Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA. Dumny wyborca

Poeci mówią smętnie o chłodnych dniach jesiennych, a ja już od lipca przewiduję jesień gorącą. Przygotowałam nawet zawczasu tekst na rozgrzewkę. Orientuję się, że rozgrzewka może być przyjemna lub z piekła rodem, gdy na przykład kogoś wezmą diabli. Nie mój to problem, byle każdy chętny rozgrzał się według własnych predyspozycji. Zimne dreszcze też mogą się trafić.

Wzniosły tytuł nie mówi o jakimś wyborcy teoretycznym czy statystycznym, tylko O MNIE. Powinien więc brzmieć raczej Pyszny wyborca. W jakichś komentarzach religijnych trafiłam jednak na wyjaśnienie: Uzasadniona duma nie jest pychą … i tego postanowiłam się trzymać.

Dumny wyborca w Mej osobie nie jest ani heroiczny, ani patetyczny, tylko praktyczny i pamiętliwy. Przykładowo: jeśli wskutek „reformy” emerytalnej musiał pracować dłużej niż planował, to nie tylko nigdy nie zagłosuje na winnych tej „reformy”, ale na dodatek uhonoruje swym głosem ich najsilniejszych i najzagorzalszych oponentów, sporą grupę ludzi też do takiego kroku przekonawszy.

Natomiast w  nieco młodszych latach jako wyborca dumna byłam ze swego wręcz ewangelicznego umiłowania maluczkich. Skoro tylko namierzyłam (czasem z lewa, a czasem z prawa) jakąś partyjkę słabą, biedną, strategicznie nieporadną i bez żadnych szans, natychmiast oddawałam na nią swój głos. Gdy po wyborach ktokolwiek zaczynał narzekać na wybrane władze, odpowiadałam, że dobrze być nie może, bo przecież Moi nawet jednoprocentowego wyniku nie uzyskali i najmądrzejszy głos w ojczyźnie się zmarnował!

Po sześćdziesiątce natomiast czułam dumę, że mimo swej sporej (jak sądzę) politycznej demoralizacji, byłam jednak miła Niebiosom, skoro ubogaciły mnie nagłym CUDEM, który srodze wstrząsnął owej demoralizacji fundamentami. Od 18. roku życia nie opuściłam żadnych wyborów, zarówno za komuny radzieckiej, jak i za komuny unijnej. Przez wszystkie te lata było dla mnie oczywiste, że skuteczny polityk musi dobrze kłamać. Dlatego też niecnie wyśmiewałam naiwniaków wierzących w wyborcze androny. W 2015 roku, słysząc jak potężna partia obiecuje starszym powrót do niższego wieku emerytalnego, a młodym po 500 zł na każde dziecko, wpadłam w entuzjazm. Muszą wygrać, bo wymyślili kłamstwa przyjemne dla szerokich rzesz ludzi jako tako normalnych, a nie jak ich oponenci tylko dla ewidentnych świrów i popaprańców! Oczywiście byłam pewna, że po zwycięstwie o swych obiecankach-cacankach nawet już nie wspomną. Tymczasem ONI JE ZREALIZOWALI! To właśnie uważam za wielce pouczający CUD. Jak tu nie pęcznieć z dumy, że wybrało się uczciwszych, niż dałoby się przewidzieć. Wcale się też nie dziwię, że przy tej okazji wszelkich nieuczciwych diabli zbiorowo wzięli w posiadanie.

Miłe mi osoby spoza lumpenelity bez bluzgów i chuligaństwa nieraz dopytywały, czy jest możliwe, bym akceptowała wszystko, co głosi partia obecnie rządząca. Otóż gdybym czekała na partię godną Mej akceptacji w stu procentach, ani razu nie mogłabym głosować. Nie tylko za mojego żywota, ale nawet w dość długich dziejach świata takiego ugrupowania nie zauważyłam. W każdym bez wyjątku programie, gdy część postulatów się podoba, inne od razu budzą wątpliwości lub są zgoła nieakceptowalne. Tego rodzaju dylemat potoczne porzekadło określa dobitnie: Jak nie urok, to sraczka. Wyborca musi po prostu tak swą postawę wyważyć, by urok tego co wybrał jak najmniej szkodził głowie, a druga przypadłość jak najmniej dawała się we znaki bardziej przyziemnym rewirom.

Że się co nieco nie podoba, poza fanatykami zrozumie każdy. Przeciętny „każdy” myśli jednak zbiorowymi schematami i nieraz na wieść, CO nie podoba się konkretnej jednostce, staje jak rażony gromem. Uprzedziwszy o takiej ewentualności, informuję, że w partii obecnie rządzącej nie podoba mi się brak deklaracji wystąpienia z Unii Europejskiej. Nie oznacza to jednak, że głosowałabym na którąś z małych partii bezowocnie wyjście z Unii propagujących. Na bogatej scenie politycznej wyszukałam za to ugrupowanie, które sprzeciwia się marnowaniu sił i energii na próby wyplątania się z Unii, bo ich zdaniem czy ktoś chce, czy nie chce, ta zgniła struktura i tak za kilka lat się rozleci. Ponieważ się z tym zgadzam, uparte zapewnienia rządzących, że o opuszczeniu Unii ani myślą, zupełnie przestały mnie martwić i obchodzić.

Choć ordynacja tego nie przewiduje, na własny użytek (łącząc minimalistyczne upodobania młodości z seniorskim rozmachem) wybrałam sobie AŻ DWIE partie. Wielką, kapitalną do zarządzania i reformowania oraz małą genialną do przewidywania i oceniania. Ta mała (siłą rzeczy oficjalnie niezbyt reklamowana), dysponując własną telewizją, wali pod prąd bez żadnych zahamowań. Karierowiczów, głupków, zdrajców i oszustów z wszystkich opcji, niezależnie od wysokości zajmowanych przez nich stołków, wymienia po nazwiskach, jak dotąd przewidując niemal bezbłędnie, kto, komu, kiedy i w jaki sposób zrobi świństwo. Walory, jak i mankamenty osobowościowe wszystkich politycznie i medialnie aktywnych znają na wylot. To właśnie z tej niezależnej telewizji od lipca płynie do rządzących przestroga takiej mniej więcej treści: Wciąż was popieramy, ale jeśli nadal tak słabo znać się będziecie na ludziach, a wobec swych wrogów będziecie coraz bardziej niemrawi, to już na wiosnę władzę stracicie i zostaną rozpisane przedterminowe wybory.

No cóż… choćby wybory trafiały się wkurzająco często, dumny wyborca nigdy nie odmówi swego nie tylko niepoprawnego, ale i bezczelnego głosu!

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora