Mateusz Wabik - Poezja o smaku starej herbaty

To co mi przeszkadza w tomie wierszy Andrzeja Ballo pt. „Poniekąd” to niechęć autora do opisywania sytuacji, które powodują wiersze, tego charakterystycznego dla wielu poetów po 1989 zaczepienia wiersza w rzeczywistości i zdarzeniu. Zaledwie w kilku wierszach mamy wspomnienie takiej rzeczywistej sytuacji np.  przebywania na cmentarzu na grobie rodziców, remontu, albo picia kawy w łóżku. Niestety A. Ballo nie przekracza dokonań poezji lat 90-tych, nie pcha jej na przód, ale cofa się do literatury z wcześniejszej epoki, a nawet dalej, czego wyrazem jest wiersz „Historia literatury według mnie”. Poeta pokazuje w nim historię dojrzewania siebie jako twórcy. Po młodzieńczych fascynacjach twórczością Hemingwaya, Cervantesa, Horacego, A. Ballo zainteresował się poezją polskich poetów przeklętych i poznał ich twórczość w dużym stopniu, co jest na prawdę ciekawe i imponujące.

Potem sięgnął do spuścizny pisarzy nieco zapomnianych już dziś jak np. do kompletnie nie znanej mi twórczości Ossendowskiego, czy znanego mi z kilku wierszy z jakiejś dawnej, szkolnej antologii - Iredyńskiego. Spotkanie z powojenną polską klasyką także poeta zaliczył. Niestety nie zawsze oczytanie prowadzi do ciekawej twórczości czego dowodem jest „Poniekąd”, gdyż tom zamyka się w poezji pisanej w oparciu o ogólnikowe stwierdzenia na różne tematy, drążenie stanów emocjonalnych, quasi-filozoficzną zadumę nad zaletami i wadami człowieka. Nie sposób odmówić A. Ballo racji w wielu wierszach, nie sposób uznać jego punktu widzenia za roztropny i inteligentny, jednakże zdanie, które teraz na poczekaniu wymyśliłem: „Ludzie wyniośli i kpiący z innych, gdyż nie mają drogiego smartfona to durnie” pomimo, że odnosi się do jakiejś racji, nastawienia, nie jest samo w sobie wielką i ważną literaturą, gdyż twórczość to też styl, wyciąganie wniosku z dotychczasowej literatury, szukanie czegoś odkrywczego, a niczego takiego frapującego w tym moim zdaniu i w tomiku A. Ballo nie ma, poza tym, że można się domyślić, że autor jest inteligentnym i roztropnym człowiekiem. W wierszu o incipicie „*** pola i ziemia”, mamy tylko zdawkowe informacje na temat obserwacji i stwierdzenie, że kogoś brakuje podmiotowi lirycznemu. Potem poeta przechodzi do opisu spędzania czasu pod kołdrą, spod której wystaje ręka piszącego.

Niektóre wiersze A. Ballo chcą być frapujące, zaskakujące, ale poza biegłością tekstotwórczą, niczym ważnym, doniosłym, czy zaskakującym się nie odznaczają, gdyż poetę stać na niewiele jak np. na wersy „z każdą odkrytą prawdą/staje się coraz smutniejszy” z wiersza o incipicie „*** z każdą…”. Oczywiście poecie zdarza się celna uwaga, ale nadmiar banału jest sporym, negatywnym balastem jego wierszy. Do tego często A. Ballo akcentuje bycie poetą, jakby chciał podeprzeć nijakie teksty zaakcentowaniem ważności własnego zajęcia i przekonać czytelnika, że to co pisze jest ważne, i że on jako autor ma coś do powiedzenia. Niestety tak się nie dzieje i nie wiele ciekawego znajduję w tomie Andrzeja Ballo. Na pewno nie znam tylu poetów z lat PRL-u co on, ale czy to na pewno wada? Może dobrze, że nie czytałem ich aż tak wielu? Brak frapującego obrazowania, metafor, zatrzymanie działania wiersza na wyrażaniu odczuć pokoleniowych, wyrażaniu siebie, zmian świata to tak jakbym przełączył kanał w telewizji na wynurzenia jakiegoś nudziarza, czytał codziennie znalezione na śmietniku „Razem” i „Zarzewie”. Przyznam jednak, że jest jeden plus wynikający z przeczytanego tomiku A. Ballo – uświadomienie sobie faktu, że młodzi poeci  znajdują sporo dla siebie w literaturze PRL-u, która przez naukowców i krytyków została zepchnięta na margines, a wielu kiedyś ważnych pisarzy, dziś jest zapomnianych.

Tomik Andrzeja Ballo jest kolejnym tomem jaki ostatnio czytałem autora należącego do młodszego pokolenia, który ceni literaturę PRL bardziej od tej współczesnej i woli np. wiersze Iredyńskiego od Świetlickiego, Ratonia od wierszy Grzebalskiego. Nie czyta tekstów Sosnowskiego, ale Bobkowskiego.  Znam polską poezję nie od dziś i jeśli chodzi o inspirowanie się twórczością poetów przeklętych dzięki otaczającej ich legendzie i pisanie w podobny do nich stylu  nie jest specjalnie nośne, gdyż ich legenda trwa od wielu lat i mnóstwo młodych poetów fascynowało się ich twórczością od lat 80. XX  po dzień dzisiejszy. Być może lepszą formą dla A. Ballo jako twórcy byłby esej filozoficzny niż poezja, gdyż forma poetycka nie wydaje się mu odpowiadać, choć stara się siebie i czytelnika przekonać, że tak nie jest. Rozumiem, że poeta jest osobny, zbuntowany i nie chce schlebiać czytelnikowi jednakże tylko w kilku wierszach wchodzi na dosyć dobry poziom.




Andrzej Ballo, Poniekąd, Kraków 2016.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież