Stanisław Stanik - Romantyzm – następca klasycyzmu

W szafie z dawnymi książkami z końca lat siedemdziesiątych XX w. widnieją tytuły, które minęły jakby bez echa, a w perspektywie czasu stanowią wyraźną wskazówkę dla literaturoznawcy. Każą mu widzie zdarzenia na rynku wydawniczym w całkiem innym świetle, niż je odbierano na początku Otóż częściowa analiza pojęcia „klasycyzmu” i „romantyzmu”, odbierana na bieżąco, pozwala spojrzeć jaśniej na minioną epokę PRL-u i następuje po niej epok­ę postmodernizmu (albo Przełomu). Warto skierować uwagę na dawne lektury.

W wydanej przed wieloma laty książce Ryszarda Przybylskiego „To jest klasycyzm” pada sformułowanie, że ocalenie mitu harmonii ludzkiej świata nadchodzi ze strony współczesnego klasycyzmu. Autor nazywa ten stan sytuacji pasjonującą przygodą duchową naszej epoki. W czasach, kiedy już to raczej szukamy pożywki dla humanistyki w romantyzmie, w nim inspiracji dla zasadniczych pytań i odpowiedzi, takie jawne i głośne stawianie diagnozy musi zastanowić.

Maria Janion, znakomita znawczyni romantyzmu, nazywa w sowie wstępnym ten rodzaj klasycyzmu, jaki wprowadza do swej książki Przybylski – tragicznym. Współczesny klasycyzm jest obciążony „świadomością nocy oświęcimskiej”, rozdarcia, „kolizji równouprawnionych racji”. Jest to klasycyzm odmieniony, bo „przeniknięty śmiercią i barokiem”. Właśnie ten obraz klasycyzmu przedstawia w swej książce Ryszard Przybylski, autor manifestów programowych, eseista, tłumacz, krytyk, historyk literatury.

W swoim zasadniczym zrębie rozważań Przybylski poddaje analizie poezję pięciu autorów: Jarosława Marka Rymkiewicza, Julii Hartwig, Jerzego S. Sito, Artura Międzyrzeckiego, Zbigniewa Herberta, których to zresztą autor zalicza do głównych reprezentantów współczesnego klasycyzmu w Polsce. Ich poezję, mniej lub bardzie wnikliwie, poddaje rozbiorowi, doszukując się na poziomie najniższych struktur – indywidualności pisarskich, odrębności. Na wyższym bada nadbudowę sfery sporu o klasycyzm współczesny: jego upostaciowienie, funkcjonowanie.

Warto prześledzić te składniki u poszczególnych poetów, aby móc z tego złożyć obraz klasycyzmu współczesnego, jakim chce go widzieć Przybylski. Oto dominującym czynnikiem harmonii i ładu w poezji J. Hartwig jest poczucie nowego rytmu świata, wyrażane za pomocą poetyki snu, gdzie rzeczywistość odarta z sacrum jest całkowicie groteskową, rytm snu nadaje jej jakiś porządek. Z kolei klasycyzm Jerzego Sity wyraża tęsknotę za zbawieniem człowieka przez człowieka. Klasycyzm w tym ujęciu to zdaniem autora – chyba niezupełnie słusznie – ciągłe poszukiwanie idealnego modelu osoby ludzkiej, w którym naśladowanie idealnego „ja” stwarza człowiekowi świat autentycznych humanistycznych wartości. Z kolei klasycyzm A. Międzyrzeckiego ma postać niekończącego się schodzenia do „Doliny Umarłych” i mistycznego patronatu „zgładzonych” nad życiem. Herbert jest klasyczny w tym, iż tworzy hymn o ludziach, którzy umierają w „pozycji stojącej”. Korzysta z szerokiej gamy starożytnych symboli i przedstawia bohatera jako herosa.

Musi sprawić satysfakcję, że zebrane i uporządkowane zostały w jednej książce najciekawsze, najważniejsze dokonania klasycyzmu współczesnego. Autor podjął trud pokazania w literaturze ładu i porządku, typowych dla świata śródziemnomorskiego wartości, trudu w badaniach nieco ostatnio osamotnionego. Dwie sprawy tutaj – w tej książce – wydają się godne szczególnej uwagi. Pierwsza to ta, że autor proponuje własne, jakby uwspółcześnione rozumienie klasycyzmu, który przeszedł przez ognisty piec zwątpienia, druga – że ostateczną miarą harmonii i ładu klasycznego jest jedynie człowiek. Niektóre tezy autora wydają się dyskusyjne, w niejednym miejscu warto by może zatrzymać uwagę i polemizować z autorem, zresztą zawsze takie miejsca narzucają się same w tekstach o zabarwieniu programowym, gdyby zostały wrażone w języku bardziej dyskursywnym. Tę książkę bowiem zbudowaną z siedmiu samodzielnych szkiców należałoby zaliczyć już to do gatunku eseju, w którym słowo zmetaforyzowane ma nośność wielokrotnie wyższą od potocznego.

Tekst główny uzupełniają rozprawki o klasycyzmie polskim w latach 1907-1914, ogniskującym się wokół pisma „Museion”, oraz o manifeście klasycznym Thomasa Ernesta Humle’a.

Koresponduje z tą książką zbór esejów Jacka Trznadla „Pomień obdarzony rozumem”. Zebrane eseje-rozprawki były publikowane w prasie i czasopismach na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Już na początku pracy, w szkicu wstępny, gdzie autor daje opis własnej metody badawczej oraz swojego rozumienia współczesnej literatury, jawi się postawa twórcza różniąca się dalece od tej, jaką prezentował Przybylski. Punkt wyjścia w sferze naświetlenia tematu na pozór wydaje się zbieżny. W pierwszym i drugim wypadku mówi się o upadku wartości. Trznadel tę myśl zdaje się prowadzić do najistotniejszych w konsekwencjach uogólnień. Pisze: „Śmierć z braku wartości – rzadko się o niej mówi, ale ten rodzaj wartości powinien zostać spostrzeżony i odnotowany, skoro znamy śmierć z braku pożywienia, powietrza, śmierć w katastrofie lotniczej i na zawał. Istnieje coś takiego jak głód wartości i śmierć z powodu jej braku. Towarzyszy jej na drugim biegunie brak chęci i odczucia potrzeby realizowania wartości, czyli anosekcja wartości. Wynik jest podobny”.

Różni Trznadla od Przybylskiego próba ocalania wartości mimo wszystko. „Estetyka łączy się z etyką” – pisze autor na początku rozważań, a dalej – we wszystkich partiach książki – ten związek podtrzymuje. Od postawy badacza-klasyka dzieli Trznadla rozumienie poezji jako cząstki udziału osobowości człowieka w życiu, w całości działań. Na przekór postawie Przybylskiego krytyk podchodzi do literatury nie jako do tekstu, gotowego zapisu, który sam w sobie stanowi harmonijną wartość, ale jako do aktu więzi z życiem w sensie oddziaływania wzajemnego autora poprzez tekst na odbiorcę. Łączność z całością, jaka wynika z relacji pomiędzy dziełem a osobą, to przejaw ocalania wartości. Klasycyzm tę więź zachowywał ściśle.

W „Płomieniu obdarzonym rozumem” Trznadel nawiązuje zresztą na wprost do myśli Przybylskiego. Dzieje się tak w rozdziale poświęconym dramatom Herberta, a po raz drugi w rozważaniach nad poezją Jarosława Marka Rymkiewicza. W tych miejscach nadarza się mu okazja do ujawnienia własnej postawy krytyka, estetyka, badacza, ale sam nie chce samookreślić się. Przypatruje się z równą uwagą sztuce Herberta i Rymkiewicza, jak również Leśmiana, Ważyka, Wojaczka, notując uwagi o niewdzięcznych, zdawałoby się sprawach literatury, jakimi są intelekt, intuicja, sfera języka, otwarcie się na czas - przyszłość. Postawa krytyka uwidacznia się dopiero w rozważaniach nad stosowanymi technikami badań w literaturze. Oponuje przeciw przykładaniu narzędzi niejęzykowych do krytyki i nauki jako przekazu literackiego i powiada wprost: „Ograniczenie pola badania, zwłaszcza w humanistyce, musi grodzić ujmowaniem rzeczy martwych. Jest propozycją struktury zamkniętej w przeciwieństwie do tego, co kiedyś nazwałem  s t r u k t u r ą  o t w a r t ą. (…) Gdyby nasz zamiar wobec świata dał się wyczerpać językiem jako strukturą informacji, bylibyśmy jeszcze amebami. Powtórzę: widzenie języka jako rzeczy, którą można ograniczyć i do końca opisać, byłaby w humanistyce widzeniem człowieka jako rzeczy”.

Właśnie metoda patrzenia na literaturę, którą wyznaje Trznadel daje najpełniejsze wyniki w rozważaniach, prowadzonych w aspekcie, czasem zdawałoby się marginalnym, lecz w gruncie rzeczy ciekawym i pouczającym, w szkicach o języku artystycznym (w szerokim kontekście) jako środku kontaktowania się poety z czytelnikiem, o sztuce słowa pojmowanej jako lustro odbijające postać poety-autora, o transcendencji w poezji, stosunku autora do rzeczywistości i o kreacji. Najbliżsi autorowi duchem są pisarze z rodowodem romantycznym, a ściślej rzecz ujmując gdy zainteresowanie krytyka pada za czasy romantyczne i międzywojenne oraz współczesność. Zwraca autor zainteresowanie na takie ważne pierwiastki romantyczne, jak intuicja, transcendencja, inne. To są stałe składniki, spajające szkice o literaturze polskiej, a także w prozie obcej Sada’a, Sarte’a, czy myśli filozoficznej Teilhard’a de Chardina. „Łaskawy czytelnik zechce pamiętać – zaznacza autor – że szkice tu zamieszczone powstawały w różnych okresach na przestrzeni mniej więcej ostatnich lat dziesięciu”.

Inna książka, która bliska jest poprzednim z dwóch przynajmniej powodów (ustosunkowuje się do tradycji historyczno-literackiej a od strony formalnej – stanowi zestaw szkiców publikowanych w pismach) to „Rozmaitości romantyczne” Marii Grzybowskiej. Różni się od poprzednich tym chyba najwięcej, że zarówno zakresem rozważań tematycznych, jak też sposobem prezentacji materiału chce zainteresować i ucznia szkoły średniej i profesora szkoły wyższej. Została bowiem napisana bardziej językiem praktyka literatury (pedagoga, edytora) niż teoretyka. Romantyzm! Co składa się na to pojęcie historycznoliterackie? Jakie wyobrażenie o tej epoce, gdyż Grzybowski „mówi” tutaj o epoce, funkcjonuje dzisiaj? Mickiewicz, Krasiński, Ujejski, Heine, Kraszewski, K. W. Wójcicki – główni reprezentanci romantyzmu polskiego i na świecie, którym filolog poświęca oddzielne rozdziały. Autorka przedstawia w swojej książce klimat epoki, główne tendencje w sztuce, spory, jakie toczono, sposób dochodzenia badacza do wiedzy o tej epoce.

W tej racy w odróżnieniu od terminów „klasycyzm” (Przybylskiego) oraz „klasycyzm” i „romantyzm” ma konotację wyłącznie historyczno-literacką. Oznacza epokę w dziejach kultury narodowej, zapoczątkowaną ukazaniem się „Ballad i romansów” Mickiewicza, a zamykającą się w chwili wybuchu powstania styczniowego. „Romantyk – pisze autorka – to straceniec, który w imię idei gotów się całkowicie poświęcić, przy tym w polskim romantyzmie taką ideą było uczucie patriotyzmu, dla którego jednostka przekreślała samą siebie, jakby nie oglądając się na skutki tego straceńczego gestu. Romantyzm – to także poetyzacja życia, dominacja słowa i gestu nad konkretną pracą, konkretnym, choć bohaterskim”. Rozumienie romantyzmu jako epoki okazuje się ani rewelatorskie, ani – z drugiej strony – uproszczone.

Te szkice posiadają swój urok, ocierają się o anegdotę, ciekawostkę, gawędę. „Długoletnie doświadczenie dydaktyka i popularyzatora – pisze autorka we wstępie – skłaniało mnie do posługiwania się formami niedługiego szkicu, stąd przewaga tego rodzaju prac, które zresztą i powstawały w ciągu lat kilkunastu wywołane doraźną potrzebą społeczną”. Jest to zatem książka popularna, porządkującą wiadomości o romantyzmie, i ucząca, jak do tych wiadomości podchodzić.

Na przykładzie tych książek można zauważyć różnice w pojmowaniu terminów „romantyzm” i „klasycyzm”. Romantyzm był w literaturze polskiej epoką zawartą między latami 1821 a 1863, następującą po klasycyzmie (inaczej Oświecenie) i pseudoklasycyzmie. Jednocześnie w całej literaturze światowej (ściśle: europejskiej) dadzą się wyodrębnić tendencje romantyzmu występujące na przemian po klasycyzmie. Zależą te tendencje od skumulowania pierwiastków „harmonii, ładu i kultury z pierwiastkami dowolności przypadku i natury”. Tendencje klasyczne i romantyczne, zachodzące po sobie, wyodrębnił u nas Julian Krzyżanowski za badaczami literatury niemieckiej. Podział na epoki na przemian postępujące, romantyczną i klasyczną, jest w pełni obowiązującą zasadą do okresu międzywojennego włącznie. Po klasycyzmie między wojnami nadciągnęła wszak epoka romantyczna okresu II wojny światowej a po niej epoka klasyczna PRL-u. Nazwanie epoki lat 1945-1989 epoką klasyczną jest w pełni zrozumiałe z brzmieniem timbru głosu Ryszarda Przybylskiego i Jacka Trznadla. Gdy do twórców piszących w duchu klasycznym dochodzi Wisława Szymborska (z jej filozofią pozytywistyczną), wiersze Urszuli Kozioł czy powieści Myśliwskiego – określenie charakteru epoki PRL-u stanie się proste do wyrażenia. Następująca po tej epoka postmodernistyczna, wnosząca nauki ciemne, ezoteryczne, okultystyczne, wizjonerskie, szeroko naświetlające wciąż nowe zastępy duchów i demonów – to już czas nieodległy, który jest w pełni zrozumiały w opozycji do epoki poprzedniej.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież