Stefan Pastuszewski - Inteligencja na służbie

Inteligencja jako zróżnicowana, a zarazem w swoisty sposób spójna grupa ludzi sprawujących „rząd dusz " i myśląca kategoriami ogólnospołecznymi została uformowana, ale też określiła się, w XIX wieku w Polsce i w Rosji. Ludzie kultury, sztuki, nauki, oświaty, ale też administracji religii, twórczości technicznej, zarządu gospodarką, zajęli wyróżnione z punktu widzenia prestiżu społecznego miejsce w społeczeństwach tych krajów.

W znacznym też stopniu zasilili sfery władzy politycznej, choć nie było to ich głównym zamiarem, a tylko działaniem instrumentalnym wobec nadrzędnego przewodnictwa duchowego i moralnego.

Jeśli idzie o Rosję, to zjawisko to zaliczyć należy do przebrzmiałych, chociaż - obserwując poczynania dysydentów w czasach ZSRR, ale też niektórych przedstawicieli nauki, choćby zsyłanych do Uniwersytetu w Nowosybirsku, nie jest to aż takie pewne. Niemniej jest jakiś diferentia specifica jeśli idzie o rolę inteligencji w Polsce i Rosji. Być może tym czynnikiem różnicującym jest fakt, że inteligencja w Rosji w większym stopniu od polskiej musiała i musi dzielić swój rząd dusz z silną władzą typu politycznego, bowiem komunizm zyskał w Rosji większą akceptację niż w Polsce. Poza tym komunistyczne procesy pauperyzacji społeczeństwa w imperium sowieckim zaszły znacznie dalej niż w Polsce i przedstawiciele nizin społecznych większą lawą wdarli się na wyższe szczeble administracyjne ustalonej hierarchii. Oni też, tworząc "nową inteligencję” / por. komunistyczne pojęcie " nowego człowieka "/ zaczęli spełniać funkcje, które dotąd spełniała inteligencja " starego typu. Jednak precyzyjny opis ewolucji roli inteligencji w Rosji w porównaniu z sytuacją w Polsce wymaga odrębnej analizy.

* * *

Podstawową przyczyną przyznania inteligencji polskiej i rosyjskiej wyjątkowej roli zdaje się być niezwykłe znaczenie Romantyzmu w tych dwóch krajach, przecież - choć w inny sposób - zniewolonych.

Zarówno w Polsce jak i w Rosji, sakralizowane przez Romantyzm cierpienie, nie było tylko frustracyjnym weltschmertzem, ale nabierało wymiarów mistycznego "cierpienia za miliony”. Twórcy i główni odbiorcy dzieł romantycznych wywodzili się w Polsce z warstw wykształconych - szlachty, a potem ziemiaństwa, sprawującej przecież do rozbiorów - w sposób swoiście demokratyczny i stosunkowo powszechny - realne rządy. A jak ktoś do władzy przywyknie, to nie sposób go od niej odzwyczaić, więc padło to ziarno idei „cierpienie za miliony” na glebę szlacheckich, w tym nierzadko szlachetnych też dusz. Wytworzył się etos, którego istotą stało się przekonanie o szczególnej odpowiedzialności za losy kraju i narodu. Etos ten nie jest raczej znany twórcom i pracownikom umysłowym w innych krajach, gdzie tą oni tylko /aż/? wybitnymi, ale świadomie ograniczającymi się do swej specjalności fachowcami. W Polsce specjalizacja zawodów inteligenckich, choć ważna, obarczona była do niedawna misją ogólnonarodową, ba - ogólnoludzką nieraz. Sporo w takiej postawie infantylnej mega­lomanii, ale też niemało historycznego zdererminowania, bo któż w okresie bez mała 150 - letniego niszczenia narodu miał ratować Polskę, jak nie ten, kto „pracował” w symbolach, języku, organizacji i oświacie? Skoro walka zbrojna, podejmowana głównie przez protoplastów inteligencji, nie przyniosło realnego zwycięstwa? Skoro naród mógł przetrwać   tylko dzięki kulturze? Jakże przekonywująco dowodził to światu Jen Paweł II podczas swej wizyty w UNESCO.

Ktoś powie, że zniewalani przez 500 lat Bułgarzy nie nadali swym twórcom i organizatorom takiej jak my rangi społecznej, a jednak przetrwali poprzez kulturę - oczywiście ludową. Podobnie było w przypadku Macedończyków i Słowaków, Ukraińców i Białorusinów, którzy nawet swego państwa nigdy nie mieli, a jednak wciąż egzystują jako odrębne narody. Kultura może być ludowa i może zapewni byt narodowy nawet, kiedy pozostaje w izolacji. To prawda, tylko, że ze względów od siebie niezależnych ani Słowacy ani Macedończycy, Ukraińcy i Białorusini, nie byli tak otwarci na świat jak Polacy, tak więc w zasadzie do nich Romantyzm z Niemiec nie dotarł. Zresztą tak na dobrą sprawę i u nich inteligencja typu polskiego powstała, tylko że znacznie później /koniec XIX wieku/, a i rola przez nie spełniana jest podobna, poczucie swej ogromnej misji także. Można nawet stwierdzić, że zjawisko wyróżnienia inteligencji w pewnym stopniu dotyczy wszystkich narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Tylko, że Polacy i Rosjanie byli w tym procesie przekursowani, a nawet stanowili wzorzec dla innych.

Fakt wystąpienia zjawiska przewodnictwa duchowego i moralnego inteligencji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, znajdujących się przecież w XIX wieku w podobnej sytuacji politycznej i ekonomicznej / brak własnej państwowości, opóźnienie procesów cywilizacyjnych / pozwala na sformułowanie tezy, że drugą przyczyną równoległą z przemożnym wpływem Romantyzmu na proces nadawania inteligencji szczególnej rangi, było znalezieniem się na peryferiach Europy. Jak zaznaczono w opisie przetwarzania się szlachty  w inteligencję, niemożność sprawowania realnej władzy skłaniała do sprawowania  „rządu dusz”. Natomiast zacofanie gospodarcze powodowało, że w krajach Europy Środkowo-Wschodniej oraz w Rosji nie wytworzyła się burżuazja sensu stricto, przejmująca w krajach rozwi­niętych realne rządy, w tym także w zakresie tworzenia wartości, stylu życia, aspiracji.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że pewien wpływ na model inteligencji polskiej miał zachodnio-europejski model intelektualisty - kwerka. Istotą jego było przekonanie, że intelektualistą jest ten, kto stoi na straży wiecznych wartości, nie poddaje się koniunkturom, modom czy sentymentom. Idea ta trafiła w rozromantyzowanej Polsce na bardzo podatny grunt i jeszcze bardziej wysublimowała naszą inteligencję.

* * *

Odpowiedzialność za ogół - jako wyróżnik inteligencji typu polskiego - jest więc funkcją sytuacji narodu, głownie jego zniewolenia politycznego i zacofania gospodarczego. Kiedy naród istnieje przede wszystkim w sferze słów, symboli i zrzeszeń, a jego szczęśliwość jest głównie szczęśliwością duchową.

Losy Polski były takie, że inteligencja nasza wciąż była ćwiczona boleśnie w swym szczególnym posłannictwie. To właśnie z inteligencji rekrutowała się większość legionistów, śpiewających w latach 1916-1917: „Nie trzeba nam od was uznania”. Podobnie było w okresie II wojny światowej. Konspirację w szerokim tego słowa znaczeniu organizowali inteligenci - oficerowie, naukowcy, artyści, nauczyciele, księża.

Po II wojnie światowej przyszło polskiej inteligencji, poważnie zresztą przetrzebionej, walczyć z zalewającą nas ze Wschodu lawą postmongolskiego prymitywizmu, brutalności, fałszu, a także absurdalnej ideologii religii komunizmu, nie mówiąc już o wyniesionych na wyżyny władzy rodzimych miernotach i mętach społecznych, tworzących komunistyczną ochlokrację. Nie wiem, czy naród nasz stać byłoby na październikowe oczyszczenie 1956 roku, strajk czerwca 1976 roku, wybuch sierpnia 1980 roku, a następnie nierzadko heroiczną konspirację po 13 grudnia 1981 roku, gdyby nie inteligencja świadomie odpowiedzialna za naród.

To przecież kręgi inteligenckie zmuszały B. Bieruta do powolnego zdejmowania stalinowskiego gorsetu, to KOR i KPN uczyły robotników skutecznie strajkować. Współczesną „bibułę", która przecież urabia świadomość, a ta napędza czyn, piszą i wydają przede wszystkim   inteligenci.

A jednak oprócz procesów wspierających inteligencję zachodziły i zachodzą procesy je niszczące. Mowa tu nie tyle o eksterminacji typu hitlerowskiego czy eksterminacji połączonej z degradacją ekonomiczną typu komunistycznego, bo to w końcu absurdalne odpryski dziejów, ale o historycznych, więc nieubłaganych procesach dewaluacji, degradacji, dewolucji i rozkładu.

Inteligencja polska, sprawujące rządy dusz, niezbędne przede wszystkim w okresie zagrożenia narodowego bytu, jakby traci swą siłę w okresie spokoju społecznego. Przechodzi wtedy na, znaną z sytuacji na Zachodzie, pozycję kompetencji w określonych dziedzinach twórczych, a więc przestaje istnieć jako całość/ przejęta wspólnym duchem i złączona wspólną / ratunkową / misją.

Wprawdzie inteligencja typu kompetentnego ma świadomość tworzenia tego, co tak nieprecyzyjnie nazywa się „postępem”, ale przecież znaczna jej część „robi” w rozrywce, rekreacji czy wreszcie w kulturze masowej, a tego już raczej postępem nazwać nie można, chyba, że weźmie się pod uwagę fakt, że człowiek wypoczęty lepiej pracuje.

Narodziny niepodległej Rzeczypospolitej były dla inteligencji szokiem, kiedy okazało się, że dużo łatwiej było sprawować „rząd dusz " niż realną władzę w państwie. Elita polityczna II Rzeczypospolitej składała się, rzecz jasna, w dużej mierze z inteligencji, ale znaczenie społeczne tej warstwy poważnie zmalało. Inteligenckie partie i ugrupowania polityczne w rodzaju Unii Narodowo-Państwowej nie zdołały w wyborach sejmowych lat 1922 i 1928 wprowadzić do parlamentu swoich przedstawicieli. W realnej grze politycznej decydowała bowiem ogromna siła ekonomiczna mieszczaństwa oraz siła chłopstwa i robotników. Również instytucje państwowe nie zdołały wchłonąć całej inteligencji i ludzi aspirujących do tego miana. Rodziły się nastroje frustracji wśród grup opiniotwórczych.

Po II wojnie światowej komuniści wydali dość celny plakat wyobrażający inteligenta w obowiązkowym kapeluszu i garniturze, który na szyi miał tabliczkę z napisem: „Przyjmę każdą pracę ". Przecież padły słowa Juliusza Kadena Bandrowskiego o "radości z odzyskanego śmietnika”. Podobne motywy odnajdziemy w twórczości Andrzeja Struga, Stefana Żeromskiego i Marii Dąbrowskiej. Inteligencja zaczęła też ulegać rozwarstwieniu. Powstała inteligencja twórcza, związana z kręgami władzy, opozycyjna, wreszcie urzędnicza. Postęp oświaty zasilał ją ludźmi nie noszący już bagażu powstańczej i szlacheckiej, a więc romantycznej tradycji. W zasadzie tylko niezbyt głębokim, gdyż przerwanym przez II wojnę światową przeobrażeniom społeczno-ekonomicznym międzywojnia inteligencja polska zawdzięcza fakt, że przetrwała jako wiodąca grupa, która ustala  „miarę społeczną " i sprawuje „rząd do dusz”.

Do czynników subiektywnych, w miarę niezależnych od ogólnych pro­cesów społecznych, podtrzymania w II Rzeczypospolitej romantycznej roli inteligencji polskiej zaliczyć należy postawę Józefa Piłsudskiego, który utworzył ruch polityczny otwarcie głoszący potrzebę dominacji inteligencji w państwie / Ignacy Matuszewski / oraz konieczność instytucjonalizacji elity / Walery Sławek /. Grupa rządząca była powiązana więzami towarzyskimi, a często i rodzinnymi z elitą intelektualną.

II wojna światowa, to okres fizycznego niszczenia inteligencji w Polsce, dokonywanego zarówno przez Niemców jak i Rosjan. Po wojnie wystąpiło ambiwalentne zjawisko - z jednej strony komuniści deprecjonowali inteligencję, z drugiej zaś sprytnie wykorzystywali ją do budowy swej potęgi administracyjno-ekonomicznej. Ideologicznie uzasadniona deprecjacja polegała chociażby na przypisaniu tej grupie terminu "warstwa”,      jakoby mniej wartościowego, a co najmniej mniej znaczącego od kiesy chłopskiej, robotniczej. Usiłowali dokonać też administracyjnego procesu kompencjonalizacji inteligentów, najwyższą rangę nadając tzw. inteligencji pracującej. Inteligent miał pracować, będąc li tylko sprawnym znawcą określonej dziedziny, a nie zajmować się myśleniem o losach całych społeczności lokalnych, czy wreszcie o całym narodzie. Ideologia ta znalazła swój pełen wyraz w haśle W. Gomułki, który wręcz obsesyjnie był antyinteligencki: „Studenci do nauki, literaci do pióra, syjoniści do Syjonu."

Jakby na ironię część inteligencji swą uniwersalną misję "rządu dusz zaczęła realizować i to z pełnym przekonaniem w budowie" nowego ustroju a potem "drugiej Polski”. Tym samym jeszcze raz okazało się, że ten kto pracuje głową, albo jest inteligentny, ten wcale nie musi być mądry, no i uczciwy. Ludzie ci potem mówili, że ich oszukano. Dziwne tłumaczenie! Kogo oszukano? Ekspedientkę ze sklepu mięsnego, czy górnika wyrabiającego 200 procent normy? Nie, tak mówili i mówią nadal ludzie z wykształceniem wyższym, nierzadko i z talentem.

Tak więc do procesów degradacyjnych inteligencji polskiej po II wojnie światowej doszedł proces nikczemnienia moralnego. Bez wątpienia „ludzie pracujący głową” mają z racji usługowości swojej roli, skłonność do „sprzedajności” ale też postromantyczna inte­ligencja polska heroicznie, swoim oczywiście kosztem, z tą skłonnością walczyła, nierzadko żyjąc w biedzie, ale nie na służbie okupanta i jego funkcjonariuszy.

Za rządów komunistów w wielu sumieniach jakby pękły te okowy przyzwoitości. W przypadku inteligencji rosyjskiej zjawisko to przybrało katastrofalne rozmiary, jak ukazuje to „Świadectwo”, czyli spisane przez Salomona Wołkowa wspomnienia Dymitra Szostakowicza. Oprócz subiektywnych politycznych procesów degradowania inteligencji zachodziły i nadal zachodzą  procesy obiektywne, wynikłe z postępu nauk technicznych, czy techno logizacji mas. We współczesnej pracy fizycznej rośnie rola czynności umysłowych, a poza tym znaczne upowszechnienie oświaty, jako jedyna raczej niekwestionowane osiągnięcie komunistów, spowodowało, że obecnie coraz mniej jest „patentów na wiedzę i rację”.

Procesy egalitaryzacyjne wywoływały również różnice obyczajowe. Do zjawisk tych doszedł ogólnocywilizacyjny kryzys autorytetu nauki, będącej obecnie główną domeną inteligencji.

Wydaje się, że dziś, w dobie odchodzenia społeczeństwo polskiego od polityki, czy raczej od zastanawiania się nad dobrem ogólnym, wieloprzyczynowy proces kompetencjalizacji nadal postępuje. Rosną szeregi wy­bitnych specjalistów, których nic poza ich specjalnością nie obchodzi. A przecież nasz kraj wymaga czegoś więcej. Wymaga głów i serc nie tylko mądrych ale i gorących, odpowiedzialnych za Polskę. I choć z liczbą robotników oraz newralgiczną w ekonomice rolą chłopów trzeba się liczyć, to .jednak problemy całości oczekują na inteligencję, inteligencję polską.

Czas krachu, będącego plonem 44-letniego godzenia się z ideologią absurdu, kiedy okazuje się, że jesteśmy jakimś „czwartym światem”, aż się prosi o ratunkową misję inteligencji. Znów trzeba myśleć kategoriami całości i nierzadko rezygnując z ambicji specjalistycznych, zabierać się za sprawy ogólne.

W wielu kręgach inteligencji panuje pogląd, że „należy robić' swój to znaczy tworzyć enklawy kompetencji, które poprzez poszerzanie swoich granic zaczną uzdrawiać całe społeczeństwo.

Chrześcijaństwo mocno podkreśla służebność każdego człowieka, przede wszystkim inteligencji, jako że od tych którym dużo dano, dużo się wymaga. Nie może więc inteligencja utożsamiająca się z chrześcijaństwem być tylko biernym obserwatorem zdarzeń, a w najlepszym przypadku sprytnie korzystać z ich rozstrzygnięć.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora