Anna Kokot - Cały świat w niej

Może warto uwierzyć w to, że każdy z poetów nosi przytroczone do swego boku klucze, którymi potrafi otwierać nowe światy, niedostępne innym ludziom rzeczywistości. Biada temu, który je zgubi, tracąc możliwość kontaktu z planetami należącymi do układu poetyckich odkryć. Nie ma ślusarza, który byłby w stanie je dorobić. Owe klucze powstają bowiem w fabryce weny, skąd lecą snopy iskier, dym zatyka nozdrza, a kakofonie dźwięków przegryzają brutalnie błonę bębenkową.

Takie klucze do światów nam nieznanych z pewnością nosi w miniaturowej kieszonce swojej poetyckiej, czerwonej sukienki poetka Edyta Kulczak. Owa czerwień jest oznaką kobiecej energii, skrajnych uczuć, damskiego dynamizmu, bogactwa osobowości. Ukryty kluczyk pozwolił autorce w swoim debiutanckim tomiku wierszy „Anioły nie zawsze są białe”, odkryć dla czytelników nieomal republikę aniołów. Poetka porusza się po tej skrzydlatej krainie krokiem delikatnym, z kobiecym wdziękiem, wyłapując z otoczenia niezwykłe imponderabilia. Wersy jej poezji są sensualne, pulsują emocjami, oddychają głęboko zachwytem nad pięknem stworzenia. Czytelnik może próbować zamieszkać w świecie pełnym magii słów, pod adresem subtelnym i lekko zamglonym. Jeśli mu się to uda, znajdzie się w rzeczywistości aksamitnej i koronkowej. Pojawi się przed nim i pałac w Wąsowie, bryczka, zapachnie lawenda, bez, gdzieś mignie cień skrzypka błękitnego. Będzie jednocześnie wiosna i jesień, kochanek i Bóg. Misterna nić natchnienia, westchnienia duszy -  zaprowadzą odbiorów tej poezji także do miejsca, przypominającego jarmark osobliwości czy namiot cyrkowy – będzie tygrys, słoń, a także klaun. A wokół anioły - zasmucone, zadumane, siadają przy podmiocie lirycznym, na schodach do jego domu, znajdowane są w spiżarni pod schodami. Opowieści tkane są nie tylko z anielskich skrzydeł, niepokojącego, ale jakże silnego motywu czerwonej sukienki i refleksów pamięci, ale także i z kobiecej mocy. Cała narracja tego tomiku bezustannie się kołysze, kołysze, kołysze… Jakby poetka pragnęła powrócić tym rytmicznym sposobem do czasów dzieciństwa, kiedy to huśtanie się służyło rozwojowi sensomotorycznemu, uspokajało, wyciszało emocje, koiło ból, działało stymulująco, pozwalało lepiej poznać swoje ciało. Już przecież noworodki przed snem kręcą się, kołyszą swoją główką, próbując się wyciszyć – a zjawisko to ma nawet swoją nazwę: iactatio capitis nocturna. W końcu człowiek nie jest niewolnikiem pięciu zmysłów - czerpie również ze zmysłu przedsionkowego, wykorzystuje tak zwane czucie głębokie. To właśnie układ przedsionkowy odpowiada za integrację bodźców, dochodzących ze wszystkich zmysłów – dzięki niemu wzrasta w człowieku poczucie bezpieczeństwa. Dalsza lektura tomiku, jeśli ma działać terapeutyczne, powinna więc spełniać określone zasady. Badacze psychologii dziecięcej ustalili bowiem, że rytmiczne, jednostajne kołysanie w przód i w tył działa najbardziej uspokajająco, jeśli wykonywane jest w tempie od 60 do 70 ruchów na minutę. Optymalne zaś wychylenie dla każdego ruchu powinno wynosić około 7,5 cm.

Wykołysani, rozhuśtani, pogrążeni w dziwnym transie – możemy medytować w ruchu, podobni do XIII-wiecznego zakonu muzułmańskiego Mevlevilik - czyli wirujących derwiszy. Furkocząc i szumiąc, wejdziemy w odmienne stany świadomości, znajdziemy się na terenie nieistniejącego państwa z pogranicza snu i jawy. Przestaniemy dowierzać własnym oczom z chwilą, gdy poetka postawi przed nami postać czarownicy i czarodzieja złotego, uspokajając nas przy tym, iż przecież: Niektórym / śnią się / ufoludki i nawet z nimi / rozmawiają (…). Tylko czy po przeczytaniu tych słów czujemy się uspokojeni? Kołysanie zadziałało? A może tylko poczuliśmy się nadmiernie pobudzeni…

Kolejnym kluczem, wydobytym z kieszonki czerwonej sukienki, poetka Edyta Kulczak otworzyła drzwi do rzeczywistości swojego drugiego tomiku wierszy, „kołysze się w tobie huśtawka”. Wydawnictwo owo już samym swoim tytułem nawiązuje do motywów pierwszego tomiku wierszy (kołysanie się, huśtanie). Posłuszni narzuconemu nam z góry rytmowi, nie mogąc się mu przeciwstawić ani odmówić, tylko czasami zeskakujemy z huśtawki uplecionej z silnych wersów poezji i lądujemy bezpośrednio pod ostrą, czerwoną szpilką szamanki vel demona. Warto przy okazji przypomnieć, że słowo szaman wywodzi się z języka wschodniosyberyjskich Tunguzów (z sanskrytu – śramana) i oznacza mnicha żebrzącego, ascetę. Wśród niektórych ludów Azji czy też Eskimosów – szaman był funkcjonariuszem kultu, czarownikiem i znachorem, pośredniczącym między duchami a ludźmi. Peruwiańscy szamani - chcąc osiągnąć odmienne stany świadomości, wejść w trans i skontaktować się z mityczną pamięcią swego plemienia, posługiwali się rośliną, nazywaną ayahuasca („pnączem dusz” w języku keczua). Picie ciemnego wywaru poprzedzone było śpiewaniem pieśni, którą intonował najważniejszy w danej wiosce uzdrowiciel – curandero. Funkcje szamanów pełnili oczywiście mężczyźni, o istnieniu szamanek nikt nawet nie pomyślał. Równouprawnienie jako przesłanie najwyraźniej nie dotarło do depozytariuszy ciemnych mocy. Niedopatrzenie to z powodzeniem usiłuje w swej twórczości naprawić właśnie Edyta Kulczak. I znakomicie się jej to udaje.

Oddając się pierwotnej, kobiecej sile poetki, wciąż pulsując rytmem huśtania się – wchodzimy głęboko w tkankę wierszy, a szamanka sączy nam pomiędzy różowe płatki ucha szumiące słowa kołysanki: uśpiłam ciebie w sobie / sen czasem krzyknie nagle. Czytając kolejne linijki tekstu nie możemy pozbyć się jakiegoś wewnętrznego niepokoju. Autorka wydaje się powoływać do życia słowa – istoty, jakby pracowała w laboratorium alchemicznym. Być może wraz ze swoją wewnętrzną szamanką przeczytała Tabula Smaragdina („Tablicę Szmaragdową”), kodeks o alchemii pochodzący prawdopodobnie ze starożytności, autorstwa Hermesa Trismegistusa. Z niego mogłaby wyczytać o metodach zachowania zdrowia i długiego życia, warunkowanego odnalezieniem lapis philosophorum, czyli kamienia filozoficznego. Ojciec współczesnej medycyny, czyli lekarz i przyrodnik Paracelsus - opisywał go jako kamień o żywym, rubinowym kolorze, elastyczny jak żywica i przezroczysty jak kryształ. Byli jednak i tacy, którzy wyobrażali go sobie jako czerwony lub szafranowy proszek. Uzyskać go można było samemu – podejmując wiele prób i eksperymentów alchemicznych – albo też wchodząc w posiadanie tajnych instrukcji, przygotowanych przez doświadczonych magów. Ówcześni wierzyli, że nawet najmniejsza część lapis philosophorum miała właściwości zmieniania zwykłych metali w złoto, a kropla eliksiru z kamienia leczyła z każdej choroby.

Szamanka Edyty Kulczak nie szuka jednak cennych kruszców, nie pożąda błysku karatów. Ona pragnie z pomocą kamienia filozoficznego umiejętnie zamieniać szkielety liter w anatomiczne ciała słów. W jej laboratorium alchemicznym probówki z nowymi wyrazami stoją w równych rządkach na półkach i czekają na swoją kolej – poetka wyleje je w miejscu nowych wersów, a one natychmiast zastygną - jak lawa, w słowa. Szamanka miesza, przestawia, odmierza, destyluje. Wszystko jest pod kontrolą, każde deko słowa jest zważone. Kolejne próbki słów kołyszą się gdzieś na boku stołu, a ruch ten zastępuje działanie wirówki laboratoryjnej z miejscem na kilka probówek. Poszukiwaczka lapis philosophorum świata słów końcem języka smakuje wyrazy – niektóre pozostawiają na nim dziwną goryczkę, inne nutę słodyczy lub parzącą iskrę ulotnego bólu. Chcemy ją zobaczyć przy tych pracach, ową zmysłową boginię witalności i estrogenowej energii, może w rozchełstanym zmysłowo laboratoryjnym kitlu, zarumienioną od emocji i nadziei… Szukamy jej na kartach książki, węszymy za nią, aż w końcu natrafiamy na kobietę w czerwonej sukience – czasami w czerwonych szpilkach, która gotuje kapuśniak i rozmyśla. Wspomina uświęcone dni i noce, oddech w poduszce / nieprzespanej nocy; przytula ciepłą twarz jak siostrę, wabi aksamitem zdań takich, jak to: lubię siedzieć u stóp twojego głosu. Ale uwaga! Trzeba mieć się na baczności. To szamanka, która jest jak lekko oswojony pies; wydaje się czasem bardzo delikatna; bywa sentymentalna; rozumie odchodzenie / przychodzenie / cierpliwie czeka / choć w gruncie siebie nie jest / ani trochę cierpliwa; nosi wciąż łopatę / próbuje dokopać się do środka / który ciągle wchodzi głębiej; jest jak kosmos / rozgwieżdżona układami / rozkłada każdego ranka / karty na nowo. Ona lubi być w porządku / wobec wszystkich, potrafi zawiązać się na kilka supłów. Nie obawia się wykorzystywać rekwizytów swej kobiecości – koniecznie czerwonych paznokci, ażurowych pończoch. Podrażniona – zamienia się w demona, co ma dwie ręce, nogi oraz usta, pełną wigoru czarownicę, zgrabnie żonglującą takimi pojęciami, jak bezpańskie duchy, stare jędze, suche nici. Dostrzega, iż kwiaty mają zęby. Karuzela metamorfozy kręci się jak szalona i czasami nie wiadomo, w jakiej postaci świat ujrzy dziś dziewczynę w czerwonej sukience – anioła, szamanki, demona…    

Trzecim kluczem, dyskretnie wysuniętym z kieszeni czerwonej sukienki, Edyta Kulczak próbuje dostać się do krainy związków damsko – męskich. Stworzony przez nią osobisty wszechświat mieści się pomiędzy okładkami książki „www.john”. Nie musimy naśladować włamywaczy i odbijać kształtu owego klucza w mydle, by stąpać wprost po tropach autorki. Wystarczy, że pokonując nieśmiałość czytelnika, zajrzymy za podszewkę wersów, uniesiemy rąbek tajemnicy. Być może przyjdzie się nam mocno zarumienić, bo ton tych tekstów jest bardzo intymny. Wydawać się nam nawet może, iż czytamy osobiste zapisy przemyśleń, internetowych rozmów pomiędzy bliskimi sobie ludźmi, które nigdy nie miały być upublicznione. Zdajemy sobie nagle sprawę z tego, że zostaliśmy dopuszczeni do świętego sakramentu konwersacji międzyludzkiej. Rodzi się w nas pytanie czy jesteśmy godni w nim uczestniczyć, czy podołamy natłokowi informacji z gatunku tajne przez poufne. Jeśli zaś odpowiedź będzie twierdząca – czy prowadzić nas będzie przez teksty GPS empatii, życzliwego zainteresowania czy też wścibstwa? Czy te dojrzałe emocjonalnie wiersze będą w nas rezonowały pytaniami, zadumą, czy będziemy się nimi delektować jak wyrafinowaną ptifiurką, pełną bakalii miłości, niepewności? Na ile odważnie wkroczymy w osobiste rewiry uczuć autorki, jej pejzaż wewnętrzny?

W owych tekstach zagęszczona jest niezwykła intensywność uczuć, emocji, doznań. Poruszać nas mogą misternie tkane obrazy: mój sen (…) uchyla fałdę czasu; obejmujemy sobą cały czas zakrzywiamy przestrzeń; z wypracowanego przez słowniki asortymentu / wybieramy kilka dosłownie pięć sześć przykładów /  którymi umiemy powiedzieć wszystko. Miłość rozciąga się na odległość 10 tysięcy kilometrów, jej obiekt jest wygodny do stwarzania, dodatkowo wszystko dotyka wewnętrzną stroną / aż boli, często składa się pikseli ust, oczu nóg i rąk, gładkość skóry zastępuje ciepły dotyk graficzny. Królują słowa, które niczym amfory o wydłużonym brzuścu, przechowują cenne uczucie. To słowa wędrują i przenikają, przechodzą (…) i wnikają / w przestrzeń za plecami (…) / słowa przechodzą przeze mnie (…). Jak słusznie zauważa autorka, utraciły one jednak swój ludzki wymiar – oto od razu stają się dziełami / sztuki graficznej współczesnych czasów”. Zdewaluowały się, przepoczwarzyły w lakoniczne SMS-y za 0,80 zł. Nadal jednak są cenne – uczuciowo. Jednocześnie na ową warstwę komunikacji nakładają się wrażenia zmysłowo – realne, organoleptyczne, jak na przykład wspólne smakowanie szynki parmeńskiej, pleśniowego sera, oliwek, wina. Czytelnik konstatuje, że słowa i odczucia zmysłowe, (na przykład doznawane za pośrednictwem smaku), rodzą się na tym samym podłożu - na paśmie transmisyjnym ludzkiego języka. Nic zatem dziwnego, że w powszechnym użyciu występuje ów związek frazeologiczny – nie w smak mi ta rozmowa. Możemy przypuszczać, że konwersacja ma zawsze jeszcze jakąś podbudowę „kulinarną” – czy „gastronomiczną”. Winna „smakować” nadawcy i odbiorcy komunikatów, powinni oni zatem unikać wszelkich szumów oraz zakłóceń – czyli całego tego gastrycznego refluksu.

Trzy książki poetyckie Edyty Kulczak to także niezwykła, ale i niebezpieczna wędrówka przez zaświaty XXI wieku. Prowadzi nas oczywiście szamanka w czerwonej sukience – czasami ze skrzydłami anioła, a czasami z twarzą demona. Debiutancki tomik, utulony pomiędzy skulonymi skrzydłami aniołów – sugeruje niebo, drugi – rozpalony do czerwoności przez ogień szamanki – piekło kobiecości, a trzeci – będąc trudną rozmową intymną, wskazywać może na czyściec komunikacji. Jednocześnie żadna z tych krain nie jest nią nieodwołalnie. Niby jesteśmy w niebie, ale przecież…. Anioły nie zawsze są  białe. Kobiety nie zawsze są istotami z gruntu dobrymi, choćby miały puchate skrzydła i smutny uśmiech. Czasami wskakują w futerał czerwonej sukienki i rzucają zaklęcia, przeklinają i sączą księżycowy jad. Trzy książki autorki to taka feministyczna wersja „Boskiej komedii” Dante Alighieri - czyli wędrówka przez zaświaty doświadczeń ludzkich.

Poetyckie strofy Edyty Kulczak są zapisem rozwoju duchowego poetki, świadkiem ważkich odkryć. Ich autorka, ubogacona życiowym doświadczeniem, odważna w odkrywaniu intymności, ale nie tyle ciała, ile słów, porywa się na słowny ekshibicjonizm, rozkłada ciało miłości na poszczególne słowa. Prowadzi wiwisekcję w słowie, kroi wyrazy skalpelem czerwonych paznokci. Zdaje sobie sprawę z mocy liter i się jej nie obawia. Uczestniczy w życiu i jednocześnie bezustannie je obserwuje, jakby z zewnątrz - spogląda na siebie oczyma bezstronnego, profesjonalnego w swych fachu badacza. Dla poetki możliwość konwersacji i porozumiewania się z drugim człowiekiem wydaje się najdoskonalszą formą istnienia wrażliwego. Rzec by można nawet, że do przeżywania wielkich olśnień i porywów ducha, potrzebuje nie tyle ciała anatomicznego, ile raczej sensorów słów, owych wersów z czułkami damskich hormonów. To słowa poruszają w niej więcej emocji niż dotyk, otwierają przestrzenie nieodgadnione – terra incognita. To słowa pożyczone z miłosnego instrumentarium, kruszą w niej laminat kobiecej, wrodzonej ostrożności i nieufności.


Edyta Kulczak, Anioły nie zawsze są białe, Wydawnictwo Replika, Poznań 2009.
Edyta Kulczak, kołysze się w tobie huśtawka, Wydawnictwo Kontekst, Poznań 2014.
Edyta Kulczak, www.john, Wydawnictwo Kontekst, Poznań 2017.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież