Stefan Rusin - Poetyckie misterium

Twórczość poetycka i eseistyczna Urszuli Małgorzaty Benki jest mi bliska od 1977 roku; wtedy wydała swój pierwszy zbiór wierszy Chronomea. Gdy w jej dorobku pojawiły się trzy kolejne zbiory, Dziwna rozkosz (1978), Nic (1984), Perwersyjne dziewczynki (1984), chciałem ją zaprosić do Konińskiego Klubu Literackiego, ale wówczas nadal przebywała w Paryżu, bez ustalonego terminu powrotu do Polski.

Stypendia, które otrzymała z Fundacji Kultury Saksonii, polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz rządu francuskiego, umożliwiły poetce zdobycie w bibliotecznych zasobach stolicy Francji, a potem w Nowym Jorku, materiałów do pracy naukowej. Stanisław Barańczak w zaproszeniu na Uniwersytet Harvarda zwrócił uwagę na pojawiający się nurt mistyczny w jej poezji. Karl Dedecius miał podobne odczucie podczas dobierania  utworów do antologii poezji europejskiej.

Czytałem kolejne jej książki: Ta mała Tabu (1991), Córka nocy (1995), Kielich Orfeusza (2003). Od 2004 roku, po opublikowaniu w „Akcencie” nr 1-2/2004 mojej recenzji "Oniryczne podróże z Orfeuszem”, dotyczącej tomiku Kielich Orfeusza, rozpoczęliśmy ze sobą korespondować. W książce W ogrodach wyobraźni zamieściłem esej o walorach jej twórczości literackiej.

W 2010 roku we Wrocławiu zapoznała mnie z kilkoma rozdziałami swojej kolejnej pracy, tym razem prozatorskiej, Maria Magdalena. Na kilkudziesięciu stronach buzują ludzkie namiętności, często w skrajnych, bolesnych odmianach. Myślę, że mądry wydawca opublikowałby Marię Magdalenę bez jakichkolwiek oporów.

Poetycki świat Benki budzi poczucie dziwności istnienia. Wypełniają go upiory, demony, zakochane kazirodczo córki, kurtyzany, anioły, dziewice, kaci, mniszki. Świętość skażona jest w nim grzechem. Człowiek, wędrujący po cudzych śladach, myśli o zbrodniach, o odrzuconej łasce, o pokucie. Intuicja i wyobraźnia czytelnika wprowadzone zostają w przestrzenie oniryczne, w których irracjonalne zdarzenia, przeżycia i marzenia bohaterów plączą się nieustannie. W tym magicznym świecie nie ma jednoznacznych pragnień. Pokusy, lęki, olśnienia, groza, okrucieństwo, błogość przenikają się nawzajem. Światło chyłkiem biegnie nad bagnami, wchodzi w oceany i góry lodowe. Nie wiemy, tak naprawdę, jaką maskę przywdzieje grzech.

Bohaterom wierszy nie brakuje „heretyckiej” wrażliwości. Raz po raz wpadają we własne pułapki, zatracają się w wybujałej samotności. Ich życie wymyka się reżimowi przemijania. Benka korzysta w swoim poezjowaniu z archetypów, drąży meandry psychiki ludzkiej, przywołuje pamięć wielu pokoleń i czerpie z dorobku obcych kultur. Dzięki tym zaletom i umiejętności poetyckiego przetwarzania uczestniczymy w jej frapującym teatrze wyobraźni. Obrazy w wierszach są gęste od znaczeń.

Czytając tom jej esejów, Psychomitopolitykę (2004), ma się do czynienia z innym spojrzeniem na politykę, na jej przedziwne, skomplikowane aspekty. W tę niebywałą opowieść wprzągnięci są bohaterowie mitów, baśni i autentyczni uczestnicy historii ludzkości. Przewijają się tutaj takie postacie jak: Herakles, Odyseusz, Ali Baba, Stalin, Mojżesz, Chrystus, Perseusz, Lenin, Herbert. Każdy z nich żył inaczej w swoim kosmosie lęków, moralności, obyczajów, wolności. Ich psychika w dużym stopniu decydowała o tym, kim byli.

Zło ma rozdarte kontury, ewoluuje, rozdrapuje rany, jest wszędzie. Wypełniając Europie kartę tożsamości należałoby do niej wpisać: bestia, las, brama, labirynt, los, lustro, przedproże skarbca. W najdłuższym i ostatnim eseju Labirynt Europy Benka pisze: „ W istocie bowiem to, co nosiliśmy w sobie, czego nie nazywaliśmy wolnością, a tylko Europą, było zarodkiem zniewolenia. [...] Jeśli chcemy pojąć psychikę ludzi okaleczonych, musimy pogodzić się z faktem, że w ich (bezgranicznym) świecie nieustannie czai się lęk, a kryteria pozostają sprzeczne. Co się tyczy neurotyka, to gdy mówi o prześladujących go widmach, mówi zawsze o swoim wnętrzu: o niechęci do wtajemniczenia i do świata. Pustynia Mojżesza, Kościół katolicki u schyłku PRL były labiryntami nadziei, ulgi, przemocy, zniechęcenia, okaleczeń. Dzisiaj Europa jawi się jako droga, nad którą unosi się mgła i kurz. Jej wartości nie są jednoznaczne. Religia staje się towarem, tężeje ksenofobia, akty przemocy nabierają nowych barw. Dla człowieka wolność staje się głębszym stadium zniewolenia niż te rygory, z jakimi dotąd miał żyć, i jakie włączone zostały w swoisty mechanizm obronny. [...] realne korzyści bycia wolnym zawężają się do wymiernych apanaży, których strata czyni wolność aż tak dolegliwą, że gotowi będziemy nią kupczyć”.

Pieniądz zastępuje Boga, oczywiście różnie przez ludzi wyobrażanego. Obrzydliwą staje się urzędowa reglamentacja świętości. Język sztuki przezwycięża niepamięć, wychodzi poza ograniczone pole widzenia, nie boi się ryzyka i klęski. „Bo labirynt – to nasza własna psychika”. Człowiek kierujący się w swoim życiu prawdą, nie chce być zbiorowym bohaterem, nie chce wyznawać narzuconych mu światopoglądów i hołubić niechcianych przywódców. Chce pielęgnować własne ja.

Psychomitopolityka Benki jest książką wyjątkową, niezwykłą, pisaną jakby w natchnieniu. Myśli biegną w niej gęstym strumieniem. Pisarka zręcznie wplotła politykę w żywioł mitów i baśni. Te trzy aspekty po mistrzowsku ze sobą związała. Wyeksponowała dominujące w nich namiętności. Skonfrontowała ego z ja. Przypomniała o wpływie moralistów i filozofów na nasza psychikę i nasze wybory życiowe. Obudziła czujność czytelnika na cynizm polityków.

Od nas jednak w dużym stopniu zależy, czy w swoim życiu wykluczymy biegunowość, czy przełamiemy (przekroczymy) tkwiące w nas przeciwieństwa, czy będziemy pamiętać o „doświadczeniu naszej niedoskonałości jako daru, który otwiera nam oczy na coś spoza systemu wartości, jaki został przykrojony na miarę naszych czasów i konkretnej kultury”.

Pascha – to największe święto w chrześcijaństwie i judaiźmie. W pierwszym przypadku obchodzone jest na pamiątkę zmartwychwstania Jezusa, w drugim na pamiątkę wyjścia Żydów z Egiptu.

Benka napisała w Paryżu i we Wrocławiu, w latach 1985-2006-2012, dzieło poetyckie Pasja Jezusa z Nazaretu. Szkoda, że do tego czasu nie opublikowała go w postaci książki, byłoby ono prawdopodobnie wydarzeniem literackim. Jest to materiał nadający się na rozpisanie go na chór, orkiestrę, głosy solowe, recytatorów. Stworzony w ten sposób utwór wokalno-muzyczny można byłoby zaprezentować w formie koncertowej.

W Pasji Jezusa z Nazaretu występują: Jakub, Judasz, Duch, przedstawiciele „tłuszczy”, Herod, łotr, Weronika, Magdalena, dziecko, Józef z Arymatei, Łazarz, dama i sowizdrzał.

W Stacji I według Jakuba bohater wyraża pragnienie zaśnięcia w „nicości sprzed narodzenia” po ujrzeniu nocą w oliwniku zarysu kielicha tańczącego.

W Stacji II według Judasza, podzielonej na pięć części, wiruje ogień, tworząc cokół na szczycie mroku, w dolinie jego płomienie wydają się być językami węży. W głębokim dole świecą ciała robaków.

[...]
To w nim larwę w rękę pochwycę
Niby harfę.
Dwie struny rozdwojonego języka
Dziś wieszczą!...

Przechodzący anioł pozostawia po sobie ślady, Duch widzi drzwi pomazane krwią. Czyjaś pycha wzniosła nową ziemię z kurhanem. Judasz wygrywa na harfie żarliwą modlitwę. Nazwał ją mniej strachliwą od modlitwy Jezusa w Getsemani. Mówi: „Ja ciebie nie zdradziłem, proroku”.

Na polu judaszowym „swego diabła jak krzyż każdy niesie. / Swego diabła jak umęczonego syna / Jedynego wydanego za życia”. W deszczu mokną judaszowe cuda.

W Stacji III według Ducha przejście drogą na szczyt góry jest jakby wędrówką przez przezroczystą świątynię do otchłani.

Stacja IV według „tłuszczy”. Handlarka, młokos, baba, grubas, faryzeusz, praczka, przechodzień i kupiec rozmawiają o Jezusie, Barabaszu, Piłacie i sprawiedliwości. Baba składa im relację z procesu, któremu się przyglądała. Pozostali rozmówcy prawdopodobnie też wcześniej stali przed tronem namiestnika. Większość zgromadzonych na placu wołała o  uwolnienie Barabasza.

Namiestnik z tronu wstał. Podniósł szablę:
Kogo chcecie? Jeden tobie, mój ludu, zmartwychwstanie i grzechów
odpuszczenie obiecał,
A drugi jest rodem z piekła.
Kogo będziesz krzyżować,
Jak łotra, niezgułę i wisusa?
- Jezusa!!!

Stacja V według Heroda. W długim monologu Herod chce za wszelką cenę nakłonić Jezusa do uczynienia cudu! Tak swoją cyniczną mowę rozpoczyna:

Milczysz.
Powrozami, widzę, spętanyś, ale gorzej
Wzgardą.
Stanąłeś synu Boży tu na moim dworze
Jasnym
Jak pobielany grób
- twoich dobieram słów –
Serce miga ci w piersi jak miecz albo stos.
Przepadł w mroku przekupiony tłum.
Uciec byś mógł.
W dole u twoich stóp
Pustynia błyszczy.

Kapitan straży trzyma klucz do turmy i do bram.
Uczyń mi cud.
Z jakąż ulgą
Klucz do pustyni ci dam.
Cudu – wiesz? – czasem niby miłości czuję głód.
Masz tutaj burnus podróżny i grosza wór, i masz ten klucz!
Uczyń mi cud.

Jezus milczy. Herod kontynuuje dalej tę grę, proponując Jezusowi pozostać tutaj. Może wybrać sobie bezpieczne nazwisko i prowadzić życie kupca damasceńskiego lub mieszkać w pokojach wyłożonych dywanami, z zadbaną kobietą i utrzymywać się z królewskiej pensji. Herod:

[...]
Miałem tu kiedyś proroka. W cysternie.
Z pustyni go wzięli. Ale milczał niemiłosiernie,
Cęgami kat zeń rwał tę jego świętą wiedzę
A prorok?
Tylko potwarz publiczną w czas uczty obwieszczał!!!

Herod przypomniał sobie, że kiedyś też chciał słuchać tego proroka, nawet zapragnął pościć i swoją głowę posypać popiołem. Wtedy nowy namiestnik przyjechał, musiał wyprawić ucztę, na której „wszyscy kapłani Jehowy prześcigali się w koszernym obżarstwie” i tańczyły bosonogie Nubijki. Prorok mieszkający w cysternie domagał się, aby Herod porzucił tetrarchię, udał się pieszo z żoną i pasierbicą nad Genezaret. Bo tam spotka go łaska i ujrzy „wcielonego Boga”. Uległ prorokowi, córkę po powrocie z pustyni opanowało szaleństwo i w bezludzie ciągnęło.

Herod proponuje dać Jezusowi na własność Salome, choć ona woli zostać niewinną.

[...]
Daj cud... Ja mam gest.
Monetą moją głowy potrafią być. I to święte.
Mów, czyjej głowy chcesz: zatknę ją wraz z łbem węża,
Choćby to miała być głowa Herodiany.
Uwierz, że ja mam dla ciebie cześć,
Na tacy wszystko ci mogę znieść
Moje raby.
[...]
Rozmnażałeś ryby i chleb. Z żoną nie mamy dzieci. To ciężki grzech,
Widzisz jak tron Judei zionie pustką. Daj nam syna. Twoje nadamy mu imię.
Będziesz jego piastunem. Palatynem!
Nie? To jakikolwiek cud.

Tym cudem mogłoby być usunięcie brudu z szaty Heroda i ornamentu z zydla, albo pokierowanie uczuciami Heroda, by zaczął kochać swoją wiarołomną żonę. Jezus nadal milczy.

Herod posuwa się wreszcie do bardziej przebiegłych propozycji.

[...]
Wołano cię mesjaszem po lat czterech tysiącach
Objawionym – a nikt coś nie sarka,
Że zostałeś zatrzymany jak zbrodniarz?
Dam ci pewniejszych uczniów. Zbrojnych apostołów kohorty.
Karnych.
W mojej mocy. I strażom każę ludzi biczami spędzić
I w biały dzień
Plac przed Świątynią się zapełni
I – tobie
Oddadzą cześć.
[...]
I razem
Zwalimy świątynię w Jeruzalem.
Daj mi cud
I będzie jak przepowiadałeś.
[...]
Dam ci wszystko. Ziemia jak krwią się obleje
Twoją religią.

Milczenie Jezusa wzbudza w Herodzie agresję.

[...]
Nie igraj.
Tutaj znoszą prorocze głowy krwią pobryzgane jak wieprzów,
Gdy tego zechcę.
A beze mnie na krzyżu możesz zdechnąć.
Znasz Sanhedryn.

Więc – Ruszaj!!!
Ty, wypij chociaż ze mną za cud?
Bierz ten puchar!

To wypij żółć.

I zawołał faryzeuszów.

Stacja VI według łotra jest w Pasji Jezusa z Nazaretu jednym z najbardziej zagadkowych i poetyckich obrazów. I jakże pobudzających do myślenia.

[...]
Człowiek
To tylko sposób istnienia Boga
Winogrono na pędzie Boskim,

A Bóg przez mgnienie
Czuje upojenie,

I w pustkowiach pokusami nękany
Chroni się do Kany.

Stacja VII według Weroniki. Słowa tej skromnej kobiety są wypełnione samarytańską mądrością. Budzą w czytelniku ciepłe uczucia.

Lniany pas, skarb największy u biedaka –
Poszłam zetrzeć pot łajdaka:

Bisior tylko miałam święty.
I nic więcej.

Iść tamtędy musiałam.
Przecież nie ja tę drogę wybrałam.

Płótno moje całe kobiet pokolenia
Tkały jak własne istnienia.

A Boga dotknęłam, bo niczego
Nie spotkałam w swojej drodze innego.
Smuga Boża na bisiorze.
Smuga Boża na bisiorze
Smuga Boga na bisiorze

Stacja VIII według Magdaleny. Scena opisująca oddalanie się wędrowców od piasków pustyni i ziemi świętej, ich bezmiar zmęczenia i walkę żagli z bijącym wiatrem.

Od przytłaczających herodowych scen do dziecięcej poetyckiej wizji przenosi nas Stacja IX według dziecka.

Mamo ja muszę zerwać tę duszę
Tę czerwono zieloną co tu rośnie nad wodą.
Pomóż ciągnąć, bo ciężka, i gorąca i bezbrzeżna
I cała pachnie piołunem, i niebo rysuje piołunem.

Stacja X według Józefa z Arymatei. Tutaj postawione zostało pytanie: Cóż Bogu w nieznane idącemu dać? Oczywiście, że grób na Jego miarę, ogromny jak ziemia, „wędrujący otchłaniami kosmosu”.

Stacja XI według Łazarza jest poetycką perłą. Kronikarz kościelny, arcybiskup Moguncji, Rabanus, stwierdził w Żywocie Marii Magdaleny, że Magdalena była siostrą Łazarza, i że oboje w życiu Jezusa odegrali nie pospolite role. Pisałem, że Pasja Jezusa z Nazaretu zasługuje na zaprezentowanie na wielkiej scenie. Emocjonalne poruszenie może wywołać połączenie muzyki, scenografii i tekstu Stacji XI według Łazarza.

W taką porę lepiej wszystkie sanktuaria zatrzasnąć
I ciasno obwiązać powrozami.
Księżyc świeci jaskrawie nad krzyżami
i odbija się w błocie po burzy.
Bóg w błoto zszedł,
Cały, z głową, w błotach się zanurzył. Potem w skale.
Jej żyłami spłynął jak w kielich wina,
Poszła w dół Boża lawina.

Lepiej także powiązać teraz ludzi
Grubym sznurem.
By nikt nie drgnął. Człowiek to nie struna.
Nie wygra wszystkich tonów. Na tym weselisku
Gwałtownym, przepaścistym i bezludnym
Bóg gnije i w gnijącym kielichu
Dopełnia swojej nocy poślubnej.
Chce tylko własnej ukochanej,
A łono jego oblubienicy jest jak lira
I ciało pod dotykiem się rozpływa.

W ciałach księżyc odbija się z bólem.
Słychać krzyki kamieni, szepty piachu.
W piachu ślady. Ludzi, owadów i ptaków, bydląt, bestii.
Droga lśni. Tą żyłą wilgotną wszyscy przeszli,
Nim opadli na drugi brzeg
W szczęściu.
Gnijący kielich i spleśniały chleb
Na tym weselnym stole
Pod drzewem podniebnym.

Ulewa. I krople uderzają rytmicznie.
Twoje weselisko tragikomiczne.

Piękny chłopiec żyć przestaje.
Piękna panna śmierć zadaje.

Stacja XII według damy i sowizdrzała. Ekstatyczną radość podróżowania tych dwojga młodych osób mącą poczynania wiedźmy, która przyczyniła się do śmierci dwóch koni, ale jakimś dziwnym sposobem „w wietrzność roziskrzoną odbiegły”. Wędrówka sowizdrzała i damy spowita jest w metafory, nie wiadomo, jakim środkiem się przemieszczają, mijają rozpłomienione skały, strumienie, góry, Kalwarię.

Jezus w Ostatniej stacji (bez numeru) wymienia w długiej litanii, kim i czym był. Tak się kończy to poetyckie misterium.

Benka w Pasji Jezusa z Nazaretu pokazała groźny, tragiczny i groteskowy charakter ludzkiego zła, posługując się szeroką gamą niuansów poetyckiego języka. Mroki tamtych czasów nie wszystkich w jednakowym stopniu upodlały. Nadzieja i wiara, może naiwne w swojej prostocie, niecierpliwie podążały niepewnymi tropami ku oczyszczeniu. Narażone były jednak na kolejne i przykre przewartościowania.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież