Eugeniusz Koźmiński - Próba pogodzenia

Są zbiory wierszy, które pozostawiają czytelnika obojętnym, albo – co najwyżej – zainteresują go jednym czy drugim wierszem. Ciekawy jestem, jak będzie tym razem. Mam bowiem przed sobą kolejny, ósmy już tom utworów poetyckich barcińskiej autorki Jadwigi Stróżykiewicz zatytułowany „Ułaskawiona drwina”.

Przyznaję, że tytuł ten na początku nie zachęcił mnie do czytania, chociaż zafrapował. Tytułowa metafora, o dość prostej i czytelnej denotacji, odczytana bez kontekstu brzmi pretensjonalnie. Jeśli przyjąć, że – według Janusza Sławińskiego – „tytuł to nazwa nadana dziełu przez jego autora, stanowiąca integralną część dzieła i będącą pierwszym wyodrębnionym w niej odcinkiem” i uzupełnić powyższe stwierdzenie innymi funkcjami „pierwszego odcinka” jak: opisanie, charakteryzowanie utworu, jego forma, temat itd., to: „Ułaskawiona drwina” nie pozwalała się tak odczytać. Dopiero powtórne zanurzenie w tekst, analiza utworu, w którym zwrot ten został użyty umożliwiła właściwe odczytanie i zrozumienie sytuacji podmiotu lirycznego w świecie przez poetkę przedstawionym.

Myślę teraz, że w odniesieniu do większości wierszy, a zwłaszcza tych znaczących, nie warto używać zwrotu „podmiot liryczny”. Przecież autorka nie stroni od osobistych i bardzo intymnych zapisów. Wprowadza czytelnika do swego domu, życia, a nade wszystko swego stanu ducha. Jak choćby w wierszu „Depresja”: „patrzenie w sufit / ma swoją przyczynę / padły kąśliwe słowa / przyjęłaś trumienną pozycję / poduszka przejmuje łzy / i nie wiesz / czy wzbiera naziemny potok / czy Styks”. Tak, bywają takie chwile, gdy siedemdziesięcioletnia kobieta, samotna, otrzymuje od dzieci telefon: „- u nas ok. / euro zasila konto / przyjedziemy mamo / ona wpatrzona w drzwi wejściowe / - milczy”.

Najbardziej wstrząsającym wyrazem samotności i opuszczenia jest wiersz „Wieczerza smutku” którego początek zacytuję:

opłatek mrozu
obrus
porcelanowa zastawa

do drzwi nie zapukał
wędrowiec

zaśnij maleńki zaśnij

Nawet w taki dzień została sama. Nikt bliski, żaden wędrowiec, dla którego zwyczajowo przygotowuje się miejsce przy stole, nie zasiadł do wieczerzy. Smutkiem przejmuje ten „opłatek mrozu”, jej samotność, opuszczenie. A do tego świadomość, że „ krzyż co chwilę/ przejmuje większy balast”.

Czytając te wiersze i porównując je z poprzednimi publikacjami mam wrażenie, że miejsca, pejzaże w którym żyje „podmiot liryczny” są nieważne, lub co najmniej drugorzędne. Dawniej tak nie bywało. Nie to, że w wierszach nie ma konkretu, ale rozważania poetki wyrażone wierszem nie wymagają rekwizytów, świata rzeczy. One dotyczą tylko jej, rodzą się w duszy i sercu, są jej wewnętrznym dramatem. Cóż, takie odczucia i nastroje często dopadają poetów, samotnie podróżujących w liryczne światy – bez zainteresowań najbliższych, środowiska, przyjaciół.

Taki los spotkał wcześniej Jakuba Wojciechowskiego, który zdobył uznanie najwybitniejszych ludzi pióra dwudziestolecia międzywojennego, a nie znalazł zrozumienia u sąsiadów (jemu jeszcze – długo po śmierci – pewien „historyk” wypominał poślednie zajęcia, które z biedy musiał podejmować autor „Pamiętnika”); takie życie często mają ludzie z talentem, gdy zachwyt wzbudza „pisarz z Warszawy” a nie swój, ktoś kogo się zna od dziecka, stąd, a więc z „prowincji”. Czy to zjawisko można jakoś zmienić?

Jadwiga Stróżykiewicz znalazła sposób: pogodzenie się; dlatego „ przemilczy incydent, ułaskawi drwinę”. Mnie się zdaje, że to nie wystarcza. Trzeba walczyć o swoje, jest tyle rzeczy do opisania, tyle spraw jeszcze nienazwanych... Kto to zrobi, jeżeli nie poeci? Więc głowa do góry, zniechęcenie minie razem z zimą. A temu, którego autorka zaszczyciła wspomnieniem w wierszu: „facet / którego umizgi / zlekceważyłam / mówi o mnie / - lesbijka /”, trzeba odpowiedzieć: - Spadaj dziadu na drzewo.

 



Jadwiga Stróżykiewicz, Ułaskawiona drwina, Wąbrzeźno 2017.

 

Wydawca: Towarzystwo Inicjatyw Kulturalnych - akant.org