Dariusz Filinger - Touch of the moon

Okienko nadziei zamknęło się
a szczelinę słabości uszczelniłem
brakującą płytką hartowanego pancerza

I żadna kobieta nie ma już dostępu
do mego serca by ranić je
cienkim sztyletem złości


Jesteś jak dzika kotka
której daję miseczkę mleka
a ona drapie mnie po rękach

W marzeniach bezsennych
byłaś moim słoneczkiem na niebie
gdy zabrakło tego prawdziwego

Wyrachowany księżyc rzuca długie cienie
gdy stoję na warcie na wysuniętym
posterunku zimnego piekła

Siarczysty mróz patrzy we mnie
do szpiku kości i parzy cienkimi
sztyletami złości w głuchym słońcu nocy

A ja spoglądam w rozpaczy w twarz
zogromniałego księżyca
w twoją bladą twarz
                                            
Drgamy zaledwie
na ścianie rozstrzelanego ognia
w żałobnym tańcu sprzeciwu

Cienie nie mają głosu
ręce naszego ognia wykrzykniki
powykręcane w znaki zapytania

Soki trawienne co nigdy
 nie zaznały spokoju – milczą

Napięto cieciwę łuku
strunę głosową śmierci

Gdy światło zawodzi
umysł jest uwięziony
w dalekiej stronie mroku 

                                                                      

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora