Jerzy Marciniak - Ostatnia miłość

Monice Szulczewskiej z Włocławka

Stary Artysta nie przeżył swojej Pierwszej Miłości. Nie przeżył też i Drugiej Miłości a z każdą następną rzecz wyglądała dokładnie tak samo.

W pociągu relacji Warszawa – Włocławek spotkał piękną Miss Photo i postanowił przeżyć swoją Ostatnią Miłość. Jasne było dla niego, że ze względu na wiek jest już za późno na normalność, czyli zakochać się w kimś pierwszy raz. Taką miłością młodzieńczą, czystą i przejrzystą. Po chwili namysłu postanowił zakochać się więc po raz ostatni.

Popatrzył na Miss Photo, uśmiechnął się i powiedział:
- Zakochałem się w tobie

Ona pokręciła głową, sapnęła ze złością przez zaciśnięte zęby i zbyła to milczeniem.

Pociąg gnał i gnał. Powoli co prawda, ale dla Starego Artysty było to dużo za szybko, bo zdawał sobie sprawę, że wkrótce dojadą do Włocławka i ona wysiądzie. A zaraz potem zniknie mu z oczu.

Po jakimś czasie popatrzył znowu na Miss Photo i jeszcze raz otworzył swoje serce i myśli.
- Zakochałem się w tobie moją ostatnią miłością.

Miss Photo zdjęła z półki walizkę i wysiadła na najbliższej stacji. Widać było jak szybko zaczęła iść polną drogą w stronę Włocławka.

Miss Photo musiała mieć wrażliwą duszą i lubić poezję. Stary Artysta wydrukował poemat liryczny w „Słowie Polskim” wychodzącym na Ukrainie z dedykacją dla Niej. I Miss Photo odpowiedziała uprzejmym, chwilami pięknym e-mailem.

Stary Artysta poważnie traktował ostatnie uczucie i partnerkę swoich zwierzeń. Pisał e-maile do Miss Photo systematycznie i zazwyczaj o tej samej porze dnia. Rano przed przebudzeniem, zaraz po przebudzeniu, trzeci raz po obiedzie i zamykał dzień swoich uczuć wypowiedzią artystyczną dokonaną późnym wieczorem.

Adresatka nie odpisywała, ale Stary Artysta nie był tym tak do końca zaskoczony, bo po cichu spodziewał się i takiego obrotu sprawy. A po drugie, to czytał wiele razy o trudnych związkach miłosnych w których brak było symetrii uczuć.

Stary Artysta walczył. Nie ustawał w pisaniu e-maili do wybranki serca i nie porzucał działań na niwie literackiej. Zadedykował Miss Photo wiersz wydrukowany w kwartalniku „Podgląd”. Jej i to dokonanie artystyczne musiało przypaść do gustu, bo odpowiedziała uprzejmą odpowiedzią. Dodała też, że traktuje to jako prezent urodzinowy, gdyż za kilka czy kilkanaście lat zbliży się do trzydziestki, więc będzie chucznie to obchodzić.

Poezja poezją, ale Stary Artysta potrafił też tworzyć i dobrą artystycznie prozę. W kolejnym numerze kwartalnika „Podgląd” wydrukował opowiadanie o dziewczynie poznanej w pociągu, czyli o Miss Photo. Ona i tym razem odpowiedziała, co Starego Artystę strasznie ucieszyło. Podniosło też jego świadomość, że podjął dobrą, racjonalną decyzję o pogłębieniu ostatniej miłości.

E-mail był krótki: „Czekam w pałacu”.

Pałac rodowy Miss Photo był mocno zniszczony a park rozciągający się na pograniczu wsi, był na granicy upadku czy żywiołowego zdziczenia. Stary Artysta minął pozostałości po bramie wjazdowej i wszedł do alei lipowej. Pod podeszwami chrzęściły ostrym zgrzytem drobne kamyki.

Z bocznej alei wyszło dwóch mężczyzn. Jeden był wysoki a drugi dużo niższy i mocno podrapany na twarzy. Ubrania mieli zniszczone a buty na pewno niezbyt nowe. Ten wysoki wskazał na kolegę i głośno powiedział:
- On jak szedł na komisje wojskowe, to nie chciał, żeby mu w papiery wpisywali wzrost niski, więc nabijał sobie dużego guza na głowie... z dorodnym dużym guzem, to nieraz był prawie taki wysoki jak ja... szliśmy raz na zabawę, więc ja go dobrze obuchem od siekiery z góry, że on od razu bardzo podrósł i przez całą zabawę dobrze tańczył, rozsądnie mówił i miał powodzenie u dziewczyn, mimo iż do rana przytomności do końca nie odzyskał... z nim jest nieraz trudno w porze wieczorowej czy nocnej, bo jego śmiech i płacz brzmią bardzo podobnie.

Mówiący zaśmiał się głośno.
- Prowadziłem warsztat samochodowy a on pracował jako kierowca autobusu i wszystko szło dobrze, bo co wyjechał w trasę, to robił wypadek... później został kierownikiem firmy i też szło nieźle, bo bardzo dbał o pasażerów, jak brakowało ludzi to wysyłał w trasę kierowców, którzy nigdy prawa jazdy nie mieli albo takich, którym za jazdę po pijanemu milicja zabrała uprawnienia na stałe.

Znowu się zaśmiał. A po chwili pokazał, że nie cierpi na lepkość tematyczną i ma dużo do zaproponowania w wielu dziedzinach.
- Moja żona gotowała prawie tak dobrze jak ja, w zimie posłała mnie po kartofle do sklepu, miałem kupić dwanaście sztuk a kupiłem przez niedopatrzenie jedenaście, przybiegłem do domu, żona przeliczyła i ja z powrotem, biegiem przez zaspy do sklepu a śniegu coraz więcej i coraz więcej, zrobiłem zakup i biegiem z powrotem, taki zgrzany byłem, że kartofel prędzej się dogotował niż te pierwsze co pół godziny wcześniej na ogniu były.

Przytaknął sobie głową i wyjął kilka kartek z wierszami. Popatrzył na Starego Artystę i wolno, akcentując prawie każde słowo, powiedział:
- Czytałem pańską poezję dedykowaną Panience Monice i każdy wyraz, i każda litera w każdym wyrazie podobały się mi i mojemu koledze, że czytałem to głośno wiele razy.

Wzrokiem wskazał tego niższego.

Słońce zachodziło krwawo. Jakby zahaczało o wysokie drzewa parku, rosnące przed pałacem, rozrywało od dołu swoje nabrzmiałe oblicze i nie mogło opatrzyć ran. Krople jego krwi mieniły się na dachu, ześlizgiwały w dół i spadały na szerokie schody przed kolumnami. I mieniły się też w szybach tych kilku okien, gdzie szyby się jeszcze zachowały.

Ci dwaj patrzyli na to z zadowoleniem. Znali zapewne tradycje rodziny Miss Photo, że należy przyjąć na nocleg każdego, który zjawił się po zachodzie słońca.

Słońce zsuwało się i zsuwało w dół. I musiało nadal zahaczać o zeschłe gałęzie i konary drzew, bo słychać było wokoło suche zgrzyty i trzaski. Zaczął też wzmagać się chłód i szary mrok coraz śmielej wychylał się ze swoich dziennych kryjówek. Pałac wtapiał się w barwę nadchodzącej nocy a ciemne pnie drzew stały się już niewidoczne. Jakieś niewyraźne postacie zaczęły oknami wchodzić do środka.

Wysoki kiwnął na kolegę.
- Słońce zaszło, to kamerdyner może nas teraz pocałować gdzieś.

Obaj szybko weszli przez jedno z okien do środka.

Kamerdyner był osobą bardzo wiekową i na pewno dobrze wychowaną. Ukłonił się przed Starym Artystą i otworzył drzwi wejściowe. W mroku świeciły blado srebrne guziki jego liberii.

W głównym holu zachowały się tylko resztki parkietowej podłogi, więc kamerdyner zniżył trzymany w ręku srebrny, pięcioramienny świecznik, by ułatwić gościowi bezpieczne poruszanie. W bocznym korytarzu były pokoje dla gości, ale podłogi już tam nie było. Na jednej ścianie zachowała się jednak dębowa, ozdobna boazeria. Przed wojną zatrzymywał się tutaj Juliusz Kaden Bandrowski czy Wojciech Kossak. Wszędzie walały się puste butelki po wódce i tanich winach, kartki zapisane wierszami i prozą, jakieś nuty czy resztki starych gazet.

Kamerdyner otworzył jedne z drzwi wpuszczając Starego Artystę do środka. Pod oknem stał nieduży stolik mahoniowy z rzeźbionymi, barokowymi nogami i przyborami do pisania. Kałamarz z atramentem był pełny, kartki papieru niezapisane i stalówka w obsadce prawie nowa. Wyglądało na to, że nocujący tu artyści tworzyli mało. Szerokie małżeńskie łoże było bez pościeli a obok stał świecznik z niewypalonymi do końca świecami.

Stary Artysta usiadł z zaczął czekać na Panienkę Monikę – Miss Photo.

Z sąsiednich pomieszczeń dobiegały podniesione głosy męskie i częsty śmiech kobiety. Zajmowali pomieszczenia w których zatrzymywali się nieraz sławni naukowcy i artyści, ale to czy oni byli jednymi czy drugimi, nie do końca było wiadomym.  
- Kamerdynera włosy siwieją wzdłuż, prawie u każdego ten proces zaczyna się od skroni i posuwa ku górze, każdy jego włos jest jakby rozkrojony wzdłuż średnicy, z jednej strony siwy a druga pozostaje cały czas mocno czarna i przypomina jego kozackie pochodzenie... ten pałac ma prawie siedemset lat i jest mniej więcej tak samo stary jak nasza poetka siedząca teraz pod ścianą i pijąca wino... wpis z pamiętnika mojego dziadka, szlachcica na osiemdziesiąte piąte urodziny, wczesnym ranem przed pianiem kogutów z żoną, po śniadaniu z kucharką, po południu z dziewczyną z folwarku, w nocy dwa razy z żoną, by nie nabrała podejrzeń... moja koleżanka była tak samo wybitną artystką jak i ja, oklaskiwaną w wielkim Świecie, jako striptizerka rozbierała się w restauracji niedaleko Paryskiej Olympii, tańczyła nago w bramie niedaleko Metropolitan Opery w Nowym Jorku czy dwie ulice od Balszoj Teatru w Moskwie... w tym ostatnim miejscu zapłaciła mandat, co jej się opłaciło, bo w kraju została od razu zaliczona do artystek prześladowanych przez KGB i zaczęła dostawać nagrody oraz stypendia twórcze a jej tomik poezji otrzymał dobre recenzje... dziadek na setne urodziny miał podobny wpis, przed pianiem kogutów sam ze sobą, po przebudzeniu z żoną dwa razy, po śniadaniu z pokojówką, po południu wizyta na folwarku i po dwa razy na każdej, noc jak zawsze z żoną, serce pracuje coraz lepiej a w postscriptum był dopisek babki, nie chciał uchodzić za rozpustnika, to ukrywał znaczną część swoich dokonań... polejcie, polejcie kochani, bo mi jakby słabiej idzie dzisiaj poezja.

Prawie cały czas śmiała się tylko kobieta.

Nad ranem kamerdyner zapukał w drzwi. Stary Artysta wyszedł
i zaczęli iść w stronę salonu. Przed szerokimi, dębowymi drzwiami kamerdyner ukłonił się i wpuścił gościa do środka.

Panienka Monika – Miss Photo stała przed wysokim, marmurowym kominkiem. Przez boczne okno wpadała poświata księżyca i kładła się na jej jasnej twarzy. Stary Artysta załkał i starł łzy spływające mu z policzków. Ona wyglądała pięknie i bardzo dostojnie. Stary Artysta podszedł, nachylił się i pocałował ją w rękę. Panienka Monika – Miss Photo popatrzyła na łzy mieniące się na jej dłoni i starła je białą chusteczką.
- Musisz odejść, bo za duża różnica wieku między nami, jestem jedną z najpiękniejszych dziewczyn ziemi Kujawsko-Warmińskiej i chcę wyjść za mąż, rodzić dzieci i po pracy iść do przedszkola, otworzyć szeroko ramiona i patrzeć jak one z radością biegną w moją stronę... nasz stary ród trwał przez stulecia i musi przetrwać przez następne wieki a z tobą byłoby to już niemożliwe... cenię twoją twórczość, ale ja już zrobiłam dla ciebie praktycznie wszystko, zaprosiłam cię do naszego rodowego pałacu, przyjechałam tu do ciebie i podałam ci rękę do ucałowania.

Stary Artysta patrzył na nią i starał się powstrzymywać płacz.
- Od razu w pociągu zauważyłam, że jestem twoją Ostatnią Miłością a z twojego wzroku, twoich słów od razu wywnioskowałam, że ty nigdy nie przeżyłeś pierwszej miłości, drugiej czy trzeciej... być może nie potrafiłeś dotąd kochać kogoś... twoje życie to jak łzy z twojego wiersza, tego nie da wypić się do końca, one nigdy nie przestaną płynąć z twoich oczu i nikt nie nadąży ścierać ich z twojej twarzy.

łza
za nią następna łza
napełniają kielich goryczy
taki
niewypity do dna

Popatrzyła uważniej na zapłakaną twarz Starego Artysty, jakby chciała zajrzeć w głąb jego oczu czy nawet i myśli.
- Nie pisz już o mnie, bo stałabym się twoją dłużniczką, ty dajesz mi to co masz w sobie najważniejszego i najcenniejszego, talent i głębokie uczucie a ja mogę ci dać jedynie dłoń do ucałowania i... i niewiele więcej.

Szybkim ruchem rozerwała swoją białą bluzkę i obnażyła się do połowy. Potoczyły się guziki na strony. W tym półmroku wyglądała piękniej niż Wenus i Afrodyta razem wzięte.
- Ostatnie moje słowa, jak będziesz stąd odchodził, to nie oglądaj się za siebie, ja nie chcę jeszcze raz patrzeć na twoją zapłakaną twarz.

Wyciągnęła rękę. Stary Artysta podszedł i pocałował ją dwa razy na pożegnanie. Ona starła pozostawione na dłoni łzy i przymknęła powieki swoich niebieskich, sensualnych oczu.

Stary Artysta odwrócił się i wyszedł. Kamerdyner otworzył przed nim wyjściowe drzwi i razem zeszli ze schodów. Wiatr zdmuchnął płomienie świec i Stary Artysta zaczął odchodzić w ciemności. Cały czas zakrywał usta rozwartą dłonią, by tłumić szloch. Po chwili doszedł do końca alei lipowej i skręcił w polną drogę biegnącą w stronę miasta.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież