Ludwiki Filip Czech - Fastrygant uczuć

Debiutancki tomik Piotra Kowieskiego nosi tytuł "Oswajanie ciszy". Odnajdujemy w nim wiersze intymne, podążające wytrwale za uczuciem, motywem przewodnim jest w nich miłość. Jej obecność spaja, cementuje, wyznacza cele. Jest oczywistym elementem krajobrazu, granicą między nocą a dniem, esencją barw, dźwięków, zapachów /"Fastrygant emocji"/.

Ale jest również bytem nietrwałym, efemerycznym, tymczasowym, podatnym na upływ czasu, kaprysy losu. Parafrazując Hemingwaya - miłość to "ruchome święto". Trzeba zatem codziennie jej doglądać, stawać na straży jej niepodległości. Jeśli to konieczne - staczać o nią bój. Nic nie jest tutaj dane raz na zawsze. Obszar miłości, to swoista linia frontu, teren błahych lub decydujących potyczek. Autor jest świadom tych zagrożeń . Niczym krawiec dogląda zatem troskliwie materii uczuć. Pruje, fastryguje, zszywa. Wybiera własny, odpowiedni krój. W "Fastrygancie emocji" czytamy:

fastryguję wrażenia
widoki chmur zszywam
z blaskiem twych oczu
/.../
wieczorami ceruję czułości
w motywy
desenie różnorakie

ozdabiam
lamówkami spojrzeń
nicią porozumienia
szumem wiatru

Ale sfera uczuć nie orbituje w próżni. Na jej drodze stają ludzkie defekty. W "Hodowcy uśmiechów" są nimi zniecierpliwienie, garść niepotrzebnych słów, temperament. Hydraulik miłosne kryzysy zażegnuje trzaśnięciem drzwiami. Poeta ratuje się wyobraźnią. Wzbogaca świat realny pierwiastkiem magicznym. We wspomnianym wierszu jest hodowcą uśmiechów, w "Wieczorze z ryżem" zaprzęga do miłosnej gry elementy codzienności. Talerz z pospolitą potrawą spaja tajnym znakiem kolejny, szczęśliwy dzień. A wszystko to na przekór bolesnej tymczasowości, tak dobitnie wyrażonej w wierszu "Za sto lat". Ta desperacka chęć ocalenia wszystkiego, co poecie drogie, skłoniła go do napisania utworu "Do Basi". To manifest żywiołowości uczuć, emocji bez granic, rodzaj rytualnego tańca na skraju przepaści. To jawny sprzeciw wobec sił, które miłość oszpecają, gwałcą. Dramatycznym podsumowaniem tego wątku może być "Dziurawe serce". Ten tekst poraża wiarygodnością, jest konkretny, rzeczowy, jak te amerykańskie nici, od których ma zależeć ludzkie życie. Przytoczę fragmenty:

jej oddech niepewny
jest jak szept
jak migotliwe tchnienie
spłoszonych gołębi
/.../
życie zawieszone na
dwóch nitkach chirurgicznych
/.../
nitki są amerykańskie
mocne
z gwarancją
na tysiąc wierszy
i milion oddechów
/.../
dziurą w sercu
ucieka z niej życie
tędy gubi też wiersze
/.../

Wiersz "Berta" autor zadedykował synowi. To ukłon w stronę następnych pokoleń, subtelna aluzja do własnej śmiertelności. Przypomnienie, że światem rządzi dyktatura metryk. Stąd już tylko krok od pytania o własną przydatność, wizerunek, tożsamość artysty. Te pytania nie pozostają bez odpowiedzi. W utworze "Wierszopisanie" Kowieski odprawia rytuały. Akt twórczy przypomina obrazy z magicznej latarni - światło lampy staje się blaskiem gwiazd, granice fikcji i realności są płynne. Kartka papieru wypełnia się niespodziewanie rzędem znaków, symboli, idei. Poeta lewituje. W "Pędzlach" owo lewitowanie jest już czystą emanacją lotu. Ten realizuje się nad domami, głowami śpiących, z dala od ziemskich szykan.
Jego azymutem jest widnokrąg. W "Miłośniku poezji" ten motyw potraktowany jest nieco ironicznie. Ale i tutaj artysta jest symbolem nieziemskości, multikolorowym ptakiem na tle ponurego nieba, skrzynią pełną tajemnic na targu  pospolitości. Nic więc dziwnego, że w "Katedrze" jest rezydentem okolicy wyjątkowej. To swoista świątynia - z blasków słońca i kawałków cienia. Oto fragment wiersza:

na zrębie pagura
z widokiem na rzekę
w piołunu zapach owinięty
i mięty
w anturażu z liści
i kawałków nieba
siedzę
/.../
dziś nic mi
nie trzeba
i niczego nie chcę

w katedrze
z blasków słońca

i kawałków cienia
nad brzegiem sinej rzeki
na zrębie pagura

Autor "Oswajania ciszy" jest romantykiem. Stawia artystów na piedestale, wyróżni z tłumu, czasami odrealnia. Dla niego wszystko potrafi być wierszem /"Szepty z dna szuflady"/. W obecnych, praktycznych czasach taka postawa krzepi, zachęca do spojrzenia wstecz, kiedy poezja była synonimem prawdy, dobra i piękna. I podobnie prezentują się te wiersze - mają w sobie dyskrecję, ciepło, urok, jakby pisano je w półmroku, w oparach świeżo zaparzonej kawy. Jedyną rzeczą, która mnie drażni to tytuł książki. Jest zbyt miękki, muślinowy. Pasowałby bardziej do pamiętnika porzuconej guwernantki.

Książkę polecam.

 


Piotr Kowieski, Oswajanie ciszy, Towarzystwo Miłośników Podlasia, Biała Podlaska 2017, ss. 82.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież