Mateusz Wabik - Autoparodie i nawiązania

Niegdyś na łamach „Tygodnika Powszechnego” Marian Stala pisał: „Andrzej Sosnowski jest pośród nowych polskich poetów twórcą najbardziej intrygującym. A także: najtrudniejszym, najbardziej ezoterycznym i enigmatycznym”. Tak sobie ostatnio myślałem po lekturze najnowszej książki Andrzeja Sosnowskiego pt. „Trawers” jadąc autobusem koło budowy nowej galerii handlowej, że po pierwsze zazdroszczę trochę przyszłym pokoleniom polonistycznym tego, że kiedyś dostaną tom BN-ki z poezją Sosnowskiego tak dokładnie opracowaną pod kątem cytatów w jego poezji, że  nie będzie już wtedy żadnych niewiadomych podczas czytania jego poezji, albo niewiele.

Po drugie sobie pomyślałem, że poezja Sosnowskiego często nawet dzisiaj jest czytana jako coś nadal jeszcze  nowego i enigmatycznego, a kolejni krytycy i czytelnicy mówią nadal o swojej bezradności wobec jego poezji tak jak niegdyś uczynił Karol Maliszewski. Tak sobie myślę, czy nie popełniamy wszyscy błędu i nie powinniśmy już czytać Sosnowskiego w kontekście najwybitniejszych przedstawicieli polskiej poezji z poprzednich epok, ponieważ już dziś można by zestawić osiągnięcia dzisiejszych największych polskich poetów z osiągnięciami poetów z poprzednich epok. Wielu wybitnych dawnych poetów odwoływało się do literatury innych krajów. W swoich tomikach emigrant Adam Mickiewicz zamieszczał nawet tłumaczenia innych obcojęzycznych twórców, a Juliusz Słowacki mieszkał zagranicą i był zanurzony w inna kulturę. Dzisiaj to nie zawsze jest oczywiste i czasami ktoś czyni zarzuty twórcom za nawiązywanie do literatury innych krajów jak to się czyni Sosnowskiemu. Poza tym pomyślałem sobie, że jakiś dawny krytyk na łamach „Monitora” mógł kiedyś napisać o Adamie Mickiewiczu, że jest nowy i enigmatyczny, a Juliusz Słowacki najtrudniejszy. I można by tak pisać o nich nadal, a jednak napisano więcej. Kiedyś pisano o literaturze polskiej w PRL emigracja wewnętrzna, czy w poezji Sosnowskiego nie ma czegoś podobnego?

W przypadku „Trawersu” po lekturze odwołałem się do znaczenia tytułu, który odnosi się do sposobów wspinania w poziomie po drodze wspinaczkowej, albo do wędrowania na szczyt góry jedną drogą, a zejścia inną. Któreś z tych znaczeń słowa „trawers” na pewno dla poety jest ważniejsze, ale oba odnoszą się do wędrówki, przemieszczania. A motywy wędrówki, wyjazdu, przemieszczania się są dosyć ważny w poezji Sosnowskiego. Mnie nigdy nie zastanawia ilość nawiązań w jego poezji, centoniczność niektórych fragmentów, ale raczej ta wielogłosowość, ta metoda łączenia różnych obrazów z widzialnego świata, zmiany podmiotów lirycznych, to mówienie do kogoś i odpowiadanie. Krajobrazy w poezji Sosnowskiego zmieniają się podobnie do tych, które widzi się za oknem kiedy jedzie się szybkim pociągiem, czasami podczas scen pościgów w filmach sensacyjnych także mamy wielokrotną zmianę miejsc, eksplozje, mnogość  neonów.

Jeśli chodzi o tematykę wierszy i prozy w „Trawersie” to Sosnowski nawiązuje do heglowskiego rozumienia ironii („Hej nonny, nonny”), w poematach „Gdzie koniec tęczy już dotyka ziemi” i „dr Cagliari resetuje świat” znajduje się mnóstwo nawiązań do poprzednich wierszy poety, niektóre z nich brzmią jak cytaty, niektóre jak aluzje, a niektóre jak pastisze. Ponadto kilka wierszy nawiązuje do spuścizny Arthura Rimbauda. W tytułowym poemacie „Trawers” mamy bohaterów, przemieszczanie, parodie przekształceń tytułów znanych dzieł, dochodzi do tego obrazoburstwo religijne, nieobecne dotąd w poezji Sosnowskiego, nawiązania do popkultury, fast foodów i mnóstwo obcojęzycznych  wstawek jak i takich wziętych z mowy potocznej. Niekiedy ten poemat przypomina mi parodiowanie języka mediów jakie poczynił niegdyś Tadeusz Różewicz.

Pierwszy raz Sosnowski zbija swoją erudycję, z ulotnością i miałkością świata współczesnego. Dawniej te granice trzymały się mocno. Tutaj jakby obie przenikają się i zazębiają. Ostatni poemat jest mocny i ostry jak maszynka do mielenia mięsa, w której niczemu się nie przepuści. Sosnowski to trudny poeta, ten tom zalicza się do tych najtrudniejszych jego książek jak „Sezon na Helu”, „Konwój/Opera”, jakoś poprzednie dwie były bardziej czytelne, nieco jaśniejsze.   Jestem chyba jednym z niewielu czytelników czytających wiersze Sosnowskiego dla ich poetyki, a nie dla rozszyfrowywania cytatów i nawiązań, ale cóż z tego czego ów poeta czerpie nie znam za dobrze. Niezły tom, ale dwa poprzednie mnie bardziej przekonały.

 


Andrzej Sosnowski, Trawers, Wydawnictwo Autorskie, Stronie Śląskie 2017.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież