Jarosław Stanisław Jackiewicz - Śmierciochron, czyli poezja

ŚMIERCIOCHRON – to tytuł najnowszej książki wybitnego bydgoskiego poety, szefa lokalnego oddziału SPP, Wojciecha Banacha. Czym jest tytułowy neologizm? Poeta wyjaśnia to od razu w pierwszym, niejako programowym, wierszu:

Ze strachu / może trochę z nadziei / wymyśliliśmy sobie /
śmierciochron (…) pomagał nam uwierzyć / w magię /
zapisywania i odczytywania / znaków / w sens słowa /
trwałość znaczenia.

Zbiór poezji, wydany – jakże by inaczej? - w zaprzyjaźnionej z poetą Galerii Autorskiej Jan Kaja i Jacek Soliński, został opatrzony linorytami Jacka Solińskiego. I te ilustracje (?) stanowią zarazem tak bardzo integralną część tomu, iż zastanawiam się, czy Jego nazwisko nie powinno widnieć na okładce razem z nazwiskiem Wojciecha Banacha. Co więcej, poeta w jednym wierszy bezpośrednio nawiązuje do dwóch linorytów Pana Jacka: „Przebijanie łodzi” oraz „Podróżujący ogrodnik” - do tego stopnia, że te dwa tytuły jako połączone stanowią tytuł ostatniego wiersza zbioru.

W swojej najnowszej książce (może i najlepszej) Banach zdecydowanie broni trwałych wartości chrześcijańskich przed coraz bardziej laickim, mało tego: chrystofobicznym i postmodernistycznym, coraz bardziej agresywnym, światem:

dzieci bez chrztów / historia bez chrześcijaństwa / przestrzeń
publiczna bez krzyża / wiara bez boga

– by wreszcie powiedzieć wprost:

poprawność bez sensu.

W innym tekście, „Próby zachowania”, Banach przywołuje, błahą, wydawało by się, anegdotę:

dzisiaj rano w autobusie / zastanawiałem się / kto bardziej
zgrzeszył przeciw / obowiązującej świeckiej / obyczajowości
współczesnego świata (…) // zakonnica /
kreśląc ręką znak krzyża / w przestrzeni komunikacyjnej / czy
ja / zdejmując czapkę / przed mijanym kościołem.

Jak widzimy, Banach nie boi się „wchodzić” ze swoją poezją w krajobrazy polskiej (nie tylko) codzienności. Nie boi się też tematów kontrowersyjnych i gorących, takich jak aborcja – obecna w przejmującym, by nie rzec wstrząsającym tekście „Stary doktor” z niesamowitą, genialną pointą. Nie przytoczę w tym miejscu żadnego cytatu, gdyż jest to tak integralny wiersz, całościowo przemawiający do Czytelnika, że trzeba go po prostu przeczytać w całości.

Ktoś mógłby oskarżyć bydgoskiego poetę o to, że miesza poezję z publicystyką. I byłby bliski prawdy, gdyby nie to, że Banach zajmuje się ZAWSZE kwestiami etycznymi, dobrem i złem – jak zresztą na prawdziwego pisarza przystało. Banach broni się zresztą sam, mówi:

Gdybym był publicystą / nie napisałbym takiego tekstu /
gdybym był prozaikiem / też bym go nie napisał // Poezja
nie karmi się krzywdą / ani tragedią / ale nie może udawać /
że jej to nie dotyczy.
Otóż to. My, poeci, nie możemy udawać, że nas to nie dotyczy.

Ale myliłby się ten, kto by nazwał „Śmierciochron” książką mroczną i pesymistyczną, mało tego: sam autor na wieczorze autorskim, promującym ten tomik, powiedział nawet, iż jest to książka optymistyczna.

Jednym z takich „lżejszych” wierszy jest „Jaskółka”, gdzie wszak podmiot liryczny przejmuje się zatrważająco niskim stanem czytelnictwa w Polsce, ale za to widzi małą dziewczynkę z książką w ręku, całą w zaczytaniu. Optymistycznym (i metafizycznym zarazem) wierszem jest „Ptak”, dedykowany Pamięci Zdzisława Kornatowskiego, kolegi poety z biura. Pan Zdzisław wprawdzie popełnił ongiś samobójstwo, ale w tydzień później pojawia się pod postacią ptaka, który wleciał do biura przez okno i... usiadł sobie na oparciu krzesła, na którym siadywał nieboszczyk. Jest to sytuacja jakby żywcem wzięta z filmów Krzysztofa Kieślowskiego, kojarzyć się też może z pięknym, wzruszającym motywem ptaka w filmie Krzysztofa Zanussiego „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”.

Podsumowując moje rozważania i wrażenia z lektury „Śmierciochronu”: jest to poezja bardzo głęboka, a zarazem formalnie, jak zwykle u Banacha, oszczędna, niekiedy wręcz lakoniczna; sporo tu dzieje się ważnych rzeczy między wersami. Poeta zbliża się niekiedy do granicy, za którą już jest tylko doraźna publicystyka społeczna i polityczna, ale tej granicy zazwyczaj nie przekracza. Poeta broni wartości – tych chrześcijańskich, ale i „zwykłych”: humanistycznych, ogólnoludzkich. (Gdyby zresztą tego nie robił, nie byłby – w moim najgłębszym przekonaniu – w ogóle poetą.)

Poezja ta daje bardzo wiele Czytelnikowi, rozmawia z nim. Jak już wspomniałem na początku, w literacką całość tomu fenomenalnie wpisują się linoryty Jacka Solińskiego, wnosząc wiele metafizyki i artyzmu.

Książkę naturalnie polecam – szczerze i gorąco.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież