Cherubina de Gabriack (1887-1928) - Wiersze, przeł. Andrzej Lewandowski

* * *

Szukam ratunku w twych świątyń progach

I w sanktuariach cichych klasztorów.

O Matko Boga,

Chroń mnie twym płaszczem od złych upiorów…

 

Pełnymi gwaru szłam ulicami,

Gdzie w mroku ślepe skrzydła łopocą

I głupców mami,

Złudnym przepychem, Sewilla nocą.

 

Kindżał i wachlarz u stóp twych złożę,

Kwiaty i piękno mojej kamei –

Dla chwały Bożej…

O Mater Dei, memento mei!

(1909)

 

* * *

Gdy noc oślepi nów księżyca

I zasnąć głuchy lęk nie daje,

Jak urzeczona czarownica,

Milcząc, przy moim oknie staję.

 

Świeca się w szkle odbija blada,

Mam ją za sobą i przed sobą –

I coś spotkanie zapowiada,

Z niechętnie widzianą osobą.

 

I nagle, w zwierciadle zmętniałym

Okna, majaczy jakaś zjawa.

Nie mój, lecz obcy loczek mały

Widzę – i strachu nitka krwawa

 

Na moim sercu się zaciśnie.

Co będzie, jeśli błyskawica

Dalekiej burzy w okno błyśnie

I szkło odbije zjawy lica?

 

Cóż pocznę, mając przed oczami,

Dwa ust kąciki opuszczone

I postać, do której czasami

Tak słodką nienawiścią płonę?

 

Zastygły okna wody ciemne,

Nic ich martwoty nie poruszy.

Oczekiwanie jest daremne,

Na tę sprawczynię udręk duszy.

(1909-1910)

 

WRZECIONO

Kiedy Niedźwiedzica w zenicie

Nad białym miastem znów zapłonie,

Zaczynam prząść srebrzyste nici,

Na moim proroczym wrzecionie.

 

Mój czas! Za chwilę klamka szczęknie :

Skrzypnęły schody… szmer za drzwiami…

Kto wejdzie, obok mnie uklęknie,

By też boleśnie się poranić?

 

Drzwi się otwarły. Niewidomą

Dziewczynkę widzę w mej alkowie.

Ma dziewięć lat, twarz nachmurzoną

I wianek fiołkowy na głowie.

 

Witaj zabłąkana królewno!

Przy oknie siądź, weź me wrzeciono.

Może pod rączką twą niepewną,

Wyśpiewa twoją przyszłość ono.

 

Co tobie? Czemu już nie przędziesz,

A z palców krople krwi spływają…

Ach! Śmierć i miłość ty znać będziesz,

Trzynaście lat zaledwie mając.

(1909-1910)

              

* * *

Bezgłośnie jak chmury burzowe

I lekko ona kroczy.

Skrzydła ma srebrzysto-perłowe

I ciemnoszare oczy.

 

Nieodwracalna jest jej miłość,

Jak sen ma dotyk ona.

Tylko ja, choć nas wiele było,

Zostałam wyróżniona.

 

Ja nie zapomnę – i pogodnie

Czekać będę latami,

Aby cud śmierci uczcić godnie,

Najsłodszymi kwiatami.

(1909)

 

* * *

Jesteśmy sobie obcy – z goryczą pojmuję,

Chociaż męczący koniec mamy wciąż przed sobą.

Dlaczego wciąż o imię tego zapytujesz,

Który nie był tobą?

 

On był zupełnie inny i zwał mnie inaczej.

Nikt mnie więcej nie nazwie równie czułym słowem…

Dlaczego usta krzywisz i odwracasz głowę,

Kiedy po nim płaczę?

 

Mój biedny przyjacielu, nie kryłam niczego.

Czy szukasz w odpowiedzi męki powtórzenia?

Dziś tylko martwym dźwiękiem jest imię miłego,

Już go skryła ziemia…

11 IX 1921 

 

* * *

Mym snom na jawie zechciej dać baczenie,

Nie przeocz gwiazdy, która spada…

Przejdź mą ulicą Niewidzialnym Cieniem,

A ja po twoich pójdę śladach…

 

Spójrz, jak się strasznie męczę w tej pustyni,

Z dala od miejsc, do których myślą gonię.

Czy wody Newy wciąż są błękitnymi?

Czy wciąż trzymają krzyż Anioła dłonie?

12 VII 1928

 

                  Z rosyjskiego przełożył Andrzej Lewandowski

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora