Lesław Czapliński - Kobieta, która przywróciła Polakom ich cielesność

Czy, jak mawiano w melodramatach, radość z czynienia zadość zmysłom. Bieżąca akcja filmu Marii Sadowskiej ogniskuje się wokół perypetii związanych z wydaniem tytułowej „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej (postaci użyczyła jej Magdalena Boczarska), głównego dzieła jej życia, które przynieść jej miało rozgłos, a może nawet i nieśmiertelność? Inkrustują ją retrospekcje sięgające do czasów wojny, dzięki którym poznajemy pewne fakty z życia tej słynnej ginekolożki, choć o samej osobie nie dowiadujemy się zbyt wiele. Nawet powodu noszenia charakterystycznych chustek – spytana o to przez jedną z postaci, wyjaśnienie szepce jej na ucho.

Komunizm był równie pruderyjny jak katolicyzm. Zresztą w związku z odmową zgody na wydanie jej książki słyszy w Partii, że nie życzy ona sobie wojny z kościołem (były to już czasy Gierka, zajętego głównie tym, by Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej i wynikającymi z tego problemami), a kiedy szuka zrozumienia u jednego z jego hierarchów, ten zasłania się obawą konfliktu z władzami.

Po wydaniu inkryminowanej książki, ogłoszona zostanie przez różne środowiska publiczną deprawatorką. Marek Kotański, niegdyś propagujący prezerwatywy jako środek zabezpieczający przed HIV i wciągający jedną z nich nawet na kolumnę Zygmunta, po dokonaniu konwersji, kiedy stało się to opłacalne, wzywał Michalinę Wisłocką do nawrócenia, na co ona trzeźwo zaripostowała, że nie musi tego czynić, bo od urodzenia jest protestantką. Tego z filmu się nie dowiemy, ponieważ problemy formacji światopoglądowej umknęły uwadze realizatorów.

Na paradoks zakrawa, że autorka „Sztuki kochania” sama w życiu nie zaznała w niej wiele szczęścia. Naprzód ze swoim mężem, chemikiem Stanisławem Wisłockim (granym przez Piotra Adamczyka, za sprawą nagich ujęć starającego się uwolnić od ciążącego mu emploi papieskiego), pozostawała zarazem w trójkącie z mieszkającą z nimi jej przyjaciółką, a potem wiążąc się z żonatym mężczyzną swego życia, marynarzem Jerzym (w tej roli wystąpił Eryk Lubos, który, niczym jakieś nerwicowe natręctwo, wyraża seksualne zainteresowanie za pomocą skrobania się po udzie). Na ile były to do pewnego stopnia kompensacyjne fantazje zdaje się wskazywać, że bohaterka wysiada z autobusu pośród mazowieckich pól i łąk, natomiast ośrodek wczasowy, do którego trafia jako lekarz, zlokalizowany w dawnym zamku nad jeziorem, staje się miejscem ich romansu, wyczarowanym jakby z kolorowych snów.

Odnosi się wrażenie, że autorka nie mogła do końca zdecydować się na wybór spójnej stylistyki i gatunku. Czy ma być to film biograficzny, czy też historia luźno i pretekstowo zainspirowana wątkami z życia prototypu bohatera, a może komediowa opowieść z czasów byłego ustroju? Wskazują na to przerysowane sytuacje, postacie i ich zachowania. Dotyczy to na przykład scen z udziałem partyjnych dostojników i rozgrywających się w murach Domu Partii, dziś Giełdy, posiadających zdecydowanie kabaretowy wydźwięk.

A przy tym z jednej strony z niezwykłą dbałością odtworzono rodzajowe realia tamtych czasów, zwłaszcza w odniesieniu do strojów – czyżby na potrzeby filmu specjalnie uruchomiono linię produkcyjną bistoru? Z drugiej na znaczną dozę nonszalancji i dezynwoltury pozwolono sobie w scenach rozgrywających się w okresie okupacji. Co prawda, można by na siłę wywieźć je z tradycji odheroizowanego ukazywania tamtych czasów przez Andrzeja Munka, gdy Wisłocki, zaskoczony podczas kąpieli w rzece naprzód przez dwie dziewczyny, a potem niemieckich żołnierzy, rozładowuje sytuację propozycją wspólnej kąpieli, co przywodzi przed oczy scenę z „Eroiki” tamtego, kiedy pijany „Dzidziuś” moczy w stawie nogi i odrzuca za siebie pustą butelkę, która ląduje na niemieckim czołgu, który niepostrzeżenie nadjechał i którego tenże nie zauważył, a z którego dobiega w odpowiedzi czysto ludzki śmiech. Z kolei homoseksualny esesman, ratujący przed podwładnymi swoją reputację, każąc przyjaciółce Wisłockiej wydobywać dźwięki imitujące orgazm, co ocali całą trójkę przed rozstrzelaniem, kojarzyć się może z podobną postacią ze Stanisława Grochowiaka „Po tamtej stronie świec”. W dalszym ciągu znajdzie on swój karykaturalny odpowiednik w osobie reżymowego wydawcy, granego przez Borysa Szyca. Prawdopodobnie jednak są to interpretacje zbyt daleko idące i reżyserka wcale nie miała takich intencji.

Duża ilość widzów i to w różnym wieku, choć głównie kobiet, żywo reagujących na hipokryzję urzędników zarówno PZPR, jak i Pana B., potwierdza, że Michalina Wisłocka to była potrzebna w Polsce osoba i to bynajmniej niewyłącznie w czasie przeszłym. Niestety!

 


tytuł: „Sztuka kochania”,
scenariusz: Krzysztof Rak,
reżyseria: Maria Sadowska,
zdjęcia: Michał Sobociński,
muzyka: Jimek,
rok produkcji: 2016.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora