Anna Kapusta - Dezyderata o humanistyce

Poniższy tekst pierwotnie zaplanowany został przeze mnie jako odczyt, a więc stworzyłam go jako świadome pogranicze komunikatu ustnego i pisanego. Taką poetyką rządzi zasada retoryki słuchania. Słuchania, czyli społecznego odsłuchu tekstu. W jaki sposób został on odsłuchany, wiem ja i ci, którzy go odsłuchiwali. Moje doświadczenie tego odsłuchu sprawiło, że podjęłam decyzję o pozostawieniu tego tekstu w wersji dokładnie takiej, w jakiej był on odsłuchiwany. Do stylu tego odsłuchu bowiem zamierzam się jeszcze długo i wielokrotnie odwoływać.

W odsłuchu tym  zobaczyłam portret polskiej humanistyki. Portret ten nie był moim lustrem, przeciwnie wręcz: skłonił mnie on do uświadomienia sobie pytań: kto i kiedy ma decydować o tym, jakim mam mówić głosem? Komu wolno mnie uciszać? Kto ma prawo zaprzeczać mojemu doświaczeniu? Kto ma decydować o szacunku do moich słów? Tak się składa, że pytania te – z profesjonalnych – stają się fundamentalnymi pytaniami nie tylko praktykującego humanisty, ale i człowieka po prostu. Odpowiedzią na owe pytania jest fakt społeczny roszczenia do prawdy mojego doświadczenia, który aktualizując, pozostawiam moje zdarzenie odczytu i odsłuchu w jego oryginalnej formie. Wraz z perseweracjami i niedosłuchami, wraz z intencją (nie)wysłuchania moich słów. Godność tego doświadczenia to moja prawda, której nie zamierzam się wypierać, bo – także jako badaczka społeczna – nie wierzę w moc władzy absolutnej. A zatem poniższa dezyderata jest moim autoportretem, którego nie będę retuszować. Mam prawo do własnej sygnatury i decydując się na własne świadectwo coś wybieram. To coś to wartość mojej pracy. Nie chcę być prorokiem, więc nie wierzę w cudze proroctwa. Nie chcę brać odpowiedzialności za cudze rozczarowania, więc biorę odpowiedzialność za własne wysiłki. Nie chcę przypisów do mojej wrażliwości, więc cudzą wrażliwość pozostawiam jako równoległą do własnej. Ani lepszą, ani gorszą. Do moich dziesięciu twierdzeń będę powracać, dlatego nie rozwijam ich ani nie cenzuruję. Nie podpieram ich autorytetami innymi niż moja własna praca doświadczenia. Niech to doświadczenie będzie moim świadectwem. Niech świadczy o mnie. Humanistyka jest siłą pracy nad przestrzenią dla wolności innych prac. Niech każdy z tej utopijnej wolności czyni realny projekt biograficzny. Mówiąc własnym  głosem, bierzemy na siebie ryzyko przemilczenia i zakrzyczenia. Czy należy się bać tłumu, wypowiadając własną prawdę? Tak, jeśli chce się być cudzym guru. Nie, jeśli po prostu pracuje się sobą w każdym doświadczeniu. Nie jestem guru. Nie chcę być guru. Nie chcę mieć wyznawców. Nie chcę egzaltacji. Pracuję, bo wierzę w wartość pracy. Pracuję ryzykiem wysiłku.

 

Nauka jest jedna. Dziesięć twierdzeń o inkluzji humanistycznej


Inkluzja humanistyczna: nauka jest prawem człowieka

Idea inkluzji humanistycznej, przez którą rozumiem włączenie humanistyki i humanistów w ramy pojęciowe nowoczesnej nauki, bez bitew o art i science, bez separatyzmów, gett i haseł emancypacji, będących zwykle ścieżką kariery dla liderów-celebrytów towarzyszy mi wraz z przekonaniem, że nauka jest prawem człowieka: prawem do wiedzy.

 

Twierdzenie pierwsze: humanistyka jest nauką

Nauka jest jedna, a humanistyka jest jedną z dziedzin nauki. Oznacza to, że genetycznie i historycznie - nie ma wcale dziedzin lepszych i gorszych, istnieją po prostu: różnorodne dziedziny nauki, bo świat człowieka, czyli to, czemu poświęca on swą uwagę, jest zróżnicowany. Różnica nie czyni tu hierarchii. Separatyzmy i gettoizmy zawsze naruszają prawa człowieka, nawet jeśli w szlachetnej intencji mają być one szansą emancypacyjną słabych. Humanistyka jest zatem dziedziną nauki równoważną każdej innej dziedzinie. Taka jest europejska tradycja etosu wiedzy. Dlatego zacznę od akcentu na słowo nauka w odniesieniu do humanistyki. Humanistyka jest nauką i nie jest sztuką: performansem i autoteliczną ekspresją podmiotu poznającego. Wszystkie tego typu etykiety wypychają humanistykę z pola społecznego nowoczesnej nauki. Humanistyka jest dziedziną nauki, a nauka jest jedna i różnorodna. Humanistyka jest nauką.

 

Twierdzenie drugie: nie ma wielu humanistyk

To, co odróżnia, a nie wyróżnia humanistykę od innych dziedzin nauki to jej specyficzne pola badawcze zmieniające się w historycznym czasie. A jeśli tak, to humanistyka nie jest w trudniejszej ani łatwiejszej sytuacji niż każda inna dziedzina nauki. Przedmiot badań zmienia się przecież dynamicznie w każdej innej dziedzinie. Czy zatem na pewno odróżnienie humanistyki jest realne? Czy to tylko mrzonka samych humanistów? Jeśli przejść do porządku dziennego nad powierzchownymi różnicami, to odkryjemy być może, że nowoczesny literaturoznawca boryka się z podobnymi dylematami zmieniających się pól badawczych, jak współczesny fizyk kwantowy. Dlatego mnożenie etykiet: wynajdywanie wielu humanistyk nie ma już dziś sensu i rodzi niepotrzebne nieporozumienia. Gdyby zacząć od przedmiotu badań i trzymać się jego wymogów, bezpłodne dyskusje o granicach subdyscyplin ustąpiłyby miejsca produktywnym poszukiwaniom narzędzi badawczych. Istnieją różne pola badawcze humanistyki. Nie ma wielu humanistyk.

 

Twierdzenie trzecie: humanista jest naukowcem/ humanista nie jest artystą

Humanista jest naukowcem nie lepszym i nie gorszym niż badacz-przyrodnik czy badacz-technolog. Założenie takie wymaga pierszeństwa przedmiotu badań względem osoby badacza. Oznacza to, iż badacz jest naukowcem. Ta zamierzona tautologia eliminuje problem autotematyczności humanistyki, choć oczywiście nie wyklucza, a nawet wzmaga potrzebę autorefleksji badacza. Trzeba umieć oznaczać granice pomiędzy „ja” a badanym zjawiskiem. Humanistyczna tradycja ostatnich dekad uwodziła humanistów pokusami narcyzmów, mnożeniem preambuł, zamykaniem się we własnym credo. Pora opuścić tę ścieżkę. Humanista jest naukowcem.

Wiek dwudziesty przyniósł wiele modnych zwrotów w humanistyce. Było w tych gestach wiele argumentów dotyczących emancypacji samych badaczy w ramach humanistyki. Ale nowoczesny humanista nie może być, jeśli cechuje go odpowiedzialność za jakość jego aktywności badawczych, artystą. Jeśli nazwiemy humanistykę sztuką, a humanistę artystą, jaki jest sens oczekiwania od społeczeństwa zaufania dla pracy humanistów? Wszak artyście wolno pisać świat od nowa, naukowiec natomiast winien jest rzeczywistości szacunek dla jej realnego istnienia. Wprawdzie po zwrotach i dekonstrukcjach wiarę w realność świata skompromitowano, jednak po zachłyśnięciu się owymi zwrotami, trzeba by dziś wykonać mozolny półobrót. Praca naukowa to badanie świata. Badacz nie jest demiurgiem. Rzetelność to rzemiosło. Humanista nie jest artystą.

 

Twierdzenie czwarte: nie ma „nowej humanistyki”

Humanistyka ma swój dynamiczny przedmiot badań i jest nim – najogólniej rzecz ujmując - świat człowieka oraz jego wytworów. Człowiek się zmienia, zmieniają się więc i jego wytwory, ale jakość ta nie stanowi o żadnym novum. Nie ma „Nowej Humanistyki” na jakieś mityczne Nowe Czasy, istnieje po prostu rzetelna humanistyka, która te nowości mądrze identyfikuje i diagnozuje.

 

Twierdzenie piąte: dziś już nie ma lokalnej i globalnej humanistyki

Humanistyka to obszar badań wynikający z ludzkich problemów. Problemy badawcze pochodzą ze świata refleksji człowieka. Ten świat ma tyle wymiarów, ile tylko dotyczy konkretnego podmiotu ludzkiego: indywidualnego lub zbiorowego. Współczesny człowiek żyje na przecięciu wielu szlaków ludzkiej myśli. Każdy z tych szlaków jest istotny o tyle, o ile dotyczy on żywego człowieka, takiego, który boryka się z codziennością. Nie wiemy, który z globalnych problemów stanie się wkrótce naszym lokalnym zadaniem do wykonania i nie mamy też gwarancji, że pozornie lokalny dylemat nie uogólni się do globalnej skali. Nie ma więc lokalnej i globalnej humanistyki.

 

Twierdzenie szóste: praca humanisty jest pracą

Humanista jest naukowcem takim samym, jak każdy inny naukowiec. Praca humanistyczna jest taką samą pracą, jak i praca technologa. Różnią je jedynie sposoby eksploatacji tychże wytworów. Książką nie poprowadzimy rurociągu, ale książka także służy człowiekowi. Napisał ją konkretny, żywy człowiek w konkretnym, historycznym czasie. Praca wymaga płacy, bo pieniądze służą człowiekowi w uporządkowanym życiu społecznym. Wydanie książki bez honorarium autorskiego to taka sama praktyka jak niezapłacenie hydraulikowi. Praca humanisty jest pracą.

 

Twierdzenie siódme: wiedza humanistyczna jest produktem nauki

Humanistyka jest fragmentem wolnego rynku dóbr i usług. Skoro praca humanisty jest pracą, to jej wytwór - wiedza staje się dziś pełnowartościowym produktem, obecnym w regułach gier społecznych na wolnym rynku. Skoro produkt procesu badawczego wymaga nakładów, to i inwestycja powinna przynosić kapitał finansowy. Wiedza humanistyczna jest produktem nauki.

 

Twierdzenie ósme: społeczeństwo płaci humanistom i ma prawo wymagać jakości

Wiek dwudziesty był wiekiem ekspansji mitu społecznego autoteliczności humanistyki. Pod płaszczykiem braku wymogu pragmatyzacji badań humanistycznych i ich rzekomej niezależności powstał groźny mit humanisty: Wielkiego Narcyza, egzaltowanego autokomentatora mniemań i prywatnych objawień. Dziś już wiemy, że tworzenie wiedzy jest zobowiązaniem wobec innych ludzi, opartym także o ich publiczne środki finansowe. Solipsyzm nie jest postawą etyczną możliwą do odpowiedzialnej realizacji we współczesnych czasach. Esej ad se ipsum nie jest pracą naukową. Społeczeństwo płaci humanistom i ma prawo wymagać jakości.


Twierdzenie dziewiąte: jakość w humanistyce jest jakością ponadjednostkową

Humanistyka podlega kontroli społecznej. Tak, jak każda inna dziedzina aktywności profesjonalnej. Jakość humanistyki musi być dziś negocjowana społecznie, to znaczy, że prawo do jej wyznaczania mają zarówno badacze, jak i społeczeństwo. Badacz jest takim samym pracownikiem, jak każdy inny. Jakość ta więc, z konieczności, także ekonomicznej, należy się tym, którzy płacą za produkt naukowy humanisty. Postawa obrażonego dandysa lekceważącego rzekomo ideologiczne i mieszczańskie roszczenie do produktywności musi odejść raz na zawsze do lamusa. Dziś nie ma już miejsca na artystowski gest sztuki dla sztuki, do którego tak bardzo przywiązanych jest wielu humanistów. Jakość w humanistyce jest jakością ponadjednostkową.

 

Twierdzenie dziesiąte: antytezy humanistów i nie-humanistów

Humanista nie może być antytezą specjalisty w ramach innych dziedzin nauki. Istnieją różnorodne, profesjonalne kompetencje, jednak świat społeczny nie jest binarnym polem walki humanistów i nie-humanistów. Jedni z nas pracują nad cząstkami elementarnymi, drudzy nad tłumaczeniem sonetu. Każda praca wykonana właściwie służy człowiekowi. Nie ma lepszych i gorszych dziedzin badań, są tylko lepsi i gorsi badacze. Nie ma humanistów i nie-humanistów.

 

Inkluzja humanistyczna: o włączeniu humanistów i humanistyki w domenę nauki

Inkluzję humanistyczną rozumiem jako praktyki włączające humanistów i humanistykę w główny nurt domeny nauki na równych prawach z każdą inną jej dziedziną. To, co elitarne i mniejszościowe najłatwiej jest dewaluować, zdać mu śmierć społeczną. Operacyjnie rozumiem to tak, iż gdyby humanistykę definiować jako zbiór różnorodnych dziedzin jednej nauki, a więc jako naukę, bo część buduje całość, zniknąłby problem dyskryminujących hierarchii. Czy to możliwe, czy to już tylko marna utopia regresywna? Możliwe, jeśli na powrót uznać, że nauka jest jedna, choć różnorodna. Tradycja nauki europejskiej odsyła nas do greckich korzeni holistycznej pracy nad mądrością. Nauka europejska ma w sobie szlachetną tradycję dążenia do pełni poznawczej.

A że siłą tradycji bywa potencjał modernizacji, warto wracać do korzeni.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież