Janusz Orlikowski - Myśli

Na ogół pojawiają się nie wiadomo skąd i dlaczego. Są jak impuls, który po prostu się zjawia i bywa, że determinuje całą teraźniejszość. Nie chodzi tu o zwykłe myślenie o przeszłości (wspomnienia), czy marzenia; notabene i jedne i drugie nie przynoszą nam zaszczytów, gdyż są zwykłą ucieczką od tego co nas obecnie otacza i nas dotyczy. Chodzi o myśli, które uporczywie zatruwają nam codzienną egzystencję, a określają to co ewentualnie może się zdarzyć.

Są obrazem niepokoju, wynikiem naszego poczucia bezpieczeństwa, a właściwie jego braku. W psychologii znajdą się na to terminy i jakieś sugestywne wyjaśnienia. Ta droga nie jest dla mnie ciekawa. Nie jestem wobec niej ufny.Pojawiają się nie wiadomo skąd i dlaczego. Skąd? Dlaczego? - to dwa kluczowe pytania na które będziemy poszukiwali odpowiedzi. Może po pierwsze – dlaczego? Czemu dzieje się tak, że zjawiają się myśli od których nam jak najdalej. Co nimi powoduje? Dlaczego nam grożą? Mówią, że stanie się to albo to, złe. Nakręcają naszą świadomość i są w swych działaniach bezbłędne. Czy coś nam chcą powiedzieć? Chyba tylko to, że czują się w swej roli znakomicie. A może jest inaczej?Cieszy mnie fakt, że teraz jest inaczej. Że nic takiego, co powyżej napisałem się nie dzieje. Ale moja pamięć: zwyczajnie, domaga się odpowiedzi. To co było chce wiedzieć. Cz dostąpi tego zaszczytu? Czy też może oczekiwać kolejnych takich myśli? W wierszu Czego nie można albo to nie ich dom napisałem:

nie można ust zamknąć myślom
one są wolne nie ty który myślisz
i do wolności tylko dążysz

zakotwiczone w tobie niczym statek na mieliźnie
czeka – na przypływ dobrego dnia

Myśli są wolne. To fakt, zupełnie inaczej niż my którzy, chcąc nie chcąc, obwarowani jesteśmy różnego rodzaju zdarzeniami dziejącej się rzeczywistości, a te myśli powstają właśnie wtedy, gdy czujemy się zagrożeni. I nie ważne czy to zagrożenie jest faktyczne, czy też jest tworem naszej wyobraźni. W obydwu przypadkach one po prostu wkraczają jak zły duch co raz rzucający w obszar naszej świadomości nowy impuls w postaci – nowej myśli właśnie, w czasie gdy  poprzedniej już poprzez rozum tłumacząc sobie dokonaliśmy jej redukcji. I gdy z nową również zjawia się następna, kolejna do pokonania i po kolejnej redukcji następna obligująca wokół tego samego tematu zagrożenia. Wygląda to tak, jakbyśmy uporczywie chcieli realizacji najgorszych scenariuszy, które ów zły duch nam podsuwa.

Czy tak jest w istocie? Czy faktycznie ich chcemy? Panie, co pan, wiadomo że nie,  pytanie zupełnie nie na miejscu. A jednak przyczepię się go. Tak, tego właśnie chcemy. W tym danym czasie, w tej właśnie chwili i kolejnych zależy nam na tym, aby te rzucone przez złego ducha realizacje dane w postaci myśli się usankcjonowały. Aby się w końcu zdarzyło. Nasz rozum nie znosi pustki. Jakiegoś zawieszenia pomiędzy tym a tym.

No dobrze. Ale dlaczego przyjmuje tę gorszą wersję wydarzeń? Dlaczego nie są, by tak powiedzieć, nasyłane na nas myśli dobre?

To co charakteryzuje rozum to krytycyzm. Nie zaakceptuje niczego, czego nie udowodni. Ponieważ w sytuacji wyżej opisanej nie ma możliwości udowodnienia że nie stanie się nic złego przyjmuje, że to złe właśnie może się stać. I będzie tego się trzymał do momentu rozwiązania wspomnianego stanu zagrożenia. No tak. Ale przecież zdanie można odwrócić: ponieważ w sytuacji wyżej opisanej nie ma możliwości udowodnienia że nie stanie się nic dobrego przyjmuje, że to właśnie może się stać. Ale spójrzmy na to zdanie. Nie sposób odnieść wrażenia, że jest ono wręcz groteskowe. Z logicznego punktu widzenia takie jest, a zatem natrętne myśli tu występować nie mogą. Przypomina ono bowiem, w pewnym sensie, nieświadomość dziecka, u którego dopiero kształtuje się logika myślenia. Ich działania są właśnie często groteskowe i dlatego niejednokrotnie wzbudzają w nas tyle śmiechu.

Za ten a nie inny stan rzeczy odpowiada więc nasz rozum. To w niego wkracza zły duch, wolny duch, nie w nasze emocje. I to już jest jakaś droga. On to, poprzez myśli podpowiada nam złe rozwiązania. Stąd wniosek, że nie możemy mu zaufać. I nie ufamy, a jednak złe myśli nadal nas atakują, bo jak wyżej wspomniałem w cytowanym fragmencie wiersza – są wolne, w przeciwieństwie do nas. My, poprzez rozum właśnie jesteśmy zniewoleni w tym sensie, że on przyjmuje zawsze postawę krytyczną. Nie przyjmuje niczego „na wiarę”, a domaga się dowodu. I dopóki ten dowód nie stanie się dla niego jasny, dotąd będzie nam serwował horror w postaci  myślowych imaginacji biegających wokół realnego czy też nie, zagrożenia. Nie emocję zatem, a rozum jest powodem naszego nieszczęścia, choć z pozoru wygląda to inaczej. Mamy wrażenie, że kierują nami one właśnie. Że to co z nami się dzieje, ten co raz pojawiający się się impuls negatywnych myśli jest rezultatem naszej rozchwianej emocjonalności. Że rozum odszedł do lamusa, a my nie potrafimy sobie poradzić z emocjami koordynowanymi przez natrętne myśli sugerującymi wszystko to co złe, co zdarzyć się może w obliczu mniej lub bardziej faktycznego zagrożenia.

Czy stąd mam odnieść wrażenie, że wszystkiemu winien jest rozum, a z emocjami wszystko jest O.K.? I co to znaczy O.K.? Że moje emocje mówią mi inaczej? Przecież w obrazie negatywnych myśli mój stan emocjonalny, mówiąc oględnie, nie wygląda zadowalająco. I wiemy przecież, że emocje są zawsze aniołami śmierci. I tak jest w istocie, ale to poprzez rozum właśnie. To on działa na mój stan emocji. W opisywanej sytuacji nie sposób mówić inaczej.

By można stworzyć jakieś nowe związki wyrazowe w postaci emocjonalny rozum, rozum emocji, które i tak niczego nie wyjaśnią. Mnie interesuje jedno. Skąd te myśli? Już wiemy, że z rozumu. Rozumu, który nie znosi pustki i jest krytyczny, a poprzez to „nadaje” negatywne myśli odnośnie faktycznego czy tylko domniemanego stanu zagrożenia. Innych „nadawać” nie może, gdyż „według niego” byłoby to groteską. A zatem?

Zły duch ma swą moc tylko wtedy, gdy ma możliwość pokazania swej mocy. Gdy w jakiś sposób czujemy się zagrożeni. Gdy natomiast dzieje się inaczej, milczy. Nie może dotknąć naszego rozumu.

Ale jak się wobec „tego” uwolnić?  Jak spowodować, aby nie dręczyły nas złe myśli? Skoro już wiemy, że wkracza „on” nie w nasze emocje a nasz rozum, w tę logikę naszego myślenia polegająca na tym, że zdarzenia negatywne muszą być udowodnione, bo pozytywne tego nie wymagają, to przede wszystkim należy je umiejscowić. Już to poniekąd poczyniliśmy wykazując, że jest sprawką naszego rozumu, nie emocji jak być może wcześniej podejrzewaliśmy. W cytowanym wcześniej wierszu piszę dalej:

panoszą się raz po raz wtykając nos
w nie swoje sprawy jakby tu był ich dom

na ten czas on jest a być nie może

tych drzwi i okien nie da się pozamykać
były otwarte od zawsze na każde
dobre skinienie dnia

Czasowi, w którym dręczą nas negatywne myśli mamy przeciwstawić czas inny, którego źródłem jest nasza pamięć. Nie chodzi tu o, by tak powiedzieć lapidarnie, przywoływanie dobrych wspomnień, to oszustwo, a o uzmysłowienie sobie swojej postawy. Tej linii życia, której jesteśmy udziałem. Czy faktycznie jest ona naznaczona negatywnym podejściem do życia? Czy na tym nam zależy? Jedno i drugie jest tożsame. Jest wręcz tautologią. Bo jak może być inaczej? To by było śmieszne. By w tym sensie na myśl przywoływało wspomniane wcześniej dziecko, którego działania wzbudzają w nas śmiech, ale tu w jego negatywnym znaczeniu. Stąd pierwsza część cytowanego dyptyku kończy się słowami:

i niech tak zostanie nawet gdy ust
nie można zamknąć myślom

To umiejscowienie w nas negatywnych myśli ma swoje niebagatelne znaczenie. Mówi nie tylko o ich konkretnym w nas pewnym, by tak rzec, udomowieniu, co uzmysławia ponad wszelką wątpliwość, że faktycznie „nie można ust zamknąć myślom”. Co zatem pozostaje? Jakieś odwołanie się do tego, co jest poza naszym zasięgiem a jednocześnie w nim jest.

Już wiemy, że nasz rozum będzie postępował zgodnie z przedstawionymi wyżej zasadami. Już wiemy wobec tego, że to nie jest droga. Chyba, że chcemy w tym natręctwie pozostać pławiąc się jego „osiągnięciami”. Złe duchy będą miały nie lada uciechę.
Jest jednak pamięć, która chce do nas przemówić. Drugą część dyptyku otwierają słowa:

chyba że coś otworzy nowe okna i drzwi
droga do wolności stanie się prostsza
i powiększy się twój stan posiadania

Na czym to powiększenie by miało polegać? Czym miałaby być realizacja? A przede wszystkim co miałoby być impulsem? Takie pytania by należało tu zadać.

ta iskra którą tworzysz zabija myśli
nie ma dla nich litości
tak czasowa w nie czasie
i tak podła że mija

Impulsem jest iskra, która skłania do aktu twórczego. I nie chodzi tu tylko o twórczość w sensie działania artystycznego, chociaż ta jest mi najbliższa. Chodzi, ogólnie, o pochwycenie takiego stanu własnej osoby, który wzniesie się ponad ten negatywny w danej chwili obecny. O działanie, które stanie w poprzek temu, którego jesteśmy w tym czasie udziałem. Chodzi o bunt wobec tego czasu. Ale nie taki, który jest zwykłym „nie”, albo „tego nie chcę”. To bardziej przypomina urazę wobec tego co się dzieje i nic nie zmieni. Interesuje nas tu bunt, którego podstawą jest pokora. To właśnie: „i niech tak zostanie nawet gdy ust/ nie można zamknąć myślom”. Tylko taka postawa rokuje i stawia nas wobec złego ducha po lepszej stronie, nie tej gdzie on jest aktywny.

Tak, tylko skąd ta iskra by miała się pojawić? O artystach mówi się że to oni są „specjalnie naznaczeni”, że pojawia się u nich tzw. iskra boża. Myślę, że poza prawdą jest w tym i odrobina przesady. To nie o talent i rzemiosło chodzi, a o – nastawienie. Artysta zawsze jest czujny, zawsze „nastawiony” na mogącą się iskrę pojawić. To jego styl życia. Tak czujny winien być człowiek, a iskra może wszystkiego dotyczyć. Ona może spowodować, że pokona się kolejne bariery w drodze do całkowitej wolności. I tak w rezultacie się dzieje i nie dzieje. Z tego drugiego powodu czeka na następną, i sytuacja się powtarza. Czyż wtedy nie przypomina to zdarzeń z natręctwem złych myśli, tyle że teraz w znaczeniu pozytywnym? Pozytywnym, bo się dzieje. I o to pozytywne znaczenie tu chodzi, również w sensie ogólnym. Iskra boża? Bóg nie chce rozmawiać z tymi, którzy w to nie wierzą.

A dzieje się to, bo w trakcie tego jesteśmy w „nie czasie”. Jakby go nie było, zupełnie inaczej niż ma to miejsce, gdy natrętne złe myśli nas obligują.

Ten stan jednak mija. Stan w trakcie którego złe myśli – zupełnie ich nie było. Ale wtedy wiemy, że byśmy mogli „zobaczyć nienagnaną ciszę/ dobry obraz (...) wolności” . Uzmysławia nam się, że – to się stanie. Skoro już pierwszy krok został poczyniony, że już nie jesteśmy tylko niewolnikami złych myśli, a nasza sytuacja jest inna. Już widzimy przecież, że one wtedy odeszły.  I wiemy, że go jeszcze nie ma. Lecz wiemy też, że:

 i to się stanie
gdy dobry duch odczyta twoje wiersze

A on z pewnością odczyta i nie należy mu w tym przeszkadzać.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora