Barbara Kęcińska-Lempka - Portret inteligenta z islamem w tle

Zapiski książkowego mola

„Czy dwie cywilizacje znaczniejsze  spotkawszy się na sąsiedztwo, nie mogą bytować w pokoju, obok siebie? Historia poucza, że nie mogą, bo oto drugie prawo dziejowe: dwie cywilizacje, znalazłszy się na tym samym terenie, muszą ze sobą walczyć. (…) Ale mylnym jest mniemanie, iż z ciągłych, wzajemnych wpływów może powstać synteza cywilizacji. Przenigdy! Nie ma syntez między cywilizacjami – i to jest trzecim prawem dziejowym.” (Feliks Koneczny, „Napór orientu na zachód i inne pisma o życiu społecznym”)


    Premierę książki „Uległość” Michela Houlellebecqa, francuskiego pisarza i eseisty, zaplanowano w Paryżu na 7 stycznia 2015 roku. Do wydarzenia nie doszło,ale historia dopisała do książki  swój komentarz.

Tego dnia islamiści przeprowadzili zamach na redakcję Charlie Hebdo i z zimną krwią zamordowali 12 osób (w zamachu zginął przyjaciel autora). Mimo tego Houlellbecq, wnikliwie piszący o muzułmanach i współczesnej Europie, spotkał się z zarzutami stwarzania klimatu dla islamofobii i nawoływania do nienawiści rasowej.

Bohaterem i narratorem „Uległości”  jest 44-letni  profesor Sorbony (wykładowca XIX wiecznej literatury), a tłem Paryż w 2022 roku. Na obrzeżach miasta toczą się jeszcze walki o zachowanie narodowej tożsamości, ale intelektualistów, żyjących w przysłowiowej wieży z kości słoniowej, to nie interesuje. Prezydentem zostaje muzułmanin Mohamed Ben Abes  który powoli zmienia Francję w kraj wyznaniowy. Popierają go lewicowe partie, z nadzieją na okruchy władzy. „Islamolewactwo to rozpaczliwa próba gnijących , rozkładających się marksistów w stanie śmierci klinicznej, którzy usiłują się wygrzebać ze śmietnika historii, podczepiając pod wschodzące siły islamu.” - tak diagnozuje sytuację jedna z nielicznych osób, interesujących się polityką. Pozostałych polityka nie obchodzi – akceptują nowe władze i powoli przechodzą na islam.

„Chodzi o uległość – powiedział cicho Rediger – Oszałamiająca, a zarazem prosta myśl, nigdy dotychczas niewyrażona z taką mocą, że szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość.”

Tak  łatwo jest zrezygnować z wolności? Jak do tego doszło, że można dobrowolnie wyrzec się własnej kultury, historii i bez protestów pozwolić  zdominować się obcej cywilizacji? Houlellbecq wini francuskie elity bierne i nieodpowiedzialne: „W dwudziestym wieku tylu intelektualistów wspierało Stalina, Mao, czy Pol Pota i nie spotkało się z tego powodu z żadnymi poważnymi zarzutami: francuski intelektualista nie musi być odpowiedzialny. Nie leży to w jego naturze.” Intelektualista uzasadni każde sprzeniewierzenie się wartościom: „Masowy napływ imigrantów, których tradycyjna kultura jest nadal naznaczona naturalną hierarchią, podporządkowaniem kobiety i szacunkiem dla starszych, stanowi historyczną szansę na moralne i rodzinne odrodzenie Europy, otwierając perspektywę nowego złotego wieku dla Starego Kontynentu” - mówi jeden z profesorów, dokonujący konwersji na islam. Czyż to nie przypomina niegdysiejszych zachwytów nad szansami, jakie stwarza komunizm? Tym, którzy twierdzą „jesteśmy rdzennymi Europejczykami, sprzeciwiamy się muzułmańskiej kolonizacji” intelektualista wmówi chęć wywołania wojny domowej, a zamieszki rasowe, zbagatelizuje lub pominie milczeniem, (do spółki z dziennikarzami). „Zamieszki na tle rasowym – mówiło się o tym coraz mniej, jakby tego typu wydarzenia uległy trywializacji (…) Przez wiele lat, a nawet dziesięcioleci Le Monde i gazety centrolewicowe natrząsały się się z Kasandr wieszczących wojnę domową między muzułmańskimi emigrantami, a rdzenną ludnością Europy.” „Sprawę przemocy na przedmieściach i zamieszek zamieciono pod dywan, przestano nawet drwić z Kasandr, które ze swej strony w końcu zamilkły. Większość ludzi wyglądała na znużonych tematem, a w moim środowisku owo znużenie nastąpiło wcześniej.”     

Znamienna jest w książce scena profesorskiego bankietu w Muzeum Życia Romantycznego (wybór miejsca to chyba zamierzona ironia autora). W czasie koktajlu, gdy dociera do biesiadujących odgłos zamieszek, wszyscy włączają smartfony. Ponieważ brak w nich jakichkolwiek informacji wracają do jedzenia i picia, jakby nic się nie działo. Bohater książki, podobnie jak jego otoczenie, czerpie wiedzę o świecie wyłącznie z mediów, ale generalnie polityka go nudzi. W profesorskim gronie powszechna jest niechęć do wypowiadania się na tematy szersze niż „przesunięcie władz uczelni w tę lub inna stronę”. Większą uwagę jeden z rozmówców poświęca fajce wodnej, która „nie chce ciągnąć.”  „...zacząłem skakać po jakichś idiotycznych reality show na temat otyłości, aż ostatecznie wyłączyłem telewizor. Wciąż mnie zdumiewało, a nawet z lekka brzydziło, że polityka może odegrać jakąkolwiek rolę w moim życiu.”

Sylwetka bohatera uświadamia jak puste życie stało się udziałem oświeconego Europejczyka. Zniszczeniu uległy stare wartości, odebrano Boga i rodzinę, rozerwano więzi społeczne,  nie oferując nic w zamian. „Zredukowany  do upośledzonego, znikomego ciała” prowadzi jałowe, samotne życie, z czego niekiedy zdaje sobie sprawę „dla mnie jakiekolwiek wyzwania przestały już istnieć, z wyjątkiem decyzji, które danie hinduskie odgrzać sobie wieczorem w mikrofalówce”. Egoizm, wygodnictwo, brak duchowości wyjaławia i zmienia człowieka w duchowe zombi.

„...nie było we mnie ani rozpaczy, ani nawet smutku (…) Najwyraźniej zwykła chęć życia już nie wystarczała, aby nadal przeciwstawiać się cierpieniom, kłopotom, które znaczą drogę życiową przeciętnego mieszkańca Europy Zachodniej; nie potrafiłem żyć dla samego siebie, a dla kogóż innego miałbym żyć? Ludzkość nie tylko mnie nie interesowała, ale wręcz mierziła, nie uważałem ludzi za swoich braci.”

Profesor, specjalizujący się w twórczości Huysmansa (podobnie wąską specjalizację mają jego koledzy) w niczym nie przypomina dawnego inteligenta, mającego szeroką wiedzę o świecie. Jego nieuctwo może irytować – sama wielokrotnie pisałam na marginesie książki „NIEDOUK”. Oto kilka przykładów: „W gruncie rzeczy nie znałem dobrze historii, w liceum nie byłem zbyt pilnym uczniem, a później nie udało mi się przeczytać ani jednej książki historycznej do końca.” „W gruncie rzeczy południowego zachodu prawie nie znałem, wiedziałem tylko, że to jest region, gdzie jada się kaczkę konfiturowaną. Właściwie całą Francję znałem dość słabo”. „Na środku rynku stała ewidentnie stara hala targowa, kompletnie się nie znam na architekturze, ale kamienice z jasnego kamienia, otaczające rynek musiały zostać zbudowane kilka wieków temu. Widziałem takie rzeczy w telewizji.” „Rediger na pewno czytał Gibbona i jemu podobnych autorów, których ja znałem tylko z nazwiska, nie czułem się więc na siłach podtrzymywać konwersację.” „Entuzjastycznie skinąłem głową, chociaż odniesienie do Imperium Osmańskiego nieco mnie przerosło.” Cytaty można by mnożyć i opisywać podobne stwierdzenia innych wykładowców. Jak więc można bronić historii i kultury skoro ich się nie zna.

Wzorem XIX-wiecznego pisarza Huysmansa, którego życie i twórczość były przedmiotem  doktoratu bohatera, profesor usiłuje wrócić do chrześcijaństwa, ale nie potrafi wykrzesać z siebie żadnych uczuć, a jeżeli takowe sporadycznie się pojawiają, sprowadza wszystko do fizjologii.

„A może zwyczajnie byłem głodny (rozmyśla w kościele) bo poprzedniego dnia zapomniałem zjeść kolację, może powinienem  wrócić do hotelu i zasiąść nad pieczoną kaczką, zamiast się osuwać między dwie ławki, padając ofiarą ataku mistycznej hipoglikemii. (...) Po pół godzinie wstałem z ławki, czując się definitywnie opuszczony przez Ducha, zredukowany do upośledzonego znikomego ciała.”

Wyjałowionemu z uczuć (i wiedzy) bohaterowi pozostają jeszcze dwie podniety: seks i jedzenie. Seksualizm w jego wydaniu nie polega na nawiązywaniu kontaktu z drugim człowiekiem ale na zaspakajaniu wyłącznie swoich potrzeb, poszukiwaniu coraz to nowych doznań i wypełnianiu pustki:

„moje coraz rzadsze i coraz bardziej przypadkowe erekcje wymagały ciała jędrnego, sprężystego i bez żadnych wad.”

„W końcu czymś trzeba się w życiu interesować, pomyślałem zadając sobie pytanie, czym mianowicie ja mógłbym się zainteresować, gdyby się okazało, że faktycznie moje życie męsko – damskie przestało istnieć; może mógłbym zrobić kurs enologii albo zacząć zbierać modele samolotów.”

W telewizji, którą często ogląda bohater wiele kanałów poświęconych jest wyłącznie jedzeniu. (Także w moim telewizorze na jednej ze stacji prawie przez całą dobę dzień w dzień mówią wyłącznie o kuchni.) Jedzenie to ostatnia pasja, jaka w opisywanym świecie, pozostała  Europejczykom. „Sałatka była tak wyśmienita, że na chwilę przestałem śledzić tok rozumowania”. „Jako danie główne Marie – Francois podała konfiturowaną golonkę jagnięcą z zasmażanymi ziemniaczkami, a ja cały czas traciłem wątek”. Zaznaczyć należy, ze tocząca się rozmowa wyjątkowo dotyczyła przyszłości Europy ale golonka przyćmi wszystko. Nawet supermarkety kuszą bohatera wymyślnymi daniami „miałem ochotę kupić różne rzeczy do jedzenia: potrawkę cielęcą, mintaja w sosie z trybuli i musakę po berberyjsku”. Co tam humanizm i wartości wobec wspaniałych pasztecików, pieczonych przez  drugą żonę profesora, który przeszedł na islam- „na sam dźwięk słowa humanizm chciało mi się rzygać, ale może z powodu pasztecików, trochę ich za dużo zjadłem, dolałem sobie wina, by łatwiej strawić.”

Czy opisany przez Houellebecqa człowiek jest zdolny do walki o obronę chrześcijańskich wartości, czy potrafi odeprzeć napierającą na Europę obcą cywilizację? Autor udziela odpowiedzi w ostatniej scenie. Bohater przechodzi na islam, skuszony wysokimi zarobkami na muzułmańskiej Sorbonie (w zbiedniałej Unii przejęli ją muzułmanie - bogaty Katar finansuje uczelnię) i możliwością posiadania paru żon. Jedna powinna być bardzo młoda i ładna, a druga przyrządzać doskonałe paszteciki i wspaniale gotować. Może być jeszcze żona trzecia, gdy ta pierwsza straci „ciało jędrne, sprężyste i bez żadnych wad”

Po przeczytaniu „Uległości”  sięgnęłam po „Dziennik kwarantanny” Tomasza Burka (wydany w 2001 roku). Już wtedy Tomasz Burek stawiał podobną diagnozę.

„Żyjemy jednak we wnętrzu epoki, która cierpi na ogólne rozluźnienie i zachwianie kryteriów i nie jesteśmy w stanie uwolnić się od tych dolegliwości. (…) Zanik zdolności do trwałej uwagi i skupienia. Zanik logiki wyboru, czyli chęci i umiejętności odróżnienia tego co rzeczywiste od tego, co nierzeczywiste, prawdy od fałszu, dobra od zła, dręczące poczucie odrealnienia, jakby wszystko to razem, życie i kultura było jednym urojeniem, jedną wielką fantasy zrodzoną w czyimś czarnym mózgu – takie są konsekwencje zniweczenia porządku ugruntowanego na pewnikach metafizyki.”

* * *

Komentarzem do  powyższych rozważań może być zdjęcie jakie niedawno zobaczyłam w jednej z gazet. Tłum młodych, sprawnych mężczyzn ucieka przed atakiem dwóch islamskich terrorystów, którzy nożami zaatakowali londyński pub. Niektórzy trzymają w ręce piwo (ach te smakowe doznania!). Jedyny człowiek, który zachował się normalnie – kuflami i krzesłami rzucał w napastników (uratował kilka osób) został okrzyknięty bohaterem. Pozostali uciekli, zostawiając na pastwę szaleńców słabszych i starszych. Jeżeli spełnią się przewidywania Houlellbecqa w 2022 roku nikt już nawet nie będzie uciekać bo, powtarzając za jednym z profesorów, „szczytem ludzkiego szczęścia jest bezwzględna uległość.”


Michel Houellebecq, Uległość, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa MMXV.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież