Mieczysław Wojtasik - Jezioro Lugu jest góralską panną

Jidi Majia jest wybitnym współczesnym poetą chińskim, laureatem wielu światowej rangi nagród, jak np. Europejski Medal Poezji i Sztuki HOMER, którego utwory  drukowane są  w kilkudziesięciu państwach. Również w Polsce, a konkretnie w Bydgoszczy, w bibliotece „Tematu” wydano przetłumaczone przez Dariusza Tomasza Lebiodę z języka angielskiego wiersze tego poety w zbiorze pt. Ryty wieczności. Niewątpliwie jest to gratka dla miłośników, a zwłaszcza badaczy  poezji, bo kto zna, choćby pobieżnie, literaturę chińską. A jest to jedna z najstarszych literatur świata. Zabytki jej piśmiennictwa sięgają czasów sprzed 1000 lat p.n.e. I zapewne jest to literatura w niemałej mierze determinowana licznymi kierunkami i doktrynami chińskiej filozofii, takimi jak konfucjanizm, taoizm czy szkoła działania przeciwieństw in i jang.

Ale ani tezy, ani rudymenty słynnych filozofii nie napędzają poezji Jidiego Maji, lecz najbardziej elementarne uniwersalne dylematy: kim mam być wobec drugiego człowieka? kogo naśladować? Jakie cele wyznaczyć swoim słowom? (Poszukam/ Zagrzebanego słowa/ Ukrytego symbolu/ Przekazywanego w ojczystym języku/ potomstwa ludzi gór – z wiersza pt. Zagrzebane słowo). Natura rzeczy jest gwarantem trwałości świata i wobec niej poeta kieruje słowa pokory i poważania. Potomek mieszkańców górskiej krainy Liangshan, narodowości Nuosu (Moją historię napisała ziemia i język Nuosu – Autoportret), posługującej się odrębnym systemem pisma, tzw. pismem yi, którego używają szamani (bimo) oraz w tekstach naukowych. Słońce w jego rodzinnej krainie nie zachodzi za horyzont jak u nas, na Kujawach czy Mazowszu, lecz zsuwa się ze skalnej półki. Jak pisze D.T. Lebioda  w posłowiu do Rytów wieczności : „Majia  potrafi napisać wiersz delikatny jak ruch skrzydeł ważki, a zarazem tworzyć szerokie panoramy, w  których odzwierciedla się duch całej epoki, etos wolnej egzystencji pośród gór i jezior, w harmonii ze zwierzętami i wszelkim istotami żywymi.” W centrum świata poetyckiego Jidiego Maji stoi człowiek związany nierozerwalnymi nićmi z przyrodą, z ziemią ojczystą – związany przede wszystkim miłością i dziedzictwem kulturowym:
                Niech obie bose stopy osiądą
                Głęboko w ziemi
                Niech krew w naszych ciałach
                Spokojnie wraca
                Do miejsca, które nas zrodziło
                        (Tylko dlatego, s.63)

    Podobnie jak nasi klasycy – Maria Konopnicka, Jan Kasprowicz, a także uczestnicy corocznych konkursów poezji ekologicznej w Barcinie ( w bieżącym 2016 roku jest już po raz 17. taki konkurs) J. Majia prowadzi żywy dialog z przyrodą, w dodatku  czyni to w tonacji ekstremalnej,  aż po w pełni zobrazowany animizm i liczne personifikacje zwierząt (byka, jelenia, kozła górskiego, orła, pantery etc.). Znamienna jest inwokacja do gryki (przywoływanej  też w innych wierszach, np. Inna droga: Widzę jak moje drugie ja przechodzi przez/ Koronę ciemności i trwania/ Pielęgnowane przez chłód gryki):
                Gryko, przepełniona duchem natury
                Wyznaczasz kierunek naszego losu
                Jesteś starożytnym językiem (…)
                Pragniemy twej pieszczoty i opiewamy cię
                Tak jak śpiewamy o naszych matkach
                            (Gorzka gryka, s.42)
    Pełne narracyjnego napięcia są apostrofy poety skierowane do wyspy, a zwłaszcza do rzek, np. w wierszu pt. Dedykowane rzekom świata, s.144:
                To wy stworzyłyście najstarsze mity
                I wy swymi niewidzialnymi dłońmi
                Zaczynałyście uprawiać glebę na złocistych brzegach
                Zaprawdę wszystkie ziemskie cywilizacje
                Czerpały nieograniczone życiodajne siły
                Z waszych głębokich nurtów (…)
    Wszechmoc rzek na sposób ludzki wcielają w życie przodkowie poety, a zwłaszcza matka:
Moja matka która się nie starzeje (…) Jest głęboką i rwącą rzeką (…) Na końcu tysiąca     rytów żałobnych/ Jestem drżącymi sylabami matki/ Wciąż mnie obejmującej – z wiersza  Autoportret. Nie ma takich zdarzeń w klepsydrze przemijania, którymi nie władałaby matka. Ona jest strażniczką życia w chwili pierwszej i ostatniej; Pewnego dnia nadejdzie czas mojej  śmierci/ I przekroczę długie cienie/ Kładące się na wysokich górach/ Ach matko, gdzie wtedy będziesz? Dalej w tym wierszu – Moje życzenie, s.26-27 – autor odpowiada sobie: Na ziemi twojej kremacji. Motyw kremacji jest kilka razy podejmowany w tej poezji. To bodaj najważniejszy rytuał potwierdzający koniec egzystencji ciała, a zarazem wyznaczający horyzont istnienia ducha, jego mocy i energii przenikania w głąb pokoleń. Każda cząstka prochu uczestniczy w tworzeniu nowych form życia, a ogień pozostaje znakiem wieczności na chwilę objawionej w ludzkim ciele. Stanowi ogniwo nie kończącego się łańcucha przemian. Dziedzictwo, korzenie i tradycja, obyczaje , rytuały, jak choćby Święto Pochodni, podczas którego – wg wierzeń plemiennych – wraz z żywymi w tanecznym kręgu pląsają duchy przodków, przenikają, ubarwiają i nasycają poetyckie wizje Jidiego Maji. Krajobraz górskiej krainy Liangshan wciąż przykuwa uwagę opowiadaniami o odwadze i dzielności myśliwych oraz ukrytych w masywach skalnych, jaskiniach, rozpadlinach, jeziorach i stawach tajemnicach: Zaprawdę między rzeczywistością a nicością/ Jest pieśń ludzkich i boskich tonów/ Co głosi pochwałę narodzin i śmierci – stwierdza poeta w wierszu Głos bimo. Nieprzypadkowo pojawiają się u Maji piękne alegorie, np. w wierszu pt. Pozwól odwrócić się łani: Która stanęła na krawędzi urwiska i nie miała gdzie umknąć/ Ale nagle odwróciła się i zmieniła w piękną pannę. Albo ta, z której wzięto tytuł do niniejszego omówienia, zawarta w utworze pt. Jezioro Lugu. Jezioro to, wyniesione na 2700 m n.p.m., uosabia góralską pannę, córkę skamieniałej Lwiej Góry. która to: Od wielu lat trzyma dziewczynę w uścisku/ I nawet wiatr zapomniał jak jest czarująca/ Stara panna, której czystość stała się przekleństwem – relacjonuje Jidi Majia. I dopowiada Szkoda tej górskiej panny/ Wciąż głęboko uśpionej w jednej pozie/ Z ciałem obnażonym we śnie/ Płaczącej w łożu sfałdowanego brokatu.
    Utwór J. Maji Ciuchcia z mej pamięci (ciekawe jak po chińsku wymawia się słowo ciuchcia)
jest także w stu procentach ciuchcią z mojej pamięci – gdzieś spod Lubrańca albo Dąbia Kujawskiego. O fantastycznej „dotykalności” dla wszystkich zmysłów. Ciuchcia pełna świń w workach, piejących kogutów obwieszczających świat nadziei, z wesołym maszynistą wychylającym się przez okno. Choć wspomnienie jest tak ciepłe, to czujemy ukłucie żalu – zarówno pozostawione wśród skalistych wzgórz w Chinach, jak i wzdłuż smużnych kwiecistych łąk i cicho szemrzących zagajników na Kujawach, Pałukach czy na Mazowszu. Komu i w czym przeszkodziła ciuchcia?
    Dobrze byłoby gdyby Czytelnicy zechcieli sięgnąć po Ryty wieczności. Z ciekawości i z poczucia, iż jest to poezja katalizująca wrażliwość i lotność myśli.

Jidi Majia, Ryty wieczności, przełożył z angielskiego Dariusz Tomasz Lebioda,. Biblioteka „Tematu” , Bydgoszcz 2016.




Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież