Lesław Czapliński - „Żywot świeckiej świętej”

Najnowszy, francuski film o Marii Skłodowskiej – Curie kończy się niczym „Zerwany kłos”. Tam Karolina Kózkówna pojawiała się we współczesnym  Krakowie i trafiała przed papieskie okno, tu Maria przemierza ulice dzisiejszego Paryża i w Dzielnicy Łacińskiej spotyka swego męża – Pierre’a.

Powstały w 1943 roku na fali propagowania przez Stany Zjednoczone wybitnych postaci z narodów sprzymierzonych w wysiłku wojennym film Mervyna LeRoya oraz spektakl teatru telewizji z lat sześćdziesiątych kończyły się na tragicznej śmierci Pierre’a Curie, omijając w ten sposób ryzykowne i wzbudzające kontrowersje epizody z późniejszego życia podwójnej noblistki.

 

W filmie Marie Noëlle wydarzenia sprzed tego wypadku stanowią zaledwie przedakcję, a właściwa jego fabuła skupia się na walce uczonej o dalszą możliwość kontynuowania badań oraz własną pozycję, kwestionowaną ze względu na płeć. A także na romansie z jej żonatym i młodszym współpracownikiem – Paulem Langevine’m. Stanie się on powodem skandalu i już otwartej nagonki, przybierającej formę nowej afery Dreufusa na mniejszą skalę, w której zresztą starano się przypisać bohaterce żydowskie pochodzenie.

Słabością filmu, moim zdaniem, jest nadmierne skupienie się na wątku melodramatycznym. Zabrakło mi natomiast ukazania fenomenu wybitnej uczonej, jej dochodzenia do naukowych osiągnięć. Jest kilka scen przywołujących moment odkrycia przez małżonków promieniotwórczości, a potem wyodrębnienia przez samą Marię radu, z wywierającymi znaczne wrażenie efektami luminiscencyjnymi. Ale to za mało.

Rzecz jasna, nie mam na myśli popularnonaukowych wykładów, czy w ogóle przeładowanych monologów, lecz środki czysto filmowe, a więc na przykład długie, uporczywie powracające ujęcia, męczące swą monotonią na podobieństwo żmudności naukowych poszukiwań.

Zwraca natomiast uwagę próba odtworzenia atmosfery tamtej epoki poprzez odwołanie się do jej sposobu widzenia, ukształtowanego przez ówczesne, poimpresjonistyczne  malarstwo – a więc występowanie wielu scen ogrodowych w letnim oświetleniu.

Zabawnym natomiast wydać się może epizod, w którym rozmówca Marii z kręgów naukowych z ironią stwierdza, że „gdyby Pani była mężczyzną, to zaproponowałbym cygaro”, jakby francuska w końcu reżyserka niepomna była, iż już dużo wcześniej na dowód swej emancypacji George Sand sięgała po cygara właśnie.

Karolina Gruszka za pomocą bezpretensjonalnych środków stworzyła wiarygodny portret uczonej, prawie wyłącznie skupionej na swej pracy, a następnie budzącej się w niej kobiecości i zmysłowości pod wpływem relacji z Paulem (co ciekawe, spocznie on wcześniej w Panteonie niż małżonkowie Curie). Występuje w znacznej mierze w otoczeniu polskich aktorów. Często, na dodatek, w polskiej scenerii – na przykład aula Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego dostarczyła tła dla noblowskich uroczystości, a ta z Collegium Witkowskiego przywołała z kolei audytorium na Sorbonie.


 


„Maria Skłodowska – p Curie”. Scen.  Marie Noëlle i Andrea Stoll. Reż. Marie Noëlle. Zdj. Michał Englert. Muz. Bruno Coulais. 2016.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora