Anna Błachucka - Czuć mnie reklamą

Wylało mi się w samochodzie trochę tranu. Pękła szklana buteleczka.  Nie powinna, a pękła. Próbowałam to w podróży jakoś ogarnąć, ale przy okazji pobrudziłam sobie spodnie i męża kurtkę.  Śmierdzieliśmy wielorybem. Nie da się tego inaczej nazwać. Dwa kolejne prania nie umiały sobie poradzić z zapachem. Plama, owszem, znikła, ale to niewidzialne, nienamacalne – nie. Wystawiłam na balkon do wietrzenia. Czekam już kilka dni, a efektu nie ma. Uprzytomniłam sobie przy tej okazji, że mimo woli, czy przez przypadek, czy poprzez splot różnych okoliczności nasiąkamy różnymi zapachami.

Dwa lata nie mieliśmy telewizora, ale pojawiła się taka potrzeba. Nie kojarzyłam twarzy ludzi polityki, sportu i kultury Chcieliśmy też oglądać programy przyrodnicze i filmy.  Zakupiliśmy więc telewizor  i pakiet programowy.

I zaczęło się. Telewizor jeden, a nas dwoje. Mąż sport, a ja koncert, mąż ryby, a ja wiersze…  Po miesiącu jakoś tam ustawiliśmy sobie programy i czas oglądania. Wystarczyło przejrzeć kanały i ich oferty.

Ale pojawiło się coś gorszego. Reklama. Kombinuję jak mogę: próbuję podejrzeć inne programy (też reklama), ściszam telewizor (niestety widzę), robię herbatę (kontroluję kiedy się skończy), biorę prysznic (przegapiam ileś momentów filmu), rozwiązuję krzyżówkę (nie mogę się skupić), podlewam kwiatki (leję obok doniczki)…

Tak to jest pomyślane, że zawsze coś z tej reklamy przecieka i barwi mnie lub wypełnia, albo jedno i drugie. Atrakcyjność reklam podnosi: obraz, kolor, satyra, rytm, rym, anagram, homonim… Widać, że  tęgie głowy to tworzą. Czasami nie wiem o co chodzi w jakiejś reklamie i o to właśnie chodzi twórcom i  sponsorom. Myślę potem o niej kilka minut, albo i dłużej, aż się domyślę. A jak nie wychwycę sensu, to oglądam drugi raz, trzeci… Nasiąkam. I tak mimo woli zajeżdża ode mnie reklamą. Wyczuwają ten zapach wielcy producenci i obrotni sprzedawcy. Bardzo dobrze wyczuwają.   

Lubię podróżować busem. Tam jeszcze czasami ludzie rozmawiają. W samochodzie się nie da, bo trzeba patrzeć na drogę i nie przeszkadzać kierowcy, w samolocie wszyscy siedzą jak trusie. Można jeszcze pogadać w pociągu, ale nie za bardzo jest z kim, bo albo laptop na kolanach, lub komórka przy uchu. Mała przestrzeń busa sprzyja kontaktom międzyludzkim. Jeśli się nawet nie rozmawia, to się słyszy o czym rozprawiają inni. Młodzi mają słuchawki i czegoś tam słuchają.  Mniej zelektronizowana część podróżnych wymienia poglądy. O czym dzisiaj?  O, ironio! O reklamowanej chemii domowej, o reklamowanych lekach i kosmetykach, o reklamowanych piwach, o reklamowanej żywności w niskich cenach, przecenach… Zakładam słuchawki i ja. Dość! A chciałam pogadać, ewentualnie posłuchać. Dziś się nie dało. Za dużo reklam oglądały moje współpasażerki. No, ale przez dwadzieścia minut wchłaniałam. I już się sobie nie  dziwię, że chcę dziś koniecznie coś kupić, no właśnie to, co pomogło Malinowskiej.

Mimo woli poszukuję i nabywam to, co  zakodowała mi reklama. Wierzę w cudowność leku, w taniość produktu. Zastanawiam się nawet, że jeszcze mogę żyć bez tylu rzeczy, które to innym już pomogły, które  innych już uczyniły szczęśliwymi.

Pytam się siebie, co ja bym zareklamowała, gdybym mogła. Mam takie pomysły, ale przecież za to nikt mi nie zapłaci, a dziś tylko głupi robi coś bez pieniędzy. Oddałam "twarz" literaturze, a ona owszem, przyjęła, ale sama biedna, biedą płaci. Piszący ma dziś  coś napisać, potem zapłacić Wydawnictwu za wydanie i Reklamie za reklamę. Zaryzykuję jednak. Może ktoś przeczyta felieton do końca i poniesie rymowankę dalej, np. do busa.


Tania książka
Żadna spinka ani wstążka, nie zadziała tak, jak książka.
Nawet taka – za złotówkę, głowę zmieni w cudną główkę.
Nic tak głowy nie upiększa, jak ciekawa warstwa głębsza.

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież