Roman Sidorkiewicz - Granica Estonii z Rosją – odwieczna granica dwóch światów

Świat Wschodu i Zachodu  spotkał się tu pierwszy raz na początku XIII wieku. Cywilizacja zachodnia z Kościołem katolickim w roli głównej zderzyła się z cywilizacją wschodnią z Cerkwią prawosławną także w roli głównej.

Obydwie strony poszerzały swe wpływy od kilku stuleci. Rzym rywalizował z Bizancjum; kościoły związane z nimi zaciekle ze sobą walczyły. Wspaniałym pretekstem dla imperialnych podbojów była walka z pogaństwem, które nikomu nie przeszkadzało.

Po klęsce krucjat do ziemi świętej oczy papieży zwróciły się ku pogańskiej jeszcze Europy północno – wschodniej. I tak  w roku 1202 niemieccy rycerze wylądowali w dzisiejszej Łotwie i założyli  Zakon Kawalerów Mieczowych. Ówczesny papież - wszechpotężny Innocenty III (na tronie 1198-1218) ostro zagrzewał ich do boju. Jego Świątobliwości nie przeszkadzały mordy, gwałty na miejscowej ludności. Wszystko w imię Chrystusa. Opis tej krucjaty opisał Jakub Naparty w Świecie Inflant z kwietnia 2011 roku. Niemcy szybko zaczęli cywilizować te ziemie. Narody pogańskie broniły się jednak zaciekle. Szczególnie Litwini, którzy prawie 200 lat trzymali swej tożsamości. W roku 1237 pobili Niemców pod  Szawlami. Zakon Kawalerów Mieczowych padł; dostał się pod kuratelę tzw. Krzyżaków czyli Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. Niemniej zachował daleko idącą autonomię z Mistrzem Krajowym na czele.

Północną Estonie opanowali Duńczycy, zaś obecną Finlandię - Szwedzi. Wszystkie te nacje marzyły o podboju ziem ruskich. Ziemie te były już zchrystianizowane od kilku wieków; wobec czego najazd na Ruś to był czysty podbój imperialny. Na Rusi najsilniejszym księstwem był Nowogród. Moskwa się nie liczyła; na terenach zaś dzisiejszego Petersburga były tylko bagna i moczary. Zasiedlone przez prymitywne ludy bałkańskie. Na ruskie księstwa rzuciły się ze wschodu Mongołowie Dżyngis – Chana. Nowogród jakoś się wybronił dzięki zabiegom dyplomatycznym ale musiał płacić ogromny, ciągły haracz. Na czele tego księstwa stanął książę Aleksander Jarosławowicz z dynastii Rurykowiczów/1220 – 1263/. Był to człowiek silnej ręki. Zdusił wszechwładzę bojarów, stanął na czele walki z agresorem. W roku 1240 pokonał Szwedów nad Newą; stąd jego przydomek - Newski. Niezwykle silni Krzyżacy jednak dalej parli na wschód nie wyciągając nauki z porażki Szwedów. Doszło do bezpośredniego zderzenia w tzw. Bitwie Lodowej w dniu 5 kwietnia 1242 roku. Newski odniósł wspaniałe zwycięstwo nad Teutonami, zapewniło mu miejsce w panteonie rosyjskich bohaterów. Został kanonizowany przez cerkiew prawosławną w roku 1547. Został pochowany w Petersburgu w Soborze Świętej Trójcy.

Wspaniałe zwycięstwo narodu rosyjskiego w Bitwie Lodowej w znakomity sposób wykorzystał Józef Stalin. W roku 1936 radziecki dyktator otrzymał rękopis scenariusza przyszłego filmu napisany przez genialnego Sergiusza Eisensteina. Reżyser ten wsławił się znakomitym filmem Pancernik Potiomkin z roku 1925. Przez znawców sztuki filmowej, dzieło to jest uważane za najwybitniejsze w historii kinematografii światowej. Stalin był wielkim znawcą sztuki filmowej - wysłał reżysera do Hollywoodu aby tam kształcił się w nowoczesnej produkcji.

Kim był Eisenstein? Był on Baltendeutschem /Niemcem bałtyckim/ z Rygi, synem architekta, urodzonym w roku 1898. Stalin dokładnie przeczytał scenariusz, choć na głowie miał Wielką Czystkę i procesy moskiewskie Zinowiewa i Kamieniewa. Wprowadził wiele poprawek, z których najważniejsza to ta, iż Aleksander nie umiera tylko żyje dalej w glorii i chwale. Przejrzystość ideologiczna filmu jest jasna: Rosja tylko pod wodzą wielkiego przywódcy może stawić czoła agresorowi. Film miał ostrze antyniemieckie.

W latach 30. ub. wieku, po dojściu Hitlera do władzy zaznaczyła się wrogość obu państw. Stalin dał Eisensteinowi nieograniczone środki budżetowe. NKWD wystawiło 15 tysięcy statystów. Muzykę skomponował Sergiusz Prokofiew. Film realizowano w dużym pośpiechu, wiele scen nakręcono w atelier, co wyraźnie dziś widać. Do scenariusza dołączono wizytę przyjaźni  i podpisania pokoju z Mongołami / w domyśle z Japończykami, aby mieć spokój na wschodzie/.

Premiera odbyła się 25 listopada 1938 roku. Film odniósł ogromny sukces w skali międzynarodowej. Reżyser otrzymał  Nagrodę Stalinowską. Twórczością Eisensteina zachwycał się Joseph Goebbels. Stawiał go na wzór swoim reżyserom, widział wspaniałą sztukę połączoną z propagandą. Film podbił ZSRR ku uciesze Stalina. Sielanka nie trwała jednak długo. Po podpisaniu układu o przyjaźni w dniu 23 sierpnia 1939 roku miedzy ZSRR i Niemcami, film wylądował na przysłowiowej półce. Na tę chwilę stracił ostrze. Odrodził się dopiero po napaści Hitlera w czerwcu 1941 roku. Wyświetlano go wszędzie, kina objazdowe docierały do każdego kołchozu, na wszystkie odcinki frontu. Zagrzewały naród do walki i to pod wodzą wielkiego Stalina, wielkiego niczym Aleksander Newski.

Bractwo Inflanckie przebywało w tym roku, na początku kwietnia, na wyprawie do Estonii. Jadąc promem na wyspę Piirisaare byliśmy tuż obok wód, na których odbyła się historyczna bitwa. Krajobraz jak wówczas tylko pogoda była zupełnie inna. Wtedy były mrozy, jezioro Pejpus /Czudzkie/ było skute lodem; dziś o tej porze można się kąpać. Tak wielka jest zmiana klimatu.

Po tej bitwie ustanowiona została granica rusko – inflancka. Przebiegała ona środkiem przez trzy wielkie jeziora – Pskowskie, Ciepłe i największe z nich Czudzkie /Pejpus/ i dalej rzeką Narwą na północ do zatoki Fińskiej. Któż by pomyślał, że granica ta przetrwała do dziś /z małymi korektami/. Jest to ewenement, gdyż granice na Wschodzie zmieniały się jak w kalejdoskopie. W Europie tylko Hiszpania, Portugalia, Norwegia, Szwecja mają odwieczne granice. W innych krajach był ciągły ruch zmian granicznych. Na granicy estońsko – ruskiej zatrzymał się na 700 lat niemiecki  Drang nach Osten. Rosjanie natomiast w swych ambicjach imperialnych przekraczali na zachód tę granicę. Opanowali później Polskę, kraje bałtyjskie, ale interesująca nas granica zawsze istniała. Po zaborze Inflant przez Piotra Wielkiego na początku XVIII wieku państwa bałtyjskie cieszyły się dużą autonomią. W latach międzywojennych  granica międzypaństwowa istniała już do roku 1940. I dalej istniała już tylko między Estońską Socjalistyczną Republiką Radziecką a Rosyjską Federacyjną Socjalistyczną Republikę Radziecką. Po wojnie z III Rzeszą w 1944 – znowu to samo aż do roku 1990.

Obecna granica sprawia ciągłe kłopoty. Po roku 1944 tzw. Zanarwie z Iwangorodem (Jaanilinn) przyłączono do obwodu leningradzkiego. Także na południu kraj peczorski wyłączono z Estońskiej SRR i przyłączono do obwodu pskowskiego. Motywowano, nie bez słuszności, że zdecydowana większość ludności to Rosjanie. Zaludniali oni te tereny, a także pas ziemi po zachodniej stronie jeziora Pejpus już w XVII wieku po rozłamie w Cerkwi rosyjskiej. Staroprawosławni uciekali tam przed prześladowaniami w ramach tzw. emigracji wewnętrznej.

Póki istniał ZSRR problem tkwił  tylko na papierze. Po uzyskaniu przez Estonię niepodległości w 1990 roku,  pozornie nieważne zmiany terytorialne stały się zasadnicze. Estończycy zaczęli domagać się zmian i przywrócenia granicy sprzed roku 1940. Rosjanie nie takimi  problemami się przejmowali! Głos maleńkiego państwa był wołaniem na puszczy. Zachód też się tym nie interesował. Chcieli mieć z tym spokój. I stało się – w roku 2007 podpisano umowę graniczną. Estończycy  skapitulowali. I dobrze. Na tych terenach - sami Rosjanie, po co im jeszcze większa ich ilość.

Granica ta dziś nie istnieje w rzeczywistości. Mocno to dziwne ale prawdziwe. Granica jest tylko na mapie. W realnym świecie nie ma jej, gdyż nie przeprowadzono tzw. demarkacji. Jest to oznaczenie w terenie przebiegu granicy trudno usuwalnymi znakami i to numerowanymi. Po prostu nic nie ma. A jest to w sumie 214 kilometrów wspólnej granicy. Kwitnie przemyt, kontrabanda. Żołnierze pograniczni nie zapobiegną temu. Smaczku dodaje fakt, iż jest to granica Unii Europejskiej. Dlatego rząd Estonii postanowił pobudować to, co może być najlepsze w ochronie granic –  mur, a w tym wypadku płotu. Nic lepszego ludzkość od czasów starożytnych Chińczyków nie wymyśliła. Tallinn planuje do roku 2018 pobudować płot o wysokości 2,5 metra, na szczycie którego będzie drut kolczasty. Długość tego „cudu techniki” ma wynieść 108 km. Planowane będą przejścia dla zwierząt oraz kilkaset wież kontrolnych. Na granicy wodnej ma powstać ok. 600 trwałych znaków na wodzie. Ponadto postawionych będzie 760 słupów granicznych o wysokości 210 cm. Cała ta struktura będzie bardzo kosztowna, ale Unia wiele dorzuci.
 W tej branży świat zachodni ma duże doświadczenie. Kiedy ZSRR zbudował w Berlinie mur to był i do dziś jest wielki krzyk. Sami natomiast wykorzystują chiński wynalazek na potęgę. Izrael już pobudował ponad 500 kilometrowy mur u siebie, USA buduje mur na granicy z Meksykiem /około 2000 km/. Zachodnia Europa nie może być gorsza – mury /płoty/ stawiają Austria, Węgry i inne państwa. Nihil novi chce się powiedzieć.
Faktem jednoznacznym jest to, że granice dwóch światów między Estonią i Rosją jakoś istnieją od ponad 770 lat. To w warunkach wschodniej Europy jest zadziwiające. I niech tak zostanie.



Bibliografia:
Ludwik Bazylow, Historia Rosji, Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Wrocław 1985.
Roger Bartlett, Historia Rosji, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 2010, ss. 375.
Jakub Naparty, Bitwa nad Jeziorem Pejpus, „Świat Inflant" 2014, nr 4, s. 3-4.
Stefan Pastuszewski, Estończycy wobec III Rzeszy, „Świat Inflant" 2006, nr 2, s. 1-2.
Stefan Pastuszewski, Jest taka wyspa (Piirisar), „Świat Inflant" 2007, nr 6, s. 5-6.
Stefan Pastuszewski, Bitwa lodowa, „Świat Inflant" 2007, nr 6, s. 9.

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora