Stanisław Stanik - Miłość

Któż z nas nie dostrzegł choć raz  wyciętego w korze drzewa serduszka i ostrej strzały je przeszywającej?  Kto nie widział malunku na płótnie z podobnym widokiem? Każdy coś podobnego widział, kto w najnowszych czasach nie zaobserwował haseł ze słowem „love” czy hieroglifów naniesionych sprayem na ścianie ze słowami „make love” czy „you love me”. Te dowody aktywności człowieka, to znaki miłości, ostatnio mile widzianej w formie obco brzmiącej, najlepiej angielskich, choć Polonusi zza granic, o dziwo, którzy mają dosyć słowa „love” tak rozpowszechnionego tęsknią do najprostszego wyrazu: miłość.

Miłość jest zarezerwowana dla ludzi, ale wiadomo, że uprawiają ją i zwierzęta i rośliny (przez zapylanie). Podobno też materia nieożywiona przyciąga ją lub odpycha, bo nawet za odmianę miłości można uznać przyciąganie ziemi. Z wielowiekowej kultury nasuwa się wniosek, że najważniejsza jest miłość. Mówi się, że najdoskonalsza Istota – Bóg, też jest miłością, nawet samą miłością, i wszelkie działania ludzi , cały rozwój cywilizacji zmierzał w imię miłości.

Ale warto sięgnąć do symboli, do najstarszych zapisów świata, aby powiedzieć, jak zadziałała na dziejach ludzkości miłość.

Czy słowo wzięło się z miłości, z połączenia dwóch przeciwieństw lub wybuchu dwóch światów, trudno powiedzieć. Początek człowieka nastąpił po początku świata. A Bóg stworzywszy Raj, dopiero umieścił w nim Adama i Ewę. Byli szczęśliwi, można domniemywać, że szczęście ich wynikało z nieświadomości, z błogiej dzikości. Dopiero, kiedy zgrzeszyli, Adam wziął jabłko od Ewy, można nawet sądzić, że odbyli akt  miłosny, poznali, że są nadzy. I poczucie wstydu, odrębności płci, samopoznania się, uczyniło z nich ludzi.

Zgadzałoby się to z teorią Darwina, który twierdził, że człowiek jest wyższą formą zwierzęcia, nadrzędnym gatunkiem. Wyodrębnił się w momencie poczucia wstydu (Biblia mówi: „ i poznali, że są nadzy”), dotąd i teraz zwierzęta wstydu nie mają. Odczuwając też swą ludzką naturę, poszedł inną drogą: zaczął wdziewać szaty, dbać o lepszy pokarm, przyjął inną kulturę.

Od zwierzęcia różni się też człowiek możnością przeżywania miłości platonicznej. Istota ludzka potrafi popaść w stan uwielbienia, ekstazy dla samych wartości osoby kochanej, bez skojarzeń seksualnych. Chociaż może i świat pozaczłowieczy kojarzy się, łączy przez same podobieństwa i gusty,  czy raczej inklinacje. A już przymiotem wyłącznie człowieczym jest miłość metafizyczna do Boga czy świętych. Wykształcona, głęboko przeżyta miłość przez wiarę czy religię, potrafi być mocniejsza od miłości między ludźmi. Dlatego jedynie osoba ludzka  może pójść do nieba, a na ziemi – przez prawo Boskie – może opanowywać i ujarzmiać świat w imię miłości niebiańskiej ( – czy tak jest istotnie?) – byłoby to zaprzeczeniem miłości Boga. To jak z tym jabłkiem?. Ludzie przyjęli władanie ziemi za swoje i zrobili z niej użytek – niszcząc ją totalnie. To ma być „ czyńcie sobie ziemię oddaną (we władanie i troskę)”, a nie poddaną, bo robicie z nią, co się wam żywnie podoba – czego rezultaty mamy obecnie przy zniszczeniu ziemi, lasów…) To błąd tłumaczeń, których było mnóstwo na przestrzeni dziejów (vide H. Skolimowski ,, Zielone oko Kosmosu czy Geniusz światła a świętość życia’’.

W najnowszej kulturze najwięcej uwagi poświęca się miłości fizycznej, cielesnej. Istnieje coś takiego jak kult ciała, który ogarnia wszystkie dziedziny życia społecznego: pracę, sport, rozrywkę, modę. Kult ciała napędzają ludzie interesu, a towarzyszy im i idzie na ich usługi kultura duchowa. Naczelną miarą estetyczną w tej sferze  jest piękno. Mody na piękno się zmieniają (raz preferuje się sylwetki  Marylin Monroe, raz Brigitte Bardot, raz Twiggi itd.), a piękno trwa. Poszukują go przede wszystkim artyści, choć od dłuższego czasu artyści przeszli na usługi bookmacherów, modystów, kreacjonistów.

I piękno przez nich proponowane i wyrażane (jak w malarstwie kubizm czy abstrakcjonizm) należy do organizatorów sztuki.  Równie dobrze można wylansować puszki od coli (Andy Warhol), jak i Chrystusa na Krzyżu z odkrytymi genitaliami (obrazy Nieznańskiej).

W kulturze postindustrialnej, w pokoleniu  „beat generation’ pojawiły się nowe odmiany miłości, które zdominowały świat współczesny. Najpowszechniejszą taką odmianą jest „wolna miłość”, wprowadzona przez hippiesów (którzy poszli nawet dalej, organizując komuny), a promotorem tych zjawisk była nowa muzyka, opanowująca wraz ze stylem bycia jej twórców cały świat. Do tego stopnia, że jeden z Beatelsów, John Lenon, miał powiedzieć, że jest sławniejszy od Chrystusa. I może w skali globalnej, ludzkości, przez pewien czas tak było.

Czy kocha się tylko pięknych ludzi i piękne rzeczy? Możliwe, że gradacja miłości zależy od piękna. Ale pojęcie piękna jest względne. Zależy od warunków życia, gustu, przyzwyczajeń, mody. Nawet u kobiet ten sam mężczyzna wydaje się dla jednych atrakcyjny, dla drugich nieciekawy. Tak jest z wyglądem, tak jest z mową, tak jest z ubiorem. Podobnie rzecz odnosi się do utworów muzycznych, do rzeźb, do korzenioplastyki itp. Jednej recepty na piękno nie ma.

Ale jest zakodowany w człowieku jakiś system estetyczny, który pozwala ocaleć , stałemu pięknu. Ono jest zawsze w najwyższej cenie, ono przyciąga miłość większości.
Piękna miłość dwojga ludzi fascynowała artystów od zarania cywilizacji. W mitach greckich bogowie się kochali, a  epoce nowej wielką, magiczną siłę przyciągającą mają takie pary jak Heloiza i Abelard, Esterka i Kazimierz Wielki, Romeo i Julia, królowa Marysieńka i król Jan III Sobieski, Faust i Małgorzata, George Sand i Chopin.

Podobnie działo się z kanonem miłości. Za czasów średniowiecznych musiał być rycerski wobec damy (zob. ,,Rękawiczkę” Schillera), teraz musi być odpowiedni w łóżku.

Najbardziej sławili miłość poeci: Pindar, Safona, Petrarka, Morsztyn, Mickiewicz (miał powiedzieć ostatnie słowa testamentowe: ,,kochajcie się”), Musset, Puszkin, Jesienin, Tetmajer, Leśmian, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. To oni uczyli kultury miłości, zwierzeń, pieszczot, szeptów, zmysłowości. Miłość – jej wagę- podkreślała też piosenka. Dawniej praktykowana w formie śpiewów, później przeniesiona do salonów, a dalej - do  kabaretów, i w niedawnych czasach – na stadiony gdzie zagrzewała tysiące młodych. Od Elvisa Presleya, Beatelsów i Rolling Stonsów, aż i do naszych „Czerwonych Gitar” czy młodszych Various Man, zalewała falą uczuć i egzaltacji całe rewiry skupisk ludzkich.

Miłość obrały sobie za temat także filmy, począwszy od „Love story”, na „Zabić tę miłość” kończąc.

Wokół uczucia dwojga osób wykształciła się magia miłości. Dawniej próbowano wynaleźć eliksir miłości, u ludzi prostych obyczajów – lubczyk. Później stworzono obrzędowość życia partnerskiego – zaręczyny, wesela, poprawiny, jubileusze ślubu. Budowano specjalne łoża do uprawiania miłości, sypialnie, lustra, przybory toaletowe. Przynoszono i praktykowano nowinki z innych kultur – Wschodu. . Zaczęto bardziej pielęgnować miłość duchową przez miłość fizyczną. Uczucia platoniczne i metafizyczne zeszły na dalszy plan. Nawet takie pojęcia jak tęsknota, pragnienia, wspólnota zaczęły pachnieć staroświecczyzną.

Czym jest miłość?. Na ten temat napisano tyle wzniosłych strof, wypowiedziano tyle pięknych słów, postawiono tyle pamiętnych znaków, że wydaje się czymś nieogarnionym. Nawet jej natura jest rozrzutna, bezrozumna, często upokarzająca. Więc czym jest? Młodzi mówią, że miłość to chemia. Jak twierdzą, w zakochanym zachodzą pewne reakcje, które wywołują także następne stany. Pewnie mają rację, bo znają najnowsze wyniki mózgu

Gdzie te reakcje zachodzą? W sercu, jak każą rysunki i wycięcia w korze drzew w obrazku, z Amorkiem czy Kupidynem ze strzałą?  Raczej nie. Zachodzą w mózgu, bo miłość rozprzestrzenia się nie poprzez system krwionośny, a przez czułe wypustki nerwowe.. Jarzy się w mózgu i ogarnia rozum, po to, aby stać się bezrozumnym. I górę biorą zmysły.

Jeżeli dla niektórych miłość jest chemią, to i miłość można traktować instrumentalnie. Najlepiej takie zrozumienie uczucia oddawałby kontakt fizyczny między kobietą i mężczyzną przez wyprany z osobowości kontakt płciowy czyli seks. Ten kontakt zakłada jakąś mechaniczność, prowadzenie wartości do techniki, dystans, nie złączenie. Cywilizacja podniosła seks do niewielkiej zdobyczy, wskutek przeludnienia, zmieszania kultur i żądzy przeżycia jak najwięcej przyjemności.

Seks w sztuce jest niemal ekwiwalentem wolności osobistej i artystycznej. W teatrze wielkie wzięcie mają amanci i gwiazdki sceny, w balecie primabaleriny, w muzyce idole, w malarstwie magicy pędzla, malowania aktu. Dla fotografika chlebem powszednim stała się pornografia. Zresztą pornografia pojawia się dziś wszędzie: w filmie, w internecie, w pismach, (jak w znanym Playboyu czy Hustlerze ?). Z seksem związany jest cały przemysł rozrywkowy. Działają agencje towarzyskie, sex-shopy, występują rewie, łatwo zobaczyć streaptease. Natrafić można na propozycje miłości egzotycznej, kontaktu na telefon. Doświadczeni mówią, że seks jest dla przyjemności, miłość „po Bożemu”, dla obowiązku.   Dziś każdy chce wycisnąć z tego świata jak najwięcej podniety.

Trywialność i przesada w miłości chce ograniczyć kanon przepisów i norm. Wschód ma swoją „kamasutrę”, hit obyczajowy nie znany u nas od tak dawna, ale też przestrzegający przed przesadą. U nas sztuka miłości jako dziedzina wiedzy rozwinęła się bardzo późno. Mieliśmy, sprośne teksty w Odrodzeniu (choćby Reja), w Baroku, w utworach scenicznych („Marchołt gruby a sprośny”), ale to nie zaliczało się do kultury wysokiej. Boy tchnął ducha w erotyzm w literaturze, nie tak dawno dali się poznać Wisłocka ze „Sztuką kochania”  i Lew Starowicz. Przybliżyli różne oblicza miłości, przede wszystkim cielesnej, ale Polska nie wykształciła odrębnej kultury miłości i w tej sferze ma dużo mniej do powiedzenia niż Francuzi, Egipcjanie, Turcy, Persowie. Może tak się stało ze względu na surowe zasady, jakie przeniknęły do nas z dekalogiem religijnym, katolickim.

Religia bowiem dokładnie określa, co w miłości jest dozwolone, a co nie. Najlepsze – zdaniem znawców tematu – dzieło z tego zakresu „Miłość i odpowiedzialność” Karola Wojtyły było książką śmiałą i zdaniem wielu –  niełatwa do przyjęcia przez dzisiejszego człowieka. Świadomość tego jednak tak dalece posunęła się do przodu, że rozwiązania i propozycje zasad życia płciowego stały się przestarzałe i nawet zmienne (jak np. mierzenie temperatury organu płciowego). W każdym razie, tak czy owak religia powstrzymuje cywilizację przed upadkiem z rozwiązłości, jak to stało się z Rzymem za przyczyną Cezarów.

Mówią, że miłość jest wieczna, że przebije mur, pokona każdego. Jeśli tak, to ma w sobie coś Boskiego, bo twierdzi się, że Bóg jest miłością, a Bóg też jest wieczny.. Może miłość ludzka ma w sobie coś Boskiego, wiecznego, ale raczej kończy się – zależnie od okoliczności i zależnie od czasów, a potem może wybłysnąć. Podobnie jak prokreacja, która jest funkcją miłości. Młodzi nie mogą mieć potomstwa, póki nie dojrzeją, ludzie starsi z menopauzą czy utratą męskości nie mogą też mieć potomstwa. Czyli miłość duchowa jak i cielesna  ma swój koniec, jak wszystko, choć poniesiona dalej na innych, jest uczuciem najwznioślejszym. Kto nie przeżył miłości (choćby lesbijskiej czy homoseksualnej) jest ubogi i żyje bezcelowo. Miłość na świecie jest jedynym celem godnym życia.

Warto wrócić do początku i zapytać, gdzie rodzi się miłość w człowieku: w sercu czy w mózgu? Najpewniej w zmysłach: powonienie, wzrok, dotyk. Zmysły przesyłają bodźce od i do mózgu, wywołują w nim skomplikowane reakcje i przekładają się na żądze i stany duchowe. W każdym razie widziana duchowo, pozwala tak unieść, że można powiedzieć: niech ku martwym wzlecę światom w rajską krainę ułudy. Nic wyższego nie ma, wszystko jej służy: i pieniądze, i poezja, aż nastanie czas ostateczny. A najlepiej ja utrwalić na korze drzewa lub w ręku Amora.

 

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org