Krzysztof Jeremi Sidorkiewicz - Wiktor Trościanko – wilnianin nieprzejednany

Przez długie lata był najpopularniejszym publicystą Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. O palmę pierwszeństwa mogła z nim konkurować jedynie Jadwiga Mieczkowska. Obdarzony niskim, stentorowym głosem rasowego radiowca, błyskotliwy i zdecydowany w sądach, przyciągał do radioodbiorników rzesze słuchaczy. Jego szef Jan Nowak – Jeziorański pisał po latach:

„Trościanko był urodzonym polemistą, odznaczał się ciętym dowcipem i świetnym piórem. Potrafił jednym trafnym słowem bezlitośnie ośmieszyć i zniszczyć przeciwnika”.

Był synem znanego wileńskiego krawca. Uczył się w I Państwowym Gimnazjum Męskim im. Króla Zygmunta Augusta na Małej Pohulance. Już na emigracji, pod koniec życia wspominał:

„Jak przystało na patrona, było to gimnazjum humanistyczne. Organizowało się jeszcze w końcowych latach pierwszej wojny (…) Do szkoły tej zdążył się zapisać mój brat Kazimierz, którego śmieć zabrała w Samoobronie Wileńskiej 1920 roku. Przypomniano mi o tym, gdy przyjęto i mnie do tego gimnazjum w roku 1922 (…). Właśnie wtedy kończyli to gimnazjum znani dobrze Polsce tacy jego wychowankowie jak Antoni Gołubiew, Stanisław Stomma, Antoni Bohdziewicz, a potem poeta Aleksander Rymkiewicz, kompozytor Witold Rudziński i inni ( …) Jak na jedną szkołę w mieście wojewódzkim, nie w stolicy, był to plon obfity, własne świadectwo tej szkoły”.

Dopowiedzieć należy, że uczniami tego świetnego gimnazjum byli także: pisarz Tadeusz Konwicki, laureat Nagrody Nobla z dziedziny medycyny Andrzej ( Andrew) Schally, długoletni prezes warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej Andrzej Święcicki, znany orientalista- turkolog Ananiasz Zajączkowski. Absolwentem tej szkoły był również inny noblista, rówieśnik Trościanki Czesław Miłosz. Drogi życiowe Wiktora Trościanki i Czesława Miłosza krzyżowały się zresztą kilkakrotnie. Najpierw w Gimnazjum Zygmunta Augusta, później na Wydziale Prawa USB, następnie w rozgłośni wileńskiej Polskiego Radia, na koniec w rozgłośni warszawskiej Polskiego Radia. Wiktor Trościanko od wczesnej młodości był mocno zaangażowanym działaczem narodowym. Podczas studiów na USB był jednym z wileńskich liderów Młodzieży Wszechpolskiej. Jak można się łatwo domyślić nie darzył Miłosza sympatią, gdyż drażnił go kosmopolityzm i wyraźny koniunkturalizm polityczny poety. W artykule opublikowanym na łamach londyńskiej „Myśli Polskiej” w roku 1981 Trościanko napisał:

„Z dawniejszym przedwojennych rozmów wiedziałem, że mu się szkoła ta [Gimnazjum Zygmunta Augusta – K.J.S.] nie podobała. Chyba najmniej ksiądz prefekt Leopold Chomski, surowy, wymagający „integrysta”. Właśnie niedawno zmarł w Wilnie, jako jeden z ostatnich przedwojennych polskich duszpasterzy, twardy starzec (…) Na szczęście nie wiedział, że został przez jednego z tych chłopców [Czesława Miłosza – K.J.S.], za których do końca swego życia modlił się w zniewolonym Wilnie, brzydko wyszydzony”.

W czasie II wojny światowej W. Trościanko przebywał w Wilnie oraz na Litwie Kowieńskiej, a od końca roku 1941 w Warszawie, gdzie czynnie angażował się w działalność konspiracyjną. Walczył w Powstaniu Warszawskim. Po upadku powstaniu więziony był w obozach jenieckich na terenie Niemiec, a po zakończeniu wojny został oficerem 1 Dywizji Pancernej generała Stanisława Maczka. Miał też krótki epizod pracy w amerykańskim Radiu Luxemburg, później zaś został kierownikiem referatu radiowego 2 Korpusu armii generała Andersa we Włoszech. W Radiu Wolna Europa pracował od początku działalności radiostacji, tj. od roku 1952, aż do przejścia na emeryturę w roku 1976. W ostatnich latach pracy w Monachium popadł w konflikt z dyrektorem Janem Nowakiem – Jeziorańskim na tle stosunku Rozgłośni do emigrantów marcowych 1968 roku, którzy jeszcze do niedana byli członkami PZPR, a w latach stalinizmu wprowadzali w Polsce ustrój bolszewicki. Jako zdecydowany narodowiec i niepodległościowiec Trościanko nie potrafił pogodzić się z przychylnym wobec tych osób kursem RWE.      

Wiktor Trościanko był także poetą i prozaikiem. W latach 1970-1976 wydał w Londynie na poły autobiograficzną trylogię, na którą składały się powieści: „Wiek męski”, „Wiek klęski” oraz „Nareszcie lata pokoju”. Akcja trylogii rozgrywa się w okresie od połowy lat 30 do pierwszych miesięcy po zakończeniu II wojny światowej. Znaczna jej część toczy się w Wilnie, gdzie mieszkał główny bohater powieści Michał Oszurko, alter ego autora. Na kartach zarówno „Wieku męskiego” jak i „Wieku klęski” Wilno opisywane jest ze szczególnym sentymentem oraz dojmującą nostalgią osoby, której nie było dane ujrzeć więcej miasta swojego dzieciństwa i młodości. W „Wieku męskim” zawarty jest poetycki opis wiosennego Wilna widzianego oczami głównego bohatera:

„Nigdy w życiu nie był jeszcze w innym mieście wiosną. Nie mógł wiedzieć, że nie ma pod niebem jednego miasta tylu i tak dobranych barw zieleni. Na dalekim horyzoncie gdy patrzyło się z Góry Zamkowej, ciągnęła się czarna linia Ponar, Kalwarii, Werek, Pospieszki, traktu lidzkiego; na linii bliższej: Rossy, Belmontu, Antokola, Karolinek; wyrastały ponad dachy domów, ścigały się z dzwonnicami kościołów bukiety kasztanów, klonów, topoli dookoła świątyń, klasztorów i cmentarzy; na linii najbliższej śródmieściu – ogrody bzów – zwykłych, pojedynczych i pełnych, w których najlepiej było szukać szczęścia. Rzeka płynęła szerokim błękitem, niosąc na sobie sosnowe tratwy, zwane tutaj płytami”.

W powieści tej znaleźć można także, być może nieco wyidealizowany, opis stosunków religijno-narodowych w przedwojennym Wilnie:   

„Na ulicy Niemieckiej był dom pod numerem piątym, należący do Gminy Ewangelicko-Augsburskiej. Protestantów luteranów nie było w Wilnie zbyt dużo. A ci co byli, nie różnili się niczym od innych, od swych katolickich współrodaków. Religia nie dzieliła w Wilnie nikogo. Tatarzy muzułmańscy mieli swe piękności, za którymi szalała młodzież studencka, sportowa i oficerowie. Panienki o egzotycznych oczach i śniadych cerach, chłopcy wysportowani… Kalwini ze swą tradycją od Radziwiłłów siedzieli tu od wieków jako gospodarze tacy sami jak katolicy. Na prawosławnych w pierwszych latach po wojnie światowej patrzono krzywiej, choćby dlatego, że Rosjanie wszystkie najwyższe punkty miasta ozdobili swymi cebulastymi cerkwiami. Ale i do nich przywykli. I jeszcze na prawosławne Wielkanoce odzywali się: „Chrystos woskres”. Żydzi – no tak. Był ten problem. Ale bynajmniej nie religijny. Nikt synagogom nie ubliżył głupim żartem czy biciem szyb. Przed żydowskimi pogrzebami, z lamentującymi płaczkami, zdejmowano nakrycia głowy. Problem żydowski Wilna to tragiczna stawka Żydów na każdą kartę – byle nie polską. Ale i to się uspokajało”.    

W „Wieku klęski” natomiast autor włożył w usta Michała Oszurki ciekawą analizę duchowości miasta nad Wilią, wyłożoną słuchaczom przez bohatera powieści podczas spotkania towarzysko-konspiracyjnego w Warszawie:

”Proszę państwa, gdybym to, co chcę powiedzieć gdzieś opisywał, publikował, drukował, byłbym moje słowa opatrzył tytułem „ Miasto pod trzema krzyżami”. Wilno nazywano już „Miastem pod chmurami”. Było to określenie piękne, ale poetyckie. Nazywano „miłym miastem”. Nazwa ta stała się politycznym szyldem. W czasie wojny Wilno stało się miastem trzech krzyży. Nie tylko dlatego, że z góry patronują nad Wileńką i Wilią. Dlatego, że musiało odbywać potrójną drogę krzyżową: sowiecką, litewską i niemiecką”.

Jako narodowiec Trościanko był bardzo krytyczny wobec poczynań wileńskich „krajowców”. W dalszym ciągu wystąpienia Michał Oszurko referował:

W tym okresie ujawnili się i ze swymi nadziejami wystąpili „tutejsi” spod znaku Wielkiego Xięstwa. Robili co mogli, żeby odwrócić się od „zbankrutowanej Polski”. Otrzymali licencję litewską na wydawanie codziennego pisma, w którym na oczach gawiedzi rozpoczęto natychmiast porachunki  z „polską mocarstwowością”, „nacjonalizmem” (…) Tymczasem zamykano polskie instytucje kulturalne, rozpędzano uniwersytet, obrywano na ulicach guziki z orzełkami, bito w kościołach za śpiewanie „Boże, coś Polskę”.

W swoich powieściach Trościanko barwnie opisuje stosunki polsko-litewskie na terenie Litwy Kowieńskiej w latach 1939-1940. Główny bohater wraz żoną przebywał tam z nosząc się zamiarem, by poprzez konsulat brytyjski w Kownie dostać się do armii polskiej na Zachodzie. Żona Oszurki miała na kowieńszczyźnie dalszych krewnych.

„Wreszcie mała stacyjka – Jonava. Wysiedli, wyjrzeli przez drzwi na placyk przed budynkiem (…) Z nudy zagadali starego kolejarza po polsku. Milczał. Michał ręką pokazał na dymy. Co tam? Wreszcie stary obejrzał naokoło i odpowiedział po polsku.               
– To majątek znaczy się resztka hrabiów Kossakowskich.                                                     
– A teraz kto tam mieszka?                                                                   
– Ponas grofas Kassakauskas – dokończył stary, bo już ktoś się zbliżał”. 

Polscy „bieżeńcy” mieli obowiązek niezwłocznego meldowania się na najbliższym tymczasowego miejsca zamieszkania posterunku policji.

„Zaczęło się przemówienie w języku litewskim, które Marylka z czarującym uśmiechem pokwitowała – zapewne w połowie zdania:                                      
– Aż nie suprantu lietuviszku.                                                                   
Zapanowała cisza. Znów jakieś wykrzykniki, nieudolna próba wszczęcia rozmowy po rosyjsku, na co Oszurkowie odpowiedzieli po francusku:                                                             
– Helas, monsieur, nous ne comprenons pas la russe…                                                 
Wobec czego w atmosferze największej złości padło wreszcie zdanie:                                  
– Tak mówcie pa polsku. A jak kleb litewski jecia pa litewsku trzeba mówić. Tu nie wasza Polska – lenku mocarstvas!”.     

W „Wieku klęski” Trościanko opisał rozmowę głównego bohatera z przybyszem z Wilna, który zdążył przyjechać do Warszawy przed wybuchem powstania, ale już po zakończeniu operacji „Ostra Brama”:

„– Jak Wilno? Czy dużo zniszczeń?                                                              
– Sporo. Wielka, część Zamkowej, kawałki starego getta, część Zawalnej. Każdy z nas żył wtedy euforią. Biało-czerwone flagi na domach, roześmiane twarze, ludzie rzucający się sobie w objęcia. Na maszcie Zamku biel z czerwienią. Złudzenie wolności, niepodległość… kwitnące drzewa lipowe…        
To jednak trzeba było przeżyć”.

Po przejściu na emeryturę Wiktor Trościanko osiedlił się w Hiszpanii. Odsunięty na margines głównego nurtu życia emigracyjnego, nieco już zapomniany, zmarł w roku 1983. Pozostawił jednak po sobie żywe wspomnienia słuchaczy Radia Wolna Europa oraz nigdy już później nie wznawiane dzieła literackie. Pomimo wszystko mógłby powtórzyć za Horacym: „Non omnis moriar”.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież