• +48 52 321 33 71
  • akant24@wp.pl

    Stefan Pastuszewski - Zmarginalizowani przeciw zmarginalizowanym

    Trzeźwi, nie harcujący publicyści próbują, i ja też – jak widać – próbuję, opisać prawa rządzące powstaniem i funkcjonowaniem Komitetu Obrony Demokracji. W tym momencie zakres analizy należy koniecznie zawęzić do tzw. masy KOD-owskiej, czyli oddzielić liczne przyssawki partyjne, bo te rządzą się całkiem innymi prawami. Formacji tej nie sposób opisać bez „drugiej strony”, czyli PiS-u. Od 2014 roku mamy bowiem do czynienia z dwubiegunowym podziałem społeczeństwa, choć póki co jest on symboliczny a nie głęboki.

    Próba wykrycia praw, a tym samym mechanizmów rządzących takimi zjawiskami spór o KOD-PiS nie jest pozbawiona sensu, bowiem struktury społeczne, jak każde zjawisko na tej ziemi, podlegają prawom na wzór praw fizycznych i innych przyrodniczych, choć składowe praw społecznych są bardziej zmienne a ich struktura bardziej skomplikowana. W efekcie w naukach społecznych niczego nie da się orzec ostatecznie i z całą stanowczością, choć ostatnie odkrycia nauk przyrodniczych wskazują, że także i w ich dziedzinie nic nie jest definitywnie określone (na przykład budowa atomu).

    Pierwsze prawo, które coś jeśli idzie o KOD wyjaśnia, to prawo pokoleniowości. Wprawdzie ludzie rodzą się ciągle, lecz o rzeczywistości społecznej decydują wspólnoty świadomości, wartości, mentalności.  A one są już periodyczne. Określone warunki i wydarzenia (tzw. przeżycia pokoleniowe) wytwarzają wspólnotę, która dojrzewa, rozwija się, ale też konserwuje się, zastyga, degeneruje, aby potem zostać, często w sposób centralny zastąpioną przez kolejne pokolenie. Pokolenia takie w momencie swych narodzin przechwytują aktywa, w tym władzę i tak długo je utrzymują, aż nie ulegną degradacji. Zazwyczaj sprawcą degradacji jest biologia czyli po prostu starzenie się. PiS, a szczególnie jego segment o niższym wykształceniu to ludzie w swoisty sposób wykluczeni, a na pewno nie beneficjenci przemian po 1989 roku.

    W przypadku starcia  KOD-PiS mamy do czynienia z tym samym poziomem pokoleniowym, przynajmniej w kręgach inicjacyjno-sterujących. Są to ludzie po pięćdziesiątce, w znacznym procencie nawet po sześćdziesiątce, z których część miała lepiej w ostatnim trzydziestoleciu a część gorzej. I nie idzie tu tylko o sytuację materialną, ale także o udział w decydowaniu o rzeczywistości.

    Ci którzy mieli gorzej, a uważają, że na to nie zasłużyli, gdyż mieli swój udział w zainicjowaniu i podtrzymaniu przemian systemowych, skupili się po stronie PiS-u. Rewolucja, a taka - choć bezkrwawa od 1980 roku miała miejsce w Polsce, rzeczywiście zjadła swoje dzieci.

    To oni, bardzo konsekwentnie skupiając wokół siebie kolejne pokolenia bez szans, bo szanse te odebrało im zakonserwowane pokolenie „trzymających władzę i pieniądze”, a także transformacja ekonomiczno-polityczna spychająca Polskę w sferę neo-kolonialną, demokratycznie w 2014 roku doszli do głosu. Słusznie twierdzi Henryk Samsonowicz, że „geneza tego typu ruchów jest taka, że są ludzie, którzy uważają się za skrzywdzonych (…) i chcą rekompensaty. Tak było w dziejach zawsze. Światem kieruje poczucie krzywdy”.

    Poczucie krzywdy, ale już z powodu odsunięcia przez demokratyczne wybory, kieruje też udziałowcami KOD-u. Tylko, że jest to przede wszystkim odsunięcie nie od zasobów finansowych, bowiem w gospodarce liberalnej opanowali oni pozycje bez mała strategiczne, ale odsunięcie od decyzji i tego, co nazywa się metaforycznie rządem dusz. Każda zmiana systemu czy radykalna zmiana rządów, po prostu pewną część społeczeństwa marginalizuje w zakresie podejmowania decyzji. Zmarginalizowane „tłuste koty”, bo tak tę część metaforycznie określa publicystyka, mają więc także poczucie krzywdy. Ich siła będzie jednak tak długo mniejsza od siły „chudych kotów” dopóki nie skupią wokół siebie innych skrzywdzonych, a także nie doświadcza krzywdy materialnej.

    Na razie sojusznicy KOD-usię nie pojawiają, bo rządy PiS-u próbują, nie bez powodzenia zresztą, nakarmić część dotąd skrzywdzonych. Ponad 30-procentowe poparcie dla PiS-u to także poparcie nadziei młodych na dorobku, którym platformerska konserwa nie dawała zbyt wielu możliwości, z ulgą wysyłając ich na emigrację.

    Nawet gdyby poczucia krzywdy, stare PiS-u i nowe KOD-u, zrównoważyły się, bo są to przecież połówki tego samego, rozdwojonego na przełomie XX i XXI wieku pokolenia, to jednak po stronie PiS-u skupiają się nadzieje młodych. Determinacja PiS-u jest też większa, bowiem znajduje się on w stadium naporu, podczas gdy KOD znajduje się w defensywie. KOD- póki co – napędza się ideami. Dość mglistymi, bo nie prowadzącymi do konkretnego celu. 50-cio i 60-ciolatkowie chcą coś znaczyć, chcą być słuchani i o czymś decydować, ale nie mają determinacji ubogich i głodnych. Znaczna większość z nich jest urządzona. Słaby bo słaby, ale jeszcze wydolny system ubezpieczeń społecznych daje im pewne poczucie bezpieczeństwa. Idą więc na swoje manifestacje jak na piknik, często z nudów, między jedną wycieczką zagraniczną a drugą. Nie czują odpowiedzialności za to, co było, bo i wtedy w znacznym stopniu nie brali na siebie odpowiedzialności, tylko lokowali się.

    Ci odpowiedzialni zaklęsnę formacji liberalnej o cechach libertyńskich znajdują się w przyssanych do KOD-u partiach. Tak więc manifestacje „nowo-skrzywdzonych” nie wynikają z ich osobistej krzywdy, ale ze skrzywdzenia ich fantasmagorii liberalnych i zagrożeniem owego ciepełka wynikającego z lokowania się za czyimiś plecami. Krzywdą jest także to, że muszą wyjść na ulicę, bo woleliby siedzieć przed telewizorem, na grillu czy w samolocie na Wyspy Bahama. Jeśli więc te krzywdy przerosną ich wytrzymałość, to po prostu machną ręką na wszystko i znów gdzieś się ulokują.

    Doprawdy, ale ja póki co nie widzę w KOD-zie zadatków trwałości. Ich krzywda wprawdzie zna podłoże moralno-emocjonalne, lecz nie ekonomiczne („tłuste, stare koty”).
    Tak więc obecną sytuację w Polsce mogą wyjaśnić, co wcale nie znaczy, że muszą, dwa prawa: pokoleniowości i krzywdy. Oczywiście, że nie wyjaśnią do końca, bo w naukach społecznych nic nie jest do końca. Zbyt wiele czynników, w tym niewiadomych!

     

    Również tego autora