Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478

Warning: A non-numeric value encountered in /akant.org/plugins/system/helix3/core/helix3.php on line 478
  • +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Stanisław Chyczyński - Krechy i kreski kresowatego

    Zbigniew Ikona-Kresowaty pisze o sobie: „Jestem artystą malarzem, historykiem sztuki, krytykiem literackim i artystycznym, eseistą i publicystą oraz ilustratorem, współpracownikiem czasopism literackich i wydawnictw. Ale bywam też poetą romantykiem.” Wydał 10 książek, w tym 2 tomy „rozmów artystycznych” z różnymi sławnymi ludźmi. Wielekroć imał się również aktorstwa. Z racji szerokiej działalności można by go nazwać człowiekiem renesansu.

    Jak widać, jest to twórca o ogromnych ambicjach i okrutnych aspiracjach (epitetu „okrutne” używam za przykładem naszego noblisty od „Trylogii”, czyli na przestarzałą modłę). Niewątpliwie jest śmiałym i świetnym, utalentowanym malarzem, uczniem prof. Eugeniusza Gepperta. Jego czarno-białe rysunki lub kolorowe malunki królują w periodykach od „Okolicy Poetów” – poprzez np. „Protokół Kulturalny”, „Gazetę Kulturalną”, „Migotania” – do „Radostowej”.

    Całkiem niedawno Kresowaty opublikował opasłą i oryginalną księgę pt. „Portretowisko”. Zmieścił w niej 241 swoich wybrańców i ulubieńców, których zaprezentował za pomocą słowa i obrazu. Niektórzy mają pojedyncze, inni podwójne lub potrójne wizerunki. We wstępie artysta nie bez dumy powiada: „(…) moje postacie są zawsze podobne, mimo zamierzonych przebarwień”. Zaraz też wyznaje: „(…) nigdy nie przypuszczałem, że zostanę portrecistą”. Sztuka portretowania to jedna z najtrudniejszych umiejętności malarskich czy rzeźbiarskich. Salvador Dali utrzymywał, że najważniejszym elementem portretu jest… ucho! Wprawdzie autor „Portretowiska” nie głosi podobnie ekstrawaganckich tez, choć skądinąd ostro krytykuje utarte wyrażenie „przelać na papier”, dostrzegając w nim ohydę i głupotę (por. s. 230).

    W malarstwie Kresowatego wyraźnie widać wpływy wspomnianego genialnego Hiszpana tudzież niezrównanego Witkacego. Krótko mówiąc, Zbych jest prawdziwym mistrzem portretu. W jego portretowaniu dużą rolę odgrywa nienaganny rysunek, ale też – akcent kolorystyczny. Czasem deformacje zmierzają w stronę karykatury, lecz generalnie są oględne i oszczędne. Arcyważnym dopełnieniem tych powściągliwych zniekształceń są odważne przebarwienia, czy wręcz zgrzyty kolorystyczne, z których uczynił atrybut swojej sztuki.

    Są tutaj portrety realistyczne, symboliczne, groteskowe, ekspresjonistyczne oraz czysto kolorystyczne. Jedne były robione z potrzeby serca, drugie w określonym, pragmatycznym celu, jeszcze inne na zamówienie, czyli obstalowane. Oczywiście, jako kapryśny indywidualista, „KreZbi” niektórych wybrańców potraktował niemal z pietyzmem, resztę osób zaś z większą lub mniejszą nonszalancją, co doskonale widać w tak rozbudowanej galerii. Wszystkie konterfekty zostały uzupełnione różnej długości komentarzem odautorskim, na który składają się anegdoty, przygody towarzyskie, dane biograficzne oraz cytowane wiersze. Ten aspekt publikacji woła o korektę do nieba…  

    We wstępie czytamy także: „Wszystkie osoby są ważne, niezależnie od swej profesji i wielkości oraz intelektu… Nie klasyfikowałem ich stanu osobowego przed sportretowaniem, chodziło o wizerunki postaci, żeby pokazać ciekawe fizjonomie i opowiedzieć na przykładzie, że to, co ukryte, jest wydobyte na światło dzienne, wypisane na każdej twarzy”. Załóżmy, że jest to jakiś KLUCZ do zaprezentowanego w albumie olbrzymiego zestawu portretów. Mimo wszystko trudno się uwolnić od wrażenia personalnego pomieszania z poplątaniem. W „Portretowisku” wielkie figury (np. S. Dali, M. Chagall, A. Rubinstein) sąsiadują ze „szaraczkami” (mówiąc językiem Kmicica), postacie historyczne (np. Teofila Sobieska, Marianna X. Orańska, Grigorij Rasputin) przeplatają się z gwiazdami estrady (np. L. Cohen, Farida i  Cz. Niemen) czy popularni aktorzy (np. T. Huk, W. Siemion, J. Trela) występują obok Żyda Jankiela z „Pana Tadeusza”, Marii Skłodowskiej-Curie, św. Matki Teresy z Kalkuty, profesorów Jana Miodka i Zbigniewa Religi. Centralne miejsce zajmuje Muza malarza i poety, czyli p. Grażyna Kresowata. Rzecz jasna nie mogło zabraknąć sławnych pisarzy (Cz. Miłosz, V. Havel, S. Mrożek etc.), jako też całej plejady mniej słynnych poetów i prozaików, z dużą przewagą literatów mało znanych. Alfabetyczna kolejność nazwisk implikuje aurę przypadkowości, acz takie rozwiązanie wydaje się czymś naturalnym i „najsprawiedliwszym”. Dokonując wyboru, artysta pewnikiem kierował się swymi fascynacjami, sympatiami lub przyjaźniami, co jest zrozumiałe samo przez się.

    Paradoks polega na tym, że tego typu edycje określają ich twórcę nie tylko przez swoją zawartość, ale też poprzez jej „braki”. Na ogół to, czego tam nie ma, wiąże się z konkretnymi podtekstami, które składają się na tzw. drugie dno. A to właśnie najbardziej intryguje dociekliwego czytelnika. Mnie np. ciekawi, dlaczego w albumie zabrakło Tadeusza Nowaka, skoro są jego koledzy: T. Różewicz, S. Grochowiak i E. Bryll? Albo kolejne pytanie: czym się tłumaczy nieobecność Stefana Pastuszewskiego, założyciela „Akantu”, z którego gościnnych łamów Kresowaty tak chętnie ongiś korzystał. Zastanawia mnie to, bo przecież S. Pastuszewski to pisarz z dorobkiem literackim o wiele większym, niż kilka tuzinów tych, którzy trafili do „Portretowiska”. Pytania tego typu (np. czemu pominięto sylwetkę Jana Pawła II?) można by mnożyć długo i dowolnie. Jednakże na  podobne „zaczepki” mistrz Kresowaty mógłby zareagować wzruszeniem ramion i wymownym prychnięciem. Albowiem doskonale wie, że z przydziału powołań najmniejszego zarzutu uczynić nie sposób. Święte prawo własności pozwala w galerii dzielić i rządzić bez skrupułów.

     


    Zbigniew Ikona-Kresowaty, Portretowisko, Wydawnictwo „Radostowa”, Starachowice 2016, ss. 498.

     

    Również tego autora