Anna Kapusta - Papier i szuflada. Baśń o niepisaniu

Mojemu Anonimowemu Czytelnikowi

Zobaczyłam kiedyś małe, tłuste rączki bardzo niegrzecznej dziewczynki. Dziewczynka próbowała wepchnąć zabazgraną kartkę w cieniutką szparę zamkniętej szuflady. Kartka była pomięta od rozpaczliwych nacisków dziewczynki, całkowicie nieczytelna od wypłakanych w nią łez i brudna od uporczywego przytulania się do niej przed każdym zaśnięciem.

Dziewczynka stała na palcach, żeby dosięgnąć szuflady i w jej gładkiej powierzchni widziała swoją pucołowatą twarzyczkę. Widziała, choć wcale się jej nie przyglądała. Nie zauważała też mnie, choć podeszłam tak blisko, że nieomal odgrodziłam dziewczynkę od jej upragnionej szuflady. Chciałam chwycić jej małą, tłustą rączkę, odciągnąć ją od tego absurdalnego zajęcia i przytulić jej pucołowatą twarzyczkę. Wtedy zobaczyłam jej sine palce. Dziewczynka cofnęła przede mną rękę i uciekając z pokoju rzuciła mi tylko: „Szuflada mi przycięła”. Zostałam sama stojąc naprzeciwko zamkniętej szuflady, a pod nogami miałam tę właśnie kartkę, którą uciekając zgubiła dziewczynka. Podniosłam ją z podłogi i zobaczyłam, że nie da się odczytać z niej żadnych słów, choć mokre ślady pisma pozostały. Dziewczynka od dawna umiała czytać i pisać, chociaż nigdy nie rozmawiała ze mną o sobie, bo nie chciała mi mówić, że jest dziewczynką. Interesował ją od zawsze zamknięty świat szuflady. Zawsze sięgała do tego, do czego inni nie mieli już kluczy. Podniosłam z lękiem kartkę zgubioną przez dziewczynkę i zobaczyłam na niej ślady małej twarzyczki. Widać dziewczynka tak długo przytulała się do kartki, że kartka stała się jej maską. Pomyślałam z przerażeniem, że ta kartka mogłaby być pośmiertną maską dziecka i poczułam, jak boli mnie ta myśl i jak ból rozsadza mi każdą kość. Pobiegłam szukać dziewczynki. Szukałam jej wszędzie. Nikt jej nie widział, nikt nie znał. Wtedy przypomniałam sobie, że nie istnieje żadna szuflada ani nie ma żadnej dziewczynki, bo nie da się dotknąć i przytulić eksponatów z Muzeum Wyobraźni. Usiadłam spokojnie i postanowiłam wrócić do życia. Uśmiechnęłam się z czułością do nieistniejącej dziewczynki. Wtedy pod moje własne nogi upadła mi ta zabazgrana, przemoczona kartka. Odruchowo przytknęłam ją do własnej twarzy. Nie wiem, czemu. Potem spojrzałam i zobaczyłam, że jest pusta, zmięta i przybrudzona, że nic w niej nie ma i nic już nie będzie. Spojrzałam na własne dłonie. Miałam sine paznokcie. Ręce mi drżały. Pora dorosnąć, pomyślałam. Szuflada nigdy nie otworzy się przed małą, tłustą rączką nieistniejącej dziewczynki. Słabe krążenie krwi to ryzyko śmierci. Trzeba uprawiać sport. Trzeba uprawiać życie. Trzeba przestać wierzyć w małe, pucołowate dziewczynki. Trzeba.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież