Jan Wolski - Rozkoszując się wielopostaciowością

Stefan Żarów to poeta, nawiązuje do tradycji literackiej, nie tracąc przy tym swego podmiotowego stylu i współczesnej jak najbardziej formy wyrazu.

Słowo jego wierszy, oczywistego przecież materiału poety, jest słowem wyciszonym emocjonalnie, pozornie tylko precyzyjnie chłodnym w swym wyrazie.

Sądzę, ze to nie tyle podpieranie się tradycją, co rodzaj podskórnie demonstrowanej albo lepiej: wyrażanej wiary, że są w życiu rzeczy i stany trwałe, niezmienne, piękne, a przez to po prostu do życia tegoż niezbędne – tyleż osobistego, co w równej mierze społecznego.

Nie jest to poezja, która wdziera się do świadomości odbiorcy, lecz uwagę jego i przychylność zdobywa, ujmuj go swą delikatna zadumą, obficie dopełnianą pewnego rodzaju nostalgią. Ale i w tym nastroju dominuje swoisty hymn pochwalny na cześć życia. Mimo jego ograniczeń i nieodwracalnego, bezpowrotnego przepływania.

Poeta bazuje na własnych doznaniach i doświadczeniach, ale w ten sposób poddaje na próbie wrażliwości, czy potrafimy dostrzec to, co jest naszym wspólnym, ludzkim przeżyciem i poznaniem.

Wydaje się, że podstawową kategorią rozpoznawalną w tomie na Skraju podróży jest pamięć. Można powiedzieć, że ustala niejako ścieżkę lektury, podpowiada, że zadaniem poety jest wędrówka do przeszłości i pamiętanie o prywatnej mitologii. Nieprzypadkowo, w nietypowym miejscu, bo na stronie przedtytułowej zamieszczony został fragment eseju poety poświęconemu właśnie pamięci. Widzieć więc w tym należy świadomą wskazówkę. Skoro tak, to zdefiniowany został sposób postrzegania świata przez poetę, jak i ścieżka lektury dla czytelnika. Takie, pod pewnymi względami, programowe działanie uzasadnia pojawienie się w tomie licznych wiersz autotematycznych, mówiące o tym, jak lub co należy opisywać. Sztuka poetycka kieruje się prostą dyrektywą: Dotknij ulotnych śladów. Poeta zdaje też relację z procesu twórczego, wie, że: Kilka wierszy pisze się chwilę / Jeden całymi latami. Uważa, że Poeta notariusz znaczeń, ma właśnie takie zadanie i Pozostaje notariuszem / Odmierzającym czas / nakreślającym nowe kręgi znaczeń. O świetnym wyczuciu swoich możliwości poetyckich, ale raz jeszcze świadomości ograniczeń, a zarazem potencjału poetyckiej wypowiedzi, świadczy liryk Jest taki wiersz. Ten najważniejszy, jeszcze nie zmaterializowany wciąż czeka na swój czas: Wiem / Że jest we mnie / taki nienapisany wiersz. Ale jeszcze ciekawsze jest dookreślenie jego kształtu, a mianowicie ma to być

Wiersz minimum słów
Przy maksimum obrazów

Wiersz
Milczenia

Często bywa tak, i jest to nie tylko cecha omawianego tomu, ale generalny parametr stylu Stefana Żarowa, że poszczególne kręgi tematyczne, łączą się i uzupełniają w obszarze jednego, tego samego utworu, jak choćby w wierszu Retrospekcja, gdzie można dostrzec i egzystencjalny niepokój, i wskazanie już choćby poprzez sam tytuł pamięci jako źródła poznania, i kolejny raz określenie zadania poety, który musi poza dawaniem świadectwa swoim czasom, być w stanie ponieść pamięć tych co przede mną, a kiedy temu podoła, Przemówić językiem ich milczenia.

Innym, bardzo ważnym i wręcz narzucającym się uwadze czytelnika obszarem doznań, skojarzeń, odniesień poety jest Lazurowe Wybrzeże. Zadziwiające jest to przywiązanie do dawnej Galii Zaalpejskiej, do prowansalskich krajobrazów. Zdradzają je, bez interpretacyjnego wysiłku, same tytuły wierszy, na przykład: W cieniu lawendowych pól, Route Napoleon czy Nocna burza od Alp. W naszym codziennym bytowaniu istotne znaczenia mają miejsca geograficzne. Poeta przywiązanie do nich manifestuje w niejednym wierszu tego tomu. Znaczące jest dla przykładu choćby to, że każda strofę wiersza W cieniu lawendowych pól, rozpoczyna wers: są miejsca urokliwe. Brzmi to jak mantra i zarazem stanowi bardzo silne wyznanie miłości do nich, jak w wiersz Tęskna rzeka, w którym znajdujemy zwierzenie poety: moje miejsce przypisane do wąwozu Verdon. W Powrotach mojego miasta ponownie sięga myślą i przypomina Miasto powrotów i wyciszenia / Nad wodami Verdon. Pojawia się plaża w Nicei, opactwo Sénanque pod Gordes, górskie zbocza Vercors, droga do Russillon, rzeka Durance, dopływ Rodanu, obszar od Rougon aż do Moustiers-Sainte-Marie, itd. Obszar geograficzny zostaje trwale naznaczony, a ściślej został już kiedyś w przeszłości, być może wielokrotnie, ale teraz wciąż na nowo odżywa w pamięci, przypomina swe istnienie, którego zapomnieć nie można. Możnaby sądzić, że jest to jakaś mityczna kraina, obszar ucieczki, w której poeta może się schronić, gdzie jest szczęśliwy i bezpieczny. I zapewne tak jest, ale to nie jedyne takie miejsce, bo oto trafiamy na równie intensywne emocjonalnie deklaracje związków z innym miastem, z Rzeszowem. To Miasto które we mnie / Witam z każdym przebudzeniem, gdzie wciąż powraca, gdzie czuje się w domu, bo jest miejscem codziennych wędrówek, wspomnień, bo poeta wrósł w nie, może z nim rozmawiać, bo ono pozwala mu żyć i jest świadkiem powstawania jego wierszy, bo jak wyznaje: Oddycham tym miastem. Takie personifikowanie to aż nazbyt czytelny dowód przywiązania. Jedna z jego ulic ma moc wyjątkową, bo jest Codziennym traktem przemyśleń, a spacer po niej sprzyja spisywaniu ulotnych śladów zdarzeń, choć równie dobrze można gdzieś w jej ciągu Przysiąść i pomilczeć.

W tytułach kilku wierszy tego tomu, i w nich samych, pojawia się tajemnicza postać „Inez”. To postać emblematyczna, rodzaj interlokutorki, albo raczej rodzaj jeszcze innego, może bardziej wewnętrznego głosu poety. Zazwyczaj pojawiające się w jej kontekście tematy mają wymiar, można powiedzieć, estetyczny, dotyczące ulotnej istoty sztuki, szczególnie plastyki, igraszki barw, ale także literatury i poezji. Kim jest Inez, to sekret, który pozostanie chyba nierozwiązany, ale warto zwrócić uwagę na takie właśnie jej usytuowanie i rolę. I ponownie można skojarzenia z nią związane odnosić do problemu pamięci, wspominania, ulotności ludzkich myśli i uczuć, zmysłów, zapachów, tajemnicy istnienia, przesłanek i dyrektyw służących tworzeniu, bez względu na dziedzinę sztuki.

I jeszcze jedna warstwa tego tomu, bo taki kształt nadał mu poeta, złożona z wierszy, które nazwać można wierszami-napomnieniami, które nierzadko mają ponadto charakter proroctw. Dotyczą one fundamentalnych doświadczeń człowieka i niekiedy miewają charakter religijny. Są to utwory takie jak: Przedśpiew, Cupiditas, To moje życie, czy choćby Aeternitas, z którego pochodzi pytanie: Kim jestem? I właśnie pytania są w tych wierszach najważniejsze. Ciekawsze, gdy nie znajdują łatwych lub w ogóle jakichkolwiek odpowiedzi, dając tym samym czytelnikowi większe pole do własnych przemyśleń. Bywa, że przynoszą one wyraźne deklaracje i rozstrzygnięcia, czego przykładem wiersz Ze słów i liczb wyrosłem. To właśnie ta konstatacja zda się być, jak chce poeta, kluczem mojego być.

Tom zamyka znamienny wiersz, opatrzony tytułem Experiri audire, bo w nim zda mi się koncentrować wszystko to, co stanowi o sile i specyfice poezji Stefana Żarowa, przywołuje ważne dla niego tematy, jak odwołania do pamięci, diagnoza współczesności, zadania poety, przenikanie zmysłowych i intelektualnych doznań oraz próba ich opisu, także w wymiarze metafizycznym. Znamienny jest niejednoznaczny sens łacińskiego tytułu, który można przekładać jako: starają się słuchać, co odnosiłbym do poetów właśnie lub inna wersja, która może mieć brzmienie: nie chcą słuchać, lecz  mówią. Mamy więc tu do czynienia tyleż z paradoksem, co głębokim rozpoznaniem kondycji poety i kondycji człowieka, a co ujęte zostało w słowach: To moje widzenie / Zapisane i kilka wersów dalej: To moje widzenie / Utrwalone, bo warto rozkoszować się wielopostaciowością / Bytu.

Gdyby na koniec pokusić się o podsumowanie zawartości całego tomu na Skraju podróży, spróbować przypisać mu jakiś jednolity charakter, to powiedziałbym, że jest on opowieścią-przenośnią wywołującą, po leśmianowsku mówiąc: zaświat. Jest ewokacją poznawczej dociekliwości, może nie w przypadku każdego wiersza z tomu udaną, ale na pewno rzetelną i własną. To nic złego, bo przecież nawet poetycka wnikliwość staje nierzadko przed niemożnością wypowiedzenia i nazwania tego, co nie jest do wyartykułowania możliwe, ale co czujemy, że jest, prawdziwe i rzeczywiste, a nie fikcyjne i tylko wymyślone.

Najkrócej mówiąc: tom, o którym mowa, to godna uwagi opowieść o życiu i o urodzie świata. Cóż, że przemijającego. Od tego nie ma ucieczki, ale możemy wędrować i być może błądzić z wierszami Stefana Żarowa, a jednak także korzystać z szansy, by za ich pośrednictwem, próbować odczytywać swoisty palimpsest, jakim jest życie. Pełne smaków, barw, zapachów, piękna, ale bywa też, że klęsk czy rozczarowań.

Kompletne.

 


Stefan M. Żarów, Na Skraju podróży, 2017.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież