Ariana Nagórska - NISZA KOZIOROŻCA. Jesień to nie amnezja

Jest środek lipca, gdy to piszę, postanowiłam więc poruszyć jakiś temat letni (nie gorący, jak na przykład wszelkie tematy polityczne). Wtedy COŚ zainterweniowało, odzywając się w te słowa: – Masz kobieto spóźniony zapłon! Przecież otrzymałaś już „Akant” sierpniowy! Nawet jeśli natychmiast teksty wyślesz, w lecie się nie ukażą. Przy swojej pracowitości w lipcu piszesz na październik.

Jedno jest pewne: wiosna, lato, jesień czy zima, czas tak przyspiesza, że ludziska nie nadążają. Ja wprawdzie miałam w lipcu „Akant” sierpniowy, ale znam takich, co nie widzieli jeszcze nawet majowego! A podejrzenie, że z lenistwa nie szukali, nie wchodzi w grę, bo spodziewali się tam tekstów swoich lub o sobie, co wyklucza poznawczą opieszałość.

Niestety, gdy nie chodzi o dzieła własne, mało kto jest tak ambitny, że w pocie czoła rusza z kopyta, widząc, że z czytaniem nie nadąża. Czasem, popadając w modną depresję, po prostu machnie ręką. – Ja już nie mam chęci sprawdzać, który „Akant” wyszedł. Kilku na raz czytać i tak nie dam rady. Jakbym przypadkiem gdzieś go zobaczył, to doradź mi, czy lepiej lipcowy kupić, czy już sierpniowy? – W PIERWSZYM RZĘDZIE CZERWCOWY – odpowiadam…i jeszcze długo będę tak czynić, bo zawsze stawiam na piękną, utrwaloną przeszłość, kosztem ulotnej teraźniejszości i niepewnej przyszłości. Tymczasem reklamowane poradniki psychologiczne pouczają wręcz przeciwnie: Nigdy nie oglądaj się na to, co minęło! Żyj chwilą bieżącą, wzrok kierując w przyszłość!

Obserwuję, jak źle to działa na niektórych piszących z mego pokolenia. Wprawdzie w przyszłość (z racji wieku) zbyt chętnie nie patrzą, ale za to modzie na lekceważenie przeszłości hołdują z ochotą. Jedni marudzą, że ich twórczość ograniczała komuna, a mniej upolitycznieni z kolei twierdzą, że kiedyś byli zbyt naiwni życiowo i niedojrzali artystycznie, a tym samym znacznie cenniejsze dla nich jest to, co „na literackiej niwie” wyczyniają TERAZ. Gdyby nie moje umiłowanie przeszłości (a stąd i PAMIĘĆ, co i jak kiedyś pisali), na ich teraźniejszość szkoda by mi było czasu. Nie szkoda mi tylko dlatego, że lubię obserwować procesy degradacji. Jednak trudno byłoby obserwować jakiekolwiek procesy, nie znając ich genezy i przebiegu w przeszłości, a jedynie niewesoły, aktualny efekt finalny.

Historia, nawet w obrębie jednego tylko życiorysu (także osoby żyjącej!), nadal pozostaje nauczycielką życia. Ten zwrot pamiętam jeszcze ze szkoły, choć poprawniej i nowocześniej byłoby ze szkoły nie pamiętać NIC!

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora