Maria Zdziarska - Bonus (3)

Jak zwykle aktywny Sławek zaprosił na taras tych którzy preferowali świat zabawy, beztroskiego plażowania i rozrywki. W sali pozostał Michał z Agatą, pani Stenia z mężem, dwa małżeństwa lekarskie, Andrzej z Olą, Stanisław z kolegą i kilka innych osób, wśród których była jedna para z sześciorga wycieczkowiczów zajmujących w czasie wycieczki końcowe siedzenia.

- Jak to możliwe, że wtedy w Meridzie, aż sześć osób robiło taki rwetes o uczestnictwo wzwyczajnej mszy, a tutaj z tej grupy jest was tylko dwoje? Czyżby możliwość darmowego jedzonka idrinkowania na plaży osłabiła wcześniejszą gorącą pobożność pozostałej czwórki? Ale macie towarzystwo! - Agata nie potrafiła powstrzymać się od uszczypliwości.
- Wycisz się, nie podgrzewaj i tak już napiętej atmosfery - wyraźnie strofował żonę Michał.
- Kłótniami w tej grupie do niczego nie dojdziemy - Andrzej stanął na środku jakby chciał tym gestem pokazać, że obejmuje przywództwo, co zostało przyjęte z cichą akceptacją.
- Jest nas tutaj dziewiętnaścioro i zadaniem grupy jest poszukanie takich argumentów, które umożliwią przekonanie do naszej opcji chociaż paru osóbz tamtej grupy - kontynuował.
- Ja podobnie jak żona wierzę, że możemy liczyć na wsparcie z góry - tu pan Mietek znacząco spojrzał w kierunku sufitu.
- Pozazdrościć wiary, jednak myślę, że Bogu należałoby zostawić bardziej ważkie problemy tego świata, a z naszymi postarajmy się poradzić sobie bez interwencji boskiej.

Mój plan na teraz jest taki – kontynuował - by każdy z nas postarał się poszukać chociaż jeden argument, którym jest w stanie przekonać tamtą grupę i nam go zaprezentował. Tu odwołuję się do naszej, być może uśpionej wycieczkowym klimatem kreatywności - ciągnął wątek Andrzej, wyraźnie wprawiony w sztuce negocjacji.

-Tak at hoc, to ja na pewno nic nie wymyślę - prawie zajęczała lekarka Ewa.
- Ja wierzę w swoje i wasze możliwości - Andrzej budował pozytywne myślenie.
- Proponuję, byśmy zaczęli od wspólnego odmówienia w tej intencji modlitwy - nie ustępował pan Mietek.
- Jeżeli to panu pomoże w myśleniu to niech się pan modli po cichu - strofował, nie umiejący tym razem ukryć zniecierpliwienia Andrzej.

Agata szukając natchnienia spoglądała przez okno, za którym spodziewała się widzieć antagonistyczną na ten moment grupę, ale ku jej zdziwieniu siedział tam jedynie Sławek w towarzystwie żony. To spostrzeżenie odwróciło jej uwagę od realizacji zadania wyznaczonego przez Andrzeja, jednak tylko na chwilę bo w tym momencie Karolina prawie tryumfalnie wykrzyknęła;

- Mam! Proponuję oprzeć się na porównywaniu komfortu lotów. Pilotka mówiła, że z Cancun będziemy lecieli czarterem, a ze stolicy brytyjskimi rejsowymi liniami. Wszyscy wiemy, iżw rejsowych jest zazwyczaj wyższy standard niż w czarterowych, poza tym w razie problemów z wolnymi korytarzami powietrznymi samoloty rejsowe mają pierwszeństwo lotu, no i w nich jest zawsze w opcji w pakiecie bezpłatny catering, a w czarterach nawet za herbatę trzeba płacić.

- Lotu co najmniej dziesięć godzin to podadzą ze trzy posiłki - rozwijaławątek cateringu wątpiąca przed chwilą we własne pomysły, Ewa.
- To już jest coś - przejął głos Stanisław - W tamtej grupie niejeden dał się przekonać darmowymi drinkami na plaży w Cancun, to jak wytoczymy takie argumenty i dodamy, że w rejsowym można zamawiać darmowe drinki bez ograniczeń, a lotu wiele godzin. Myślę, że po takich argumentach niejeden z tamtych przemyśli naszą opcję i się do niej przychyli.
-Trzeba podkreślić problem jaki może nastręczyć godzina przylotu do Warszawy. Pilotka mówiła, że pomiędzy tymi przylotami są cztery godziny różnicy, więc wylatując z Cancun w Warszawie bylibyśmy na tyle późno, że ci mieszkający w dużej odległości od stolicy nie będą mieli dojazdu do miejsc docelowych, a nawet jak będą mieli tow domach będą na tyle późno, iż to może stanowić problem z poniedziałkowym pójściem do pracy. Tak mi to przyszło do głowy bo my też jeszcze mamy kawał drogi do Bydgoszczy - dołożyła argument w temacie samolotu Agata.

 Jakby więcej takich pomysłów to zapewne byśmy przekonali tych bezbożników - wtórował Stanisław.

- Trzeba koniecznie ponownie uwypuklić wątek powszechnej dostępności plaż. Jak nie pomoże argument z naszym Bałtykiem czy jakimiś pojezierzami, to można odwołać się do oferowanych przez biura podróży tanich wycieczek na Bałkany albo do Bułgarii czy samodzielnych tam wyjazdów -tym razem zabrał głos kolega pana Stanisława.
 - Można rzucić, albo wręcz odczytać z przewodników parę informacji np. takich, że Bazylika Matki Boskiej z Gudelupe to miejsce, do którego przyjeżdża rocznie do 14 milionów turystów z całego świata. Ewentualnykontrargument, że te dane odnoszą się tylko do katolików, można też łatwo zbić, podawszy przykład chociażby Błękitnego Meczetu w Stambule, który prawie każdy z grupy widział, pomimo, że nie jest muzułmaninem. Takie argumenty mogą przekonać tych, którzy lubią odhaczać i zaliczać popularne, turystyczne miejsca, a na pewno wśród nas są i tacy - rzeczowo do tematu podszedł Robert.

Po sali przeszedł pomruk zadowolenia.

Agata ponownie zerknęła w stronę tarasu i zauważyła, że członkowie drugiej grupy powoli się schodzą. Jej uwagę przyciągała nienaturalna, według niej sytuacja, polegająca na tym, że wracający nie zajmowali od razu miejsc na siedziskach, tylko najpierw podchodzili do Sławka i wydawało jej się, że mu coś przekazują. Chcąc podzielić się tą obserwacją trąciła łokciem męża, ale gdy Michał skierował wzrok w kierunku, który wskazała żona, widział już tylko siedzących w grupie Polaków. Zdziwiło go tylko widoczne rozluźnienie i wesołość, jaka panowała w tamtej grupie. To spostrzeżenie wywołało w nim niemalże zazdrość, uniemożliwiającą skupienie na tym co działo się w jego grupie. Jednak głos pana Mieczysława oznajmujący, że według niego argumenty jakie tutaj padają świadczą o działaniu Ducha Świętego przywrócił uwagę Michała w kierunku miejsca w jakim się znajdował.

- Może pan sobie tak myśleć, najważniejsze byśmy wygrali - odpowiadający Mieczysławowi Andrzej użył nomenklatury, niemalże sportowej, przynajmniej tak to odebrał wspomniany przed chwilą Mieczysław iniezwłocznie zanegował takie porównanie mówiąc, że sprawa nie jest na wagę meczu, tylko wartości fundamentalnych.
- Wróćmy do prezentacji argumentów - tymi słowami Robert wyprzedził potencjalne niebezpieczeństwo.

Sytuacja zaczęła się ożywiać na tyle, żeparę osób jednocześnie zaczęło wymieniać się pomysłami. W rezultacie powstał harmider, niespodziewanie przerwany przezśpiew pani Steni, która w tym momencie wstała i zaintonowała Czarną Madonnę. Dwie osoby podchwyciły.

- Ludzie opanujcie się, te pieśni zostawcie na jutro, zresztą Madonny wam się pomyliły - Andrzej próbował opanować sytuację.

W tym momencie zostały energicznie otwarte drzwi z zewnątrz i stanęło w nich dwóch, wyraźnie zaciekawionych, pracowników hotelu.

Śpiew nie cichł, Andrzej poczuł, że ogarnia go bezsilność połączona z zażenowaniem. Jakoby wsukurs tej sytuacji zjawiła się Magda, która wbiegła i kategorycznie poprosiła o zachowanie umiaru. Dodała jeszcze, że miejsce to po pierwsze nie jest kaplicą, a po drugie przypomina o fakcie, że ta sala została udostępniona przez obsługę poza cennikiem i chociażby dlatego nie należy tworzyć sensacyjnych sytuacji.

- Mam nadzieję, że za chwilę wspólnie coś ustalimy. Grupa z tarasu zaraz tu dołączy - tym tekstem doprowadziła do chwilowej ciszy.

Zgodnie z jej zapowiedzią już za chwilę wszyscy byli w środku.

Widząc siadającego w przednim rzędzie Sławka, Agata zwróciła uwagę na nienaturalnie wypchaną tylną kieszeń w jego spodniach. Natychmiast podzieliła się tym spostrzeżeniem z Michałem, ale jedyną reakcją męża było skinięcie głową, jakby w ten sposób chciał potwierdzić, że słucha co do niego mówi. Poczuła się zbywana, ale nie zdążyła tego wyrazić słownie, bo w tym momencie głos zabrała pilotka.

Znowu powtarzała, że dzisiaj musi, słowo – musi - wyraźnie zaakcentowała, wykonać mnóstwo czynności związanych z rezerwacjami na ten dodatkowy dzień. Ponownie odwołała się do wyjątkowości i inteligencji zespołu i zakończyła stwierdzeniem, że tak to jest z wyborami, że rzadko kiedywszyscy czują się usatysfakcjonowani, jednak ona dołoży wszelkich starań by wybrana opcja zadowoliła większość wycieczkowiczów.

Poinformowała również, że w przypadku jeśli przeważy wersja z wylotem z lotniska w Mecsico City, niezbędne będzie, ze względu na długość tej trasy, zatrudnienie dodatkowego kierowcy. Dodała, że gdy chwilowo przebywała na tarasie Sławek zwrócił jej uwagę na ten problem, za co bardzo mu dziękuje. Dodała, że w związku z tym już porozumiała się telefonicznie z Javierem, który jako znający lokalnych kierowców z licencją na autokary już zajął się tym problemem.

- No to pora przyprowadzić kierowcę i odszukać pana Tadeusza. W końcu należy do grupy.
- To ja pójdę po kierowcę, a Andrzej po Tadeusza - sprawnie rozdzielił role Sławek.
- Ty po kierowcę? Przecież jednego słowa po hiszpańsku nie sklecisz - wyraziła zdziwienie studentka Paulinka, jedyna w grupie, poza pilotką znająca hiszpański. Paulina przyjechała na wycieczkę z matką, a w kwestii wyboru oby dwie preferowały plażowanie w Cancun.
- Żeby sprowadzić go na dół nie trzeba hiszpańskiego, zresztą ty Paulinka nie możesz tam iść sama, bo a nuż właśnie chłopina bierze prysznic. To co trzeba powiem mu w najbardziej międzynarodowym języku czyli manualnym - trochę zaufania do pana Sławeczka chyba, że koniecznie chcesz zobaczyć nagiego Meksykanina to chodź - tak żartując szybkim krokiem wyszedł z sali, a za nim Andrzej i Paulina.

By nie siedzieć w pomieszczeniu większość grupy przeszła na taras. Palacze jak zazwyczaj skupili się w jednym miejscu, ale nie wiedzieć kiedy, z jednej zrobiły się dwie mniejsze podgrupy.
- No to jesteśmy wśród swoich - Michał próbował żartobliwie skomentować nową sytuację. Zamilkł jednak szybko, bo nikt nie podchwycił konwencji.
- Ja mam z tym Sławkiem złe przeczucia - nie wytrzymała Agata.
- Sprawa jest zbyt poważna, więc przeczucia i podejrzenia sobie żonko odpuść.
- No właśnie, żadnych złych przeczuć Agatka, bo okażesz zwątpienie, a właśnie wiara jest tym czego nam teraz najbardziej trzeba - odezwał się do Agaty Mietek, który wcześniej zachowywał do wszystkich dystans polegający na używaniu do wszystkich formuły Pan, Pani.
Pewnie tą nagłą bezpośredniością wywołałby duże zdziwienie, jednak w sytuacji w jakiej się znaleźli nikt poza Agatą nie zwrócił na to uwagi. Ktoś próbował ponownie ironicznie skomentować to odwoływanie się do wiary, jednak bez riposty z drugiej strony, bo właśnie wszedł Andrzej z informacją, że Tadeusz odmówił zejścia, jednak prosił, by grupie przekazać, że przyjmie bez zastrzeżeń każdą opcję. Według relacji Andrzeja na tym ugodowość Tadeusza się kończyła, ponieważ wyraził on opinię, że obwinia pilotkę o to, że atmosfera w grupie już nie wróci do wcześniejszej przyjaznej, bo ta w zaistniałej sytuacji nie powinna była prezentować dwu możliwości, tylko sama wybrać jedną i zadecydować.

Temat winy czy też braku winy pilotki się nie rozwinął, bo wymieniona niespodziewanie stanęłaprzy grupie i niezwłocznie wyraziła zniecierpliwienie z powodu długiego czekania na nieobecnych.

- Ja bym Sławkowi nie ufała - po raz drugi werbalizowała swoje wątpliwości Agata. Pilotka przeczuwając kolejną eskalację złych emocji, szybko rzuciła hasło aby Andrzej poszedł zobaczyć jaki jest powód, że tamtych ciągle nie ma. Wywołany Andrzej natychmiast skierował się w stronę drzwi, ale w tym momencie usłyszeli dochodzący z korytarza wyraźnie ożywiony głos Sławka, co spowodowało powrót grupy do sali.
 Pilotka natychmiast odciągnęła kierowcę na bok i ściszonym tonem, przez dłuższą chwilę, rozmawiała z nim po angielsku, a skończywszy stanęła naprzeciw wycieczkowiczów i oznajmiła, że sprawa rozwiązała się sama. Tym stwierdzeniem wprowadziła grupę, a na pewno jej część, w stan zupełnej konsternacji, który sama przerwała słowami o tym, że Javier kontaktował się z trzema kierowcami, co do których myślał, że się podejmą tej pracy, ale okazało się, iż dwóch z nich w tym terminie ma już inne służbowe zobowiązania, a trzeci jedzie aż do Huston na chrzest swojej siostrzenicy.

- Tak, że nie mając kierowcy zmiennika zostaje nam jedynie opcja z Cancun. Widać los zdecydował za nas, ale zapewniam nie będziecie się państwo nudzić, jako że ten kurort za swoimi słynnymi piaszczystymi plażami i rozbudowanym centrum rozrywki stał się wypoczynkową mekką dla mnóstwa dobrze sytuowanych Amerykanów, więc dysponuje niewiarygodnie atrakcyjną bazą, przygotowaną na to by móc zadowolić nawet najbardziej wybrednych turystów - mówiła szybko jakby w obawie, że ktoś przerwie ten potok słów i zacznie poruszać ponownie, w nowej sytuacji, jeszcze bardziej niewygodne wątki.

Ciągnęła więc, ze służbowym entuzjazmem w głosie, tekst o wysokiej klasie hotelu, jaki zaproponował organizator i reklamowała uroki opcji all inclusive.

W trakcie tej przemowy część osób ostentacyjnie zaczęła iść w stronę drzwi. Wychodząca z grupą pani Stenia zaintonowała pieśń„Serdeczna Matko”. Dośpiewała do „płacz sierot...” i zamilkła nie znalazłszy wsparcia głosowego z czyichkolwiek ust. Grupa zmierzała do wyjścia, jedynie Agata skierowała się w stronę ciągle mówiącej pilotki, obok której stał kierowca i patrząc mu prosto w oczygłośno zadała pytanie:

- Ciekawe czy faktycznie żaden kierowca się nie znalazł czy też połasiłeś się na srebrniki z kieszenie Sławka?
- Daj spokój Agata, po pierwsze nie masz pewności czy masz rację, a po drugie on i tak po polsku nie rozumie ani słowa! - Michał dobiegł i zdecydowanym ruchem pociągnął żonę w kierunku drzwi.

Blisko południa, następnego dnia, na szerokiej piaszczystej plaży oprócz hałaśliwych angielsko i hiszpańskojęzycznych plażowiczów stało kilkanaście szerokich, wygodnych leżaków ustawionych tak, by tworzyły jedno skupisko, zajmowała równie głośna grupa Polaków. Kelnerzy zatrudnieni do obsługiwania na zewnątrz ledwie nadążali z roznoszeniem zamawianych drinków i przekąsek. To ludzkie wielojęzyczne skupisko nadawało temu miejscu charakterystyczną turystyczno -wypoczynkową energię udzielającą się wszystkim, którzy w nim tkwili.

W innej części zewnętrznej przestrzeni hotelowej, przy pustym zazwyczaj o tej porze dnia, basenie, prawie w zupełnej ciszy siedziała reszta turystów z Polski. Wśród nich nie było jedynie Steni, Mieczysława i Tadeusza.

Ten ostatni po jakimś czasie wyłonił się z drzwi hotelowych prowadzących prosto na basen. Po raz drugi tego dnia przywitał grupę oficjalnym - dzień dobry - i nie zatrzymując się podążył w kierunku plaży. Gdy doszedł do miejsca, gdzie wypoczywała druga część wycieczkowiczów, dał się słyszeć tubalny głos Sławka zapraszający Tadeusza, by ten usiadł i wypił z nimi małego drinka.

Choć jedną Margaritę, tak dla towarzystwa - zachęcał Sławek.

Zawiał lekki wiatr i pewnie z tego powodu ci siedzący przy basenie nie usłyszeli odpowiedzi, a może po prostu taka w ogóle nie padła. Widzieli tylko Tadeuszazmierzającego i tym razem bez zatrzymywania w kierunku linii brzegowej morza. Gdy już tam się znalazł przystanął, popatrzyłchwilę w każdą ze stron, po czym ruszył zdecydowanym krokiem w prawo. Zarówno ci siedzący na plaży jak i ci przy basenie wodzili, niemalże mechanicznie, za nim wzrokiem. Monotonię widoku maszerującego brzegiem morza Tadeusza przerywały powtarzające się co kilkadziesiąt metrów momenty wchodzenia przez niego po kolana do wody, co wymuszały umocowane w wodzie konstrukcje oddzielające poszczególne kawałki plaży, które zainstalowali właściciele każdego z kilkudziesięciu, a może i kilkuset hoteli. Widać każdy chciał zaznaczyć, że wprawdzie morze jest wspólne, ale jego brzeg przy hotelu ma swojego właściciela.

Te przeszkody powodowały opóźnienia w marszu, jednak i tak po kilkunastu minutach sylwetka Tadeusza widziana z perspektywy hotelowej plaży zmalała do wielkości zapałki, by za chwilę zniknąć zupełnie.

- U nas zima, a tutaj morze takie ciepłe - Karolina zakłóciła ciszę przy basenie, niczego nie wnoszącym, tekstem.

*

 Pół godziny przed dziewiętnastą autokar powoli zapełniał się gotową do wyjazdu na lotniskogrupą turystów.

- W oczekiwaniu na resztę wycieczkowiczów Michał zajął miejsce przy oknie. Nie patrzył jednak przez nie, tylko zamknął oczy, by pomimo narastającego w autokarze gwaru odnaleźć w sobie energię, z którą dotychczas wracał z licznych z żoną podróży, a która stanowiła paliwo aż do następnego urlopu, czyli na wiele miesięcy. Te, wyjątkowo żmudne tym razem, poszukiwania przerwała Agata informując, że Adaś przysłał sms, w którym informuje, że razem z bratem wysprzątali dom na powrót rodziców i że w Bydgoszczy od wczoraj pada śnieg.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież