładnie powiedzieć. My tu teraz jesteśmy władzą! Wiesz która jest godzina?

Sytuacja robiła się dość niebezpieczna. Dochodziła już za pięć 23.00 i żołnierze mogli go osadzić, np. w areszcie lub starać się, aby mu wlepiono kolegium – pomyślał Tadeusz. Poczucie władzy może uderzać ludziom do głowy w jakichkolwiek okolicznościach i jakakolwiek mała i można by domniemać iluzoryczna by ona była i w którą stronę skierowana.

– Ja naprawdę nic więcej nie wiem – odrzekł.

Żołnierze, którzy, jak można było spostrzec, byli już trochę pijani, chwilę naradzali się ze sobą.

– On chyba nie wie – powiedział któryś jeden do drugiego.
– Co mamy z nic zrobić?
– Niech idzie.

Tadeusz, z ulga oddalił się.

Od tego czasu zwątpił w jakąkolwiek władzę.