Mieczysław Wojtasik - Czternaście linijek

Sonety – kunsztowne czternastowersowe kompozycje liryczne – kojarzą się nam automatycznie z  F. Petrarką (1304 – 74) i jego kobiecym bóstwem, jako podmiotem tych utworów – Laurą. Dopiero w XXI wieku swoją Laurę o niebiańskich rysach w kosmicznej oprawie odnalazł i wysławił w sonetach („Ziarna płonące”) Stefan Pastuszewski…

Włoskie miary (A. Dante, F. Petrarka) sonetu, o swoistej budowie stroficznej i układzie rymów, przeniknęły do poezji hiszpańskiej, a następnie francuskiej, gdzie zostały zmodyfikowane, szczególnie przez grupę poetów XVI w. zwaną Plejada, z liderem P. Ronsardem. Mniej więcej w tym samym czasie popularności sonetowi przydawali Anglicy: T. Wyatt, J. Donne i oczywiście W. Szekspir. Angielska miara sonetu (sonet szekspirowski) powiększa liczbę rymów do 7 i zamyka go dystychem o charakterze najczęściej epigramatycznej konkluzji. Najnowszego, i chyba najlepszego, przekładu sonetów Szekspira dokonał bydgoszczanin Kazimierz Długołęcki. Pierwsi polscy autorzy sonetów to J. Kochanowski, M. Sęp – Szarzyński, A. Morsztyn, S. Grabowiecki, D. Naborowski, a w okresie romantyzmu  głównie A. Mickiewicz („Sonety krymskie”) oraz C. K. Norwid. Falę sonetów „powyżej stanów średnich” przyniosła Młoda Polska. Potem, a zwłaszcza po II wojnie światowej, gdy ugruntowuje się królestwo wiersza wolnego, bezrymowego, moda na pisanie sonetów wygasa. Podczas dorywczej lektury poezji trudno natrafić na sonet. Oceniając 17 razy wiersze, nadsyłane w liczbie najczęściej 300 – 400 do siedziby Stowarzyszenia Ekologicznego w Barcinie, w ramach corocznego konkursu poezji ekologicznej, z sonetem zetknąłem się nie więcej niż kilkakrotnie. Przyjemność tę, więcej niż raz, sprawili mi (i pozostałym jurorom) Anna Błachucka z  Małogoszcza (w latach 2007, -09, -11) oraz Krystyna Gudel z Suchowoli (2014, -16). Pani Krystyna w dodatku podarowała mi wybór swoich sonetów pt. „Stąd”.

Zastanówmy się jednak przez chwilę – dlaczego tak mało poetów pisze sonety?  Najprawdopodobniej jedną z przyczyn jest postępujące lenistwo i brak ambicji stawania się lepszym (obojętnie w czym). A po drugie - degradacja tradycyjnych wartości, dawnego ustalonego ładu; nadto moda na pospolitość, bylejakość (nie trzeba starać się o jedność treści i formy), a nawet wulgarność zapisu nie sprzyja dążeniom do wykwintności, do artyzmu. Jako antidotum na tego rodzaju postawy warto wziąć przykład z Michała Anioła. Był bez wątpienia arcymistrzem kilku sztuk: malarstwa, rzeźby, architektury, a też pisał sonety. Zapewne żeby wzbogacić swój wizerunek…

Muzą wspomagającą Krystynę Gudel w komponowaniu sonetów częściej jest Kalliope niż Erato. Tej drugiej muzie poetka zawdzięcza erotyk dedykowany mężowi (s.30): (…) po stopniach świtu/ wymykasz się, zostawiając garść niedosytu/ na straży zapamiętania (…) Teraz obejmij, wiosnę odłożymy na potem./ Chwil szczęśliwych i pragnień ślad w nas niech zostanie/ do jutra. Jaka to finezyjna odsłona kobiecości! W następnym wierszu (s.31) poetka wyznaje: Mogę ci nosić kapcie, wiązać sznurowadła… Czego jeszcze można chcieć od kobiety, panowie?

Apoteoza żniwnego trudu (s.9) Z sierpem i boso – to wątek ze wspomnień. Choćby takich: Dłonie dzielą znaczony krzyżem razowy chleb./ Czasie odeszły, w zapachu potu, zmęczeniu,/ wielkość ziemi. Kiełkuje wiara w twoim cieniu. Mądra to synteza. Dodam do niej  własny aforyzm: Człowieka najwięcej jest w pocie.

W podlaskim krajobrazie (s.19): Pochylają się krzyże i przydrożne świątki./ Zardzewiałe rany wciąż krwawią odchodzeniem (…) W podlaskim krajobrazie, gdzie tradycji szczątki/ wdeptane w drogi polne jak żywe kamienie (…) czas, który/ nie nadąża za rozpędzonych maszyn echem. Jestem częścią krajobrazu… Dumne to słowa, ale również smutne…

Trwa bowiem deprywacja wiejskości w przestrzeniach życia. Artykułuje ten proces także i Kazimierz Słomiński pisząc w posłowi do tomiku „Stąd”: „W sonetach tych odnajdujemy szereg elementów, które razem wzięte zaczynają układać się w obraz narodowej „epopei”, swoistego wychodźstwa z tradycyjnej polskiej wsi”. Świętym prawem oraz przywilejem wsi powiązanej ściśle z każdym przyrodniczym szczegółem, jego zmiennością i jednocześnie wolą przetrwania, jest tradycyjna wspólnota trudu i wspólnota nadziei. Cokolwiek się dzieje i cokolwiek dziać się będzie,  to wszystko – według poetki z Suchowoli - wywodzi się „stąd”, z podlaskiej wsi, umocnionej tradycyjnymi zwyczajami i obrzędami o rozległym horyzoncie aksjologicznym i niepowtarzalnej głębi metafizycznej. Jakie relikty starego i dobrego świata dopełniają podlaski krajobraz? Niewątpliwie malwy uparte wciąż pilnują starych chat (s.18) oraz podlaskie madonny, układające się w barwne, pachnące ciągi, szeregi, do których można zakrzyknąć: Ech, wy! Strażniczki przydroży, białe madonny,/ Rozkoszny chłód dla zmęczonych, olejki wonne(s.20). „Dawnych wspomnień czar” akumuluje dom (s.15), w którym zapach dni porzuconych snuje się po kątach (świetna peryfraza) i za które autorka czternastowersowych tonów wyraża wdzięczność Bogu: Za ten czas, pachnący domem, dzięki Ci, Boże.

Zaufanym partnerem poetki w dochodzeniu do  Ducha Prawdy jest las. Traktowany nie tylko jako skupisko drzew, ale także, a może przede wszystkim, jako rozdział narodowej historii. Jako wielość zrodzona z pamięci. Potwierdza tę tezę apostrofa „Do sosny” z dedykacją Bezimiennym bohaterom lasu (s.21): Dotykam twoich ran. Ociekają żywicą./ Moje ugrzęzły na dnie duszy. Żalem sycą./ W cieniu mogiła bezimienna, zapomniana.(…) Sygnaturka wiary mchem obrosła. W szczelinach/ tętni życie. Najmniejsi strzegą Ducha Prawdy (…) W tobie wielkość, mocarność, historii ostoja!/ Księgo niedopisana. Powierniczko moja. Wątki dookreślające potęgę lasu występują również w utworze „Poranne refleksy” (s.23): Las się ożywia. Na błękicie barwna wstęga./ Spina łukiem krańce ziemi. Nadzieja w darze. W utworze „Misterium wiosennego lasu” (s.24) uwagę zwraca ujęcie o charakterze synestezji: Cisza oddycha zapachem żywicy oraz jego zakończenie: Jak zrozumieć misterium wiosennego lasu?/ Potęga! Niezwykłość! – odrodzonego czasu.

W wierszu „Pogrzeb matki”, z dedykacją Pamięci Marianny Popiełuszki (s.49), czyli matki błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, który urodził się w Suchowoli, znajdujemy wiele delikatnej empatii, zwieńczonej najprostszym i jednocześnie najbardziej ekspresywnym wersem: Już cię widzę, już jestem przy tobie, mój synu.

Trzynastozgłoskowce Krystyny Gudel wabią się wieloma ciekawymi i finezyjnymi figurami, jak na przykład na s.22: Co przynieść może jasność/ rozbielona mgłą i rosą z zapachem ziemi?/ Czy rodzący się dzień można dostać na własność? Prostota i sugestywność to mocne atuty omawianej poezji. Prostota jest też cechą edytora zbiorku „Stąd”. Krańcowo skromna ilustracja na okładce nie kojarzy się jednak z ubóstwem. Ubóstwo nawet w najmniejszym stopniu nie koresponduje z walorami omawianej pozycji. Zgodnie z rozpoznaniem Sokratesa: „ wszystkie rzeczy tego świata rodzą się z prostych kształtów i do nich kiedyś powrócą”.

Obcowanie z poezją Krystyny Gudel to prawdziwa uczta, z której wychodzi się nie ze srebrną łyżeczką w butonierce, ale z ogromną satysfakcją i uznaniem dla umiejętności autorki 45 sonetów. Gorąco namawiam potencjalnych Czytelników do posmakowania i delektowania się tymi specjałami.

 



Krystyna Gudel, Stąd, Posłowie Kazimierz Słomiński, Wydawca BUK, Sobolewo, Białystok 2015, ss. 56.