Wojciech Czaplewski - Siedząc w poczekalni u dentysty, Kajetan bezmyślnie przegląda czasopismo dla majsterkowiczów

Kim oni są? Wstępują po kolei na niewielki pagórek, skąd roztacza się niezwykły widok. Wklęsłości i kanciastości, którym się nawet nie śni być czymś innym niż są: wklęsłościami i kanciastościami. Wyżej i niżej uwijają się czarne robaczki liter, a ponad nimi wznosi się bezmiar powietrza, w którym grzęźnie bezradny wzrok, a popod nimi - bezkresy podłóg, dna pustych klepsydr, uległe uśmiechy starych kobiet, leżących na wznak.

Kajetan zachłystuje się tą namacalnością, która sobą tylko będąc, niczego nie ukrywa, nie tai luster, podtekstów ni przezroczystości.

Oniemiały, z zamkniętymi oczami, układa niezgrabne swe palce w dolinach i korytach rzek tych tropikalnych prowincji, w zakamarkach tych srebrnych komnat z festonami pajęczyn.

Kim są oni, którzy z niewielkiego pagórka zstępują na drugą stronę, ku pachnącym czeluściom, ku mikroskopijnym horyzontom, nagłym nocom z niewielkimi przejaśnieniami na zachodzie?

Kajetan porzuca ojczyste terytoria i na białym parostatku podróżuje do granic skóry i z powrotem.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież