• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    „Litania” oraz „Litania. Suplement drugi”.

    Jacek Podsiadło jest poetą, który chętnie sięgał po różnorodne gatunki liryczne i czyni to nadal, jednak fakt, że dla potrzeb tych dwóch wypowiedzi artystycznych wybrał akurat litanię wprawiło mnie w lekkie zdumienie. Ta modlitwa błagalna ma długą tradycję, od średniowiecza do czasów współczesnych. Korzystali z niej zarówno Adam Mickiewicz, Maria Konopnicka jak też i Stanisław Grochowiak, Rafał Wojaczek czy Wisława Szymborska. Pierwszą w nauce polskiej monografię litanii napisał literaturoznawca Witold Sadowski. Przedstawia ona sposób powiązania gatunku z chrześcijańskim obrazem świata. Litania jest prezentowana jako forma dynamiczna, o dużym, niewykorzystanym potencjale znaczeniowym i artystycznym. Sadowski poszedł za ciosem i powstał pod jego kierunkiem projekt badawczy o nazwie „Wiersz litanijny w kulturze regionów Europy”. Ma on na celu rozpoznanie wariantów wiersza litanijnego oraz ich kulturowego kontekstu w literaturach poszczególnych języków, o czym można się dowiedzieć na stronie internetowej poświęconej w całości temu zamierzeniu.

    W Polsce najbardziej znaną litanią jest Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, będąca główną częścią nabożeństw majowych, a powstała już prawdopodobnie w XII wieku we Francji. Na jej kanwie opiera się pierwszy z wierszy poety. Drugi jest odwołaniem do tekstu pierwotnego i ściśle z nim koresponduje.

    Kiedy przyszło mi stanąć przed dylematem, który z utworów uczynić przedmiotem tegoż eseju, przewertowałam kilka książek wspomnianego autora. Było to dość karkołomne zadanie zważywszy na ilość napisanych tekstów i ich długość. Szukałam czegoś, co wyróżniałoby się od innych, nie było kalką powtarzaną kolejno w każdym tomie. Początkowo przeczytałam litanię drugą, będącą wedle tytułu suplementem. Zaciekawiła mnie nie tylko forma tekstu, treść, oszczędność użytych słów, ale również fakt, że jest to kolejna część lub  jak się okazało, odpowiedź na utwór poprzedni. Po chwili odnalazłam wiersz pierwotny i automatycznie zaczęłam go porównywać zarówno z treścią następnego jak i z samą Litanią Loretańską. Okazało się, że oprócz specyficznej formy zapisu, podobieństw między modlitwami jest o wiele więcej. Na potrzeby tej analizy porównawczej sporządziłam coś na kształt tabeli i zaczęłam łączyć poszczególne apostrofy ze sobą, te spisane w natchnionej prośbie z tymi, które się zrodziły po rocznym „ochłonięciu”, kiedy to autor postanowił zweryfikować odstany wiersz i poczynił do niego owy dodatek. Zabieg ten pozwolił mi na dostrzeżenie ciągłości między tekstami, ujawnił dialogowość i ukazał relacje pomiędzy nimi sytuując tym samym obie wypowiedzi liryczne w koncepcji intertekstualności. W wyniku dalszych poszukiwań wyszło na jaw, że ten łańcuszek wzajemnych powiązań nie zakończył się na kropce suplementu, ale pojawił się  naddatek w postaci przywołania obu litanii w dedykacji dwóch wierszy autorstwa Tomasza Dalasińskiego, badacza literatury, w tym również tekstów Jacka Podsiadły. Jego litanie są pastiszem ocierającym się o parodię, bowiem jedna jest dedykowana samemu mentorowi, zaś drugą krytyk przypisuje sobie, jako autorowi dwóch poprzednich modlitw.

    Odwołań jest wiele, czy to jednak oznacza, że wespół z Rolandem Barthesem mamy ogłosić śmierć autora? Czy jest gdzieś ostatnia warstwa, do której można dotrzeć wraz z Jacquesem Derridą przeprowadzając dekonstrukcję w taki sposób, by tekst nie uległ zniszczeniu? I dlaczego poeta brulionu, buntownik, anarchista zapragnął sięgnąć akurat po wiersz litanijny, czy zabieg trawestacji niósł w sobie pozytywny przekaz czy był jedynie sarkazmem, a może po prostu zwyczajnym ćwiczeniem, niewinnym wybrykiem?

    Chcąc stanąć po stronie Barthesa chwilowo usunę z dyskursu teoretycznego Jacka Podsiadłę i pozostając w wielkim szacunku do niego, wyjdę na pole twórczej aktywności własnej jako czytelniczka chcąca czerpać przyjemność z lektury i mająca chęć na bycie faktycznym twórcą znaczeń zawartych w tekście literackim.

    Kiedy myślę o litanii słyszę w uszach szmer regularnie powtarzanych zdań wprowadzających uczestników modlitwy w rodzaj transu niczym mantra. Czuję podniosłość chwili z jednoczesnym poczuciem, że jest w tym szmerze jakaś skarga, jakiś żal. Dość już mam twoich litanii na ten sam temat, mawiała moja babcia, którą również widzę jak powtarza w kościele znane frazy, łatwo je odczytać z ruchu jej warg. Powtarzanie utrwala, uspokaja i świadczy o tym, że pewne byty są zawsze takie same. Słowa zlewają się w jedną wielką prośbę a powtarzane w grupie sprawiają, że ma się niemal pewność ich spełnienia. Na ile sposobów można wychwalać Matkę Bożą? Okazuje się, że kresu nie ma. Kiedy łańcuch paralelny zostaje przerwany wracamy do samych siebie weryfikując , jak to uczynił poeta, któremu tenże esej został poświęcony, czy owe prośby odniosły pożądany skutek.     

    Ten utwór należący do poezji religijnej jest formą wypowiedzi na tyle charakterystyczną, utrwaloną w tradycji, że bez trudu można ją rozpoznać. Łatwo go imitować ale cienka jest granica transformacji, by nie stał się tylko łatwą parodią czy też ośmieszającą parafrazą. Czasem musimy polegać na naszej intuicji, by wiedzieć z jakim zamysłem autor komponował swoją pracę. Tylko pozwolę sobie zgodnie z tym jak ustaliłam powyżej, nie liczyć się ze zdaniem twórcy i sama dokonać oceny tego, jak odbieram wyłuszczony na kartce przekaz.                                                  

    Jac Po, bo tak też zwykł się przedstawiać autor Arytmii, wiersz pod tytułem: „Litania” datował na rok 1989. Jeśli wierzyć w jego skrupulatność  a raczej nie ma powodu aby tego nie czynić, to czas ten był decydującym okresem w przebudowie systemu politycznego w Polsce. Rozpoczęły się rozmowy Okrągłego Stołu zakończone częściowo wolnymi wyborami a dzięki Joannie Szczepkowskiej kraj obiegła wiadomość o końcu komunizmu. I właśnie w tym okresie młody, dwudziestopięcioletni poeta przywołuje z arkuszy historii nazwiska kobiet-rosyjskich rewolucjonistek, wyliczając je w rytm litanijnych powtórzeń. Natalia Armfeld, porzucająca studia matematyczne w Heidelbergu by wyjechać do Rosji i wstąpić do podziemnej organizacji, Wiera Zasulicz, marksistka, pisarka i rewolucjonistka, którą Lew Trocki przedstawia jako „ciekawą i atrakcyjną osobowość”, Nadieżda Smiecka, postać znacząca na tyle, by zostać przywołana obok Armfeld przez Kropotkina, Liza Durnowa. Podsiadło zwraca się do Matki Bożej poprzez ich imiona, poprzedzając je apostrofą „metafizyczna rewolucjonistko”, odwołując się zapewne do definicji pojęcia znaczącego rzecz trudną do zrozumienia, ową wziętą wprost z litanii Matkę przedziwną, kłócącą się zarazem z jej kolejnym przywołaniem jako Matki pokoju i Matki Miłosierdzia. Trawestacja tekstu modlitewnego jest dokonana w małym stopniu w porównaniu do tego, co dzieje się w suplemencie. W wierszu jest użytych kilka apostrof  wziętych wprost z oryginału, takich jak „Pocieszycielko strapionych”, „ Różo duchowa”, „Ucieczko grzesznych”, a także minimalnie zmienionych, jak „ Domie złoty” na „Dymie złoty” czy „Gwiazdo poranna” na „Gwiazdo zaranna”. Zachowany jest styl patetyczny poprzez użycie zwrotów takich jak :„ Kalabryjska muzyko” , „ Winnico Antarktydy”, „Giocondo środkowej Europy”, „ Królowo najwyższych rejestrów wyobraźni”. Są też również określenia sugerujące ciepły stosunek autora do postaci Maryi jako matki, takie jak :” Przyczyno mojej radości”, „Rynno zaufania”, „Panno szalona i mądra”, „Dobra pogodo”, „Oswojona sowo”, „Matko Boska szybkiego reagowania”, „Mój mały aniołku”. Postać maryjna jawi się jako coś nieosiągalnego, niepojętego, Podsiadło pisze: ” Rzeko nie przepłynięta, granico nie przekroczona, ziemio nie tknięta stopą” a pod koniec dodaje ciąg oksymoronów: „Jadalna trucizno, sąsiadko niespotykana, apatyczna ekstazo”. Widzi w niej również nie tylko boskie wcielenie ale także kobietę, nazywa ją przecież „Miłosną wirtuozerką” i „Ekskluzywną dzielnicą Hollywood”. W wierszu litanijnym słowa wzniosłe i ciepłe okrasza również kilka niezbyt przyjemnych określeń , takich jak „Zakonna czarownico”, „ Mantro wybijająca zęby” czy „Narkozo skuteczna”. Wyliczenie kończy prośba-błaganie, autor zwraca się do podmiotu lirycznego jako do modlitewnej Królowej Aniołów pisząc: „ Mój mały aniołku-zrób coś”. Po czym mija rok od napisania, w Polsce zniesiono cenzurę, a Podsiadło bierze do ręki odstały tekst i zaczyna wchodzić z nim w dialog. Stylizacja ze wzniosłej przechodzi  miejscami w wulgarną, da się odczuć zawód, że prośby nie zostały spełnione, a Maryja już nie ma cech dobrej mamy. W inwokacji, gdzie winna być część chwalebna, tyradę rozpoczyna potok sarkastycznych trawestacji. Już nie ma  „ Pocieszycielki strapionych” a jest  „Warga pochopna i Mowa zależna”. Nie „Miłosna wirtuozerka” a „Lunatyczna zwodnica”, nie „Ucieczka grzesznych” a „Świątynia nieczynna”, nie „Kalabryjska muzyka” tylko „Ballado ucięta w połowie”. Z patetycznej „Winnicy Antarktydy” pozostała „Wymarła planeta”, a z „Królowej najwyższych rejestrów wyobraźni” przemieniła się w „Tysiąca jednej nocy zgryzotę”. Pogoda zmieniła epitet z „dobrej” na „antybiotyczną”, „Panna szalona i mądra” jest teraz „ Zbrodniarką strojną i czarującą”, z „Przyczyny mojej radości” stała się „Jednego i tego samego uczucia skamieliną”. Z pozoru niewinnej „Zakonnej czarownicy” przerobiona została na „Zmorę jedwabną”, a żeby zwiększyć siłę rażenia do „Mantry wybijającej zęby” dodano „Straszną carycę”. „Narkoza skuteczna” to „Cmentarna kwatera”, Tęsknota więźniów jest „Brzytwą gotową”, łagodna „Rynna zaufania” stała się „Przyczajoną enkawudzistką”. Coś, co miało nazwę „ziemi nietkniętej stopą” zostało „Doszczętną spalenizną”. Część błagalna kończy się skargą, żalem, słowami „ Daremna prośbo. Pusta salo”.

    Oba wiersze stylizowane na litanię korespondują ze sobą nawzajem jak też i z tekstem pierwowzoru, korzystając miejscami wprost z cytatów. Nie uważam, że jest to parodia, co najwyżej trawestacja w przypadku „Litanii” a trawestacja sarkastyczna w przypadku „Litania. Suplement drugi”. Poeta wykorzystał tę formę wypowiedzi celowo, chciał „pobawić się” konwencją i odrzeć dość sztywną formułę, w której przenikają się elementy religijne i poetyckie, z woalu świętości. Dać upust swoim prywatnym określeniom, jakimi można nazywać Matkę Bożą, jednakże nie znalazł lub nie miał ochoty na podanie ich w zwiększonej ilości, bowiem w oryginale Litania Loretańska liczy ich ponad pięćdziesiąt, podczas gdy u poety około trzydziestu. Wchodząc w relację ze swoim wierszem i dopisując dodatek do niego wprowadził do swojej poezji element gry między tekstami a jednocześnie nie krył  poczucia żalu, że zamiast spełnionych obietnic, z oksymoronicznej „Jadalnej trucizny” pozostała „Zatruta studnia” a „Metafizyczna rewolucjonistka” okazała się „Stanu zdradą”.

    Podsumowując i przymierzając się do odpowiedzi na kilka pytań zadanych samej sobie na początku eseju, uważam, że dekonstrukcja nie ma za zadanie zniszczenie testu a jedynie jego odwarstwienie, dotarcie do momentu, kiedy to można z pewnością stwierdzić co twórca miał na myśli, bowiem pogłoski o „śmierci autora” są jednak wysoce przesadzone. Sam poeta pozostaje zapewne  na moje dywagacje tradycyjnie niewzruszony.

     



    Załączniki:

    1.    Wiersz Jacka Podsiadło pod tytułem „Litania”.
    2.    Wiersz Jacka Podsiadło pod tytułem „Litania. Suplement drugi”.

    Bibliografia:

    1.    J. Podsiadło, Litania, [w:] Wiersze zebrane, wyd. Lampa i Iskra Boża, Warszawa 1998.
    2.    J. Podsiadło, Litania. Suplement drugi, [w:] Arytmia, Biblioteka „brulionu”, Warszawa 1993.
    3.    A. Burzyńska, M. Markowski, Teorie literatury XX wieku, wyd.Znak, Kraków 2007.
    4.    A. Compagnon, Demon teorii. Literatura a zdrowy rozsądek, wyd. słowo/obraz, terytoria, 2010.
    5.    Piotr Kroptokin, [w:] red. Wacław Zawadzki, Zapiski Rewolucioniera, PIW, 1959.
    6.    Ann Koblitz, Science. Women and Revolution in Russia, OPA, 2000.
    7.    Witold Sadowski, Litania i poezja, wyd. Uniwersytet Warszawski, 2011.
    8.    Opis projektu badawczego wiersza litanijnego http://www.wiersz.uw.edu.pl/

     


    Litania

    Pocieszycielko strapionych.
    Gwiazdo poranna.
    Różo duchowa,
    Miłosna wirtuozerko.
    Narkozo skuteczna.
    Ucieczko grzesznych.
    Ekskluzywna dzielnico Hollywood.
    Kalabryjska muzyko.
    Metafizyczna rewolucjonistko.
    Nadieżdo Smiecka, Natalio Armfeldt, Lizo Durnowa, Wiero Zasulicz.
    Królowo najwyższych rejestrów wyobraźni.
    Rzeko nie przepłynięta, granico nie przekroczona, ziemio nie tknięta stopą.
    Przyczyno mojej radości.
    Winnico Antarktydy.
    Dymie złoty.
    Giocondo środkowej Europy.
    Panno szalona i mądra.
    Falo strachu, ratunkowa szalupo.
    Dobra pogodo.
    Tęsknoto więźniów.
    Oswojona sowo.
    Zakonna czarownico.
    Rynno zaufania.
    Jadalna trucizno, sąsiadko niespotykana, apatyczna ekstazo.
    Matko Boska szybkiego reagowania.
    Mantro wybijająca zęby.
    Mój mały aniołku
    - zrób coś.
                        28-30.06.1989 r.


    Litania. Suplement drugi

    Gwiazdo nieugaszona.
    Nieboszczyków nadziejo.
    Niespełniona obietnico.
    Stanu zdrado.
    Lunatyczna zwodnico.
    Wargo pochopna.
    Mowo zależna.
    Zatruta studnio.
    Antybiotyczna pogodo.
    Ballado ucięta w połowie.
    Malwo sudańska, szato sułtańska, rozkoszy antologio.
    Szydercza owacjo.
    Świątynio nieczynna.
    Długogrająca płyto.
    Tysiąca i jednej nocy zgryzoto.
    Wymarła planeto.
    Zmoro jedwabna.
    Jednego i tego samego uczucia odwieczna skamielino.
    Trudna decyzjo.
    Chwili powago.
    Przyczajona enkawudzistko.
    Zbrodniarko strojna i czarująca.
    Wytrawna szpadzistko.
    Cmentarna kwatero.
    Doszczętna spalenizno.
    Mojej krwi cenzuro.
    Brzytwo gotowa.
    Straszna caryco.
    Daremna prośbo.
    Pusta salo.

                        08-09.08.1990 r.

     

    Młody Marek Hłasko bywał częstym gościem w knajpie Kameralna, która w latach 50. minionego wieku należała do kultowych lokali na powojennej mapie Warszawy. Znajdowała się wtedy przy ul. Foksal 16, gdzie przez jakiś czas później mieścił się m.in. bar sushi Papaya. Legenda Kameralnej była wielka, a obraz Hłaski jawił się na jej tle jako hulaki, który jedyne czym się zajmował, to picie na umór i dawanie w mordę. Jest to oczywiście obraz mocno przerysowany i przebarwiony, na co uwagę zwrócił m.in. Andrzej Czyżewski w wywiadzie udzielonym Marcie Grzywacz w Gazecie Wyborczej, pt. Samotność króla „Kameralnej”.