Roman Sidorkiewicz - Demony Wołynia wiecznie żywe

Wojciech Smarzowski dobrał się do tematyki rzezi na Wołyniu, która miała miejsce w latach 1943-1944. Oddziaływanie kina na umysły ludzkie jest nieporównywalnie większe niż książek, recenzji, dyskusji intelektualistów. Temat Wołynia istnieje w dyskursie publicznym już ponad 20 lat lecz jego efektywność jest znikoma. Dopiero teraz nabiera rumieńców. Milczeli lub zakłamywali historię wszyscy po trochu. Prawda o tych wydarzeniach nikomu nie była na rękę.

W Związku Radzieckim, w PRL – milczano. Nie chciano psuć stosunków z bratnią, socjalistyczną Ukrainą. Kościół nasz milczał jak zaklęty; decyzją papieży musiał wziąć w opiekę duszpasterstwo Kościoła unickiego /greckokatolickiego/ w Polsce. A to właśnie wierni tego Kościoła/poddani papiestwu!/ dokonali niesłychanych zbrodni. Radio Wolna Europa często płakało nad losem metropolity lwowskiego Josipa Slipyja męczonego w sowieckich łagrach. A to właśnie on jeszcze jako biskup – koadiutor, błogosławił w kwietniu 1943 w archikatedrze Św. Jura we Lwowie 14 dywizję SS ukraińskich grenadierów - ochotników jadących na front wschodni. Milczano o jego wyczynach wojennych. Od roku 1963 mieszkał w Rzymie, gdzie dostał kapelusz kardynalski. Niewiele lepszy był metropolita Szeptycki zmarły w roku 1944. Wkrótce ma być ogłoszony przez papieża Franciszka świętym! Nasza hierarchia kościelna nabrała więc wodę w usta. Papiestwo nie po raz pierwszy pokazało, że najważniejsze są interesy ponadnarodowe, wielkomocarstwowe. Tylko księża Isakowicz – Zaleski oraz Międlar zdobyli się na mówienie prawdy. Ten ostatni został wyrzucony z szeregów macierzystego zgromadzenia.

Duch Wołynia ciągle sprawia kłopot. Teraz zatruwa stosunki między Polską i wolną Ukrainą. Rosja triumfuje: ot, wynaleźliście sobie przyjaciół! I rzeczywiście, my swoje, Ukraińcy swoje. Temat ten zapewne długo tkwić będzie na froncie walki ideologicznej. Trzeba się z tym pogodzić.

Film Smarzowskiego jest zbliżony do doskonałości. Jest długi, 2,5 godzinny, ale ani na chwilę nie nuży. Pokazane jest w zasadzie wszystko – folklor, miłość z odważnymi scenami erotycznymi/chcesz czy nie – takie sceny są zawsze atrakcyjne/. Historia tej ziemi. Najpierw stosunki przedwojenne, potem wkroczenie Rosjan, następnie Niemców a na końcu rzeź chłopów polskich. Co tu brakuje? – trochę mało jest o samoobronie Polaków, o zemście Polaków na Ukraińcach, o działaniu sławnej 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej.

Film zaczyna się folklorystycznymi scenami z wiejskiego wesela. Doprawdy, wspaniały jest folklor ukraiński, do dziś nie ma równego w Europie. Na wsi żyją Ukraińcy, Polacy, Żydzi. Jakoś to wszystko się toczy. Lecz demony się rodzą, słychać pomruki Ukraińców. Przywołują zamach na ministra Pierackiego, opowiadają o burzeniu cerkwi na Chełmszczyźnie o sprzedawaniu ziemi Polakom, o ekspansji polskich urzędników. Nawet sołtysowi na wsi może być tylko Polak. Słychać sprzeciw Ukraińców wobec pogardy dla nich przez Polaków. Ktoś mówi o niepodległej Ukrainie.
Nadchodzi rok 1939. Rosjanie zajmują Wołyń. Chłopi ukraińscy dali wyraz zemście. Zakopują godło polskie w głębokim dole. W nowej radzieckiej szkole nauczycielka utwierdza dzieci, że religia to zabobon. Zaczynają się represje, wycelowane głównie w element polski, w jej miejscowych przywódców. Rosjanie trzymają jednak Ukraińców na dystans. Nie dają im żadnej swobody, ani oczywiście szans na niepodległość. Do kołchozów gonią wszystkich chłopów bez względu na narodowość. Prawdziwa akcja zaczyna się z chwilą najazdu hitlerowskiego. Ukraińcy poczuli krew. Piją za zdrowie Hitlera, wierzą naiwnie w jakieś państwo ukraińskie, sławią Banderę. Zbliża się czas zemsty na Polakach. 11 lipca 1943, niedziela. Księża grekokatoliccy nawołują do zemsty, do zbrodni. Mają wzór w osobie metropolity Slipyja. Zaczyna się rzeź. Otaczają kościoły, wsie, mordują sąsiadów. Amok ogarnął lud ukraiński. Aż trudno patrzeć na te bestialstwa – rozpruwanie brzuchów ciężarnych kobiet, ścinanie głów, wycinanie kręgosłupów, robienie żywych pochodni z dzieci, rozrywanie ciała końmi.

Wszystko to pokazane jest na tle historii młodej Polki zakochanej w Ukraińcu. Rodzice wydają ją za starszego, zamożnego sołtysa. Jej perypetie towarzyszą nam do końca. Młoda aktorka, jeszcze studentka, Michalina Łabacz zagrała tę rolę genialnie. Smarzowski wykazał się znakomitą intuicją, zatrudniając do filmu nieznanych aktorów. Znani aktorzy może ściągnęliby większą widownię ale brakowałoby autentyzmu. Bo ile można razy oglądać te same twarze, grające dziesiątki innych postaci. Oglądanie ciągle tych samych aktorów i celebrytów jest nudne i mało przekonywujące. Podobnie uczynił swego czasu Sylwester Chęciński w „Samych swoich”. Powierzył główną rolę Wacławowi Kowalskiemu, aktorowi spychanemu na trzeciorzędne pozycje. Zagrał on swą rolę genialnie, zaćmił sławnego Hańczę a film przeszedł do historii.

Wojciech Smarzowski film nakręcił na swoją odpowiedzialność. Jest zarówno scenarzystą jak i reżyserem. Dwóch w jednym .Rzadko to się zdarza. Ambicją jego było zrobienie filmu uniwersalnego. Udało się. Pokazał mechanizmy wzniecania wszelkiego rodzaju nienawiści. A małoż tego było w historii? I to najwięcej w XX wieku! Wydawało się, że ludzkość już zmądrzała. Niestety, jednak nie.

My, Polacy też zachowywaliśmy się, delikatnie mówiąc, niewłaściwie. Nasz „ Drang nach Osten” czyli parcie na wschód w dużej mierze przyczyniło się do wzniecania nienawiści, której ofiarą padli, Bogu Ducha winni, polscy chłopi na Wołyniu. Nasza magnateria fundowała sobie olbrzymie terytoria z przeznaczeniem na majątki. Najbogatszy człowiek w I Rzeczpospolitej, zdrajca Szczęsny Potocki /1751 – 1805/miał majątek wielkości 1,5 miliona hektarów. Ile to jest? - 15 tysięcy kilometrów kwadratowych czyli prawie jak obecne województwo kujawsko – pomorskie. A ukraińscy chłopi byli tylko siłą roboczą, bez żadnych praw obywatelskich. Kiedy Potocki zaczął budować słynną Zofiówkę, to zagonił do roboty 40 tysięcy chłopów. A takich jak on było wielu. Rewolucja bolszewicka na Ukrainie żywiła ludzi hasłami „Borba protiw polskim panam”. A jaką pogardą otaczał lud ukraiński Henryk Sienkiewicz w „Ogniem i Mieczem”! Tego nie można dziś czytać.

Ten film jest bardzo potrzebny. Smarzowski zachował dużą powściągliwość wobec winnych tej hekatomby. Starał się być obiektywny. Oczywiście, nie wszystkie oczekiwania mógł zaspokoić.

Jego dzieło na pewno wejdzie do naszego panteonu sztuki filmowej.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Również tego autora