Anna Błachucka - Ryby, rybki…

"Cyraneczka nie ptak, dziewczyna nie ludzie…".
Ludwik Starski

Jezioro Wigry. Korzystamy z zaproszenia naszych znajomych i jedziemy. Gościnność i zaradność gospodarzy aż onieśmiela. Obiadki Halinki i jej przyjaciół – wyśmienite. I to wszystko na campingu. Wprost niewiarygodne. Uczynność Rysia i jego kolegów zadowoliłaby najbardziej wymagającego turystę. Duża wiedza o terenie i jeziorze oraz łódka do dyspozycji.

Akwen o krętej linii brzegowej z wieloma  wyspami o ciekawych nazwach, urozmaicony zatokami, przesmykami, głębinami i przybrzeżnymi płyciznami zaspakaja nasze oczekiwania o zbliżeniu się do natury. Cisza. Żadnych motorówek. Opływamy łodzią kolejne wyspy i półwyspy kierując się do Klasztoru Kamedułów.  

Sierpniowe upały spowodowały, że całe brzegi zakwitły kolorami kostiumów kąpielowych, lekkich sukienek, kapeluszy i wymyślnych dmuchanych zabawek.  Białe ruchome kwiaty żagli pojawiają się na jeziorze niespodziane i znikają  odprowadzane zawsze naszym życzliwym i leciutko zazdrosnym okiem.

A jednak moją wyobraźnię dziś zajmują inne sceny. Ryby. Mąż zgryźliwie ostrzega, że nawet w niebie znajdę coś, nad czym  będę się zbyt długo zastanawiać i Pan Bóg może stracić dla mnie cierpliwość. Nie jest tak źle ze mną, skoro własny mąż widzi mnie jednak w niebie.

Cyraneczka nie ptak, a ryba nie zwierzę… dośpiewuję sobie na tę okoliczność. Ryba, to insza inszość. Ryby na  jeziorze  odławiane są siatkami przez pracowników Parku Narodowego. O tym sposobie łowienia wiem tyle, co z telewizji, czyli tyle, co wszyscy.

Tu obserwuję  łowienie ryb wędką. Sposób stary jak świat. Trzeba zanęcić, czyli sprowokować rybę do zaatakowania haczyka. Potem zaciąć, wyciągnąć i… Tutaj się zaczyna.     Niewielu amatorów wędkowania umie prawidłowo odhaczyć rybę. A przecież inaczej postępuje się z rybą której haczyk wkłuł się w pysk, inaczej ze złapaną za wargę, a inaczej z tą, której haczyk utkwił głęboko w gardle. Rzadko kto ma przy sobie szczypce chirurgiczne, czy wypychacz. Wszystko rękami i często na siłę. Najszczęśliwsze ze złowionych ryb to te, które wędkarz uzna za niewymiarowe, albo niegodne jego stołu.  Często  jednak przez nieprawidłowe odhaczanie pyski ryb są poranione. I jeszcze to wyrzucanie w górę, zamiast delikatnego wypuszczenia.

Łowi się więc dalej, a te do spożycia przetrzymuje się godzinami w siatce, a czasami nawet w ciasnym pojemniku po kapuście w odrobinie wody. Rybka czeka w takich warunkach na śmierć nawet kilka godzin. Niektóre z nich kończą żywot wcześniej w owym pojemniczku. Nie są w stanie przetrwać w takich warunkach czasu oczekiwania i podróży do domowej kuchni.  Nie jestem z tych, co to "muchy by nie zabili". Wiem, że mięso nie rośnie na drzewie, a  jednak nie godzę się na wiele rzeczy.

Gdyby tak myśliwi obchodzili się z sarną, czy zającem, to by się dopiero działo. I prawidłowo. Niechby się działo. Niechby grzmiało i huczało, aż do strachu o sankcje karne, jeśli świadomość szwankuje, jeśli myślenie wyłączone. Zwierzęciu przeznaczonemu na rzeź powinno się ograniczyć do minimum ból i oczekiwanie na okrutną, ale jednak konieczną czynność pozbawienia życia. Pora chyba zacząć mówić o tym, jak wygląda odhaczanie ryb, ich transport i sprawianie. Pora uczyć właściwego, na dane nam czasy i możliwości,  sposobu obchodzenia się z rybą przeznaczoną do spożycia. Obserwowałam wędkarzy w Norwegii. Starają się jak najszybciej złowioną rybę zabić, "skrwawić", oskrobać i wypatroszyć. Wnętrzności wyrzucają do wody. Nie duszą ryb godzinami w reklamówkach czy wiadereczkach.

To nie jest atak na wędkarstwo, ale uwaga dla tych, którzy mogliby  poczytać, pomyśleć i wziąć całkowitą odpowiedzialność za to, aby złowione przez nich śliczne krasnopiórki, sielawy, okonki  jak najmniej cierpiały. A potem tylko wypada życzyć – smacznego. Takiej delikatnej w smaku ryby, jak sielawa, dawno nie jadłam. Delicje.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież