Weronika Lorek - Kocham cię

Siedzisz po drugiej stronie stołu i pracujesz. Pracujesz od rana do nocy, a ja od rana do nocy cię kocham. Nie zawsze cię kochałam. Chciałam się z tobą kochać, to fakt,  i robiłam to, dawałeś mi siebie bez opamiętania. Ale teraz cię kocham. Patrzę na ciebie, patrzę, jak marszczysz brwi ze wzrokiem skupionym na ekranie laptopa, patrzę, jak odpalasz kolejnego papierosa, jak pociągasz kolejny łyk kawy z białego kubka.

To twój ulubiony kubek do kawy, ten i jeszcze jeden, podobny, ale brązowy. Uchyliłeś okno, żeby mieszkanie nie było zbyt zadymione, w końcu czasem odwiedzają nas moi rodzice, ale trzeba uważać, żeby kot nie wypadł. Lubisz tego kota. Jest trochę niegrzeczny, biega po kuchennym stole i wskakuje do zlewu, ale i tak go lubisz. Lubisz to, że jest taki wesoły i beztroski, lubisz, gdy wskakuje ci na kolana i mruczy. Ja też lubię tego kota. Jest całkiem zabawny.

Wczoraj zepsuł się gramofon. Rozpłakałam się. Może to głupie, ale bardzo chciałam słuchać tych starych płyt, które kupiłam, trzy złote za sztukę, w sklepie muzycznym. Powiedziałeś, żebym się nie martwiła, że kupimy nowy. Kupimy, choć nie mamy pieniędzy, a ja chodzę w ubraniach z second-handów. Nie licząc tych, które kupuje mi mama. To w ten sposób próbuje naprawić nasze relacje, w końcu liczą się czyny, nie słowa. Dziś jednak naprawiłam gramofon. Bardzo się ucieszyłam, a ty promiennie się uśmiechnąłeś, gdy ci o tym powiedziałam. Odpowiedziałeś, że to super i wróciłeś do pracy. Nic nowego.

Siedzę naprzeciw ciebie i piszę. Wreszcie zabrałam się za pisanie, dawno tego nie robiłam. W domu jest zawsze tyle pracy. Trzeba posprzątać kuchnię, umyć umywalkę, w której płuczę pędzle, dlatego wciąż jest brudna. Wyprowadzić psa, ugotować obiad. Robię to wszystko, bo ty nie masz czasu, tak dużo pracujesz. Robię to, bo lubię to robić. Robię to, bo cię kocham. I tak dalej, i tak dalej.

Jeszcze rok temu nie umiałabym o tobie nic napisać. Właściwie to nie wiem, kiedy cię pokochałam. Po prostu pewnego dnia obudziłam i wiedziałam, że cię kocham. Nie jesteś w moim typie. Nie masz zielonych oczu i bujnych czarnych włosów. Twoje oczy są brązowe, podobne do moich, ale ciemniejsze. Włosy jasnobrązowe, przerzedzone. I ramiona. Są zbyt wąskie. Ale mimo wszystko, gdy na ciebie patrzę, gdy o tobie myślę, wiem, że jesteś najwspanialszy na świecie. Bo jesteś.

Wstałeś od stołu. Wyciągasz naczynia ze zmywarki. To miłe z twojej strony, planowałam to zrobić, gdy skończę pisać. Nie wiem, kiedy skończę. Wpadłam w wir pisania. To chyba dobrze.

* * *

Znowu pracujesz. A ja wciąż piszę. Na kuchennym blacie bałagan. Cholera, dlaczego trzeba to sprzątać codziennie? Szlag by to trafił. Nasz współlokator nigdy nie wychodzi z pokoju, ale widzę przez przeszklone drzwi zarys jego sylwetki. Czasem tylko słyszę, jak wchodzi do łazienki. Nigdy do kuchni. O, właśnie wyszedł. Czasem zastanawiamy się, co on je.

Dziś Sylwester. Rok temu siedziałam w domu rodziców i płakałam. Obejrzeliśmy film z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep, nie pamiętam tytułu. Był dość nudny. Ale w tym roku idziemy do znajomych. Bierzemy ze sobą psa, nie może zostać sam w domu w Sylwestra. Będzie tam cały tłum ludzi i trochę się denerwuję, bo w końcu mam fobię społeczną. Ale jestem zadowolona, że idę z tobą, jestem zadowolona, że bierzemy psa, to takie stylowe. Przygotowałam już biżuterię i sukienkę Jest długa i zwiewna, mało imprezowa, bo nasi znajomi to neohipisi (jest w ogóle takie słowo czy właśnie je wymyśliłam?). Będzie jam session, alkohol i jedzenie. Ty nie pijesz. Będziemy wychodzić do ogrodu i palić papierosy. Może być fajnie.

Wiesz, że kocham nasze mieszkanie? Czuję się tu jak w pięknym śnie. Chyba wiesz, mówiłam ci. Zazwyczaj pamiętasz to, co ci mówię. Najbardziej kocham nasz pokój i widok z okna. Rozciąga się na całe miasto, w końcu mieszkamy na dziewiątym piętrze. W pokoju śpimy na dwóch materacach, tuż obok siebie. Razem i osobno. Tak jest idealnie. Lubię spać blisko podłogi. Pies i kot zazwyczaj śpią z nami, przez co cała pościel pokryta jest sierścią. Nie szkodzi, kocham nasze zwierzęta.

Zbudowaliśmy tu sobie małą rodzinkę. Ty, ja. Pies, kot. Wiesz, że zawsze o tym marzyłam? Wspólnie jemy obiady, oglądamy filmy, rozmawiamy, zasypiamy i budzimy się. W naszym życiu jest tyle pięknych rzeczy. Moje sukienki, twoje dłonie (masz najpiękniejsze dłonie, jakie widziałam, męskie i chłopięce zarazem), obrazy na ścianach, gramofon, popielniczki na parapecie, naleśniki z bananami. Mamy tyle problemów. Ale chyba jesteśmy szczęśliwi. Tylko czasem o tym zapominamy.

Ożeń się ze mną, proszę.

* * *

Wciąż na ciebie patrzę. A właściwie to zerkam od czasu do czasu. Nieświadomie pozujesz do literackiego portretu, który ci maluję. Och, jak ja chciałabym być pisarką! Ale czegóż bym ja nie chciała!...

Nie pościeliliśmy dziś łóżek. Blat wciąż jest nieposprzątany. Nie mamy czasu na takie drobiazgi, choć przyznam, że mieszkanie wygląda o wiele lepiej, gdy wszystko stoi na swoim miejscu. Nie mamy w pokoju szafy. Ubrania trzeba odwieszać do szafy w kuchni. Nie szkodzi, i tak uwielbiam to miejsce.

* * *

Teraz spojrzałam za okno. Jest 15.23, koniec grudnia, więc słońce chyli się już ku zachodowi. Ostatnie promienie dnia opadają różową żółcienią na domy i bloki. Kot wskoczył mi na kolana, wtulam twarz w jego futerko. Ładnie pachniesz, kocie. Z naszego mieszkania okna wychodzą na północ i na południe. Z kuchennego okna, tego wychodzącego na północ widać obrzeża miasta, odległe pagórki i wsie. Z okna południowego widok rozciąga się na miasto. Wieczorem zakładam kurtkę i buty, po czym wychodzę na balkon z papierosem i przyglądam się rozświetlonym budynkom. Czasami wychodzisz ze mną, czasami palisz w kuchni przy oknie.

* * *

Siedzisz naprzeciwko mnie i pracujesz. W kuchni robi się coraz ciemniej. Zapaliłeś te małe światełka oświetlające kuchenny blat. To ciepłe światło zawsze poprawiało mi humor. Wciąż jest tyle do zrobienia, podczas gdy ja zamknęłam się w moim małym świecie i piszę, a przecież o 19 musimy wychodzić. Trzeba jeszcze umyć włosy, zmieść sierść z podłogi, przemyć ją mopem, zrobić makijaż… Współlokator nie śpi, widzę jego niewyraźne ruchy zza szyby, ale w jego pokoju panuje ciemność. Ciekawe, co robi.

Pracujesz od rana do nocy, a ja od rana do nocy cię kocham. Nawet moja mama cię polubiła. Dała ci prezent na Boże Narodzenie, książkę. Położyłeś ją na drewnianym taborecie przy łóżku. To chyba znaczy, że chcesz ją przeczytać. W naszym życiu jest tyle pięknych rzeczy. Stary telewizor, płyty winylowe, tlące się nieśmiało kadzidełka, nasze mieszkanie, twój dom rodzinny, do którego tak uwielbiam jeździć. Książki, które czytamy, rozmowy, malutkie obrazki, które wycinam z gazet, herbaty owocowe. Współlokator zapalił światło. Pewnie szykuje się do wyjścia. Mamy tyle wielkich problemów. Kiedyś przypomnimy sobie jak bardzo byliśmy szczęśliwi.
 

w.


Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież