Anna Gissel - „Kolizya bez wyjścia” – porzucona narzeczona i hańba na jej honorze. O okolicznościach niezawarcia związku małżeńskiego Alfonsa i Eleonory z noweli Stanisława Grudzińskiego pt. "Zamieć zimowa"

Dojrzała osobowość człowieka jest pojęciem wywodzącym się z psychologii humanistycznej i dotyczy harmonii psychicznej człowieka z samym sobą i jego otoczeniem. W odniesieniu do psychiki, rozumiana jest jako etap ukształtowania osobowości człowieka, a więc właściwego dla niego zespołu cech psychicznych, świadczących o jego indywidualności, która pozwala na formułowanie sądów i podejmowanie decyzji.  

Przedstawiona wyżej definicja zaproponowana została przez amerykańskiego psychologa Gordona Allporta i posłuży jako wstęp do moich dalszych rozważań na temat osobowości i losów głównego bohatera noweli Stanisława Grudzińskiego  pt. Zamieć zimowa. Kilka kartek z niewydanego pamiętnika.                            

Alfonsa, bo tak ma na imię główny bohater noweli, poznajemy w dość prozaicznych okolicznościach. Pierwsze wersy pamiętnika z dnia 12 stycznia (roku nie podano), który skrzętnie zapisuje, zdradzają czytelnikowi, iż znajduje się on właśnie w dalekiej podróży, która wprawia go w melancholijny nastrój, a także wywołuje poczucie pustki i ogromnej samotności. Oczekuje powrotnego pociągu, który ma nadjechać dopiero za trzy godziny. Czas, który pozostał do przyjazdu pociągu, postanawia wykorzystać więc na uzupełnienie wpisów w swoim pamiętniku. Z kolejnych notatek dowiadujemy się, że Alfons ma narzeczoną o imieniu Eleonora i zaledwie tydzień pozostał do ich ślubu, który odbędzie się w miejscowości Żulińce. Choć nie zdradza celu swojej podróży, domyślać się można, iż  przyczyna wyjazdu musiała być dość ważna, skoro zdecydował się wyjechać kilka dni przed tak ważnym wydarzeniem i to w dodatku w niezbyt sprzyjających warunkach pogodowych.     

Bohater jest niespełna trzydziestoletnim mężczyzną. Z wykształcenia prawnikiem. Przeżył wcześniej kilka zawodów miłosnych, jednak nie wspomina ich z bólem serca, wręcz przeciwnie. We wspomnieniach wraca też do czasów studenckich:

A potem? a potem – mój Boże! przyszły czasy uniwersyteckie – wieczorki ponczowe… znajomości za kulisami teatru… błądzenia pod oknami baletniczek – różowe liściki… schadzki pod cieniem bzów i kasztanów; zachwyt, rozczarowania, nowe zapały…

Życie moje było jak świeżo nalany kielich szampańskiego… wrzało, pieniło się, szumiało – aż z czasem powierzchnia się zrównała, burza ucichła i został na wierzchu tylko jeden bombelek – w postaci panny Eleonory, dzisiejszej mojej narzeczonej.                        

Powyższe słowa bohatera świadczyć mogą o tym, iż zdążył się już w życiu wyszumieć, a decyzja o małżeństwie jest kwestią dobrze przemyślaną. Ponadto w małżeństwie widzi nadzieję na to, iż stanie się w pełnym tego słowa znaczeniu „porządnym człowiekiem”, „z pojedynczego stanie się podwójnym”, oraz pożegna się ostatecznie z kawalerską swobodą. Jak dalej mówi,

Nie jestem młodzikiem, któryby się dał pociągnąć zwodniczym blaskiem. Mam wprawdzie trochę motyle usposobienie, ale skrzydła moje opaliły się już w płomieniach życia – przestałem być ćmą co leci do byle jakiej świecy.

Narzeczoną poznał rok wcześniej na balu. Od pierwszego spojrzenia urzekła go,

W spojrzeniu jej rzuconem na salę, w lekkim uśmiechu ust, w całym układzie jej słusznej, kształtnej postaci, było coś dziwnie uroczego, coś co mi postawiło przed okiem wyobraźni, Venus grecką rodzącą się z morskiej fali. Widziałem, jak z królewską jakąś godnością przyjmowała składane jej hołdy, jak obojętnem widocznie uchem słuchała pustych zapewne frazesów swojego tancerza. (…).                            

Spotkaliśmy się spojrzeniem, w ostatniej figurze. Spotkanie to było chwilowe ale stanowcze. Czułem się podbitym i poszedłem przedstawić się memu zwycięzcy. (…) Niedługo potem (…) – zostałem pasowany na rycerza księżniczki Eleonory.

Alfons po otrzymaniu pozwolenia matki Eleonory, składał wizyty w ich domu, a po pół roku znajomości postanowił się oświadczyć i zostaje przyjęty. Wygląda na to, że impulsem do podjęcia decyzji o wspólnym życiu z Eleonorą było uczucie. Skąd więc nagle pojawiają się w bohaterze wątpliwości co do słuszności złożonego przyrzeczenia?                

Notatka w pamiętniku z następnego dnia, zdradza, iż bohater nie może się wydostać z miejscowości, z której miał wyruszyć do Żuliniec na swój ślub. Okazało się, że z powodu nieustannych opadów śniegu, pociąg utknął w zaspach gdzieś pomiędzy stacjami i nie wiadomo, kiedy prace związane z udrażnianiem torów zostaną ukończone. Konieczność pozostania w hotelowym pokoju oraz niemożność zajęcia myśli niczym innym, skłania Alfonsa do rozważań na temat swojej narzeczonej, a w dalszej konsekwencji słuszności podjętej decyzji o ślubie. Zaczyna się zastanawiać czy jednak w ogóle ją kocha. Ubolewa też, że nie ma żadnego przyjaciela, z którym mógłby szczerze porozmawiać na ten temat i przeanalizować wszystkie „za” i „przeciw” małżeństwu z tą panną.                 

W związku z brakiem możliwości porozmawiania z kimkolwiek, „zwołuje” na swego rodzaju „obrady” wszystkie władze swojego umysłu, które to pomogą mu takie podsumowanie przeprowadzić. Alfons zdaje sobie sprawę z tego, że zdecydowanie za późno już na takie przemyślenia. Do ślubu został zaledwie tydzień, wszystkie przygotowania są poczynione, a nawet dalece zaawansowane, goście zaproszeni, tak więc ogromną ujmą i upokorzeniem dla narzeczonej i jej rodziny byłoby odwołanie uroczystości. Dla niego samego też byłby to olbrzymi dyshonor, jednak pragnie taki ostateczny rozrachunek sam ze sobą przeprowadzić,

Posiedzenie się zbiera. Oto zimny, poważny, autonomiczny - pan Rozsądek, nieznośna osoba, mieszająca do wszystkiego swoje trzy grosze, ale ma słuszność ze sobą – niepodobna go odprosić. Oto – stary (…) zrzęda, świecący zdaleka łysiną, (…) - pan Doświadczenie. Tu znowu – poważna staruszka w czerni, z krzyżem na piersiach, z łagodnym uśmiechem na ustach – pani Moralonść. (…) Tam kroczy poważnie z miną skończonego sybaryty, rumiany, tłuściutki, z okrągłym brzuszkiem i podbródkiem, pan Wygoda. Zdala  od niego istotka wrażliwa, nerwowa, zmienna, kapryśna, egzaltowana – nie pierwszej wiosny panienka – Serce. Tu znów, figurka ruchliwa, lekka, uśmiechnięta – to pan Wola. Nareszcie, okrągła, pulchniutka, żywa, rozpieszczona, zepsuta trochę, trochę kapryśna, ale pełna dobrego smaku kobietka – pani Wyobraźnia (…).  Całe towarzystwo zebrane – sesya się zaczyna.    

Wszystkie władze umysłu Alfonsa zabierają głos. Wola się waha, czy małżeństwo to słuszny krok. Panna Serce sama nie wie czego chce, zaś pozostałe opowiadają się za ożenkiem. Bohater jest honorowym mężczyzną i żadne wahania, nawet wątpliwości co do samego uczucia wobec dziewczyny,  nie są w stanie odwieźć go od już danego słowa. Boryka się natomiast z coraz większymi trudnościami związanymi z podróżą, a raczej niemożnością powrotu do Żuliniec. Do ślubu zostało coraz mniej czasu.                        

Z następnego wpisu dowiadujemy się, że bohater jest już w pociągu, a jego towarzyszką podróży jest pewna młoda dziewczyna Kazia, której Alfons wcześniej pomógł wydostać się z zaspy oraz jej dziadek - Rotmistrz. Alfons jest uradowany z możliwości porozmawiania ze starszym panem, ponadto napawa się widokiem ślicznej dziewczyny, za co sam się strofuje i przeprasza w myślach Eleonorę za swoje występki.           

Nade wszystko serce jego raduje myśl o tym, że może nareszcie kontynuować podróż, dotrze do narzeczonej na czas i tym samym nie skompromituje ani jej ani siebie. Myśl ta pozwala mu spokojnie zasnąć. Rozczarowanie przychodzi dopiero następnego dnia rano, kiedy okazuje się, że z powodu obfitych opadów śniegu, przez całą noc pociąg pokonał zaledwie dwie stacje, w związku z czym perspektywa przyjazdu na czas zaczyna stawać się coraz bardziej wątpliwa. Do ślubu zostały zaledwie dwa dni. Podróż w dalszym ciągu niezmiernie się przeciąga. Postoje na stacjach sięgają trzech, a nawet czterech kwadransów, mimo to Alfons stara się umilić sobie czas, kontynuując rozmowy ze starszym panem na temat jego wnuczki, która to zdaje się być ulubionym przedmiotem rozmowy dziadka. Kiedy wreszcie udaje im się dotrzeć do stacji docelowej Kazi i Rotmistrza, starszy pan oferuje pomoc młodemu mężczyźnie w dostaniu się do narzeczonej. Dalsza podróż do Żuliniec pociągiem jest niepewna, a ponieważ dziadek szczerze polubił Alfonsa, proponuje mu pokonać dalszą drogę na saniach. Oferuje mu też furmana, który zna drogę i poprowadzi konie po śniegu. Alfons jest ogromnie uradowany takim rozwiązaniem. Postanawia jednak zaraz po opuszczeniu pociągu nadać telegram – tak na wszelki wypadek. Wiadomość zaadresowana jest do narzeczonej i jej matki. Pragnie je uspokoić, a jednocześnie usprawiedliwić się, dlaczego jeszcze nie dotarł na miejsce. Wspomina też o trudach związanych z dotarciem na miejsce. Ma nadzieję, że jeśli jemu samemu nie uda się dotrzeć ostatecznie na czas, to wiadomość od niego wszystko wyjaśni i uspokoi. Do posiadłości Rotmistrza w Iwanowicach dostają się szybko, ponieważ miejscowość ta położona jest tuż przy kolei. Jest już piąta po południu w piątek, w przeddzień ślubu. Do Żuliniec zostało około pięciu, sześciu godzin drogi. Alfons nie chcą tracić cennego czasu, prosi dziadka Kazi, aby natychmiast zaprząc konie do drogi. Nie ulega namowom Rotmistrza, aby podróż przełożyć na następny dzień rano. Mimo zapadającego zmierzchu, czyhającego niebezpieczeństwa jazdy w śniegu i siarczystym mrozie, pragnie już wyruszyć, jak sam zaznacza,

Nie potrafię teraz opisać co się we mnie działo. Jeżeli już nie miłość i tęsknota, to poczucie obowiązku, poczucie godności własnej, kazało mi pędzić do Żuliniec.

Serdecznie dziękuje Rotmistrzowi za wspólną podróż oraz zaoferowaną pomoc. Żegna się też z Kazią i w raz z furmanem wyruszają w dalszą drogę. Jednak przygnębienie spowodowane ślubem zdaje się go przytłaczać,

Uczułem cały ciężar dobrowolnie wkładanych na siebie kajdan obowiązku, uczułem, że nierozważnie dałem się uwikłać w kolizyą bez wyjścia, a cała wartość straconej swobody stanęła przede mną w niesłychanie powabnych barwach.                    

Z drugiej strony pojmowałem, że niepodobna już naprawić błędu; mówiło mi moje sumienie, że nietylko ożenić się z panną Eleonorą, ale i dobrym dla niej powinienem zostać mężem. Bo i cóż ona temu winna, że moje uczucie dla niej było jakąś chimerą, niemogącą zaspokoić serca? Cóż winna, że powierzyła swój honor i przyszłość człowiekowi, który zbyt prędko ochłonąwszy z pierwszego wrażenia, lekceważy sobie i jedno i drugie?

Alfons sam siebie doprowadza do porządku,

- Inaczej być nie może -  powiedziałem sobie stanowczo – sam wiek mój zobowiązuje do tego, aby wytrwać w raz powziętym postanowieniu, nie wahać się jak dzieciak po zapadłej decyzyi i umieć naginać chwilowe kaprysy do posłuszeństwa dla głosu obowiązku.

W głowie bohatera aż roi się od różnych myśli. Zastanawia się też, co panna Eleonora czuje do niego,

Bądźcobądź, czy jestem kochany czy nie – rzecz się stała  i chodzi teraz tylko o to, by o ile możności stanąć wcześniej w Żulińcach, nie narażając panny Eleonory i jej matki na przykrą niepewność i oczekiwanie, a siebie na niepochlebną opinią człowieka lekceważącego sobie własne słowo i honor cudzy.

Podróż jest niezmiernie trudna. Mróz, wiatr oraz ciemność nocy nie sprzyjają odnajdywaniu właściwej drogi. W takich warunkach próżno wypatrywać kogokolwiek, kto mógłby wskazać odpowiedni kierunek. Po kilku godzinach jazdy natrafiają na karczmę. Postanawiają dać koniom odpocząć, a sami wchodzą się ogrzać.  Furman Michałek zdaje się orientować w drodze, jednak zmieniony śniegiem krajobraz i jego sprowadza na nieznane tereny, przez co zaczynają błądzić. Nadchodzi dzień i godzina ślubu, a oni dalej są gdzieś w drodze. Przemarznięci, głodni, zmęczeni. Michałek nie wiedząc już zupełnie, który kierunek obrać, zdaje się na konie, ponieważ według niego, są one w stanie same znaleźć właściwą trasę. W istocie odnajdują one drogę, ale z powrotem do posiadłości Rotmistrza. Mimo wszystko wydaje się to być zbawienne dla Alfonsa i furmana, ponieważ dalsza droga w nieznane, mogłaby się skończyć dla nich tragicznie. Ponieważ bohater pragnie jak najszybciej wytłumaczyć się przed narzeczoną, starszy pan proponuje Alfonsowi gościnę, odpoczynek i przewodnika, który drogę do Żuliniec zna znacznie lepiej niż furman, i gotów jest odnaleźć właściwą trasę nawet w śniegu. Wyruszają po dwóch dniach, kiedy tylko zamiecie śnieżne ustają. Bohaterem targają negatywne uczucia. Czuje, że sprawił ogromny zawód narzeczonej i jej rodzinie. Mimo, iż dzień i godzina ślubu już minęła, pragnie możliwie jak najszybciej znaleźć się na miejscu, aby móc się wytłumaczyć. Liczy jeszcze na pomyślne rozwiązanie tej przykrej sytuacji dzięki nadesłanemu zawczasu telegramowi do Eleonory. Ponownie wyrusza w drogę, tym razem z furmanem i przewodnikiem. Po około dwóch godzinach zatrzymują się w tej samej karczmie, gdzie spotykają młodzieńca, który pyta o drogę do Żuliniec. Okazuje się, że jest on posłańcem z telegramem. Tak, tym samym telegramem, który przed kilkoma dniami nadał Alfons do narzeczonej. W jednej chwili zdał sobie sprawę z tego, iż nikt w Żulińcach nie wie o tym, co go spotkało w podróży i jaka była przyczyna jego nieobecności na własnym ślubie. Domyśla się, iż nikt z bliskich dziewczyny, ani ona sama w takiej sytuacji nie znajdzie dla niego żadnego usprawiedliwienia i mają prawo mieć o nim jak najgorsze zdanie, jako o człowieku niedojrzałym, który zadrwił z uczuć panny i godności jej rodziny. Mimo to, pragnie choć spróbować zmazać plamę powstałą na swoim honorze i zmierza wprost do dworku Eleonory.    

Kiedy sanie wreszcie podjeżdżają pod jej dom, zauważa on jakby wszystko opustoszało. W pierwszym i drugim pokoju nie zastaje nikogo. Dopiero w salonie zastaje siedzące przy robótkach ciotki Eleonory. Nie podnoszą nawet wzroku na mężczyznę, który próbuje wytłumaczyć co go spotkało, co uniemożliwiło dotarcie na własny ślub. Nie spotyka się ze zrozumieniem ciotek, które wprost mówią, mu, iż naraził dobre i nieposzlakowane imię rodziny na szwank, a przede wszystkim rodzinę tę zlekceważył. W Żulińcach wybuchł poważny skandal, wszyscy litują się nad Eleonorą, serdecznie jej współczują i wypowiadają się bardzo niepochlebnie o Alfonsie i jego postawie. Mężczyzna prosi o możliwość zobaczenia się z narzeczoną i jej matką, jednak ciotki twierdzą, że obie są chore i nie może się z nimi rozmówić.                                

Alfons jest zawiedziony niemożnością złożenia wyjaśnień, które to z pewnością rzuciłyby na tę niezręczną sytuację zupełnie inne światło. Uważa, że niesłusznie został posądzony o lekkomyślne zadrwienie z uczuć dziewczyny, ponieważ pomimo szeregu wątpliwości, chciał się z nią ożenić, być dobrym mężem, jednak z przyczyn niezależnych stało się to w tym czasie niemożliwe. Dołożył także wszelkich starań, aby powiadomić narzeczoną o trudach w związanych z podróżą, jednak nie miał wpływu na to, że telegram nie zostanie z powodu złej pogody dostarczony na czas.                         

Z przyczyny niemożności porozmawiania z narzeczoną i jej matką, wraca do posiadłości Rotmistrza i następnie wysyła do narzeczonej i jej matki listy wyjaśniające okoliczności całego zdarzenia. Pisze w nich o lęku i niepokoju związanym z poważnym opóźnieniem w podróży, o niepokojach, jakie w czasie drogi mu towarzyszyły. Zapewnia także o niezmienności swoich uczuć względem dziewczyny i prosi o spotkanie. Odpowiedzi od Eleonory nie otrzymuje. Do listu od matki natomiast, dołączony zostaje pierścionek zaręczynowy dziewczyny. Rotmistrz, który stał się powiernikiem kłopotów i dylematów Alfonsa, pociesza go, mówiąc, iż rodzina jego byłej już narzeczonej ma opinię dziwaków, więc trudno się dziwić, iż nie przyjęli jego wyjaśnień, tylko się obrazili. Rodzina Eleonory nie chciała słuchać wyjaśnień, jednak jak mogła poczuć się sama dziewczyna, której narzeczony nie zjawia się na ślubie i to bez słowa wyjaśnień? Na pewno została odarta z godności, i oto mężczyzna, który miał jej zapewnić lepszy status w towarzystwie, zagwarantować gładkie przejście spod opieki ojca pod opiekę męża, naraził na szwank nie tylko jej reputację, ale również honor całej rodziny. W XIX i XX wieku wciąż jeszcze zamążpójście było tym krokiem panny, który stawiał ją, jej życie oraz najbliższą rodzinę w dużo korzystniejszym położeniu zarówno na płaszczyźnie towarzyskiej, społecznej  jak i każdej innej. Stawało się niewyczerpanym źródłem przywilejów społecznych, jak również nobilitowało. Ponadto droga zamążpójścia była traktowana wciąż jako jedyna i słuszna zarówno przez same kandydatki na żony, jak i ich rodziny. Jak zauważa Agnieszka Lisak, w XIX stuleciu uważano, że „(…) kobieta jest zbyt lekkomyślna, by mogła samodzielnie dbać o swoją reputację. Do tego była potrzebna pomoc odpowiedzialnej osoby, to jest męża, ewentualnie innego dojrzałego członka rodziny. Z tego też powodu panny uczestniczyły w życiu towarzyskim pod czujnym okiem rodziców, mężatki pod nadzorem mężów”. Te i inne opinie na temat kobiet były bardzo powszechne, dlatego też powstawały liczne poradniki rozpisywały, które rozpisywały się o tym co wypada kobietom, a czego nie. Traktowały również o zamążpójściu jako o lekarstwie na wszystko: „Komuż nie zdarzyło się widzieć bladych, mizernych, anemicznych panienek, które po  wyjściu zamąż zajaśniały pełnią życia i urody? Nawet kobiety, które «często» rodzą, same dzieci karmią i pielęgnują cieszą się znacznie lepszem zdrowiem niż stare panny. Wszak tak zwana stara panna, wychodząc za mąż, staje się już przez to samo młodą mężatką”.                                        Kobieta samotna w XIX wieku nie mogła być ani szanowana, ani traktowana poważnie przez społeczeństwo. Świadczyć o tym mogą dziesiątki poradników dobrych manier zalewających ówczesny rynek wydawniczy. Zarówno rodzimych autorów, jak i w tłumaczeniach zagranicznych autorów. Poradniki tego typu były niezwykle poczytną pozycją, a większość z nich poruszała temat małżeństwa oraz jako przestrogę podawały liczne przykłady z życia kobiet samotnych, jak podaje jeden z nich, „Jednem z najtrudniejszych położeń w świecie jest położenie – kobiety samej. Wyjść z niego zzaszczytem, honorem i uznaniem ogółu jest dziełem niezmiernego taktu, wielkiej znajomości życia, ludzi, świata, oraz dowodem prawdziwej, głębokiej zacności (...) dla nikogo społeczeństwo i ludzie nie są surowsi, jak dla kobiety pozbawionej swego naturalnego obrońcy i opiekuna, to jest męża”.    Nietrudno się więc domyślać, w jak trudnym z wielu punktów widzenia znalazła się Eleonora. Jej honor został splamiony. Na pewno ucierpiała równie mocno, jeśli nie znacznie dotkliwiej jej psychika. XIX wieczny przewodnik towarzyski, Dobry ton na swoich kartach porusza kwestię samopoczucia kobiety z różnych powodów opuszczonej, „Kobieta nieszczęśliwa, zdradzona, opuszczona, znajduje się w stanie ciągłego rozstroju moralnego. Nic jej przeciw złemu nie broni, wszystko do złego prowadzi… ”.                

W zaistniałej sytuacji nie można również zapominać o postawie Alonsa, który mimo trudów podróży, starał się dotrzeć na swój ślub, a gdyby to się nie udało, chciał poinformować i próbował poinformować narzeczoną o zamieci śnieżnej. Przedstawiona na wstępie definicja dojrzałej osobowości człowieka, zdaje się w pełni charakteryzować postawę, którą prezentuje Alfons. Powiedzieć należy, iż od początku wykazuje duże poczucie obowiązku względem swojej narzeczonej i danemu jej słowu. Boryka się co prawda z wątpliwościami, czy aby na pewno panna Eleonora jest właściwą kandydatką na żonę, jednak nie ma to absolutnie wpływu na podjętą przez niego decyzję. Uważa, że skoro słowo zostało już dane, to nie ma od niego odwrotu. Ponadto chce stanąć na wysokości zadania, ożenić się, ale też stać się dobrym mężem dla dziewczyny. Przeczuwając, że nie dotrze na czas, nadaje telegram, w którym w kilku słowach wyjaśnia przyczynę swojego spóźnienia, jednak nie ma wpływu na to, iż wiadomość nie zostanie dostarczona. Nieprzewidziane okoliczności, na które natrafia w podróży, nie powstrzymują go jednak przed podejmowaniem wielu prób dotarcia do Żuliniec na swój własny ślub. Próby te kończą się co prawda niepowodzeniem, ostatecznie do ślubu nie dochodzi, jednak powiedzieć należy, że Alfons pragnie dostać się do narzeczonej narażając życie i zdrowie nie tylko swoje, ale również swoich towarzyszy podróży. Nie jest jego intencją narazić Eleonorę i jej rodzinę na nieprzyjemności i utratę honoru. Kiedy wreszcie udaje mu się dotrzeć na miejsce, pragnie wytłumaczyć się narzeczonej i jej rodzinie, zapewnić o swoich uczuciach i szlachetnych zamiarach, jednak nie ma takiej możliwości, gdyż nigdy nie zostaje wysłuchany.     

 


 

Bibliografia:

1.    Grudziński St., Nowele, Warszawa  1887.

2.    Jausan E., Hygiena pożycia małżeńskiego, „Kobieta” 1912, nr 1.

3.    Lisak A., Co ludzie powiedzą w: Życie towarzyskie w XIX wieku, salony, bale, teatry, Warszawa 2013, s. 12.

4.    Wilczyńska H., Dobry ton. Przewodnik towarzyski i salonowy według dzieła pani d’Alq, Lwów 1878.

5.    Zwyczaje towarzyskie (Le savoir-vivre) w ważniejszych okolicznościach życia przyjęte, według dzieł francuskich spisane, Kraków 1876.

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież