Janusz Orlikowski - Mrówka, czyli on

Jest autorem trzynastu książek poetyckich. W tym roku wydał z okazji 40-lecia pracy twórczej wybór wierszy pod tytułem Mrówka. Nie – wiersze wybrane, czy jakikolwiek inny, ogólny by tak rzec, tytuł, który by informował o tym, że mamy do czynienia ze swego rodzaju podsumowaniem dotychczasowych poczynań poety.

Mrówka jest symbolem pracowitości, pilności, współpracy, przezorności, gospodarności i współgospodarowania. Gdy czyta się te wiersze w postaci ich wyboru odnosi się podobne wrażenie. Mamy tu bowiem do czynienia ze znakomicie przemyślaną koncepcją dania czytelnikowi tego, co w twórczości Tadeusza Zawadowskiego najlepsze. Obraz jego mrówczego właśnie trudu w pokazaniu sposobu jego poetyckiego myślenia, który w ten czy inny sposób następował od wydania pierwszego tomu Fotoplastikon z roku 1987 do książki Kiedyś (2014) i nawet dalej, wierszy czekających na tomy następne. To swego rodzaju przyczynek, czego możemy się spodziewać w przyszłości.

Nie znajdziemy słowa mrówka w tomie debiutanckim Fotoplastikon (1987),czy w Witrażach (1991) lecz już w następnym tak. W Demonach czytamy bowiem: „który osłaniasz/ mrówką/ przed stopą człowieka/ miłość/ przed obojętnością”. Mrówka, która ma ocalać. Wbrew temu co mówi nam logika dziejących się zdarzeń. Takie wbrew, które jest istotą dziejących się u poety zdarzeń. Inaczej przecież być nie może, gdy mamy do czynienia z rasowym poetą.

Debiutancki Fotoplastikon już wskazywał, że mamy do czynienia poetą nietuzinkowym. Dało się tam zauważyć to, co charakterystyczne dla tego twórcy. Pewna umiejętność współobecności z tym, z czymkolwiek ma do czynienia. Jeśli jest to martwa natura (jak w tym tomie) to dzieje się to tak, jakby to była istota żywa. Jakby nie było różnicy między tym co żywe a nie ze swej istoty. Z tego tomu wiersze: Lęk, Meble, Fotel niewątpliwie to pokazują. Źródłem takiego stanu rzeczy, co również sugeruje poeta, jest wszechobecny lęk, który, by tak rzec, jest stałym towarzyszem poety. Lęk, który powoduje że jest on niczym martwy mebel a nawet przez niego zdominowanym, jak we wspomnianym wierszu otwierającym zbiór pod tym właśnie tytułem: „chodzą po pokoju rozmawiają/ ustawiają mnie po kątach/ przestawiają w inne miejsca/ ciągle boję się”. Jest to jednak lęk nie tyle obezwładniający, co twórczy. Groteskowy Fotel niewątpliwie na to wskazuje. Tam to ów tytułowy mebel: „często siada na mnie/ okrakiem/ pije piwo i pali/ papierosy/ jest bardzo wulgarny i gasi/ pety na mym nosie”, jak pisze poeta.

Dzięki temu dystansowi, niezbędnemu w poważnej twórczości, Tadeusz Zawadowski potrafi spojrzeć na otaczający go świat z dość charakterystycznej perspektywy. Jest to bowiem nie tylko sam wspomniany dystans a równocześnie umiejętność całkowitego owego dystansu skrócenie do stanu idei całkowitej współobecności, czy nawet współistnienia jeśli weźmie się pod uwagę jego wiersze o zabarwieniu chrześcijańskim, których jest sporo. (Właściwie każdy jego wiersz po trzech pierwszych tomach ma te znamiona.) Jeśli jeszcze w Demonach (1992) w wierszu Rzeźnia pisze: „hak jak hak/ na nim/ kawał mięsa/ po prostu poeta” to w Witrażach z książki Przedrośla (1994) w małym kościółku „pająk ołowianą nicią/ wyszywa twarz Boga”, Boga który czeka na człowieka, a póki co „daje błogosławieństwo/ szukającej tam szczęścia/ parze gołębi”.

Lęk i bunt Zawadowskiego, ten drugi, o którym wcześniej nie wspomniałem, a towarzyszył przecież poecie, nabierają dramatycznego wyrazu w tomie Listy z domu wariatów (1995). Ścierają się tam bowiem dwie koncepcje. Ta racjonalna, ateistyczna i chrześcijańska z obietnicą dobra. Ma się wrażenie, że podmiot wierszy poety nie potrafi zrozumieć, jak to jest możliwe,że teraz, gdy już nie jest meblem i wciąż dzieje się w nim naturalna potrzeba współobecności napotyka w chrześcijańskim przecież świecie na zdarzenia, które wręcz mogą go prowadzić do – i stąd Listy z domu wariatów (1995). Dojmujący jest wiersz *** „w moim pokoju powieszono Chrystusa” pointą: „śpieszę się bo niedługo/ Chrystus zejdzie z krzyża/ i będę musiał go zastąpić...”. Obrazy, których jest udziałem nijak się bowiem mają do tego, co mówi nauka Jezusa. Lecz jest to nauka, która z pewnością, by tak rzec, przypada do gustu Tadeuszowi Zawadowskiemu. Po swojemu, czyli jak wspomniałem wcześniej, identyfikuje się z nią, chce być z nią współobecny, ba tworzyć z nią współistnienie. Nie dziwi tym samym to co znajdujemy na pierwszej stronie okładki zbioru Mrówka. Obraz Salvadore Dali Chrystus św. Jana od Krzyża. Ten pochylony Chrystus na krzyżu, kłaniający się w stronę ludzkości. Ten najwyższy jak się zdaje obraz pokory zdaje się być również odpowiedni jeśli chodzi o sposób widzenia poezji Zawadowskiego. Możliwie najwyższa, by tak rzec, pokora i lęk oraz bunt. Nie ma między nimi antynomii. I nie ma tylko wtedy, gdy do głosu dojdzie to charakterystyczne dla chrześcijaństwa pojęcie czasu, które ujawnia się w wierszu *** „piszę ten list dzisiaj/ czyli dwa lata temu” z tomu Listy z domu wariatów. Tu w powijakach czas zaczyna być postrzegany jako wieczność. Aż do sformułowania jego poetyckiej definicji, która pojawia się w tomie Listy i cienie (2011), gdzie czytamy: „wieczność to/ wychodzące poza horyzont/ dzisiaj”. To inne spojrzenie na pojęcie czasu, w konsekwencji czasu jako wieczności stwarza nowe horyzonty.

Zanim to nastąpi poeta nieustannie boryka się z czasem. Pojawia się ono, owo borykanie, głównie w wierszach z tomu Lustra strachu (2000), gdzie w utworze Chimera stwierdza, że czas stworzony przez człowieka, czyli z podziałem na przeszły, teraźniejszy i przyszły jest jego przekleństwem. W Oczekiwanie II wyraża pragnienie jego nie istnienia, bowiem jak zauważa: „boję się tego/ co we mnie// tylko czeka”, a w utworze Obsesja pojawia się wręcz przeświadczenie o jego pokonaniu. „Zamknąłem czas w szkatułce/ (…)/ mogę się już nie bać/ że zaskoczy mnie / złą godziną”. Przy czym jest to pokonanie o zabarwieniu nieco groteskowym, co zauważa w słowach: „to ja uwięziłem go/ niczym śmierć na gruszy”, z drugiej jednak strony jest swego rodzaju przygotowaniem do odczucia pojęcia czasu jako wieczności, które ujawnia się we wspomnianym już tomie Listy i cienie, powstałym jedenaście lat później i sformułowania owej wieczności poetyckiej definicji. By tak rzec, źródłem tego procesu jest to co pisze w wierszu Rozmowa z lustrem z tomu Lustra strachu, gdzie pisze: „Jestem/ tylko wskazówką zegara/ w ręku Boga”.

Pojęcie czasu towarzyszy w zasadzie całej twórczości poety ze Zduńskiej Woli. Warto ten zbiór pod tym kątem prześledzić. Znajdziemy tam drogę jaką przebywa autor, aby dojść do odczucia czasu jako wieczności, co jest podstawą autentycznej wiary chrześcijańskiej. A ta, jak to już dało się w toku tej wypowiedzi zauważyć, poza pierwszymi trzema tomami, w ten czy inny sposób, towarzyszy autorowi. Pozostawiam to jednak już wnikliwemu Czytelnikowi.

Niejako konsekwencją pewnego już uporania się z czasem w Lustrach strachu są dwie następne książki poetyckie. Pierwsza o znamiennym tytule Ścieżka obok raju (2005) – mniej tu buntu, więcej afirmacji życia oraz Między horyzontami (2006) poświęcona prawie w całości nakreśleniu relacji jakie dzieją się pomiędzy Zawadowskim a jego przyjaciółmi. To w głównej mierze wiersze obdarzone dedykacjami dla osób, które w życiu poety znaczą.

W roku 2007 następuje Powrót do domu wariatów. Nawiązanie do Listów z domu wariatów z roku 1995 jest jednoznaczne. Powraca to, co było charakterystyczne we wczesnej twórczości Tadeusza Zawadowskiego. Problem współobecności i współistnienia oraz lęk, że tak się nie dzieje. Przy czym teraz, by tak rzec, opatrzone one są dodatkowo zagadnieniem czasu, który wtedy właśnie ewoluuje ku pojęciu wieczności. W wierszu bez tytułu zaczynającego się od słów „dzisiaj a może kilka lat temu” widać to doskonale. Już te słowa wskazują, że czas widziany jest inaczej. A pragnienie współobecności przybiera charakteru w słowach: „ludzie stawali się tacy mali [wiersz jest obrazem snu z lotu Ikara – przyp. J.O.]/ wsiadali i wysiadali ze mnie. Stąd dalej pojawia się chęć współistnienia z Bogiem, z sobą i ludźmi. I wiersz, którego fragmenty warto tu przytoczyć:

coraz częściej szukam ocalenia
w drugim człowieku
pragnę mu powierzyć cały świat
który za każdym razem
jest tylko dialogiem między sobą a sobą

w takich chwilach poznaję Boga
(…)
coraz częściej zamykam się z sobą
by szukać człowieka...

Szukanie człowieka to jednak mrówczy trud, czyli i bez pytania wart swej pracy. Wspomniana na wstępie mrówka, jako i tytuł całego zbioru dochodzi ponownie do głosu. A w tym aspekcie istotne są słowa z wiersza *** piszę do ciebie bo tylko tyle potrafię, gdzie czytamy: „gdy przyślesz do mnie mrówkę/ bo tylko ona zdoła unieść moje grzechy/ których tak wiele we mnie i wokół”. Co znaczy, że dzięki tobie, drugi człowieku, kobieto, będę mógł podejmować dalej trud mrówki. I będę mógł dochodzić do takich istotnych konkluzji jak w wierszu *** Nie wiem czy istnieje granica, gdzie prawda i fałsz ścierają się ze sobą i gdzie pojawiają się słowa: „ (…) Czy prawdą/ jest w to co wierzę czy też istnieje poza mną/ w nieświadomości Szukam do niej drogi”.

Czy poeta ze Zduńskiej Woli ją znalazł? Gdy poczta się wiersze nowe z dwóch cykli Anna i morze oraz Podziemne mosty można odnieść wrażenie, że tak. Poczekajmy jednak na kolejne tomy wierszy Tadeusza Zawadowskiego.

 


Tadeusz Zawadowski, Mrówka (wiersze wybrane i nowe), redakcja i posłowie Dariusz Tomasz Lebioda, Biblioteka „Tematu” nr 126, Bydgoszcz 2017, ss. 207. 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora