Mieczysław Wojtasik - Przejęcie się chwilą

Rembrandt na wizerunku wieczerzy w Emaus uchwycił chwilę łamania chleba przez Nieznajomego, podczas której na twarzach uczniów rysuje się wielkie zdziwienie. Doskonała to ilustracja, wzorcowy model „chwili w roli głównej”, czyli treści objętej wyrażeniem, którym poetka Aleksandra Brzozowska zatytułowała najnowszy zbiór swoich wierszy. Sekunda, dwie – i uczniowie w Emaus doznają iluminacji odkrywając w osobie Nieznajomego - Chrystusa. To także jest chwila w roli głównej, wcale nie drugoplanowa.

Ale, niestety, nieujawniona, bo nieuchwytna. A więc zarysowuje się nam linia podziału chwil na uchwytne, które można zobrazować, wymierzyć podziałką czasu, ale też na takie, którym bardziej odpowiada słowo: impuls. Impuls jednak nie ma swojego wzorca w Sevres. A jest to, jak można przyjąć, stan pobudzenia, zachęty do wytworzenia albo odbioru czegoś co dopiero nastąpi. Do czego potrzebna będzie „chwila w roli głównej”, albo wiele równorzędnych chwil, odrębnych, lub pozostających z sobą w związku przyczyny i skutku. Trzymając się wątków biblijnych – ciąg chwil dających się wyodrębnić, ale nie zhierarchizować, występuje wtedy kiedy  Piotr – jak to wyraził ewangelista Łukasz – po raz pierwszy, drugi, trzeci zapiera się swego Mistrza, słyszy pianie kura, uświadamia sobie przewinę, doznaje goryczy sumienia, płacze, odczuwa żal za zdradę. Ale czy wszystkie te chwile zaistniały w roli głównej? Oto zagwozdka...

Wypadałoby ten, niewątpliwie intrygujący, tytuł zbiorku poezji Aleksandry Brzozowskiej skomunikować z aforyzmem Stanisława Brzozowskiego, następującym: „Poezja – to jest przejęcie się chwilą”. I tyle. Oczywiście, idąc za głosem Ariany Nagórskiej, należałoby sobie życzyć iżby treści ulokowane w chwilach znaczyły więcej niż „Kropelka perfum Chanel” (taki tytuł nosi wcześniej wydany  tomik poezji A. Brzozowskiej). Rzecz jasna, nie wymagamy aby każdy wiersz poetki miał taką moc jak „anioł, który jedną zapałką rozpala tysiące gwiazd” (nie pamiętam, niestety, autora tego pięknego wyrażenia). Ale jeśli powiem, jak poetka w wierszu „Światło”, że ...dotknąłeś mnie Światłem to znaczy, iż czuję się obdarzony pełnią przeżycia, mądrością, a może nawet obudzono moje uśpione, odległe od serca i rozumu, sumienie. Wiersz „Światło” sięga najwyższego pułapu uznania. Utwór „Z cudzego wiersza” stawia nas przed dylematem: czy miłość trzeba namierzać szkiełkiem i okiem, czy drgnieniami strun duszy. A może, jeśli to jest miłość z cudzego wiersza, wystarczy usytuować ją blisko, po sąsiedzku, w rodzimym krajobrazie. A jeśli ten krajobraz się oddalił, to narysować dla niej dom z dymiącym kominem/ drzewo i budę dla psa.

Pojawiła się miłość, ale nie ma w  wierszach „pani od biologii” erotyki. Są przybliżenia, muśnięcia tematu o perspektywie jak we fraszce J. Gaudyna pt. „Mąż”: Muśnie/ i uśnie. W sumie formują one wizerunek raczej wyrzeczenia. Popatrzmy: Obrysowali mnie/ linią ciała// A przecież jestem wiatrem/ który uderza w dłonie lasu (z wiersza pt. Poza kontury, s. 12). Patrzymy na siebie/ przez kruchość witryny// ty – mężczyzna z plastiku/ ja – z krwi i pragnień (sic!)/ twoja martwa twarz (z wiersza pt. W doskonałe jutro, s. 13). W utworze pt. Sny dziewczynek, s.30, małe dziewczynki  Boją się panów z pękiem kluczy/ do pokoi/ gdzie odbiera się/ skrzydła. I tak dalej. Nie była  Julią/ nie czekał na nią Romeo/.../ jej ciało nie znało/ oddechu mężczyzny (vide wiersz pt. Ptaki i kamienie). Ale ulubione (ponoć) przez poetkę tango potrafi odmienić koloryt teraźniejszości:

Tango
ja w nagości ognistej sukni
z jasną wstęgą włosów
ty cały z męskich ramion

Twarze nasze dłonie
splatamy ciasno
szybują w krwiobiegu
purpurowe ptaki
Zamykamy się
w kokonie pragnień
rwanym taktem pulsują
niecierpliwe ciała /.../
(z wiersza pt. Tańczymy)

Każdą chwilę trzeba sobie uprzytomnić, ożywić, zagnieździć się w jej wnętrzu. Postulat ten wybrzmiewa z wiersza pt. Nie nazwał chwili, s. 64, będącego świetnym kontrapunktem dla przywołanego na początku tego omówienie efektu osiągniętego przez Rembrandta: Tutaj/ Teraz/ jest/ w zadziwieniu. Myślę, iż Aleksandra Brzozowska jeszcze nie raz, nie dwa będzie „ładnieć” w swoich wierszach. Tak jak w tym delikatnym, subtelnym liryku pt. Ładnieję wiosną, s. 14. A więc: czytamy wiersze Aleksandry Brzozowskiej z Bydgoszczy, panie i panowie.

 



Aleksandra Brzozowska, Chwila w roli głównej, Instytut Wydawniczy "Świadectwo", Bydgoszcz 2016, ss. 80.