• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Anna Kokot - Zdania inkrustowane metafizyką

    Piąta pora roku, pisanie budzikiem, który już dzwoni lub jest nastawiony na określoną godzinę, Rejestr Czytelników - prowadzony przez autora, który wpisuje doń każdego, kto do końca przeczytał jego książkę, Park Słów, karmienie liści, które spadły na balkon… I jeszcze – ot, choćby takie zdanie: Staraj się ocalić kilka dźwięków, kilka barw, kilka zapachów, kilka twarzy – oto, co czytamy w najnowszej książce „Aphelium” Tomasza Rębacza. Czy właśnie takie zadanie stawia przed sobą, przed tworzonymi przez siebie tekstami? Autor jak dotąd wydał dwa równoległe tomy krótkich tekstów prozatorskich, noszące wspólny tytuł „Sytuacje” (2015).

    Wciąż zresztą pisze swoisty dziennik, rodzaj intymnych zapisków – czyli notuje kolejne „sytuacje” codziennej wyobraźni, które są jego zdaniem sublimacją życia. Przygotowuje do druku kolejny, równoległy tom owych krótkich tekstów z nadrealizmu, przepuszczonych przez filtr autorskiego doświadczenia i wrażliwości. Pisarz jest także autorem zbioru wierszy z lat 1969-1983, zatytułowanego „Bywaj mi ciszo” (2016). Jak w intrygujący sposób wyjaśnia – owe teksty (…) są moim zniczem, który sam sobie po wielu latach zapalam. Ten debiut poetycki był najbardziej oczekiwany przez mój wierny i cierpliwy Cień. Preferuje jednak twórcze realizowanie się w dłuższych formach prozatorskich – uważa, że wiersze są zbyt dużym skrótem myślowym, woli raczej obtulać je prozą. Stąd bogatsze objętościowo formy literackie, mocno osadzone w literaturze i sztuce światowej. Jego teksty nie są przy tym prostym odwzorowaniem tego, co się jawi tu i teraz – autora nie interesuje to, co jest zwyczajnym odbiciem rzeczywistości. Zawiesza więc przed czytelnikiem wysoko poprzeczkę, spodziewając się, że odbiorca jego zdań spróbuje przeskoczyć ograniczenia percepcji, wewnętrzne uprzedzenia, pokona wrodzoną niechęć umysłu do pozornie zbędnego wysiłku i postara się dostrzec więcej. Spodziewa się wręcz po czytelniku, że ten wyjdzie poza granice swego „ja” i otworzy w sobie literackie „trzecie oko”, posłuży się przy czytaniu nagle odkrytym szóstym zmysłem. Pisarz wymaga jednak nie tylko od odbiorców swoich tekstów, ale także przede wszystkim od siebie. Kunsztownie tworzy nowe przestrzenie, zamyka je w pokojach swej wyobraźni. Praca ta zaowocowała czwartą książką autora, który pod koniec roku 2016 wydał kolejny tom prozatorski, zatytułowany „Aphelium”. Czytelnika zaintrygować może już sam tytuł. Słowo aphelium (inaczej afelium) – to zlatynizowany wyraz pochodzenia greckiego - ap(ó) - czyli „od” i helios – Słońce. Ma też polski odpowiednik – to tak zwany punkt odsłoneczny, gdy Ziemia znajduje się najdalej od Słońca (czyli około 152 miliony kilometrów), położonego w ognisku elipsy. Warto przy tym dodać, iż Ziemia jest w aphelium 4 lipca.

    Na stronach internetowych poznańskiego Wydawnictwa Kontekst, które opublikowało „Aphelium”, możemy przeczytać, iż książka (…) odkrywa najgłębsze pokłady ludzkiego umysłu. Pobudza wyobraźnię, nakreśla horyzonty, poszukuje odrębnego języka do wyrażenia emocji, by w końcu inspirować do myślenia i formułowania przesłania. Na szczególną uwagę zasługuje także zagadkowa, mroczna w tonacji, przyciągająca wzrok okładka książki, którą dopełnia obraz Ryszarda Rosińskiego „Pielgrzym Poussin”. Pisarz na tylnej stronie tomu zamieścił fragment jednej ze swoich miniatur filozoficznych: Co roku we wrześniu Stary Poeta wyjeżdża nad ocean. Stary Poeta wie, że po jego śmierci jedna kropla oceanu zapłacze. Spacerując po plaży wpatruje się w bezkres wody i szuka tej kropli. Widzi jak ocean dygocze z zimna i bólu. Oto zdania, które same przyszły do autora i wniknęły w jego twórczość. Tak bowiem pisarz tworzy – aktywnie czeka na zdania, które z własnej woli pojawią się przed nim na planszy umysłu, uderzają w jakieś czułe struny jego pudła rezonansowego. Ceni sobie powtórzenia – uważa, iż to one zwracają uwagę czytelnika na ważne fragmenty tekstu.

    Książkę „Aphelium” stanowi osiem miniatur filozoficznych, ułożonych w dość nietypowy sposób – z zastosowaniem odwróconej chronologii. Pierwsza z nich nosi tytuł „Refugium” i została napisana przez autora w roku 2012. W dosłownym tłumaczeniu tytuł ów oznacza w języku łacińskim ostoję. Pod pojęciem tym rozumieć należy teren, który w naturze wyróżnia się pod względem przyrodniczym – w jego obrębie zaobserwować można zagrożone, rzadkie gatunki roślin, zwierząt - czy też całych ekosystemów. Twórca już od pierwszych kartek książki podejmuje z czytelnikiem swoistą grę. Jego olbrzymim atutem jest spostrzegawczość, nietypowe opisywanie zdarzeń (czy to aby jest do końca rzeczywistość?), oczytanie, intuicja. Wnikliwy obserwator zauważyć może choćby nietypową numerację owego tekstu: 0 i 1, 0 i 2, 0 i 3 – przy czym wszystkie teksty oznaczone przez „0” – zaczynają się w ten sam sposób. Druga z miniatur – „Solilokwium” z roku 2009 (etymologia łacińska: solus loqui – „mówić samemu”), to rodzaj autorskiej, prywatnej rozmowy pisarza z samym sobą. Twórca prowadzi odważny monolog – dzieląc się z własnym „ja” nienazwanymi dotychczas uczuciami i przemyśleniami, by w konsekwencji doprowadzić do określenia własnej postawy wobec świata. Czytamy tu: (…) solilokwium to nauka, w której uczymy się siebie, a to bardzo trudne zadanie. Musimy – zgodnie z radą Tomasza Rębacza, nauczyć się poruszać wewnątrz siebie. Tekst jest bogaty w tropy literackie, przysporzył wiele pracy w czasie pisania także samemu autorowi, był wyzwaniem twórczym. To w tym tekście przeczytamy o ślimaku, prawnym opiekunie poetów, który jest przecież zawsze w drodze i zawsze w domu. Trzecia z miniatur – „Opusculum”, także z roku 2009 – to w dosłownym tłumaczeniu niewielkie dziełko, rozprawka filozoficzna, rodzaj twórczego studium nad określonym problemem. W tekście tym Tomasz Rębacz cytuje pełne ukrytych znaczeń słowa Williama Blake’a: (…) jesteśmy wiecznie niedoistniali. Czwarta miniatura nosi nazwę „Lapidarius” (z łaciny – „dotyczący kamieni”) i została stworzona w roku 2007. Nieco oszołomiony czytelnik przeczytać może słowa powołanego do życia przez pisarza - Józefa Garbalsteina: Powinieneś żyć tak, żeby można napisać o tobie ewangelię. Dowiedzieć się też może, iż człowiek jest w stanie poczuć bóle fantomowe po skrzydłach, a zdania – jak kamienie, mogą być białe i czarne. Jak pisze Tomasz Rębacz – tak oto kamienie, a nie słowa, mogą być naszym poszukiwaniem straconego czasu. Pomiędzy linijkami tego tekstu znajdzie się nieco przestrzeni, by można było wybrać najlepszego siebie.

    W roku 2007 powstała także kolejna miniatura metafizyczna - „Solus” (z łacińskiego – „sam, jedyny, wyłączny”). W tekście tym czytamy, iż Słowo, zdanie, myśl przestają być liniami papilarnymi człowieka. Autor wprowadza nas odważnie w mistycyzm żydowski – nieprzygotowany czytelnik może być tym nieco skonfundowany. Wydawać by się mogło, że pisarz bada poziom naszej wiedzy – pojawia się Abraham Abulafia, Izaak Luria z doktryną cimcum -  ([…] Bóg wycofuje się z siebie samego, w najgłębsze wnętrze, robiąc miejsce dla pustej przestrzeni, a następnie emanuje boskie światło, boską energię, która stwarza świat, praczłowieka […]. Czekamy na tikkun, naprawę świata.), jest i logika mistyczna oraz Siódmy Pałac. Wraz z autorem rozdzielamy, łączymy i medytujemy litery boskiego alfabetu. Szóstą miniaturę – również z roku 2007, pisarz zatytułował „Claustrum”. Pod nazwą tą rozumie rodzaj pewnego zamknięcia. Tomasz Rębacz w tekście tym buduje między innymi nową przestrzeń religijno-metafizyczną. To tu pada owo piękne, nostalgiczne zdanie: Nadeszła jesień, jedyna myśląca pora roku.

    Siódma miniatura filozoficzna autora – „Habemus ego” – pochodzi z roku 2006. Tytułu w zasadzie nie ma potrzeby objaśniać. Nawiązuje on bowiem do fragmentu formuły łacińskiej, wypowiadanej po wyborze papieża z balkonu Bazyliki św. Piotra w Watykanie: Habemus papam. Oznacza ona dosłownie: „Mamy papieża”. W tekście tym bohater słyszy głos posłańca (Droga w górę i w dół jest jedna i ta sama) i polemizuje z nim (Tylko schodząc po lewej mam to, co miałem po prawej wchodząc). Przywołuje włoskiego pisarza i znawcę literatury portugalskiej - Antonia Tabucchi, za życia zafascynowanego nie tylko Portugalią, ale i pisarzem Fernando Pessoą. To tu Tomasz Rębacz zapisuje znamienne słowa: Istnieję tylko w imponderabiliach (…). Ósma miniatura filozoficzna została przez pisarza zatytułowana „Metanoja”, a napisał ją w roku 2004. W Nowym Testamencie i teologii chrześcijańskiej pod tym pojęciem rozumiano swoiste nawrócenie, połączone ze zmianą sposobu myślenia oraz postępowania. Czytelnik dowiaduje się, że w każdym człowieku jest stół zastawiony i puste krzesło. Dodatkowo – zgodnie ze słowami pisarza, to artyści są (…) jedynymi ludźmi, którzy pojawiają się na Ziemi po raz pierwszy i z ich zdziwień i lęków powstaje muzyka, obraz, słowa. To w tym tekście czytamy o katarach i consolamentum (czyli pocieszeniu). Czy jednak jakieś pocieszenie może oferować świat, w którym wojna, pieniądz i reklama zastąpiły Trójcę Świętą?

    W teksty „Aphelium” wprowadzają czytelnika dwa cytaty z „Księgi Granic” Edmonda Jabèsa: …otóż wydaje nam się, że znamy teksty, które piszemy, ale tak nie jest. Nie można znać tego, co nie zna się samo. I czytamy jeszcze: Słowo – mówił – rozbija się o brzeg jak fala; zawsze odczytujemy je tylko ze skrawka piany. Owe cytaty chwytają odbiorcę delikatnie pod ramię wstążkami rąk – czyli wersów i wciągają w kolejne kręgi poznania. Zaintrygowany czytelnik zasysany jest w klepsydrę czasu wstecznego – daty poszczególnych miniatur filozoficznych są coraz starsze. Wydawać by się mogło, że w klepsydrze wraz z ziarenkami piasku podnosimy się ze szklanego dna i unosimy ku górze, wchłaniani przez niewielki otwór, wąski przesmyk między jawą a snem może… Czyż tak jednak się dzieje? Nic nie jest pewne i nic nie jest dane na zawsze.

    Książka znaczy ciężarem dłoń, która przekłada delikatnie kolejne kartki… Wśród wielu postaci „Aphelium” pojawia się Mateusz Ranto, znany czytelnikom już z tekstów „Sytuacji”. Nie brakuje jednak i innych bohaterów – choćby Starego Poety - czy Starego Filozofa. Autor każdego z nich obdarza osobnym postrzeganiem świata, kreuje go od początku do końca. Jak sam przyznaje - wywodzą się oni z wielu osobowości, jakie zamieszkują wnętrze twórcy „Aphelium”. Podobny wzorzec literacki zastosował zresztą wspomniany już portugalski pisarz, poeta i filozof – Fernando Pessoa, jeden z cenionych przez Tomasza Rębacza autorów. Stworzył on bowiem heteronimy – fikcyjne postacie, każda z osobnymi, wyraźnie wykształconymi poglądami. Jak doliczyli się badacze jego twórczości – było ich ponad siedemdziesiąt. Zresztą heteronimy – rodzaj pseudonimu literackiego, wykreował również także duński filozof, teolog i poeta - Søren Kierkegaard oraz Romain Gary, francuski pisarz i scenarzysta filmowy.

    Tomasz Rębacz wśród owych ośmiu miniatur filozoficznych za najważniejszą uznaje tekst „Solilokwium”. Tworzenie tej miniatury zajęło mu najwięcej czasu, pierwotnie miała ona stanowić tytuł całej książki. Bohater - Memento Quaestio, ma w Wieży zadać jedno Pytanie i tym samym pogłębić wiedzę o sobie samym. Niezwykła Wieża ma 55 pięter – mamy tu analogię do wieku bohatera, który skończył właśnie dwadzieścia tysięcy dni, czyli prawie 55 lat. Na każdym z pięter Wieży jest restauracja, biblioteka, apartament, pomieszczenia rekreacyjne oraz… sale z fotografiami Twarzy Memento Quaestio. Zdjęcia były robione codziennie – już od momentu urodzenia bohatera do chwili obecnej. Umieszczono je w Wieży chronologicznie, na poszczególnych piętrach. Obowiązkiem Memento Quaestio jest codzienne odwiedzanie co najmniej jednego piętra i spotkanie się z Twarzami z fotografii: Niektóre Twarze chcą rozmawiać, chcą opowiadać swój dzień, swoją datę, swoją prawdę. Pozwala im na to. (…) Były Twarze, które chciał zabijać, torturować, przed innymi stawał i mówił: «Niewinna». W końcu Memento Quaestio ostrożnie zostawia wers do zapisania w „Raporcie Pytań Człowieka”: Dlaczego istnieje „Tyle” coś we Wszechświecie? Pisarz, podobnie jak markiz de Caraccioli z jego tekstów, przybliża nam sztukę solilokwium – czyli rozmowy z samym sobą. Ta umiejętność stanowi dla niego jedną z najważniejszych wartości. Cenna bywa dla człowieka, szczególnie posługującego się słowem pisanym; liczy się docieranie do siebie, przemyślenie swoich postaw i opinii. Wydaje się, że dla autora pisanie to rodzaj porządkowania rzeczywistości, ta zgoła mechaniczna czynność pozwala na lepsze kontakty z samym sobą. Ostatecznie nagrodą może być zdobycie umownego szczytu zrozumienia siebie (pisarz wykreował w tym celu w tekście „Lapidarius” nieistniejącą górę Akme) i pełnia poznania, słowem – osiągnięcie stanu, który pisarz nazywa kulistością myślenia.

    Podczas lektury „Aphelium” nietrudno zauważyć, że pisarz niezwykłą atencją darzy… planszę szachownicy i jej figury. W owej strategicznej grze planszowej bierze udział już od szóstego roku życia, uważa pionki za duszę tej zagadki dla umysłu. Fascynacja ową rozrywką dla logików, o której źródła pisane mówią, że była popularna w Persji, na dworze szacha Chosrowa I Anuszirwana już w latach 70. VI wieku n.e. powoduje, że w swoich miniaturach filozoficznych autor dyskretnie rozstawia szachy – zdania na kartach książki - niczym na polach szachowych i próbuje wciągnąć nas do gry. Swoistej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż aby czytelnik mógł wziąć udział w tej zabawie dla miłośników intelektu – musi przede wszystkim zauważyć, iż gra się toczy (sic!). Warto więc podczas lektury tekstów nie tylko śledzić poszczególne wersy, ale także zauważać dyskretne ruchy dłoni pisarza, która przypomina, że gdzieś przed naszymi oczyma ma miejsce pasjonująca gra. Tomasz Rębacz – pochłonięty taktyką, układający kolejne strategie – porównuje nawet świat literatury do szachów. Słowo to odpowiednik figury szachowej, zdanie – to partia szachów, wiersz – to turniej szachowy, a Księga – nieskończona ilość turniejów szachowych.

    Autor cytuje w swej książce zdanie włoskiego pisarza i eseisty - Italo Calvino, który uznawał, że da się wyodrębnić najważniejsze walory literatury. Są to: lekkość, szybkość, dokładność, przejrzystość i wielorakość. Chętnie budował słowne labirynty i tworzył w tekstach ukryte rebusy znaczeń, podobnie właśnie jak to czyni Tomasz Rębacz. Autor „Aphelium” głębię wielorakości znakomicie wprowadza w swoich miniaturach. Uważny czytelnik zostaje nagrodzony – wyłowić może nazwiska nietypowych twórców - czy pomysłów artystycznych, ot – choćby Johna Cage’a, który jako amerykański kompozytor muzyki współczesnej jest autorem trwającego 4 minuty i 33 sekundy tercetu… ciszy, „granej” przez orkiestrę, zespół czy dowolny instrument. Pisarz wspomina także o szwedzkim poecie i pisarzu Tomasie Tranströmerze, który po udarze mózgu zaczął tworzyć niezwykle zwięzłe, choć pełne paradoksów wiersze. Przypomina postać Paula Klee, malarza szwajcarsko – niemieckiego, którego prace zanurzone są w muzyce, poezji, marzeniach sennych, a artysta budował je również z pajęczyn, nitek niedookreślonych znaków, geometryzował obrazy symbolem oraz rytmem. Przywołuje także postać filozofa austriackiego Ludwiga Wittgensteina, autora „Traktatu logiczno – filozoficznego”, badającego kwestie logiki oraz języka, który to uczony do końca życia nie był zadowolony z niczego, co napisał. Ów „Traktat” stanowią dziesiętnie ponumerowane aforyzmy, co pomóc ma autorowi w ścisłości oraz zupełnej zrozumiałości wypowiedzi. Na kartach książki pojawia się też Percival Bartlebooth, pierwotnie centralna postać z powieści Georgesa Pereca – „Życie instrukcja obsługi”, niekonwencjonalny malarz, tworzący z obrazów puzzle.

    Tradycyjnie już w książce Tomasza Rębacza możemy poznać tajemnice sztuki pisania. Dowiadujemy się między innymi, iż Myślenie o pisaniu jest ważniejsze od samego pisania. Autor tworząc dotyka tych pytań, którymi interesują się nieliczni; od wielu lat szuka - Zdań, które potrafią myśleć (…). Pisanie jest dla niego próbą sublimacji samego siebie - powołuje do życia słowa w laboratorium swego talentu. Uważa także, że Pisarz to stojący z parasolem w deszczu mężczyzna, który szelestem stron, kroplami słów zaprasza na spacer, nie mówiąc, że niektórzy z niego już nie wrócą. Uświadamia jednocześnie czytelnikowi, iż: Wszystkie litery mają swój grzech pierworodny, wynikający z odosobnienia i braku struktur. Dopiero piszący słowa, zdania, stwarza im możliwość odpuszczenia winy. Są zdania, które zanim je ujrzy piszący, popełniają samobójstwo, stając się przedmiotem kultu, nigdy nienarodzonych poetów. Tomasz Rębacz, jako wierny czytelnik „Literatury na Świecie”, bezustannie podkreśla w rozmowach, że niezwykle ważne jest oczytanie – i to nie tylko pisarza, ale także czytelnika. Tylko człowiek osadzony głęboko w literaturze, wrażliwy intelektualnie na zdania, może prawidłowo odkodować treść książek i zamierzenia autora. Pomysłodawca „Aphelium” twierdzi, że niewiele jest książek, które zostawiają w czytelniku trwały ślad. Pisarz jednak powinien za wszelką cenę starać się tak budować swe dzieło, żeby owo znamię poznania wypaliło się na błonie pamięci uważnego czytelnika. Twórca owych ośmiu miniatur metafizycznych stara się pozostawić wyraźny znak w odbiorcach, wypalić swoisty tatuaż na kliszy pamięci. Wiele pracy poświęca kolejnym tekstom. Tworzy najczęściej wieczorami, używając wyłącznie notesu i długopisu. Nie przeszkadzają mu w tym żadne zakłócenia w postaci szumów komunikacyjnych, może pisać nawet w gwarnej kawiarni, w towarzystwie ludzi bliskich i obojętnych emocjonalnie. Powołuje się na przeczytaną kiedyś myśl, iż książka powinna być wydana dopiero po dziewięciu latach od napisania. Wówczas jest należycie skomponowana, treść jest przemyślana, a upływ czasu odpowiednio ją ukształtował. Autor wciąż dąży do realizacji owej „literackiej dyrektywy”, a w przypadku publikacji „Aphelium” – prawie ją zrealizował. Za Starym Poetą z miniatury „Solilokwium”, powtarza: Granice mojej wyobraźni są granicami mojego świata. Oryginalnie jawią się pomysły pisarza, który w wykreowanym przez siebie świecie stwarza „Słownik Czasoprzestrzenników”, oddział paliatywny dla słów, mały cmentarz dla tych, którzy zadawali pytania. Tworzy „rzeczywistą nierzeczywistość”, w której drzewa potrzebują butów i istnieje szpital dla słów, a wraz z Albertem Pelikanem – szuka słów, które oddychają. Przygotowuje spowiedź liter i zdradza, iż najdłużej wyznawała swoje winy kropka.

    W tekstach nie brakuje również odniesień do miłości – autor w miniaturze „Metanoja” podkreśla, że słowo razem jest najważniejsze w każdym języku. W innym miejscu książki jego bohater zauważa, iż w końcu spotkał kobietę, której dotyk ręki mu nie wystarczy – i dalej czytamy: Żaden kompozytor nie stworzy piękniejszej muzyki od oddechu człowieka, którego się kocha. Autor zapisuje także odważne w swej wymowie zdanie: Miłość to jest spotkanie człowieka, który jest ważniejszy od Boga. Każdy z czytelników indywidualnie musi odnieść się do tego stwierdzenia – wnikliwie przemyśleć swoją odpowiedź wobec odwagi pisarza.

    Dla twórcy bardzo ważne jest także zmierzenie się z przemijaniem, blaknięciem, zanikaniem – czyli upływem czasu. Dostrzega on, że pesel jest dla człowieka rodzajem kodu czasowo – towarowego. Pisze: Od pytania kim będę, do pytania kim byłem? – jeden oddech. Pragnie pamiętać – czytamy, że chce być blizną na lewym policzku ojca i zmarszczką na prawej powiece matki. Dowiadujemy się, że (…) z każdym dniem wzrasta grawitacja czasu przeszłego. Stary Poeta z kart jego książki przekonuje nas, że oto jest coraz bliżej dni, które nie będą go znały – Będą one bezwonne, bezdźwięczne, bezsłowne… Nie brakuje tu także medytacji o śmierci. Autor najwyraźniej godzi się z tym, że w pewnym wieku bezokolicznik „być” zostaje zastąpiony przez bezokolicznik „znikać”.  Inny z jego bohaterów – Hiero Nemo, zauważa coś odwrotnego: Poraża mnie myśl, że nie istniałem przed urodzeniem, a myśl o nieistnieniu po śmierci traktuję jako łagodną przytulność. Bohater ów tworzy też najważniejszy w swoim odczuciu wzór matematyki egzystencjalnej, dotyczący możliwości zaistnienia konkretnego człowieka:

    1/n!
                                        
    1 – to ja;     1 – to ty;    1 – to on.
    n - dąży do nieskończoności

    Tomasz Rębacz uważa ów wzór za równie ważny, jak wzór Einsteina: E = mc2. Kolejny z bohaterów tej miniatury twierdzi, że człowiek tym samym jest myślącym nieprawdopodobieństwem. I dalej czytamy: Człowiek powinien być ciągle zdziwiony faktem, że zaistniał.

    Logika, puzzle, precyzja – Tomasz Rębacz prowadzi nas odważnie labiryntem swojej książki, ale czy czytelnik z podobną dawką odwagi podąża ścieżką, którą przechodziły już stworzone przez pisarza zdania? Wielowątkowość „Aphelium” powoduje, że możemy – wzorem Güntera Grassa – porównać tekst Tomasza Rębacza do obierania cebuli. W miarę jak odrywamy z tekstu kolejne zdania – łuski, przewracamy kartki (łuski) – docieramy do coraz to głębszych warstw znaczeniowych. Czytając – dojrzewamy, a olejki eteryczne wydobywające się ze zdań autora – mogą przyprawić nas o łzawienie oczu, niczym prawdziwa cebula, wydobywają z nas utajone emocje.

    Misterna konstrukcja, gra utkana ze słów, słowny labirynt, rebus dla erudytów – każde z tych określeń znakomicie opisuje „Aphelium” Tomasza Rębacza. Twórca do ostatniej kartki książki prowadzi z odbiorcą pasjonującą grę emocjonalną. Czytelnikowi podczas lektury może się wydawać, że nie tyle czyta – co jest czytany przez autora książki. Nie tyle on próbuje ułożyć puzzle, w jakie rozsypuje się tekst w trakcie czytania, ale to tekst zamienia czytelnika w… żywe puzzle. To czytelnik staje się poszatkowany i rozdrobniony, jakby rozmontowany na czynniki pierwsze. Szukając ładu, porządku i tym samym ukojenia, trafia na kolejne zagadki i pytania, które mnożą się w nim błyskawicznie niczym bakterie na płytce Petriego. Tomasz Rębacz żongluje z wprawą iluzjonisty różnorodnymi motywami oraz stylami pisania, zmuszając go do czujnego śledzenia swoich dalszych ruchów. Stąd odbiorca owych miniatur poczuć się może, jakby uczestniczył w turnieju szachowym, rozgrywanym z arcymistrzem – przy czym figury są od niego większe i mądrzejsze, przejawiając własną wolę i pokazując szatański charakterek. Z gawry w ukryciu słów wychodzi nadrealizm i czytelnikowi może się wydawać, że materializuje się po drugiej stronie lustra poznania. To, co oczywiste – w lustrze już takim nie jest, to co znajome – dostrzeżone na kryształowej tafli - wykrzywia się i deformuje. Niepewność, nieufność czytelnika tylko potęgują te wrażenia. Tomasz Rębacz wciąga nas w labirynt własnej prozy, nie używając przy tym najmniejszej siły. Sterują nami zdania. Idziemy dobrowolnie, karnie, posłusznie – zaciekawieni, nieco oszołomieni ilością i siłą bodźców literackich. Wszelkie nasze niedociągnięcia w erudycji zaraz wychodzą na światło dzienne – być może musimy sięgnąć nie raz i nie dwa do słowników czy biografii, by sprawdzić parę nazwisk. I tylko czasami odetchniemy z ulgą, gdy zauważymy, że niektórzy z myślicieli – bohaterzy miniatur Tomasza Rębacza – nigdy nie istnieli, zostali przez niego wymyśleni.

    „Aphelium” jest pozycją dla tych, którzy traktują czytanie jako czynność nieomal fizjologiczną, niezbędną do funkcjonowania organizmu jako całości. Erudycja pozwoli im na odkrywanie nowych, nieuczęszczanych dotychczas korytarzy w czytanej książce, a może także na uczestniczenie w mistrzowskiej mistyfikacji. Powracać będą do lektury wielokrotnie, by z każdym czytaniem rozumieć z niej więcej, ale przecież nigdy wszystko i ostatecznie. Muszą jednak zachować umiar w dekodowaniu znaczeń i płaszczyzn narracji, gdyż owa książka to precyzyjnie skonstruowana pułapka na czytelnika. Tomasz Rębacz przechwytuje odbiorcę już od pierwszej strony, a potem umownie zawiązuje mu oczy delikatnymi, misternymi bandażami zdań, by prowadzić go w miejsca kipiące tajemnicą, nasycone bogatą treścią i tajnymi znaczeniami. Uwaga, każdy krok może prowadzić w przepaść pytań lub wywindować śmiałka w niebo zbudowane z samych odpowiedzi. Zapętlony i zdezorientowany czytelnik w labiryncie pisarza, może stać się nagle solus contra omnes, sam przeciw wszystkim. Czy jednak wytrzyma ową samotność, czy udźwignie jej ciężar – czy nauczy się siebie, czy nauczy się poruszać wewnątrz siebie, jak chciałby tego autor? Czytając publikację autora, musimy przyzwyczaić się do retorycznych pytań.

    Winniśmy szczególnie dokonać wyboru ludzi, czy mianowicie godni są tego, byśmy im poświęcili część swego życia, oraz czy strata naszego czasu znajdzie u nich co najmniej zrozumienie – w książce „Aphelium” pisarz Tomasz Rębacz cytuje maksymę za Seneką. Każdy z czytelników indywidualnie, w sanktuarium swego domostwa, musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy lektura ubogaca go duchowo, czy też uważa godziny nad nią spędzone za bezpowrotnie minione i zaraz wyruszy z inną książką, by poszukiwać straconego czasu. Moim zdaniem warto poświęcić część wolnych chwil, by poznać dorobek literacki pisarza Tomasza Rębacza. To znakomity sztukmistrz tak zwanej literatury kombinatoryjnej i doskonały cyzelator słów. Nie dąży jednak do tego, by wszyscy go rozumieli. Najwidoczniej identyfikuje się ze słynnym zdaniem Fernando Pessoi: Zawsze obce mi było pragnienie, aby mnie rozumiano. Być rozumianym to prostytuować się.




    Tomasz Rębacz, „Aphelium. Miniatury metafizyczne”, Wydawnictwo Kontekst, 2016.