Eligiusz Dymowski - W przygaszonym świetle wiary

Stworzony świat od wieków zmienia się dzięki integralnemu rozwojowi człowieka. Niemniej jednak, im bardziej staje się on dla istoty rozumnej na wyciagnięcie ręki, namacalny i realny, tym bardziej zaciemnia się jego kolor, zapach i smak. Budzi się wątpliwość, lęk, niedowierzanie, że zbyt skomplikowanie ułożył te wszystkie tryby Ktoś, kogo tak naprawdę trudno jest nam pojąć, zrozumieć i satysfakcjonująco poznać. Jeden z największych Ojców Kościoła św. Grzegorz z Nazjanzu nie waha się mówić:

„Zdanie moje jest takie, że Boga wypowiedzieć jest rzeczą niemożliwą, ale rozumem Go pojąć jeszcze bardziej niemożliwą. Bo to, co rozum pojął, łatwo można by słowami przedstawić, jeśli nie w sposób wystarczający, to przynajmniej w przybliżeniu, byleby słuchacz nie był całkiem chory na uszy i słaby na umyśle. Rzecz zaś tak wielką rozumem objąć jest zupełnie niemożliwe i nie do osiągnięcia, nie tylko dla ludzi o umyśle przytępionym i przyziemnym, ale i dla bardzo wzniosłych duchem i kochających Boga, i tak samo dla całej zrodzonej natury, jak i dla tych, którym drogę do pojęcia prawdy przesłania ta mgła i to ciężkie i słabe ciało”.

Człowiek więc ciągle poszukuje odpowiedzi na swoje wątpliwości, które dotyczą obecności Boga i Jego działania w konkretnym miejscu, przestrzeni i czasie. Każde doświadczenie prowadzi człowieka do jakiejś prawdy. Chrześcijanin zaś, nawet ten wątpiący, szukać jej powinien i odnajdywać we Wcieleniu Chrystusa, bowiem Bóg-Człowiek stał się naszym Bratem i Odkupicielem, nadzieją, która ostatecznie uwalnia nas od zamętów świata. W stworzonym pięknie, Bóg objawił wystarczająco siebie, by kontemplować je i czytać szeroko otwartymi ustami z zachwytu. Stąd też – jak napisze w „Liście do artystów” Jan Paweł II – „Piękno jest kluczem tajemnicy i wezwaniem transcendencji. Zachęca człowieka, aby poznał smak życia i umiał marzyć o przyszłości. Dlatego piękno rzeczy stworzonych nie może przynieść mu zaspokojenia i budzi ową utajoną tęsknotę za Bogiem”.

Sztuka, a szczególnie poezja, nie tylko zaspakaja i koi ludzkie serca, ale jest tą tajemniczą przestrzenią w której mieszczą się zarówno ludzka radość jak i szczęście, a także każdy człowieczy ból, rozpacz, rozczarowanie, a nawet egzystencjalne poczucie opuszczenia przez Boga. Nie zawsze jednak znajdziemy odpowiedź tu i teraz, co więcej, odpowiedź według naszych oczekiwań i żądań. W duchowym świecie istnieje bowiem inna logika skrzyżowania się dróg Stwórcy i stworzenia, bo jak czytamy w Biblii „drogi Boga nie są drogami człowieka”.

W tym kluczu rozumowania staram się czytać tomik wierszy Agnieszki Kostuch pt.  „Który odchodzisz”. Poetka, poprzez w pewnym sensie osobisty w nim rachunek sumienia, w ten właśnie sposób poszukuje właściwej dla siebie formuły prawdy, aby „odpowiednie dać rzeczy słowo”. Nie przypadkowo też tomik „Który odchodzisz” otwiera obszerny cytat ze „Śmierci w starych dekoracjach” Tadeusza Różewicza w którym czytamy m.in. „Jestem pewien, że Bóg przyszedł do mnie, a potem odszedł, gdyby był we mnie, nie opuściłby mnie nigdy”. Odnoszę przy tym wrażenie, że poetka wybierając właśnie ten tekst, chce „oswoić” dolinę ciemności, aby łatwiej było jej przejść przez osobiste wątpliwości, pytajniki i znaki, objawiające współczesną kondycję ludzkiej psychiki w epoce moralnego relatywizmu. Dlatego: „Kiedy odchodzisz/ zima rozgaszcza się w moich trzewiach/ Moje osobiste piekło/ nie ma nic wspólnego z ogniem” (s. 7).

Wiara jest światłem, które niekoniecznie jest dane od razu. Można też świadomie pobłądzić, oddalić się i trzasnąć za złości za sobą drzwiami. Każdy na tym polu ma inne, własne doświadczenie. Dla kogoś może to być obietnica wiecznego szczęścia, dla drugiego zaś pustka i nicość ciemna. Jakże wymowne stają się właśnie tutaj te słowa poetki:

W podskokach
na jednej nodze
ze śmiechem na ustach
z rękoma na oścież
sercem większym niż zwykle
biegłam do Ciebie na zawsze

Lecz złamałam tę nogę
potem serce
na końcu sumienie
dusza przestała się śmiać
ręce opadły

Więcej nie pamiętam

Rzeczy ważne dla człowieka dzieją się najczęściej pośród zwykłych zdarzeń. Codzienność może być także bezlitosna. Pisze przecież niekiedy dziwne scenariusze, z którymi tak trudno jest się ostatecznie zgodzić, poddać, zaszlochać bolesnymi łzami. Tylko że dopiero wtedy, gdy uświadamiamy sobie ogrom doświadczenia, czujemy na sobie tę straszną bezradność, osamotnienie, doznaną niesprawiedliwość czy krzywdę. Ważne, aby w takich chwilach móc jeszcze z kimś porozmawiać, do kogoś wykrzyczeć swój żal, jak choćby w wierszu „Rozmowa z Matką”:

Podnieś mnie z goryczy
po niesprawiedliwych słowach ludzi małych
Nie zagłuszaj znaczenia słów ludzi dobrych
[…]
Podnieś z pustki
po kimś kto kochał naprawdę
Miłość nie umiera

Wzruszające są wiersze o bezradności nad ludzkim cierpieniem: „Wiersz bezradny” i „Szpitalne Betlejem”. Granicę naszego bólu wyznacza niewątpliwie silnie doświadczenie choroby. Nie ma tu też większego znaczenia wiek człowieka. Szpitalne łóżka, medyczna aparatura, krzątające się pielęgniarki i lekarze, wcale ani nie tłumią, ani nie wyciszają niepewności i strachu. „Wszystko w ręku Boga” – najczęściej słyszane w takich chwilach zdanie, nie musi być tak naprawdę żadnym pocieszeniem, kiedy i tak serce rozdarte bólem, płacze bezradnie skulone w rękaw duszy:

Podeszłam do twojego łóżka szpitalnego
z wierszem
Był sterylnie czysty biały
[…]
Szepnął mi na ucho
że jednak wyjdzie
Nic tu po gadaniu wierszem

Miłość wyznaje się prosto

Na ludzkich drogach są również święci i błogosławieni, ci z ołtarzy Rzymu i zwyczajni w Bogu. Agnieszka Kostuch rozmawia z nimi sercem wiersza. To dla niej ważne rozmowy. Ziarna prawdy kiełkują powoli, a jednak z czasem wyrastają wielkim drzewem nadziei. To właśnie ona, nadzieja, niech towarzyszy nieustannie i otwiera niejedną jeszcze piękną, choć z pewnością i krętą poetycką drogę autorce. Sama doświadczyła i zrozumiała przecież, że „Anioły nie mieszczą się w wypożyczonym ciele. Zapełniają swoją obecnością o wiele większą przestrzeń. Ta przestrzeń staje się gęsta od ich wielobarwnych myśli, egzystencjalnych słów. Świat staje się wokół nich klarowniejszy, jaśniejszy, bardziej przyjazny” („Pieśń o aniele krakowskim”, s. 33).

 


Agnieszka Kostuch, Który odchodzisz, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 2017, ss. 40.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież