Jerzy Utkin - Kopciuszek

karoca zaprzężona w dwa dorodne knury
bal nad bale czas zacząć więc uszy do góry

brzmią już salwy spienionych butelek szampana
zapowiada się ubaw do białego rana

kawior lśni na półmiskach i homar w purpurze
przypomina tym z dołu o tych co na górze

podejmują decyzje od których zależy
zawartość wylizanych do czysta talerzy

zawsze ktoś nie dojada by nażarł się inny
spasiony cudzą krzywdą nie czuje się winny

nie zamierza się martwić gdy może zaszaleć
nie za swoje wydając wciąż huczniejsze bale

życie w bajkę się zmienia daremne przekleństwa
miotane pod adresem władców społeczeństwa

bal trwa dalej w najlepsze ale gdzieś po kątach
kryją się ci po których ktoś musi posprzątać

czar nie pryska bynajmniej z wybiciem północy
wymyka się dyskretnie i przeciera oczy

Kopciuszek gubiąc majtki zamiast pantofelka
w zasadzie całkiem zbędne więc strata niewielka

nad ranem już pojmuje co w nocy się stało
kiedy w lustrze ogląda splugawione ciało

 

Również tego autora