Pan Bonifacy Górny chętnie powtarzał, że jest zwyczajnym, skromnym człowiekiem, będąc oczywiście pyszałkiem. Mówił na przykład tak: – Nie ukrywam, że prawie nic nie czytam, ale to wcale nie z głupoty. Wyznaję zasadę „nic nowego pod słońcem”, nie chcę więc trwonić czasu na jałowe potwierdzanie przez lektury tego, czego w swym bujnym życiu doświadczyłem. Nie kręcą Mnie ani książki optymistyczne, ani pesymistyczne. Chciałbym trafić na taką, która oderwie Mnie całkowicie od szarej, przewidywalnej rzeczywistości, jednak dziwactw zwanych poezją przyswajać nie zamierzam!

- Zaraz, zaraz, wrócimy za chwilę do tego donosu Jasia Szczę­snego, przecież mogłeś tam wyjechać jako „polityczny”, skoro mia­łeś opinię wroga ludu?! Nie miałbyś też sęków z wizą!
- Nie przesadzaj, Darek, odwieczny przyjacielu, ulegasz... Przepraszam cię, ale wtedy, to była po prostu smarkateria i żaden ty­tuł do kombatanctwa...
- Wielu by ci pozazdrościło takiego „haka” w życiorysie!

W ostatniej dekadzie dość często wyjeżdżałam na Ukrainę – po kilka razy w każdym roku. Najczęściej jeździłam z moim nieżyjącym już, tragicznie zmarłym przyjacielem Ryszardem Małachowskim. I choć cel naszych wypraw bywał różny, obojętnie, czy jechaliśmy do Kijowa, Lwowa, Drohobycza czy Truskawca, i tak każda nasza podróż kończyła się w Sniaczewie, wiosce położonej niedaleko Czerniowców. Odwiedzaliśmy mieszkającego tam z rodziną ukraińskiego przyjaciela Aleksandra Kindraciuka, zwanego Sanią.

Popołudnie, tramwaj nabity do granic możliwości. Konduktor o młodej energicznej twarzy i falującą blond czupryną, dziurkuje z trzaskiem bilety komposterem. Siedzi on, obok tylnych drzwi na małym siedzeniu obitym dermą. Błyska swymi czarnymi, wesołymi oczami, i wychwytuje nimi w tłumie dziewczyny. Uśmiecha się do nich, mruga. Kiedy tramwaj zatrzymuje się przy ogromnym, wytwornie surowym, z pokrytymi grynszpanem z fantastycznymi rzygaczami budynku, wykrzykuje z chwacką zadziornością:

W to lipcowe popołudnie uwijano się w firmie tak jak zwykle. Pokój, w którym pracowano, nie był duży. W starym budownictwie poniemieckim z czerwonej cegły pracowano w owym wydawnictwie, tak jak to miało miejsce kiedyś, przed wojną, chociaż były to lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku. Kilkoro ludzi, wśród nich Tadeusz, siedziało przy biurkach pochłoniętych swoimi zajęciami.

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org